2. Stand Up
"Start by doing what's necessary; then do what's possible; and suddenly you are doing the impossible."
- Francis of Assimi
Zarya zamrugała kilkakrotnie powiekami, po czym potrząsnęła głową, upijając łyka kawy, po czym ponawiając próbę skoncentrowania się na rysowaniu, obserwując kątem oka otoczenie jakby zaraz ją miał ktoś napaść.
- Mam paranoję – mruknęła do siebie i spojrzała z powrotem na kartkę, niemal zachłystując się piciem.
Kolejny obraz, tylko tym razem nie nieznanego robota.
Auta. Policyjnego auta, na jej oko mustanga. Ale co było najgorsze, na boku miał napisane „karać i niewolić". Blondynka zamrugała znowu, odkładając kubek na bok i zamykając szkicownik, chowając go jednocześnie do plecaka zawieszonego na ramieniu.
Nie. Nie miała ochoty na kolejny ból głowy od zastanawiania się, co to wszystko znaczy. Musiała pogadać z Primus'em. To nie tak to wszystko miało wyglądać.
- Gliniarz, huh? – podskoczyła na znajomy głos, oczy niewyobrażalnie szerokie, kiedy popatrzyła na Shane'a – Niech zgadnę. Z nietypowym mottem?
- Skąd wiesz? – zmrużyła oczy, ale on tylko wzruszył ramionami.
- Nie tylko ty masz wizje, panno Wszechwidząca – prychnął, rzucając jej banana – Masz, powinnaś jeść.
- Jesteś teraz moją opiekunką? – zapytała, ruszając obok niego do wyjścia, kiedy tamten wywrócił oczami.
- Nope! Ale w czasie, kiedy jestem jedynym facetem w tym błędnym kółku, upewniam się, że wszystkie trzy przynajmniej coś zjecie w środku dnia – puścił jej oczko – Uznaj to za oznakę mojego dobrego serca.
- Masz na myśli ten kamień? – spytała.
- Aw, Słoneczko. Moje uczucia! – teatralnie sapnął, idąc przed nią – Ranisz mnie.
Blondynka zaśmiała się.
- Uh huh, chyba być chciał – stwierdziła – Tęskniłeś za moimi obelgami.
Szatyn wzniósł oczy do góry.
- Było bez ciebie nudno – wzruszył ramionami – Po za tym, teraz znowu skupią się wyłącznie na was.
Zarya spojrzała na niego ze zmarszczonym okiem, ale chłopak już więcej się nie odezwał.
By powiedzieć, że Zarya i Ziva były sparaliżowane byłoby delikatnym określeniem tego, co teraz widziały.
Optimus i cała reszta, nawet Sideswipe i Sunstreaker zebrali się w hangarze, kiedy w jakiś sposób umieszczono czerwonego nieznanego robota na podobnym do nosideł podnośniku. Wtedy, obie bliźniczki zerwały się z miejsca, nie czekając na generała, który zaalarmowany ruszył szybko za nimi, kiedy Charlotte mruknęła coś pod nosem.
Gdzieś po drodze minęły także Shane'a i Ginger, mimo to biegły dalej, aż w końcu dotarły do otwartej przestrzeni i jak wryte zatrzymały się dokładnie przed Optimus'em, który na chwilę spauzował, patrząc na nie dziwnie.
- Nie… - wyszeptała blondynka.
Czerwień. Głęboka czerwień. Krew. Energon przeleciał jej przez głowę, kiedy cofnęła się przerażona do tyłu w momencie, kiedy Prime wsadził matryce do piersi Bota, sprawiając, że tamten podskoczył.
W następnej chwili jakby spanikowany zerwał się z miejsca i rzucił na Optimus'a, kiedy Ziva drżącymi rękoma chwyciła ramię blondynki, odciągając ją lekko do tyłu.
I wtedy odwrócił się już spokojniejszy do nich.
Zdrajca, ktoś sykiem powiedział w umyśle brunetki, zdrajca, morderca.
Krzyki, jęki, strzały. Wszystko na nią spadło, sprawiając, że oba końce więzi zadrżały pod nadmiarem emocji. I strach. Okropny, przeszywający całe ciało terror, kiedy te zimne oczy skoncentrowały się na nich dwóch. Nawet Mearing wyczuwając powagę sytuacji posłusznie zamilkła.
ZDRAJCA!, ktoś krzyknął, sprawiając, że wzdrygnęła się.
- To ci ludzie, którzy wam pomagali, Optimusie? – zapytał w końcu, nie odrywając od nich wzroku.
Skąd wiedział? Jak? Powiedział im?
Dlaczego cieszyli się z jego powrotu? …Sides? …Sunny?
- Tak – potwierdził Prime – Zarya i Ziva Hale, nasi sojusznicy. Dziewczęta, to Sentinel Prime, nasz były lider – mimo powagi, obie mogły dostrzec niepokój w jego oczach, kiedy Ziva jeszcze raz się wzdrygnęła.
Sentinel…Prime?
MORDERCA!, kolejny wrzask, kolejne wzdrygnięcie.
Czerwony Autobot wyciągnął do niej dłoń, ale Ziva jak oparzona odskoczyła, wywracając się i upadając do tyłu.
Zdrajca, syk przeszył jej głowę jak sopel lodu i nagle dziewczyna poczuła, że jej niedobrze.
- Widocznie nienauczone manier, Optimusie – stwierdził Sentinel, po czym skierował się znowu do brunetki – Pomóc ci, Człowieku? – jego dłoń już do niej wędrowała, ale Hale wytrzeszczyła oczy.
- Nie dotykaj mnie! – krzyknęła, wstając i cofając się, potykając, co chwila – Nie dotykaj… - zatrzęsła się, zdając sobie sprawę, że każdy się na nią patrzył.
- Ziva! – odezwał się karcąco Sideswipe, Sunstreaker patrząc na nie dziwnie.
Zimny błękit, sprawił, że się złamała. Zarya nawet nie próbowała jej powstrzymać, kiedy przerażona zerwała się na równe nogi i uciekła.
Sama nie była lepsza. Sparaliżowana, nie wydobyła z siebie głosu, kiedy przełknęła ślinę.
Przerażenie, niepokój, strach, nienawiść, wszystko to dochodziło także ze strony jej siostry i dziewczyna siłą woli zmusiła się do pozostania jeszcze w miejscu przez kilka sekund.
Sentinel przekrzywił głowę, nachylając się tak, żeby tylko ona usłyszała.
- Wiecie – oświadczył bezgłośnie, lodowato, tym tonem, którym Jack zawsze mówił do niej w dzieciństwie.
Potwór…, przeszło jej przez myśl.
- Nie wiem, o czym m-mówisz – odparła z jękiem, czując się zagrożona jego postawą.
Wpatrywał się w nią długo, aż w końcu wstał.
Jednak wszyscy poza Optimus'em i chyba Ratchet'em i Ironhide'em wpatrywali się w nią, widząc jej bladość.
- Zarya? – zawołała z góry Charlotte, przyglądając się jej i zapominając o tym, co chciała zapytać drugiego Prime'a – Zarya, potrzebujesz medycznej pomocy?
Nie była całkowicie nieczuła, a zależało jej na personelu N.E.S.T. Zarya chcąc czy nie chcąc nim była.
Zdrajca, mruknął jej umysł, uciekaj.
- Nie… - powiedziała z wahaniem.
Cofnęła się powoli, po czym także rzuciła się biegiem tam, gdzie wiedziała, że jest jej bliźniaczka.
/Już okay/
Ziva roztrzęsiona popatrzyła na swoją bliźniczkę, pojękując jeszcze, kiedy w jej głowie dudniły strzały i znowu chowając ją w kolanach, kiedy dziewczyna usiadła koło niej, obejmując ją i głaszcząc po włosach.
/To on…/
Zarya skinęła głową, a brunetka zadrżała.
- Wiem – mruknęła cicho – Wiem…
- Okay, co to miało być? – obie zamknęły oczy, kiedy w tło weszli Jazz oraz ich strażnicy, cała trójka niewyglądająca na zadowolonych – To było karygodne zachowanie nawet jak dla was… - mówił Sideswipe, kiedy doszedł jeszcze Prowl, także nie cieszył się z jakiegoś powodu.
- Zamknij się – syknęła Zarya, nadal trzymając siostrę – Zamknij się albo przysięgam ta twoja błyszcząca czerwona farba zostanie porysowana i przemalowana na neonowy różowy.
Sides urwał, patrząc na nią.
Prowl za to podszedł do dwójki i spojrzał pytająco na blondynkę, która przełknęła ślinę, ale kiwnęła głową na tak, odsuwając się i pozwalając, żeby zastępca Optimus'a przejął jej miejsce.
Wtedy stanęła.
- A jaki jest wasz problem? – warknęła ostro – Musimy się cieszyć z powrotu Sentinel'a tak samo jak wy? – zacisnęła pięści.
Naprawdę miała ochotę na wymioty.
- Był naszym dowódcą, trochę szacunku mu się należy – stwierdził sucho Sunstreaker – A twój Insekt zachował się jakby miał zaraz zemdleć na sam jego widok. Nic wam nie zrobił.
Zarya wzdrygnęła się.
- Nie wasza sprawa – syknęła i wzięła głęboki wdech – Przestańcie… Po prostu się odczepcie, okay? Co my jesteśmy? Jego suczki? – zapytała z obrzydzeniem.
- Jak możesz go tak nienawidzić? – zapytał, kręcąc głową Jazz i podchodząc do niej nawet mimo tego, że Prowl wyraźnie wzrokiem mówił, że nie powinien zaczynać awantury – Prowadził nami, oddałby za nas życie. Jest jednym z nas.
Odsunęła się jak oparzona.
/Boli…. Boli. Spraw żeby przestało… Błagam…/
Zarya zachwiała się.
/Nie mogę/
Ziva zaskomliła, kuląc się jeszcze bardziej w sobie.
Blondynka wzięła głęboki wdech, siadając naprzeciwko niej.
- Po prostu się uspokój – westchnęła zbolała – Głębokie wdechy, tak jak nas uczyli. Pomyśl o czymś innym, okay?
Ziva niewyraźnie skinęła głową.
Zarya odwróciła się do reszty.
- Jesteście głupcami – warknęła ostro – Zobaczycie. Pokładacie swoje zaufanie w nie tym, co trzeba.
- Sugerujesz, że Sentinel nie jest go wart? – Sideswipe zmrużył oczy, na co tamta prychnęła.
- Tego nie powiedziałam – stwierdziła.
- Ale to sugerujesz – odezwał się Jazz.
Brązowooka odwróciła wzrok.
Powinna im powiedzieć? Powinna wszystko wyznać?
Spojrzała na siostrę, która w pewnym momencie, po prostu się uspokoiła jak za dotknięciem magicznej różdżki.
- Nie jest – powiedziała cicho, wstając i nieco się chwiejąc, kiedy chwyciła się blondynki.
- Ziva…
- Nie zamierzam stać i patrzeć jak to wszystko się wokół mnie dzieje, Sunshine – mruknęła niemrawo i popatrzyła na resztę – Niech wam będzie. Wasz były, najlepszy lider. Mówicie, co chcecie. Ja wierzę jedynie w Optimus'a, nie w tego zdr… - ucięła, zaciskając usta, po czym kręcąc głową.
Zdrajca. Tym był. Wiedziały to. Czuły to.
A oni w to naiwnie wierzyli.
Zarya i Ziva nie, już dawno przestały naiwnie wierzyć słowom obcym ludziom.
- Ziva… - Sideswipe zaczął karcącym głosem.
I wtedy dziewczyna zesztywniała.
Czekaj, czy ona czasem nie miała się dzisiaj skontaktować ze swoją rodziną? Tak jakby…teraz? W tym momencie.
- Sunshine?
Zarya pacnęła się z otwartej dłoni w twarz.
- Mówiłam ci żebyś pamiętała! – warknęła zirytowana, po czym wskazała na wyjście – Idź. Spróbujcie się nawzajem nie pozabijać. Nie żebym się zmartwiła gdyby to się stało – dodała do siebie ciszej.
I w minucie brunetka zniknęła, a blondynka podeszła do brata swojego strażnika, mrużąc oczy.
- Ziva wie, o czym mówi – stwierdziła sucho – I ja także. Sentinel nie jest tym, za kogo się podaje, Sideswipe.
Jego niebieskie oczy nadal jej nie wierzyły.
Dziewczyna zamknęła oczy zirytowana, po czym popatrzyła na wszystkich. Każdy z nich miał ten sam wyraz twarzy. Po za Prowl'em. Zarya i taktyk wpatrywali się w siebie przez krótką chwilę jakby porozumiewawczo, aż w końcu Hale odwróciła się na pięcie i zwróciła się do wyjścia.
- Zaczynam żałować całej tej umowy – mruknęła do siebie.
- Mówiłam wam, że nie mam czasu – Ziva argumentowała już od kilku minut ze swoim ojcem, kiedy jej matka nadal żyła w fochu na drugim końcu pokoju – Nie mogę od tak sobie polecieć do D.C i zostawić N.E.S.T.
Tym razem jednak jej ojciec westchnął i kiwnął głową.
- Musisz w końcu pójść na studia – odparł mężczyzna zrezygnowany – Jeśli nie teraz, później. Ale Ziva, proszę. Dla własnego dobra.
- Tato, od roku jestem w Waszyngtonie i żadne studia nie przykuły mojej uwagi. Mówiłam ci – odezwała się, jej zmęczenie znowu pokazało się na jej twarzy, kiedy przejechała dłonią przez włosy – Słuchaj, wracamy tam już wkrótce i wtedy rozejrzę się jeszcze raz, okay?
Henry popatrzył na nią.
Jego córka doprowadzała się do ruiny, a wiedział, że i tak nie mógł nic zrobić żeby jej pomóc. Czuł się okropnie. Mimo to skinął głową po raz kolejny, akceptując jej odpowiedz.
- Przekaż Zaryi, że naprawdę chciałbym się z nią jakoś spotkać, okay? – powiedział jeszcze, na co brunetka posłała mu słaby uśmiech.
- Tak zrobię – kiwnęła mu dłonią – Na razie!
Ekran zrobił się czarny, a Ziva z ciężkim sercem wstała, czując się jeszcze bardziej zdołowana niż wcześniej.
Potrzebowała zmiany.
Potrzebowała czegoś nowego. Nienawidziła tego przygnębionego życia, wolała to stare.
Waszyngton, pomyślała nagle, Sam i Carly.
Mearing nie zamierzała im pomóc, a oni coś najwyraźniej wiedzieli. Sam potrzebował pomocy, a ona czegoś, gdzie czułaby się potrzebna.
Mrugając zaskoczona swoją inteligencją z szybkością, jakiej jeszcze nikt u niej nie widział, dziewczyna pomknęła w stronę gdzie ostatnio widziała swoją bliźniczkę.
- Czy ty już do reszty zgłupiałaś? – jęknęła z ziemi Zarya, masując głowę i piorunując wzrokiem osobę, która rzuciła się na nią w hangarze pełnym botów i żołnierzy.
Ziva popatrzyła na nią najpoważniej jak umiała.
- Wracam do domu – oznajmiła.
Zarya zamrugała.
I zamrugała więcej.
Wtedy pokręciła głową.
- Słucham? – spytała głucho.
Dziewczyna zeszła z niej i wzięła głęboki wdech.
- Wracam do Waszyngtonu, mam plan – powiedziała na jednym wdechu – Ale ty musisz zostać tutaj.
Starsza Hale patrzyła na nią oniemiała.
Jej szalona siostra miała zostać w D.C. sama? Żeby, co? Rozwalić całe miasto? Zabić kogoś? Co. Się. Do. Cholery. Działo?
Wstała powoli, otrzepując z siebie brud.
- W jakim celu? – zapytała z uniesioną brwią.
Brunetka wywróciła oczami.
- Zamierzam przyłączyć się do Sammy'ego i tej jego nowej dziewuchy, Carly. W celach rekreacyjnych, oczywiście – dodała na jej wzrok.
W czasie, kiedy blondynka to sobie wszystko przetwarzała, do hangaru wjechały dwa nowe auta. Uch… a raczej wóz strażacki i truck.
Ziva zamrugała dziwnie oczami na nowy widok, znowu sztywniejąc i cofając się, kiedy obaj się przetransformowali. I znowu. Czerwony spojrzał się prosto na nią, ale tym razem…tym razem, Ziva miała dość. Kim ona była? Danielle czy Ziva? Ta słaba czy ta silna?
Tym razem udało jej się trzymać strach w ryzach, zauważyła, że blondynka koło niej robiła to samo.
- Sentinel – mruknęła mrocznie.
Och, jak bardzo ona chciała mu walnąć w twarz.
- Jeśli nie masz nic przeciwko, chciałbym osobiście porozmawiać z tym niejakim dowódcą tego wydziału mechanicznego, Optimusie… - mówił i wtedy Ziva, korzystając z tego, że Boty, które aktualnie były w swojej prawdziwej formie nie patrzyły na nie, wystąpiła.
- Ah hah, a JA mam coś PRZECIWKO temu, panie Prime – odezwała się głośno, podchodząc i ignorując pytające spojrzenia rzucone w jej stronę – Zważając na to, że dowódcą jest osoba, która naprawdę za tobą nie przepada.
- Moja droga, patrzyłbym…
- Ble, ble, ble – zignorowała oburzone spojrzenie Optimus'a – Czy wyglądam na kogoś, kogo obchodzi twoje zdanie? Nie.
Sentinel popatrzył na nią gniewnie.
- Ziva!
Sideswipe, znowu ty?, pomyślała. Naprawdę bolało, kłócić się tak z nim, ale nie zmierzała dać mu satysfakcji, że ma nad nią kontrolę. Ziva Hale nie była popychadłem.
- Tak się składa, że wiem, kim TY jesteś – stała przed nim, jej uśmiech był tak radosny, że naprawdę bolało – I nie podoba mi się to. Mącisz mojej rodzinie w głowie, Sentinel.
Czerwony Prime ukląkł, patrząc na nią groźnie. W hangarze zalęgła cisza. Nawet Charlotte, która wyszła żeby zobaczyć, co się dzieje, nie odezwała się nawet słowem.
- I kim, myślisz, że jestem, młody człowieku? – zapytał.
Ziva nawet nie mrugnęła.
Stała przed wielkim wojownikiem i wtedy, zrobiła coś, co tak sparaliżowało wszystkich wokoło, że Zarya musiała uśmiechnąć się pod nosem.
Splunęła mu w twarz.
- La perfide, Prime.
Sentinel zmrużył oczy na jej zachowanie, szukając słowa w bazie danych, kiedy dziewczyna odwróciła się plecami do wszystkich, jedna ręka wykrzywiona w znak wiktorii, kiedy cofała się z uśmiechem.
- Yo! Ludzie! – puściła oczko do swojej siostry – Wyjeżdżam! Tak, tak, nie musicie płakać – uśmiechnęła się na niedowierzanie innych na twarzach – Zostawiam was na jakiś czas znowu, więc wszelkie pytania ślijcie do mojej siostry Sunshine – wskazała na blondynkę – Och, i spróbujcie nie zabić się w trakcie, okay?
I z tym odwróciła się.
- SUNSHINE! LECĘ TYM TAM SAMOLOTEM ŻEBY NIE BYŁO! – zawołała jeszcze, kiedy wyszła.
Zarya machnęła jej dłonią, po czym zwróciła się do Mearing.
- Masz na nie ubezpieczenie, nie? – zapytała, po czym omijając zszokowanego strażnika brunetki, podeszła do czarno – białego robota, stukając mu w nogę – Mamy dużo do pogadania – stwierdziła.
Prowl popatrzył na nią poważnie, po czym podniósł, sadzając ją na ramieniu.
- Wierzę, że mamy, Zaryo.
