1. Changing sides


You don't need a reason to help people"

- Unknown


To tak nie miało być.

Wcale, a wcale.

Ale Primus to jeden cwany skurczybyk i szczerze Zarya i Ziva mocno go nienawidziły przez ostatnie miesiące. Pogratulować mu trzeba, naprawdę. Miały ratować inną rasę, a chodziły niewyspane, niespokojne i zirytowane większość czasu. Nawet Ziva ze swoją codzienną radością w końcu się poddała.

Właśnie wtedy, Sideswipe i Sunstreaker zaczęli się martwić. Jednego dnia, Zarya upuściła kubek, blada na twarzy z niemal wychodzącymi jej z czaszki oczami na pewne wieści w telewizji. Jak się okazało, Ziva także była w szoku.

Ale ani brunetka, ani blondynka nie były w stanie wyjaśnić swoich reakcji.

A próbowali się dowiedzieć prawdy Lennox, Morshower, Jazz i Prowl, nawet obecny Dyrektor James White. Wszyscy, co do jednego, polegli marnie.

W końcu, po kolejnym miesiącu tej męczarni, Ratchet zainterweniował, przygotowując im bilet na Diego Garcia pierwszą klasą.

Więc tak oto znajdywały się w samolocie, bo dlaczego nie? To nie tak, że miały jakąś robotę. Żadna nawet nie poszła na studia, och pożal się Boże, lub do pracy. Szczerze? Obie nie miały pojęcia, co się działo.

- Następnym razem, kiedy zobaczę jego twarz, uderzę go tak mocno, że zwiedzi galaktykę pegaza w milisekundzie i zobaczy Cybertron – wymruczała mrocznie Ziva, opierając głowę o siedzenie.

Zarya prychnęła.

- Cybertron nie leży w galaktyce pegaza – stwierdziła.

Ziva uniosła do góry brew.

- Niech zgadnę, prywatne lekcje u Prowler'a?

- Właściwie – zaczęła patrząc na nią – to słuchałam, kiedy Optimus wpadł ostatnio na święta – niemal prychnęła po raz kolejny na jej minę.

- Wow, Sunshine – sapnęła – Uważaj, bo zrobisz się mądra.

Wywróciła oczami, powracając do rysowania w szkicowniku, od razu zwracając uwagę dziewczyny, która nachyliła się, mrużąc oczy.

- Znowu? – spytała ze współczuciem.

- Nie mogę się go pozbyć z głowy – mruknęła rozproszona – A ty?

Na wspomnienie o jej własnych koszmarach, dziewczyna nie mogła powstrzymać wzdrygnięcia.

- Czuję się jak w cholernym domu strachów – mruknęła, zamykając przemęczone oczy na kilka sekund i westchnęła – Jeśli mi się nie polepszy, rozważę branie tabletek, Sunshine, bo długo to jak tak nie pociągnę.

Zarya wydała z siebie dźwięk aprobaty i wtedy obie zamilkły.


- Nie…dlaczego? – jęknęła, patrząc na kobietę, która aktualnie rządziła jakimiś żołnierzami – Dlaczego ona?

Zarya posłała jej pytające spojrzenie.

/Znasz ją?/

Ziva spojrzała na nią żałośnie.

/Sunshine, to Charlotte Mearing. Poznaj najlepszą przyjaciółkę mojej matki/

Blondynka tępo spojrzała na kobietę, aż w końcu pociągnęła siostrę za sobą, zauważając, że tym razem nie tylko one postanowiły złożyć wizytę Autobotom. I mimo, że w tamtej chwili naprawdę nie podobała jej się perspektywa wchodzenia pomiędzy Samuel'a Witwicky'iego i jego dziewczyny, to naprawdę tępiła krewnych Zivy.

Dotarły tam akurat, kiedy Lennox tłumaczył coś zupełnie dla nich niezrozumiałego.

- Hiya, jak ci życie leci, Ciocia? – spytała zarzucając jej ramie na kark, kiedy blondynka zdezorientowana i widocznie zirytowana spiorunowała ją wzrokiem – Dzieciaczki w porządku? Mężuś? Ach…nie czekaj, nie masz – westchnęła teatralnie brunetka posyłając jej swój złośliwy i rozpoznawalny uśmieszek, który niemal pokrył jej wymęczoną twarz.

Zarya skinęła na powitanie całej trójce.

- Ziva, jak miło cię widzieć – wycedziła Mearing.

Tamta cmoknęła, puszczając jej oczko i spoglądając na Sam'a i Carly.

- Sorki za ciotkę – szturchnęła tamtą w żebra – Jest mega zołzą.

- Ziva! - warknęła.

- Tak? – stanęła przed nią, przekrzywiając głowę – Masz coś do dodania?

- To ja tu rządzę – stwierdziła kwaśno.

- James rządzi – prychnęła w końcu Zarya, włączając się do konwersacji – Jesteś jedynie asystentką, która kocha swój głos. Serio, brałaś lekcje od Galloway'a? – spytała z politowaniem.

Tamta popatrzyła na nie gniewnie, po czym na parę za nimi.

- Moje biuro. Teraz – rozkazała, zanim się odwróciła.

Ziva zapapugowała za nią, pokazując jej język, po czym nachyliła się do Sam'a i Carly.

- Nazywajcie ją ma'am. To ją wkurza – poradziła, zanim poklepała ich i popchnęła na przód, zauważając cień uśmiechu na twarzy nowej dziewczyny Witwicky'ego – Aw, Sunshine. Wszyscy moi krewni to rozdrażnione suki – stwierdziła z westchnięciem.

Blondynka wzruszyła ramionami.

- Niech zacznie przeszkadzać Prime'owi. Nie doszuka się tych swoich torebeczek przez przynajmniej miesiąc – mruknęła Ziva jeszcze raz, zanim zwróciła się do milczącego, teraz, Generała - Hejka – zasalutowała mu lekko – Tęskniliście?


- Więc uważa, że jest pępkiem świata? – zapytała brunetka, kiedy zaczęli iść powoli hangarem – Rany, nic dziwnego, że matka się z nią koleguje – wymamrotała.

Spostrzegając wszystkie auta i niektóre holoformy, stojące koło nich, dziewczyna prawie się uśmiechnęła, widząc, że każdy z nich albo zatrąbił na powitanie albo mrugnął światłami.

- To jeszcze nic – Generał westchnął – Charlotte naprawdę daje nam niezłego kopa.

Zarya wydała z siebie zamyślony dźwięk.

- Cóż, pozmieniało się tu coś poza nią? – zapytała w końcu, ale tamten pokręcił głową.

- Wszystko tak samo – odparł – Może nie wliczając afery z księżycem, ale tak jest po staremu – wtedy popatrzył na bliźniczki – A co z wami? Wyglądacie na padnięte.

Obie wzruszyły ramionami.

- Powód, dla którego jesteśmy – odparła Ziva – Ratch i Jazz są uparci. Szukają dziury w całym. Jakiejś choroby lub coś – wyjaśniła.

- Nie przestali nas męczyć od ostatniej wizyty. Mówią, że coś jest nie tak – ciągnęła, rozglądając się po znajomej przestrzeni blondynka.

- A nie jest? – zapytał, zatrzymując się w końcu koło czarnego Topkick'a – Musicie przyznać, że obie nie jesteście sobą. Wyglądacie…jakbyście się czegoś bały – skomentował niepewnie, sprawiając, że popatrzyły na siebie.

/Myślisz, że się domyślą?/

/Nie/ Zarya przejechała wzrokiem po pojazdach /Za mało wiedzą/

Młodsza Hale skinęła głową, po czym zwróciła się do generała.

- Więc? Jakieś jeszcze nowiny? – zapytała jeszcze, niemal od niechcenia.

- Ach, jestem pewien, że niedługo same zobaczycie – puścił im oczko, nie zauważając nawet jak się spięły na taką wieść – A teraz…nie miałyście czasem zobaczyć się z Hatchet'em?

Dokładnie sekundę później, wydał z siebie jęk bólu, kiedy dostał czymś po głowie.

- Za co to?!

- Nie nazywam się Hatchet!

William popatrzył na nie, kiedy uniosły do góry brwi.

- On słyszy i widzi dosłownie wszystko – mruknął zirytowany, masując bolące miejsce – Więc jak widzicie, nic się nie zmieniło – dodał nieco niechętnie, spoglądając krzywo na ambulans.


- Nic?

- Nic – odparły zgodnie chórem, na co popatrzył na nie sceptycznie na wyraźną porażkę ich próby przekonania ich, że wszystko jest okay.

- Te cienie pod oczami to nic? – zapytał Jazz z uniesioną brwią, na co wzruszyły ramionami.

- Dajcie im spokój – syknął nagle Shane, pojawiając się w pomieszczeniu z gniewnym wyrazem twarzy – Powiedziałby gdyby coś im było – stwierdził.

Ziva uniosła do góry brwi, kiedy zobaczyła, że nie tylko one wyglądały jakby dopiero wróciły zza groby. Zaraz koło chłopaka, stanęła w takim samym stanie Ginger, ziewając i patrząc skołowana na wszystkich.

- Co jest? – popatrzyła na Zaryę – Och… - wymsknęło jej się – Wam też?

Zarya wytrzeszczyła lekko oczy.

Podkrążone oczy, blada skóra, brak humoru.

Primus nienawidził ich wszystkich.

- Próbowaliśmy wydobyć z nich cokolwiek przez ostatnie miesiące – stwierdził zirytowany Ratchet, znacząco patrząc na szatyna, który wywrócił oczami – Żadne z was nawet nie da nam pomóc.

- Nie możecie pomóc – mruknęła Ginger, a Ziva niemal wyczuła jakby mówiła to po raz setny.

Zarya spojrzała na nich, a potem na siostrę i znowu na nich.

- Co powiecie na skopanie mu tyłka?

Ginger popatrzyła na nich ze zmrużonymi oczami, tak samo Donnelly.

- Macie na myśli tego dupka? – zapytała dla upewnienia się, a kiedy skinęły głowami, na jej twarzy pojawił się pół uśmiech – Nawet nie musicie się pytać.

- Nadal czekamy na wyjaśnienia – stwierdził Jazz, oglądających ich podejrzliwie – Coś jest nie tak. Z całą czwórką.

Blondynka prychnęła.

- Och, zaufaj mi – wymieniła się porozumiewawczymi spojrzeniami – Dowiesz się okropnie szybko. Wtedy pożałujesz, że w ogóle pytałeś – pokręciła głową.

- Sunshine ma racje – zgodziła się Ziva.

- Nie możecie wiedzieć – wrzuciła Rodriguez.

- Jest powód dla którego trzymamy to w tajemnicy – dodał Shane.

- I wierz mi – wskazała na siebie dziewczyna – To? To nic w porównaniu z tym, co wiemy, że nastąpi. Lepiej, kiedy jak najmniej osób jest w to bagno zamieszanych

Nastąpiła fala zgody, kiedy Ratchet wzniósł oczy ku niebu.

::Nic z nich nie wyciągniemy::

Jazz westchnął.

::Z ust mi to wyjąłeś::


- To tylko ja, czy ona wygląda gorzej z każdą sekundą? – zapytała Ziva, krzywiąc się, kiedy zauważyła, że Charlotte zmierza w ich stronę.

- Nah, nie wydaje ci się – zgodziła się Zarya, mierząc tamtą lodowatym spojrzeniem, kiedy kobieta w końcu przed nimi stanęła – Aw, zabiłaś już Sammy'ego swoim anielskim głosikiem? – zapytała jakby mówiła do dziecka.

Mearing wywróciła oczami.

- Patrz na to, co mówisz – syknęła na blondynka, która tylko wzruszyła ramionami – Wy. Wasza dwójka…

- Rany, Ciocia. Wiemy. Ubezpieczajcie się, kiedy idziemy do łóżka z chłopakiem – Ziva westchnęła teatralnie, na co tamta wydawała się zrobić się nieco czerwona – Naprawdę myślisz, że nie pamiętamy?

- Ranisz nasze serca – dorzuciła z parsknięciem Zarya.

- Stąpacie po cienkim lodzie, dziewczęta – stwierdziła ostro, po czym uniosła dumnie głowę do góry – Obydwie macie się zachowywać. Żadnych psikusów, malowideł na ścianach, przerwanych spotkań i wtrącania się w sprawy Autobotów. To nie wasza działka – odparła z pogardą, mierząc je wzrokiem, kiedy zmrużyły oczy.

- Myślisz, że się tak nas pozbędziesz? – zapytała z syknięciem Ziva.

- N.E.S.T jest też naszą drużyną, jakbyś zapomniała, ma'am – dodała zgryźliwie, biorąc grożący krok naprzód – I nie pozwolę sobie, żeby taka paniusia jak ty, zniszczyła mi rodzinę, kaput? – wywarczała jej w twarz, Ziva skrzyżowała w tle ramiona.

Charlotte zmrużyła oczy, ale cofnęła się posłusznie.

- Macie nie wchodzić mi w drogę – powiedziała jeszcze – Inaczej usunę was z programu.

Z tymi słowami, ruszyła w stronę swojego biura, eskortowana tą swoją służącą, której imienia żadna z nich nie znała.

W końcu, Ziva westchnęła, jej zmęczenie powróciło jej na twarz, kiedy zdała sobie sprawę, że naprawdę, naprawdę potrzebowała porannej porcji kawy.

- Jak śmie?! – syknęła w pewnej chwili blondynka, kopiąc najbliższe auto w drzwi i zaciskając pięści – Przysięgam, że jeszcze raz, a przywalę jej w tą gębę tak, że przez następne milion lat się jeszcze nie obudzi.

Brunetka wzniosła oczy ku niebu.

- Cóż, z jej punktu wiedzenia zakłócamy jej spokój – wzruszyła ramionami – A wiesz, że jeszcze żadna z mojej rodziny tak naprawdę tego nie lubiła, nie? – przypomniała, na co blondynka prychnęła.

- Primus jest martwy jak go zobaczę – obiecała mrocznie.

Ziva uniosła do góry brew.

- Rany, Sunshine. Żeby teraz na bogów się rzucać?

- Powiedział trzy lata – warknęła dziewczyna, zaciskając oczy – Lub coś koło tego. Już nawet nie o to chodzi. Okłamał nas, oszukał! Minął rok i znowu wrzuca nas w jakiś chaos?

Ziva popatrzyła na nią ze współczuciem, po czym położyła jej dłoń na ramieniu, po raz pierwszy od kilku miesięcy, uśmiechając się lekko, ale w ten swój magiczny sposób.

- I co? – pokręciła głową, kiedy Zarya rzuciła jej niedowierzające spojrzenie, ale brunetka w jakiś sposób w jednej chwili poczuła się po prostu lepiej.

Po drugiej stronie Lennox stał z kilkoma innymi osobami, zapewne Autobotami, kiedy je dostrzegł. I miał już zawołać, kiedy zauważył minę blondynki. Czysty szok, kiedy spoglądała na swoją bliźniczkę, która zakręciła się, rozkładając ręce z jednym z najprawdziwszych uśmiechów, jakie mógł zobaczyć w tych ostatnich dniach.

- Popatrz wokół siebie, Sunshine – zaśmiała się radośnie.

Zaskoczona nagłą zmianą dziewczyny, tamta zamrugała kilkakrotnie powiekami.

- Co? – zdołała wydusić.

- Jesteśmy na Diego Garcia – stwierdziła rozbawiona, chociaż jej oczach nadal jawił się jakiś niepewny błysk – Otoczone Botami. Nie złamiemy się tylko, dlatego, że Primus'owi wypadło jakieś spotkanie.

- Skąd ta nagła zmiana? – zakpiła – Przed chwilą byłaś w tym samym stanie, co ja.

- Cóż, staram się – wskazała na pomieszczenie – Autoboty się martwią, Sunshine. Nie możemy po prostu dać się manipulować.

- Ja…ja wiem! – stwierdziła sfrustrowana – Ale... Ugh, wiesz, że to nie tak!

- No, Sunshine – puściła jej oczko – Jestem zmęczona. Już nie wymieniajmy, czym, ale… - uśmiechnęła się – Nie powinniśmy czasem czegoś zrobić? – spojrzała w znajomy kierunek.

Zarya otworzyła usta żeby zaprotestować, ale szybko je zamknęła.

I wtedy, widząc i nawet czując to ciepło dochodzące z drugiej strony więzi, blondynka w końcu pozwoliła sobie na szczery uśmiech.