Rozdział trzeci

Nie ma mowy, by Severus pozwolił na to, by to w jakiś sposób na niego wpłynęło. Nie będzie się nad tym rozwodził i zamiast tego szybko powraca do codziennej rutyny. Mimo to tli się w nim pewna uporczywa myśl, której nie udaje mu się zdusić. Czeka do późnego popołudnia, by być pewnym, iż zastanie Pottera i Weasleya w pracy. Zamyka kwiaciarnię i powoli kieruje się do studia tatuażu, wrzucając kluczyki do kieszeni, żeby nie kusiło go, by się nimi bawić.
― Witaj! ― woła radośnie Hermiona ponad dźwiękiem muzyki i bzyczenia urządzeń do tatuażu. ― Ma klienta, ale powinien skończyć w ciągu godziny. ― Severus potrząsa głową.
― Właściwie to przyszedłem do ciebie... ― Przez chwilę kobieta wygląda na zaskoczoną, ale bierze kawałek papieru, wizytówkę, i wkłada ją do katalogu, który przeglądała. Zamyka go.
― Masz moją niepodzielną uwagę ― mówi z uśmiechem.
― Chciałem zapytać o… Harry'ego ― wydusza w końcu. ― Zauważyłem coś dziwnego. ― Hermiona unosi brwi, nakazując Snape'owi, by kontynuował. ― Jedzenie. W jego pokoju. ― nakreśla Severus.
Wyraz twarzy Hermiony nagle się zmienia.
― Nie mogę odpowiedzieć. To byłoby nie w porządku względem Harry'ego. ― Severus marszczy brwi. ― Nie lubi o tym rozmawiać ― dodaje, wzruszając ramionami. ― Zresztą, to było przed tym, jak poznałam go i Rona.
Czuł jakąś nieopisaną potrzebę, by dowiedzieć się o Harrym jak najwięcej, dlatego też szybko zmienił temat.
― Kiedy się poznaliście?
Hermiona się zaśmiała.
― Kilka lat temu. Musiałam znaleźć się na uczelni w sprawie moich stopni i spotkałam Harry'ego z Ronem, którzy załatwiali jakieś zaległości.
― Zawalilibyśmy bez niej. ― Ron wychodzi z zaplecza. Snape patrzy, jak ten bierze rolkę papierowego ręcznika z półki. ― Nigdy nie dała nam skopiować gotowych materiałów, ale pomagała nam w nauce i sprawdzała nasze prace domowe. ― Wycofuje się na zaplecze. Severus odwraca się do Hermiony. Delikatna radość na jej twarzy jest niemal obrzydliwa.
― Co studiowałaś? ― pyta Severus, podsuwając sobie katalog.
― Biznes. ― Hermiona opiera łokcie o szklaną gablotę i podpiera brodę na dłoniach. ― Zaczęłam od medycyny, ale szybko ją znienawidziłam. Była nudna. Moi rodzice są dentystami ― tłumaczy. ― Więc wzięłam kilka kursów antropologii, a następnie zajęcia z opieki społecznej. ― Wzdycha. ― Je też nienawidziłam. Nie pracę, kochałam pomagać ludziom. ― Hermiona podniosła się, sięgnęła po stołek, na którym mogła usiąść i wskazała Severusowi, by zrobił to samo. ― Nienawidziłam systemu.
Mężczyzna przytaknął, zajmując miejsce na wysokim stołku.
― I co dalej?
― Wtedy zaczęłam uczęszczać na kursy biznesowe, uznawszy, że chcąc zmienić system, muszę dostać się na sam szczyt. Walka jako pracownik społeczny o pojedynczy przypadek nie zrobiłaby żadnej różnicy. Ludzie mający pieniądze? To oni zmieniali świat.― Westchnęła znowu, rozglądając się po niewielkim pomieszczeniu. ― Dopiero wówczas zrozumiałam, że nie muszę zmieniać świata. Dlatego tu jestem. ― Na powrót spojrzała na Severusa i uśmiechnęła się.
Odpowiedział jej tym samym.
― Poznał mojego chrześniaka, Draco, na malarstwie w zeszłym roku ― wtrącił.
― Harry nam o tym wspomniał ― przyznała. ― Draco studiuje sztukę?
― Nie zdecydował się ― odparł Severus. ― To dopiero jego drugi semestr w pełnym wymiarze godzin. ― Nie wspomina, że chłopak wziął kilka lat wolnego, po tym jak zaczął zadawać się ze złym towarzystwem. Nie wspomina, że za dzieciaka sam należał do tej grupy. Ani o tym, że ojciec Draco wciąż do niej należy. Powstrzymuje się przed potarciem lewego przedramienia, nawet nie śmiąc myśleć o tym, co ukrywa pod materiałem.
Tę chwilę wybrał sobie Ron, by wyjść z klientem.
Kobieta z krótkimi, roztrzepanymi włosami i wieloma kolczykami w uchu, stąpa powoli, z ostrożnie wyciągniętą przed sobą, prawą ręką. Hermiona podnosi się, bierze tablet i włącza go, by zrobić kilka zdjęć, podczas gdy Ron stoi z boku, z dłońmi w rękawiczkach, uważając, żeby niczego nie dotknąć.
Kiedy Hermiona kończy ze zdjęciami, odsuwa się, a ten oczyszcza świeżą ranę. Severus w końcu dostaje dobry widok na tatuaż. Rzuca spojrzenie na zadowoloną minę klientki, po czym przenosi wzrok nieco niżej, a jego oczom ukazuje się wytatuowana w japońskim stylu dziewczyna w krótkiej spódniczce i dużym toporem w dłoni. Nad i pod nią znajdują się dwa banery, głoszące: zbyt kawaii by żyć, zbyt sugoi by umrzeć. Ramię dziewczyny pokrywa już inna skąpo odziana dziewczyna z różdżką, długimi kucykami i księżycem w tle. Ron owija tatuaż folią i zabezpiecza go.
― Uwielbiam robić twoje anime rysunki! ― zachwyca się. Dziewczyna uśmiecha się lekko, po czym przybijają sobie piątkę.
― Pojawisz się w ciągu kilku miesięcy, prawda? Mam w zanadrzu jeszcze kilka pomysłów. ― Podekscytowany Ron wyrzuca pięść w powietrze. Klientka śmieje się, dziękuje i wychodzi, a drzwi zatrzaskują się za nią, szarpnięte mocnym podmuchem powietrza.
― Co tu robicie? ― pyta Ron i obejmuje Hermionę, kiedy ta szybko przesuwa palcem po tablecie.
― Rozmawiamy o tym, jak poznaliśmy Harry'ego ― mówi. ― I już, post dodany na facebooka.
Ron śmieje się.
― O kurde, a powiedziałaś mu, jak my dwaj się poznaliśmy?
Hermiona potrząsa głową.
― Masz okazję sam to zrobić.
― Wpierw muszę zająć się sprzątaniem ― wzdycha, oglądając się przez ramię.
― Zajmę się, a tym w tym czasie mu opowiedz. ― Dziewczyna już jest na nogach, wskazując Ronowi zwolniony stołek.
― Jesteś najlepsza ― woła w kierunku jej pleców, kiedy ta przechodzi na zaplecze. Severus słyszy jak maszyna do tatuażów Pottera milknie, a po chwili rozlega się śmiech. ― Jest najlepsza ― powtarza Ron, tym razem cisze. Severus powstrzymuje się od potrząśnięcia głową.
Maszyna Pottera znowu zaczyna pracować.
― Tak czy inaczej ― zaczyna i odkłada przeglądany wcześniej przez dziewczynę katalog na najwyższą półkę za kontuarem. ― Spotkaliśmy się w szkole średniej... Pierwszego dnia czekałem na busa i ten chudy dzieciak po prostu siedział na krawężniku przy ulicy. ― Milknie, odkładając księgę Hermiony na katalog. Severus podnosi brew, a Ron wzrusza ramionami.
― Tak czy inaczej ― wznawia swoją opowieść. ― Pojawili się jacyś faceci i podeszli do niego, obrażając go. Byłem wysoki jak na swój wiek, więc ruszyłem, by ich powstrzymać, bo dzieciak wyglądał, jakby chciał uciec. ― Znowu wzrusza ramionami i kładzie kalkulator na księgę. Łapie butelkę wody Hermiony i już też ma odłożyć ją na półkę, ale nagle wydaje się jednak nad tym zastanowić i zamiast tego, stawia ją na niższej półce. Kiwa z zadowoleniem głową. ― Ostatecznie doszło do bójki, skończyłem z rozwaloną wargą a on z połamanymi okularami i obdartymi kłykciami, więc wziąłem go do siebie, by go opatrzyć. Mama oszalała, kiedy znalazła nas w łazience.
― W skali od różowych włosów do kradzieży samochodu ojca, jak zła była twoja matka? ― rzuca Hermiona, podchodząc do nich. Ron parska.
― Cóż, nie tak jak przy samochodzie. Poza tym, to było w słusznej sprawie! Uratowaliśmy Harry'ego od jego ciotki i wuja ― wyrzuca z siebie i szybko dodaje: ― zamknęli go w pokoju na całe lato.
Severus kiwa powoli z niedowierzaniem. Jakim człowiekiem trzeba być, by zamknąć tak dziecko?
Hermiona, korzystając z tego, że Ron wciąż stoi, wykrada mu stołek i już ma na niego usiąść, kiedy zauważa, że jej katalog zniknął. Mruży oczy.
― Zresztą, różowe włosy nie były moją sprawką ― obrusza się. ― Stała za tym GInny. ― odwraca się do nich plecami i zaczyna przeszukiwać zawalone oprawionymi zdjęciami półki. Łapie jedną z ukrytych z tyłu ramek i A różowe włosy nie były moją winą ― obrusza się Ron. ― Stała za tym Ginny. ― Sięga po ukrytą w cieniu ramkę.
― Rzeczywiście są różowe ― mówi sucho Severus. Ron krzywi się na jego to, jednak mężczyzna ignoruje jego minę i przygląda się zdjęciu, na którym widnieje grupa rudowłosych chłopców z kobietą, która musi być panią Weasley i nieśmiało uśmiechającą się dziewczynką, Ginny. Harry stoi pośrodku z tortem, dumnie głoszącym: Wszystkiego Najlepszego i szesnastką.
Harry uśmiecha się, ale nie dość, że wydaje się zmęczony, to jego uśmiech nie sięga oczu. Severus marszczy brwi, patrząc na szczupłą rękę Harry'ego i wiszącą na nim, ewidentnie za dużą koszulkę.
― To były jego szesnaste urodziny ― tłumaczy Ron. Severus przez chwilę na niego patrzy. ― Wprowadził się do nas na chwilę przed tym zdjęciem.
Severus otwierał usta, kiedy nagle rozlega się elektroniczny dźwięk dzwonka do drzwi. Klient wchodzi do środka, więc Ron odchodzi, by go powitać, po czym zabiera go na tyły. Hermiona nareszcie lokalizuje swój katalog i wydaje z siebie imponujące westchnienie.
― Mam…? ― Snape wskazuje na najwyższą półkę, a gdy Hermiona przytakuje, zdejmuje wpierw butelkę wody z niższej półki, po czym katalog ze wszystkim, co się na nim znajduje. Kiedy wszystko jest już z powrotem na swoim miejscu, Harry z klientką wychodzą zza czarnego ekranu.
Harry posyła mu uśmiech i macha do niego ręką, nim skupia się na Hermionie.
― Myślisz, że powinniśmy dodać to do portfolio? ― Hermiona szybko podnosi się ze stołka, by zobaczyć efekty. Wzdycha, oszołomiona pracą wykonaną przez przyjaciela. Z jej ust wydobywa się potok słów opierający się w znacznej mierze na pochwałach, komentujący kompozycję w połączeniu z kolorem i to jak współgra z innymi tatuażami.
Klientka wydaje się zadowolona, co pozytywnie wpływa na Harry'ego, który uśmiecha się radośnie do Hermiony.
― Zaraz go uwiecznię ― mówi kobieta i bierze tablet do ręki. ― Wrócisz, kiedy tatuaż się zagoi, by zrobić lepsze zdjęcie? ― Klientka śmieje się, ale przytakuje, ostrożnie ustawiając rękę, by Hermiona mogła zrobić zdjęcie pod jak najkorzystniejszym kątem.
Severus przygląda się tatuażowi przedstawiającemu góry; ciemny tusz z muśnięciami niebieskiego. Kilka niebieskich i złotych tonów wschodzącego słońca. Na niebie widnieją kręgi stworzone z szorstkich linii, pierzaste krawędzie gór i nieba. Z całości płynie nadzieja.
Gdy tylko Hermiona kończy, kiwa i Harry podchodzi z maścią wyglądającą jak ta, którą Ron użył na poprzednim kliencie. Smaruje nią ostrożnie rękę dziewczyny po czym owija ją folią i zakleja taśmą, mającą utrzymać wszystko w całości. Severus patrzy na palce Harry'ego, czułe i pewne siebie. Rumieni się i odwraca głowę, by zobaczyć, jak Hermiona szybko przesuwa palcami po tablecie
Przygląda się jej przez chwilę, ale podnosi wzrok, kiedy słyszy że drzwi się zamykają. Harry uśmiecha się, po czym wskazuje Severusowi, by za nim podążył. Mężczyzna patrzy na Hermionę krótko, po czym kieruje się za Harrym.
Niepewny, Severus staje w przejściu, patrząc jak młodszy mężczyzna sprząta. Przestrzeń jest mała i jasna dzięki dodatkowym lampom. Ruchoma ścianka oddziela jego miejsce pracy od Rona. Harry wyciąga śmietnik na odpadki, zrzuca papierowe ręczniki i małe buteleczki tuszu. Zarzymuje się na chwilę.
― Cześć. ― W jego głosie pobrzmiewa energia.
Severus mruga.
― Cześć.
Harry uśmiecha się w odpowiedzi i wraca do sprzątania.
― Dziękuję za niedzielę. Przykro mi, że nie mogłem zostać ― mówi powoli Severus. Harry patrzy na niego i mężczyzna nie może nic poradzić na to, że czuje się oczarowany.
― To nie twoja wina. ― Milknie na moment, ostrożnie zwijając długi kabel. ― Nie zapytałem wcześniej o twoje plany. To było samolubne i źle o mnie świadczy ― Wzrusza ramionami ze wzrokiem utkwionym w dłoniach.
― Propozycja była miła, a wcale nie musiałeś jej składać ― odpowiada.
― Chciałem. ― Znowu wzrusza ramionami. Po chwili podnosi wzrok i się uśmiecha. ― Jak ci minął tydzień? ― Jego głos znowu jest żywszy, z pewnością przez zmianę tematu. Severus przestępuje z nogi na nogę.
― Miałem dużo pracy.
Harry marszczy brwi, przekrzywiając głowę.
― Przez wiosnę?
― Tak, to sezon wesel i balów studenckich.
Harry potakuje zgodnie, jego oczy znowu skupiają się na maszynie do tatuażu.
― Zastanawiałem się ― zaczyna niepewnie po czym milknie. Wstaje. ― Zastanawiałem się, czy mógłbym nauczyć się od ciebie więcej o znaczeniach roślin? Wiele osób prosi o wkomponowanie kwiatów w swoje tatuaże, myślę, że dobrze, bym wiedział...
― Oczywiście. Mam kilka książek, które mógłbym ci pożyczyć.
Harry podchodzi bliżej. Severus mierzy go wzrokiem i przysuwa się niezauważalnie w jego stronę.
― Powinienem już iść. ― Snape się waha. ― Muszę odebrać kwiaty, nim zamkną szkółkę.
― Szkółkę?
― Szkółkę roślin ― tłumaczy Severus. ― Korzystam z ich usług w przypadku specjalnych zamówień. Normalnie mam kilka firm, z których zamawiam kwiaty, inne sam hoduję, ale jeżdżę do szkółki, gdy potrzebuję dużej ilości roślin na wesela i inne uroczystości.
― Niesamowite ― Harry wykazuje dziwny entuzjazm w odpowiedzi na słowa mężczyzny. Severus pozwala sobie na nieznaczny uśmiech, gdy chowa dłoń do kieszeni.
Harry kieruje spojrzenie na swoje stopy. Po chwili podnosi wzrok i patrzy w oczy Severusowi.
Ten nagle odkrywa, że ciężko mu się oddycha.
― Mogę przyjść jutro? ― pyta Harry.
― Tak.
Jego uśmiech jest oślepiający i ten muska palcami prawy nadgarstek Severusa.
― Zobaczę cię jutro? ― pyta młodzieniec, skupiając wzrok na jego palcach.
― Tak ― powtarza Snape, a Harry nie zabiera dłoni. ― Miłego wieczoru.
― Dzięki. ― Dopiero wówczas puszcza jego dłoń i moment się kończy. Słyszą jak drzwi się otwierają.
― Lepiej już…?
― Ach, tak, to prawdopodobnie mój…
― Zobaczymy się...
― Jutro, tak? ― Obaj się plączą. ― Zobaczymy się jutro.
― Tak ― przytakuje Severus. I nim robi z siebie głupca, opuszcza studio i kieruje się szyko do drzwi. Przystaje na chwilę by pomachać i życzyć dobrego wieczoru Hermionie.

Jutro...
Severus chce coś rozbić. Albo przynajmniej uderzyć głową o ścianę.
― Tak, dostarczymy. Oczywiście, proszę pani. ― Może lepiej, gdyby to głową tej kobiety porządnie uderzył o ścianę. Tak, zdecydował Severus. To byłoby lepsze. Poczuł, jak jego twarz wykrzywia grymas. ― Problem w tym, że mamy tylko jednego dostawcę i...
Niejasno, ponad głosem protestującej, wyraźnie zirytowanej kobiety, Severus słyszy otwierane drzwi. Podnosi wzrok i spostrzega Harry'ego.
― Rozumiem, jednak, tak jak tłumaczyłem, mam tylko jednego dostawcę, a godzina, którą pani proponuje, została już zajęta przez innego klienta trzy tygodnie temu. Jedyne co mogę zaoferować, to inną godzinę. ― Snape zgrzyta zębami. Gdy kobieta zaczyna nalegać, iż jej kwiaty muszą zostać dostarczone dokładnie na tę konkretną godzinę, Severus patrzy na Harry'ego, który przygryza z niepokojem wargę.
Mężczyzna macha do niego i wskazuje stołek na końcu małego kontuaru.
― Jestem tego świadom, przepraszam za kłopot. Niemniej, ten klient wykonał zamówienie trzy tygodnie temu i nie mogę go odwołać.
Harry, teraz siedząc, pochyla się w stronę Severusa i patrzy na jego krótką notkę z numerem telefonu. Snape nie może nic poradzić na to, że patrzy jak usta Harry'ego poruszają się, gdy ten odczytuje czas i miejsce, które uprzednio zanotował. Kobieta nie przestaje mówić i Severus traci cierpliwość.
― Mógłbym je dostarczyć ― mówi cicho Harry. ― To niedaleko ode mnie. Mógłbym jutro wziąć krótką przerwę i zawieźć to zamówienie.
Severus marszczy brwi, myśląc nad tym.
― Proszę chwilę poczekać. ― Kobieta skrzeczy, ale ten tylko wciska guzik wyciszenia. Ostrożnie odkłada telefon na blat, zamiast trzasnąć nim, tak jak w rzeczywistości by tego chciał. Przez chwilę przygląda się Harry'emu.
― Nie mogę cię o to prosić. Zadzwonię po Draco i powiem, by to on dostarczył zamówienie. Albo zawiozę je wcześniej.
― Każesz mu tu przyjeżdżać tylko po to, by dostarczył zamówienie? ― Harry brzmi na zirytowanego i krzyżuje ramiona. To marnowanie jego czasu. Jest studentem. Ja się tym zajmę. ― Snape czuje irytację. Bierze telefon i włącza dźwięk.
― Potrzebuję pani nazwiska. ― Kobieta szybko dyktuje mu dane i Severus zapisuje je, informując o umowie i cenie. Rozłącza się, nim powie coś, czego mógłby żałować.
Pozwala sobie przez chwilę po prostu siedzieć, rozkoszując się ciszą, nim zwraca wzrok na Harry'ego, który zapisuje adres na ręce i nagle znowu ogarnia go potrzeba uderzenia głową w ścianę.
― Bądź na piętnaście minut przed odjazdem i ubierz coś reprezentatywnego. ― Harry odwraca wzrok od ręki i tylko kiwa głową na znak, że zrozumiał. Severus omiata wzrokiem jego podarte spodnie i zniszczone conversy. ― Koniecznie czarnego ― uściśla.
― Dobrze. ― Harry odchyla się, krzyżując ręce i nogi. Severus nagle jest świadom tego, jak blisko siebie siedzą. To wciąż się dzieje, uświadamia sobie, niezdolny do ruchu. Moment mija, kiedy telefon znowu dzwoni. Mężczyzna wzdycha i Harry uśmiecha się. Wskazuje na siebie, drwi, po czym unosi rękę, by pokazać jakieś numery, chcąc przekazać mu coś, czego Severus nie rozumie. Następnie macha i Snape kiwa mu głową, odmachując. Odbiera telefon.

Następny dzień jest śliczny. Świeci jasne słońce i czuć powiew rześkiego wiatru. Snape momentalnie staje się podejrzliwy, czy przypadkiem ta nagle się nie załamie, kończąc deszczem, który zniszczyłby dostawy.
Jednak, ku zaskoczeniu Severusa, pogada utrzymuje się i Harry radośnie przychodzi dokładnie piętnaście minut przed pierwszą. Właśnie kończy owijać folią duży wazon, żeby ochronić ceramikę przed otarciami, po czym wkłada go do wypełnionego pianką pudła stojącego obok jego stopy. Severus wskazuje Harry'emu, by usiadł, kiedy on sam pakuje kolejne wazony.
― Wyglądam reprezentacyjnie? ― pyta młodzieniec. Severus oszczędza mu spojrzenia, delikatnie umieszczając złotą wstążkę z napisem na piankowej między wazonami.
Jego spojrzenie przesuwa się od czarnych trampek, przez długie nogi, ciemne jeansy, aż po czarny sweter w serek i…
― Co ty masz na głowie? ― Dłonie Harry'ego unoszą się do czegoś w rodzaju kapelusza, niechlujnego kawałka szarej dzianiny.
― To od Rona. On i Hermiona powiedzieli, że moje włosy są zbyt potargane.
Severus pociera twarz dłonią.
― W porządku ― odpowiada. ― Te są twoje. ― Wskazuje pudła , które właśnie zapakował. ― Kiedy wrócisz, nie będzie mnie, więc najlepiej jakbyś zostawił pudła przed tylnymi drzwiami.
Harry kiwa głową na zgodę i patrzy na jedno z pudeł.
― Brzmi prosto.
Severus zaciska usta. Wyciąga dłoń w stronę Harry'ego.
Ten patrzy na nią podejrzliwie.
― Co?
― Telefon ― żąda. ― Proszę ― dodaje.
Harry mruży oczy, ale wyjmuje telefon z kieszeni. Severus bierze go do ręki i zaczyna szybko wstukiwać numer.
― Dam ci mój numer, na przypadek, gdyby coś poszło źle. Po prostu zadzwoń. Czy coś ― Oddaje telefon.
― Hmm… w porządku. ― Milknie. ― Mogę napisać?
― Tak ― mówi Severus i bierze się za pakowanie własnej dostawy.
― Świetnie ― zachwyca się Harry.
Dwadzieścia minut później Snape dostaje wiadomość: [i]Wszystko zrobione :)[/i]. Nie może nic poradzić na to, że uśmiecha się do telefonu.

Severus próbuje sobie to wyperswadować. A właściwie wcale nie próbuje. Wie, że gdyby naprawdę chciał wyperswadować sobie ten idiotyczny plan, po prostu zadzwoniłby po Draco.
Ale tak się nie dzieje.
Zamiast tego, dokładnie trzy dni po wiadomości od Harry'ego, nie może zdecydować, czy powinien kupić mu w podziękowaniu kawę z miejscowej kawiarni, czy wysłać bukiet. Część niego czuje, że kawa to zbyt mało, druga natomiast upiera się, że bukiet jest czymś, czego ten i tak się spodziewa.
Wzdycha, przycinając młodą hortensję zbyt zaciekle. Marszczy na nią brwi. Przebiega palcem po dużym liściu, wdycha zapach kwiatów i wilgoci. Severus odwraca się, rozglądając się po kwiaciarni, wciąż muskając palcami liście. Jest cicho i spokojnie.
Patrzy na swoją dłoń, nagle wiedząc, co zrobi.

Następnego dnia dostarcza bukiet, który, jak sądzi, jest jego najlepszą kompozycją.
Uśmiechając się promiennie, Hermiona kiwa usłużnie głową, kiedy Severus prosi, żeby nie wołała Harry'ego. Ta bierze kartę schowaną w kwiatach i stawia wazon pośrodku szklanej gabloty. Widok wydaje się Severusowi dziwny; szklany wazon zawieszony jakby w powietrzu nad poduszeczkami wyłożonymi biżuterią, począwszy od medalików, aż po masywne kolczyki.
Hermiona macha mu na pożegnanie znad grubej księgi.

Severus nie jest zaskoczony, kiedy drzwi otwierają się kilka godzin później. Nie jest zaskoczony, kiedy Harry wchodzi do środka, trzymając ozdobną kartę, którą załączył do bukietu.
― Są piękne ― woła, patrząc na wyłożone mchem terraria. Severus podnosi się, zastanawiając się nad okrążeniem niewielkiej lady. Ostatecznie jednak się nie rusza, obserwując zbliżającego się do niego Harry'ego. ― Notka mówi, że wszystkie kwiaty oznaczają wdzięczność. ― Harry końcu na niego patrzy i Severus przytakuje. Jest w jego twarzy coś, wyraz, który przeszywa Severusa na wskroś. Niesamowity smutek, sprawiający mu ból. Snape czuje się niesamowicie obnażony przez uwagę Harry'ego, wbrew siebie, chcąc wiedzieć więcej o Harrym i jego życiu.
― Rozpoznałem tylko hortensje i lilie. Zdradziłbyś mi, co jeszcze umieściłeś w bukiecie? ― Jego głos zdaje się słaby. Severus przez chwilę walczy o oddech.
― Niebieskie dzwoneczki ― zaczyna, zwilżając wargę. ― Kamelie, dzwonki i mieczyk mówiący o szczerości.
Harry słucha go uważnie, obracając kartę w dłoniach. Żaden z nich nie dodaje nic więcej, a wokół nich i kwiatów zapada dziwna cisza.
― Moja mama miała na imię Lily. ― mówi w końcu cicho Harry. Severus czuje jak jego gardło się zaciska. ― Lilie oznaczają wdzięczność?
― Tylko żółte ― tłumaczy Severus. ― Białe oznaczają… ― milknie, potrząsając głową. ― Chodź tu ― mówi zamiast tego. Odwraca się i sięga do małej szafki, którą trzyma pod kontuarem, idealnej wysokości by trzymać na niej nogi, kiedy siedzi na wysokim stołku. Szuka przez moment, nim wyjmuje książkę.
Ostrożnie wysuwa ją z półki i kładzie na blacie. Harry podchodzi bliżej, przyglądając się wyblakłym literom układającym się w [i]Wiktoriański Język Kwiatów: słownik dla początkujących[/i]. Severus szybko przechodzi na L i szuka pierwszej strony o liliach. Odwraca ją i podsuwa Harry'emu.
Bez słowa młodzieniec przebiega palcem po rysunku lilii na marginesie. Przygląda się tekstowi, odwraca stronę, wraca.
― Czyje są te notatki? ― pyta, znowu przesuwając palcami po obrazkach.
Snape przełyka, śledząc jego palce wzrokiem.
― Moje. ― Milknie. ― Rysunki również.
― Są piękne ― mruczy, przewracając stronę. ― Ta książka jest piękna.
― Dziękuję ― Severus odkrywa, że zniża głos, dostosowując go do cichego tonu Harry'ego. ― Mama podarowała mi ją, nim odeszła.
― Przykro mi to słyszeć.
Snape potrząsa głową.
― Minęło już wiele czasu od jej śmierci.
Znowu zapada między nimi cisza, zakłócana jedynie szelestem przewracanych stron.
― Przykro mi że straciłeś matkę. ― Harry wzrusza bezradnie ramionami. ― Naprawdę miałeś na myśli to, co napisałeś na karcie?
Severus unosi wzrok na tłoczoną kartę, przyglądając się boleśnie przeszywającemu ją, tak dobrze znanemu mu pismu. Nagle czuje się bardzo nerwowo.
― Tak ― mówi po chwili. Wciąż nie odrywa wzroku od karty. Przez chwilę nawet obawia się, że się rumieni. ― Jest jakieś miejsce, gdzie chciałbyś iść?
― Hmm. ― Harry szura stopami. ― Jeśli ci to nie przeszkadza ja... wola... wolałbym zostać.
Severus przytakuje, a jego umysł już pędzi do przodu.
― W porządku ― odpowiada. ― Kiedy? Ugotuję coś dla nas. ― Harry uśmiecha się, sprawia wrażenie delikatnego, wręcz kruchego. Severus chce go chronić.
― Co powiesz na czwartek?
Snape kiwa głową.
― Wyślę ci mój adres.