3. It begins
„With the new day comes new strength and new thoughts"
- Eleanor Roosevelt
- No, chyba was coś boli – Ginger syknęła, kiedy Zarya posłała jej spojrzenie mówiące: Niestety nie – To nie może być on! – warknęła, wstając z miejsca.
Shane zmarszczył czoło, spoglądając na obie, ale ani on, ani żaden z nich tak naprawdę nie wiedział, co faktycznie zrobić. Możliwe, że gdyby teoretycznie nic nie zrobili…
- Zapewniam cię, że jak wyjdziesz to na pewno go zobaczysz. Żywego, z przykrością stwierdzam – Hale wzruszyła ramionami, upijając łyka kawy, kiedy brunetka schowała głowę w dłoniach.
Przez chwilę panowała cisza.
Przynajmniej do momentu, kiedy oddech Rodriguez jakby się zaciął na sekundę.
- Widziałam jak umiera – zaskomliła z wzdrygnięciem unosząc głowę i spoglądając na teraz zamarzniętą w miejscu Zaryę – Rozsypał się zardzewiały…
- Co? – Shane zerwał się na równe nogi – Tego nam nie powiedzia-
- Nie wiedziałam, okay! – warknęła na niego, sprawiając, że zirytowany się zamknął, ale piorunował ją wzrokiem – Myślałam, że to głupie koszmary. Ciągle je mam. Skąd miałam wiedzieć, że ten nowy czerwony toster od siedmiu boleści będzie tym, który zabije Iron…! – urwała raptownie, kiedy zauważyła coś za nimi.
Zarya i Donnelly szybko odwrócili się, mrugając.
- Nie słyszeliście, że nie ładnie podsłuchiwać? – zapytała blondynka, ponownie opierając się na fotelu i patrząc na swoje skrzyżowane nogi na biurku.
- To mój dział medyczny – Ratchet przypomniał ostro – mam prawo do podsłuchiwania, kogo mi się zapragnie.
Shane wskazał na dwójkę za nim.
- A oni?
- Chcesz z nimi zadzierać? – zapytała Ginger z powątpiewaniem, na co Shane wyrzucił ręce w powietrze, mrucząc coś do siebie pod nosem.
Jazz i Chromia popatrzyli na siebie, kiedy zastali grobową ciszę.
W końcu Zarya westchnęła.
- Nie możemy tak po prostu tego ignorować, Ginger – stwierdziła, kiedy brunetka przynajmniej wyglądała na nieco zakłopotaną – Każdy mały szczegół się liczy.
Dziewczyna wypuściła z powietrze z płuc, znowu chowając głowę w kolana, kiedy szatyn spojrzał na Hale z zaciekawieniem.
- Ziva się odzywała? – zapytał.
Brązowooka wzruszyła ramionami.
- Jest nadal w samolocie – odparła spokojnie.
- Nadal dziwię się, że pojechała bez tego czerwonego idioty, Side czy coś – odezwał się Shane, opierając się o ramę łóżka, kiedy Ginger prychnęła, w końcu unosząc głowę – Co?
- Nie zauważyłeś, że sytuacja jest ostatnio między nimi napięta? – zapytała rozbawiona, kiedy Zarya zmrużyła oczy – To znaczy, popatrz na nie. Wszystko się sypie. To tylko kwestia czasu, kiedy nam się zacznie wszystko psuć.
Donnelly wywrócił oczami.
Zarya tylko syknęła.
- Nic nam nie jest – stwierdziła ostro.
Niebieskooka zaśmiała się.
- Oczywiście, Zar, oczywiście.
Obie spiorunowały się wzrokiem, kiedy chłopak po prostu popatrzył na przybyszów, którzy wyraźnie czekali aż kłótnia się skończy.
- Ktoś nas wzywa, że stoicie tutaj jakby was z krzyża zdjęto? – zapytał z uniesioną brwią, na co Chromia zmrużyła oczy i popatrzyła na Zaryę.
- Twoja siostra ukradła samolot – stwierdziła sucho.
Ah…Właśnie. Ziva spędziła kilka godzin na studiowaniu jak działa maszyna do latania, czym rezultatem była smykałka dziewczyny do właściwie to nawet imponującego pilotowania myśliwców w jej wolnym czasie.
- Nie pierwszy raz – blondynka wzruszyła ramionami.
Oko błękitnowłosej nieco zadrgało.
Jazz wywrócił oczami, wyraźnie nie w humorze na żarty.
- Ukradła myśliwiec. Bez zgody Prowler'a. Zarya to nie są wasze dowcipy, a co jeśli coś by jej się stało? – zapytał zirytowany – Nie możesz…
- Woah! – wstała, wchodząc mu niemal w twarz – To nie jest NASZA wina, że wprowadziliście jakiegoś nowego Prime'a jako zastępstwo za Optimus'a, okay? Szczerze, nawet nie widzę, gdzie ten tytuł pasuje – dodała kąśliwie.
- Zarya! – syknął ostrzegawczo.
- Co? Boisz się, że… - ucięła i spojrzała za nich dwóch – A kogo mu ty mamy? Załapałeś się na holoform? – zapytała jakby mówiła do dziecka.
Nie bała się.
Nie była słaba.
- Widocznie jesteś teraz o wiele odważniejsza niż wcześniej – Sentinel odparł spokojnie, nie zdradzając jak słowa dziewczyny wpłynęły na jego humor i stając niedaleko nastolatków z gracją jakiegoś gentlemana.
Blondynka zmierzyła go wzrokiem.
W ludzkiej formie aż tak bardzo nie straszył. Chociaż twarzy nadal nie trawiła.
- A co może mi zrobić mi taki staruszek jak ty? – zapytała kpiąco – Uderzyć mnie laską? – zażartowała, sprawiając, że Ginger z tyłu parsknęła.
Chromia popatrzyła na nią surowo, ale trójka nawet nie zauważyła karcących spojrzeń rzuconych w ich stronę.
- Nie okazujesz mi szacunku – stwierdził, mrużąc nieco oczy – Żaden z was – dodał.
Shane cofnął się na jego spojrzenie, Rodriguez wpatrywała się w niego nagle poważnie jakby uderzył w jej czuły punkt. Zarya tylko się w niego wgapiała.
- Nie okazuję szacunku tym, którzy na niego nie zasługują – odparł szatyn sztywno.
- Ani tym, co dźgają innych w plecy – GiGi dodała.
- Lub tym, co umawiają się bez powiadomienia innych – wrzuciła ostrzej niż zamierzała Zarya, przechylając głowę – Zrozumiałeś przekaz? Czy może powtórzyć? Primus wie, że stare Boty mają problemy ze słuchem – dodała okropnie słodko.
Sentinel wyminął dwójkę, kiedy akurat Ratchet wszedł, w ostatnim momencie wyłapując morderczy błysk w oku Prime'a. Zamrugał, jakby zastanawiając się czy aby na pewno go zobaczył.
- Okay, co to za hałasy? – zapytał ostro, spoglądając na wszystkich.
Sentinel nie zauważył.
- Wiecie – mruknął jakby do siebie.
Gdyby powiedział to głośno, może ktoś z nich by to usłyszał. Tymczasem jedynie Zarya zareagowała, podchodząc w przód.
- Wyobraź sobie, panie Och i Ach, że gardzę takimi jak ty – spiorunowała go wzrokiem – Nie wiem, co zamierzasz zrobić, ale dowiem się. A kiedy tak się stanie – pochyliła się by być na poziom z jego uchem – bądź pewien, że nawet oni, wierząc w ciebie tak naiwnie, nie będą w stanie ci pomóc.
I z tym i ostatnim pogardliwym spojrzeniem, Zarya opuściła dział medyczny. Shane i Ginger na powrót zajęli swoje miejsca, kiedy tamci kontynuowali już swoją rozmowę.
Właśnie wtedy, Ratchet zaczął się zastanawiać, czy aby na pewno któryś z nich się mylił? Może jednak coś było w tym, co mówili.
/Są wkurzeni/
Zarya wpatrywała się w auta wokół niej, kiedy jej siostra znowu się odezwała.
/Nie rozumieją/ Dziewczyna odparła, jej twarz wykrzywiła się w grymas, kiedy przypomniała sobie, że miała się przecież spotkać z Prowl'em. Z westchnięciem, ruszyła w stronę biura, nie zwracając uwagi na dziwne spojrzenia rzucone po raz kolejny w jej stronę.
/Aw, nie mogę uwierzyć, że na serio pokładają wiarę w tym czerwonym, zardzewiałym wiadrze/ Jej bliźniczka skrzywiła się mentalnie.
Blondynka wzruszyła ramionami, wchodząc do pomieszczenia.
/To nie pierwszy raz, kiedy się w czymś mylą./
/Pierwszy, w którym mogą umrzeć./
Zarya westchnęła, kiedy połączenie zostało zerwane i popatrzyła na Prowl'a, który już siedział za biurkiem, odkładając data-pady na miejsce i patrząc na nią ze słabym uśmiechem.
- Rozumiem, że Ziva już dawno jest poza zasięgiem naszych radarów? – zapytał z nutka rozbawienia, na co blondynka skinęła głową – Dobrze. Przypuszczam, że kiedy się czegoś dowie, powiadomisz mnie – popatrzył na nią znacząco.
To był ten wzrok. Zrobisz-tak-jak-mówię-albo-wysyłam-po-nią-flotę.
- Oczywiście – zgodziła się, po czym wzięła głęboki wdech – Cóż, nie jesteś jednym z nich, nie?
Taktyk uniósł do góry brew.
- Masz na myśli Autoboty, które wierzą w lojalność Sentinel'a? Nie – pomasował zmęczony czoło.
Zarya zmarszczyła brwi. Prowl coraz to częściej spędzał czas w swojej ludzkiej formie niż w swojej drugiej. Zaczynała się martwić czy nie ma przez to jakiś efektów ubocznych.
- Więc… - zaczęła niezręcznie – Nie wierzysz w te bzdury?
- Nie – westchnął, wyglądając na chwile na naprawdę poirytowanego – Sentinel zawsze wydawał się inny. To była tylko kwestia czasu, kiedy faktycznie się nawróci i dokona wyboru, który będzie kosztował miliony.
Hale oparła głowę na ramionach rozłożonych na biurku.
- Więc mam twoje wsparcie?
Tamten popatrzył na nią poważnie,
- Miałaś je od samego początku.
Gdzieś w głębi, dziewczyna po prostu uśmiechnęła się na tą myśl.
- Aw, Sammy. Masz okropnie wielką willę – stwierdziła godziny później, mrużąc oczy na hol i słysząc już z progu jakieś hałasy.
Gdyby tylko Sideswipe nie był takim upartym gamoniem, pomyślała, pukając do drzwi gdzie dochodziły głosy i poprawiając swoją kurtkę, może wtedy wszystko poszłoby o wiele łatwiej.
- Kto tam? – przez szparę zapytał jakiś nieznajomy jej mężczyzna, sprawiając, że uniosła do góry brew.
- Ziva Hale – przedstawiła się, przecierając lekko twarz – Koleżanka Sammy'ego – dodała na niepewny wzrok,
Drzwi zamknęły się, po czym otworzyły, wpuszczając ją.
I wtedy dziewczyna zatrzymała się w pół kroku patrząc na bałagan, to na Bumblebee'ego niezręcznie mieszczącego się w kącie pomieszczenia. Posłała mu współczujące spojrzenie, po czym popatrzyła na obecnych.
- To co? Masz już coś? – zapytała, sprawiając, że chłopak podskoczył trochę do góry zaskoczony na jej widok – Co? Nie można odwiedzić kolegi? – spytała z uśmiechem.
Witwicky rozejrzał się i zmarszczył czoło.
- A gdzie Sides?
Ziva przełknęła ślinę, wymuszając na sobie by uśmiech pozostał na swoim miejscu.
- Musiał zostać w bazie. Takie tam sprawy, wiesz – machnęła lekceważąco ręką, siadając na biurku – Więc? Znaleźliście coś?
Facet, który ją wpuścił i ten, którego wcześniej nie widziała, popatrzyli na nią podejrzliwie. Hale odchyliła się nieco do tyłu.
- A ci to, kto? – zapytała szeptem, układając rękę na twarzy tak, jakby mówiła sekret.
Brunet westchnął.
- Ziva to jest Dutch, Dutch to Ziva – po czym zwrócił się do starszego mężczyzny – Simmons to Ziva, Ziva oto Simmons.
Brunetka popatrzyła na czarnowłosego ze zmrużeniem oka, aż w końcu na jej twarzy pojawił się szeroki uśmieszek.
- Hej, to ty od książki! – stwierdziła radośnie.
Simmons popatrzył poirytowany na Samuel'a.
- Sprowadziłeś nam fankę? – zapytał z niedowierzaniem.
- Co? Ja? Nie! – zaprzeczył jakby oburzony – To Ziva. Wiesz, jedna z najlepszych hakerów. Może nam pomóc. Po za tym, to ona się tu przywlo… - spotkał się z jej ostrzegawczym spojrzeniem i przełknął ślinę, poprawiając koszulę palcem – To znaczy, to ona tutaj przyjechała. Nie wiedziałem, że przyjedzie, jakbym…
- Okay, okay – brązowooka przerwała mu delikatnie, kierując wzrok na Simmons'a – Nie jestem fanką. Pft! Po prostu słyszałam o książce od Sunshine.
Tamten wyraźnie niewzruszony uniósł do góry brew, kiedy wywróciła oczami.
- Odpowiesz w końcu na moje pytanie? – zapytała w końcu.
Samuel zamrugał.
- To może trochę potrwać – stwierdził.
Dziewczyna ułożyła się w wygodniejszą pozycję i popatrzyła na niego wyczekująco.
- Mam czas.
- To się zaczyna robić irytujące – stwierdziła widząc ostre spojrzenia rzucone w jej stronę przez nie tylko Autoboty, ale samego Sunstreaker'a – Czego ty od nas chcesz, Primus? – zapytała się cicho pod nosem.
/Może się z nami bawi/ Odezwała się Ziva, kiedy dziewczyna wywróciła oczami, kierując się do swojego auta.
/Dowiedziałaś się czegoś?/ Zapytała, czując dziwne uczucia z drugiego końca więzi.
Zarya zatrzymała się jednak widząc, że wszyscy się pakują na samoloty. Zamrugała, jakby nie rozumiejąc, po czym wzrokiem znalazła Lennox'a, chwytając go za ramię i przerywając jakąkolwiek konwersację prowadził z innymi.
- Co się do cholery dzieje? – syknęła spanikowana w środku.
Generał popatrzył na nią jakoś zdziwiony.
- Przemieszczamy się do bazy w D.C… - powiedział powoli – Nikt ci nie powiedział?
Dziewczyna zbladła.
D.C.
Sentinel.
Filary.
Zamrugała.
/Sunshine? Jakiś pomysł, dlaczego Mirage zjawił się pod willą Sammy'ego?/
Nie…, pomyślała.
/Zaczyna się. Ziva trzymaj się blisko Botów!/
- Zar…ZARYA!? – zawołał za nią, kiedy zerwała się z miejsca, wymijając wszystkich po drodze, niemal nie nadążając, kiedy wpadła na Sunstreaker'a, wjeżdżającego akurat do wyznaczonego środka transportu.
Zaraz…, Sideswipe?
Blondynka czuła jakby nie mogła oddychać.
Sentinel'a nie było.
NIE. BYŁO.
Nie, to było za szybko. Dlaczego?
Ziva zamrugała nieco skołowana, kiedy patrzyła na wszystkie auta, które mijali. Bumblebee jechał koło nich z Sam'em w środku. Carly zwiała, dając dziewczynie kolejny powód, żeby przywalić jej w twarz.
- Nic ci nie jest? – zapytał poprzez radio Dino, sprawiając, że oparła się o fotel.
Coś miało się…
I nagle Mirage ostro skręcił. Dziewczyna od razu usiadła zaskoczona, patrząc na deskę rozdzielczą z pytaniem.
- Cony – syknął.
Jaja sobie robisz?, pomyślała patrząc w lusterka i podziwiając, nie tak bardzo pomagający napis: Obiekty odbite w lustrze są w rzeczywistości bliżej niż pokazane. Co to miało być? Jakieś przypomnienie, że Primus miał okropne poczucie humoru?
- Woah – auto zadrżało, jakby do czegoś się przygotowywało – Co…Co ty robisz? Mirage? – zapytała zaniepokojona, czując jak jej się w brzuchu przewraca.
- Będziesz musiała się przesiąść – stwierdził jakby zduszonym głosem, ale dziewczyna zamrugała i pokręciła z wigorem – Ziva, nie żartuje.
No, co ty nie powiesz?, pomyślała, patrząc na cały bałagan na zewnątrz. Kiedy te wszystkie Decepticony się tu pojawiły? Odwróciła wzrok na sekundę i nagle Bee zaczął do nich strzelać.
- Zostaje z tobą – zadecydowała – Mogę się utrzymać na twoim ramieniu, Raj – zapewniła.
Mimo chęci na dalsze argumentowanie, Mirage nie miał wyboru jak jej zaufać. W jednej milisekundzie, Ferrari zaczęło się transformować. Kawałki metalu zmieniały się i przemieszczały i w jednej chwili, brunetka trzymała się desperacko jego zbroi, kiedy postanowił udawać kowboja. Tak jakby naprawdę. Dwoma linkami jakoś doczepił się do pędzącego Con'a i sunął za nim.
A jeszcze żeby tego było mało, Bumblebee strzelał w niego tak, że Ziva nie była pewna czy zaraz nie trafi w nich. Wiatr jednak wiał jej tak we włosy, że prawie nic nie widziała.
W końcu, w chwili nie uwagi, Con został strącony z drogi, kiedy Dino zrzucił go, obracając się i na powrót zmieniając się w auto.
Kiedy Ziva była z powrotem w siedzeniu, zamrugała kilkakrotnie.
- Wow – wyszczerzyła się szeroko – Ale odlot!
Jakim cudem tak szybko się tam dostali, dziewczyna nie miała pojęcia. Wszystko, co wiedziała, to, to, że Ginger i Shane odłączyli się od niej, kiedy tamci pędzili do niby obecnej bazy. Za to Zarya została sama. Starając się jakoś utrzymać na dwóch nogach, kiedy fala adrenaliny opuszczała jej ciało.
I wtedy go dostrzegła.
Mustang. Policyjny mustang, którego wcześniej widziała po prostu siedział tam w kącie, wyglądając jak nowy i przyglądał się wszystkiemu.
„Karać i niewolić."
Patrząc to na N.E.S.T, to na auto, Zarya biła się z myślami.
Con czy Bot?
Wróg czy sprzymierzeńcy?
Sunny czy on?
Była…była odrzucona przez to, jak zareagowała na Sentinel'a. Musiała powstrzymać wszystkich przed pozabijaniem się. A przynajmniej w większości. A…on po prostu sobie siedział i ich obserwował. Nie atakował. Nie brzmiał jak zwykły Decepticon, nie?
Przymykając na chwilę oczy, dziewczyna wzięła głęboki wdech.
Sunstreaker nie miał zamiaru jej pomóc.
A ona musiała ratować tych, którzy jeszcze zostali.
Ironhide, twarz Ginger nagle przeleciała jej przez głowę, mogła uratować jego.
- Niech cię – zaklęła jeszcze i rzuciła się biegiem do wozu, nawet nie okazując szoku, kiedy drzwi otworzyły się bez problemu jak na zawołanie – Musisz mi pomóc – oświadczyła, kiedy pasy się na nią zapięły, a silnik zaryczał.
- Uwierz mi, wiem o tym – wymamrotał – I wcale się z tego faktu nie cieszę, Insekcie.
Zarya musiała przyznać, że tak jak Sunny nigdy nie szarżował, tak ten wóz przejechał na syrenie przez ulice z piskiem, nawet nie patrząc na przechodnich.
Ziva zamrugała kilkakrotnie oczami, widząc jak jej strażnik manewruje, rzucając coś w locie do Mirage'a i skręcając w tą samą alejkę, co Ironhide.
Zanim jednak mogła podziwiać jak także żółte lamborghini wkracza do akcji, skręcili do N.E.S.T i dziewczyna została powitana widokiem Mearing.
Mearing.
Jej jeszcze nic nie powiedziała.
Bóg wiedział i Primus, że kobiecie jak się to porządnie wytłumaczy, to zrozumie. A musiała ich powstrzymać. Jego. Nie mogła…
Spojrzała na Ginger, która sparaliżowana na wszystko patrzyła, ubrana w uniformy oddziału tak samo jak Shane obok z karabinkami przewieszonymi na ramionach i kamizelkami kuloodpornymi. Wtedy zatrzymali się przed nimi, Ziva szybko wyskoczyła, biegnąc do nich.
Rodriguez jakby odetchnęła z ulgą.
- Musimy coś zrobić – powiedziała, widząc jak drugiej brunetce ręce trzęsą się od nadmiaru emocji – Musimy mu pomóc. Wiem… ja… - zająknęła się.
Hale skinęła głową.
Nie miała zamiaru pozwolić mu umrzeć.
Spojrzała koło siebie, Mearing z kimś rozmawiała przez telefon.
Zamrugała. Nie była głupia. Popatrzyła na Donnelly'ego, biorąc głęboki wdech, kiedy załadował swoją broń i popatrzył na nią ostro.
- Nie mam mowy żebym pozwolił mu na to wszystko – zapewnił o swoich powodach, niemal zgrzytając zębami – Ginger nie straci kolejnego członka rodziny. Ja też nie zamierzam.
Skinęła głową.
Sama to rozumiała.
Rozejrzała się. Chromia już stała z resztą elity, przeszukując wzrokiem przestrzeni, aż w końcu jej wzrok spoczął na dziewczynie. Jakieś emocje, których brunetka nie mogła odgadnąć.
Nie.
Ironhide musiał przeżyć.
Nie było innego, cholernego wyboru.
/Sunshine?/
Niemal natychmiast, dziewczyna poczuła jak na drugim końcu więzi przepływa adrenalina jej siostry. Czy z niepokoju czy z ekscytacji czy może strachu, nie wiedziała. Czuła tylko jak dziewczyna niemal toczy Grunwald w swojej własnej głowie.
/Mam plan. Trzymajcie się/
To było wszystko.
I jakoś Ziva miała wrażenie, ze tym razem może im się udać.
