6. It's our fight this time.


Hope is the only thing stronger than fear."

- Unknown


Skupiona w tamtym momencie bardziej na tym, co się działo wokół niej niż na bólu w okolicach je pleców, Zarya zamarzła w bezruchu, rozdarta czy czuć się oszukana, zraniona czy spokojna.

Oni…byli żywi.

Autoboty.

Wszyscy. Oddychali, stali przed nią. Każdy w swoich kolorach, nienaruszony nawet, po za okazjonalnym zadrapaniem na zbroi.

Jej strażnik. Optimus…

Jazz.

Prowl.

Jej…jej rodzina.

Potrząsnęła lekko głową.

Więc Ziva miała racje, mruknęła, nigdy mi tego nie odpuści.

Wreckers'i rozszarpali Con'a, który znajdował się w statku, niemal dumni…nie…Na pewno dumni z tego, co zrobili. Blondynka jednak wpatrywała się w nich tępo, nie ruszając się z miejsca, nawet kiedy zaczęli coś mówić.

Nie…Zarya była skupiona na okropnej pustce w sercu, żadnego pocieszenia, kiedy ktoś w końcu pomógł jej wstać i fala bólu przeszła jej przez ciało. Nic. Żadnego pulsu, nawet komentarza. Cisza.

Może po prostu zemdlała?, pomyślała.

Tylko, że kiedy były nieprzytomne, mogły się wyczuć.

Teraz nic. Ostry ból, kłujący ją w klatkę piersiową, kiedy próbowała do niej sięgnąć.

- Zarya?

Dziewczyna jęknęła. Nie z powodu pleców.

Czuła się sama, bez żadnego oparcia.

- Hej… - zaczął Epps, machając jej przed twarzą, sprawiając, że zmusiła się do przełknięcia śliny i wyprostowania się. Ból mógł się walić, miała misję i im szybciej ją wykonała, tym szybciej mogła znaleźć Zivę. – Jest okay?

Chciała powiedzieć, że nie.

Słowa same pchały jej się na usta, ale nagle zrobiło jej się sucho w gardle i pozostanie cichym było zachęcającym pomysłem. Skinęła więc głową.

- Co jej się stało?

Zarya spiorunowała wzrokiem powietrze, unosząc głowę.

- Ona ma imię – stwierdziła ochryple, krzywiąc się – Odpowiadając na pytanie: Przeleciałam przez kilka dzielnic, lądując na cholernie twardych kamieniach – syknęła, ustawiając się i odpychając lekko Roberta, gestem mówiącym, że jest już w porządku.

Zmierzył ją sceptycznie na nią popatrzył, odsuwając się tylko na tyle, żeby w razie czego spokojnie mógł ją złapać.

Sunstreaker zmierzył ją wzrokiem, wymieniając się spojrzeniem z bratem, który zmarszczył jakby czoło.

- Gdzie Ziva? – zapytał cicho.

Zarya zmusiła do utrzymania neutralnej maski, nie odpowiadając.

Nagle, strach.

Co jeśli sama nie da rady? Co jeśli zawiedzie?

Przymknęła oczy. Musiała dać z siebie wszystko. Inaczej nie znajdzie swojej siostry.

A ona musiała być żywa.

Nie było innej opcji.


- To jest najgłupszy pomysł na jaki mogłeś wpaść Witwicky – wymruczała zirytowana do siebie Zarya, siedząc obok Bumblebee'ego, sterującego statkiem, który wcześniej prowadzony był przez Decepticon'a.

Westchnęła.

- Myślisz, że mu się uda? – zapytała cicho.

Oczekiwała kilka beep'ów, klików i tym podobnych.

- Oczywiście, Sam nie jest aż taki głupi.

Zarya wytrzeszczyła oczy.

Okay. To były kilki.

Ale dlaczego do cholery mogła je zrozumieć? Co…?

I nagle Samuel wyskoczył…albo został wypchnięty. Zarya nie mogła się zdecydować. Chłopak niemal wpadł na nią, kiedy wzlecieli wyżej. Kilka krzyków, Witwicky próbujący zrobić z siebie bohatera. Hale wywróciła jedynie oczami, kiedy jeszcze doskoczyła do nich Carly.

Co oni byli? Ekipą ratunkową?

Czasami niesłuchanie ich naprawdę się opłacało.

BANG!

- CO DO…? – ucięła ostro, kiedy zaczęli wirować w powietrzu – BEE! ZRÓB COŚ DO CHOLERY!

Poza panikującym brunetem i nieco spokojniejszą od niego blondynką, Zarya mogła przyznać, że spadanie z takiej wysokości było dla niej nawet fajne. Nie licząc oczywiście faktu, że groziła im śmierć. Szczerze? Modliła się żeby umrzeć pierwszą. Wolała nie słuchać narzekania Sam'a o jego zgniecionych klejnotach.

To, i to ohydne uczucie w sercu sprawiało, że miała mdłości, co kilka minut przynajmniej.

- Nigdy więcej nie daję ci prowadzić – odezwała się Zarya, zeskakując z pojazdu – Dobrze, że zostawiłam mojego Lykan'a w bazie.

Czekaj…, a baza nie została zniszczona?

Blondynka zażenowana popatrzyła w górę.

Świetnie. Czyli jednak nie mam Lykan'a, pomyślała, patrząc do góry i przełykając ślinę, niemal upadając na to, co w górze zobaczyła. Oczy niewyobrażalni wielkie, kiedy krew jakby zastygła jej w żyłach.

Czyli…czyli to Ziva cały czas widziała, mruknęła przytłoczona tym widokiem metalowych części, składających się na – jak przypuszczała – Cybertron, to po to były mu filary.

Zamrugała, patrząc w dół, skupiając się na czymś innym niż na Sam'ie, który aktualnie próbował zdążyć dobiec do jednego z urządzeń.

- Miałaś nie zabijać obu fakcji – stwierdziła, rzucając się biegiem w odwrotnym kierunku, dokładnie wiedząc, na co przyda jej się jej manipulacyjna strona – Ale…czasami…czasami, trzeba kogoś poświęcić.

Jeden blok.

Drugi.

Przy trzecim rozległo się boom i zgadywała, że Witwicky znowu coś sknocił. Tak, winiła wszystko na niego. Carly aktualnie była zajęta byciem…blondynką, więc jej nie obarczała.

- Woah – sapnęła, zatrzymując się i mrużąc oczy – HEJ! – Megatron zwrócił głowę ku niej – Tak, do ciebie mówię, brzydalu!

Zmierzył ją zażenowanym wzrokiem.

- Przyszłaś błagać o wolność? Poddać się?

Wywróciła oczami.

- Wolność? Jako twoja suczka? – prychnęła z pogardą. Nie zamierzała zostawać czyjąś lalką, czasu Jack'a i Diane się skończyły. Przynajmniej tak myślała – Nie. Zastanawiam się tylko czy było warto? – zapytała, wspinając się po wraku auta, tak żeby go lepiej widzieć.

- Najwidoczniej – wymruczał.

Zarya uniosła do góry brew, krzyżując ramiona.

Więc to był ten lider Con'ów? Ten niezwyciężony, okrutny tyran, który zabił tysiące Botów w czasie wojny na Cybertronie? Ten, który dzierżył całkowitą władzę?

Żałosne, pomyślała.

I tutaj był. W połowie zniszczony, udając, że to jego zasługa, że jego rodzinna planeta została uratowana?

- Cała twoja brudna robota żeby – spauzowała, łącząc w ostatniej chwili dwa do dwóch i uśmiechając się nagle złośliwie – żeby przywrócić Sentinel'a do życia i teraz najwyraźniej on ma nad wami władzę. To tak właściwie jest prawie, że tragiczne – stwierdziła.

- ŚMIESZ MNIE POUCZAĆ, NIEWOLNICO? – ryknął na nią.

Oh, okay, pomyślała, niemal spadając ze swojego miejsca, kiedy jego twarz znalazła się bliżej jej i dziewczyna musiała się powstrzymać od wzdrygnięcia, teraz wiem, dlaczego się go boją, gościu jest głośny.

- Twoje Decepticony w końcu podbijają planetę i ich przywódcą nie będziesz ty! – warknęła z prychnięciem, po czym wytrzeszczyła oczy.

- To będę ja! TO ZAWSZE BĘDĘ JA!

Tym razem się wzdrygnęła, trzęsąc się na widok jego pazurów, próbując się skupić na jego twarzy.

- W każdej minucie teraz będziesz nikim więcej jak pieskiem na posyłki Sentinel'a! – to było ostatnie zdanie jakie wypowiedziała z odwagi i kiedy na nią ryknął i się zamachnął, pomyślała, że może nawet ostatnie.

Jednak Megatron najwyraźniej zmienił zdanie i postanowił pozostawić ją przy życiu. (Cóż, nie każdy rodzi się taki super, ale bez przesady.) Warknął coś pod nosem, wyglądając jakby myślał i…

Czekaj, to on myśli?, zapytała się w duchu, kiedy się oddalił. Sama wstała – zaraz, kiedy ona upadła? – ale zachwiała się i chwyciła za klatkę piersiową, oczy niewyobrażalnie szeroko otwarte, kiedy jakby wstrząs przez nią przeszedł i nagle, zupełnie nagle, czując jakby nogi miała z waty, sturlała się z miejsca gdzie stała.


- To jest oficjalnie ostatni raz kiedy słucham twojego planu! – warknął Shane, spoglądając po raz pierwszy na tych na dole i zamrugał zaskoczony.

Ginger wywróciła oczami na dachu budynku gdzie stacjonowała ze swoją drużyną jako snajperka i zignorowała jego następne wypowiedzi, przymykając jedno oko i patrząc w celownik, palec na spuście.

- On tak zawsze? – spytała Natasha ze swojego stanowiska, uśmieszek słyszalny w jej głosie – - О, это начинает быть весело. Другая ветвь вмешалась (Oh, zaczyna być zabawnie. Inny oddział wkroczył do akcji) – mruknęła do siebie.

Brunetka zamrugała zdezorientowana, dopiero teraz dostrzegając, że Lennox był na jednym z dalszych wieżowców. A teoretycznie na tym obok Shane'a, który…zamarzł w miejscu?

Co?, pomyślała, szybko patrząc w dół i tym razem i ona na chwilę zaprzestała oddychać.

Ratchet? Ale…

Potrząsnęła głową.

Nie myśl o tym. Zasada trzydziesta: Nie pozwalaj emocjom wchodzić ci w drogę.

Wzięła głęboki wdech.

- Дельта шесть. (Delta sześć) – powiedziała do mikrofonu – Начало акции "Red Alert". (Rozpocząć akcje „Czerwony Alarm.")

Posmakuj tego, pomyślała, sama naciskając spust.


Donnelly wziął głęboki wdech, po czym dał sygnał dłonią do ataku, kiedy miał już pewność, że przeciwnicy byli już oślepieni.

Wheeljack zamrugał zaskoczony nagłym zwrotem akcji, zauważając w ostatniej chwili blond włosy zanim Zarya przebiegła obok.

- CO WY DO JASNEJ CHOLERY WYPRAWIACIE?! – krzyknęła Zarya i dopiero teraz Shane wyłonił się z budynku, broń na ramieniu i wyrzucił ręce do góry – Zgłupieliście do reszty?! – syknęła.

Shane wywrócił oczami, strzelając w najbliższego Decepticon'a i szybko podbiegając do niej, kiedy tamta ostro zrzuciła jego dłoń z jej ramienia.

- Nie mieliśmy wyboru – powiedział sucho, odciągając ją w końcu.

Zarya pomasowała swoją klatkę piersiową, nadal czując jak boli od upadku sprzed kwadransa, piorunując chłopaka wzrokiem.

- Co wyście najlepszego narobili? – spytała ostro – Wciągnęliście w to klany?!

- Shh! – warknął – Myśleliśmy, że Bot'ów już nie ma, byliśmy przeliczeni, oświeć mnie proszę, co mieliśmy innego zrobić? Tylko oni byli wystarczająco wyszkoleni do tego zdania!

Hale pokręciła głową, po czym patrząc za jego ramie, wytrzeszczając oczy.

- WHEELJACK, UWAŻAJ!


- Ginger – Natasha odezwała się pośpiesznie – Twój kolega jest w kłopotach.

Rodriguez popatrzyła w dół, zauważając jakiegoś z Con'ów mierzącego w zdaję się Jacky'iego z działu „Tych wybuchowych." Zaklęła, szybko otwierając torbę, która leżała za nią w czarnej walizie.

- Woah, Bazooka? – uśmiech Rosjanki jeszcze bardziej się powiększył kiedy zauważyła broń – Nie patyczkujesz się, GiGi.

Dziewczyna drgnęła na znajomy przydomek, celując.

- Ci idioci nigdy nie wiedzą jak patrzeć na swoje tyły – warknęła do siebie.

BANG!

Pocisk wystrzelił, Ginger była niemal odrzucona od jego siły wystrzału i tylko lata praktyki utrzymały ją na równych nogach.

Natasha zagwizdała z podziwem.

- браво (Bravo)

Ginger wywróciła oczami, pakując broń z powrotem i szybko biorąc resztę sprzętu, nie w humorze na gierki kobiety.

- Zbierajcie się – poleciła – Idziemy dół.

- Jak Titanic – zażartowała, schodząc za nią po schodach, jej własna broń zawieszona przez ramię na pasie – Aw, Ginger, co się stało z twoimi żartami? Jesteś jakaś inna – mruknęła, jakby zadając sobie ten ostatni komentarz.

Rodriguez prychnęła do siebie.

Inna?

A może bardziej zestresowana i nie za bardzo zadowolona z tego, co ją czekało?

Wieczność rządzenia w samotności, przymus ożenienia się i wtedy zrodzenia dziedzica lub dziedziczki tego całego bałaganu.

Ta, kipiała radością.

Cała ekipa wyłoniła się z wieżowca, Ginger zatrzymała się jednak i dłonią zasygnalizowała żeby reszta zrobiła to samo, kiedy nagle statki zaczęły zlatywać w dół. Gdzieś w środku całej tej zadymy Bumblebee zdaję się walczył z Soundwave'em, ale po za tym, nic więcej nie zobaczyli.

- Jaki jest plan? – zapytał jeden z żółtodziobów.

Brunetka spojrzała na niego, oczy obojętne, takie jakie były wymagane kiedy chciało się żeby Klan cię słuchał.

- Walczymy – stwierdziła – Do końca.

Natasha załadowała swoją broń.

- Nie musisz nam dwa razy powtarzać – wyszczerzyła się – Oddział! Jazda, niech pożałują, że z nami zadarli!


Zarya dyszała kiedy w końcu dobiegła do Sam'a, który popatrzył na nią zdziwiony.

- Nienawidzisz mnie! – stwierdził zszokowany, kiedy rzuciła mu pręt, salutując kiedy kolejna fala bólu przeszyła jej ciało.

- Jego nienawidzę bardziej! – stwierdziła, wskazując na Dylana.

Hale odwróciła głowę dosłownie na minutę, kiedy po chwili usłyszała.

- Myślisz, że jesteś bohaterem?! – zapytał tonem, który mówił, że już do końca zwariował – Huh?! Myślisz, że jesteś bohaterem?

Blondynka zamknęła oczy.

- Nie.

Otworzyła je z powrotem, mrugając zaskoczona, kiedy tamten uniósł swoje narzędzie.

- Tylko chłopcem na posyłki.

Ze swoim wojennym okrzykiem, mocno walnął mu w twarz, posyłając go do tyłu, wprost na iskrzący się filar.

- To mu się upiekło – stwierdziła z grymasem, nadal dysząc lekko, tym razem jednak nie od biegu.

- Dalej, dalej! – tym razem był to Lennox, zdezorientowana Zarya odwróciła się w kierunku Sam'a i natychmiastowo przeklęła, rzucając się na niego i w ostatniej chwili obu ich wyciągając z pola rażenia, kiedy Bee złapał urządzenie, posyłając wszędzie iskry energii.

Podnosząc się lekko, zakaszlała, mając szeroko otwarte oczy, kiedy popatrzyła do góry.

Portal się zamykał. Był już prawie koniec.

I wtedy, coś, co nie sądziła, że się może stać, zostało ukazane jej na jej własne oczy, a mimo to, nadal nie chciała w to uwierzyć.

Cybertron.

Planeta o której tak mówili, za którą chcieli oddać życie, za którą tak bardzo tęsknili, ona po prostu…jakby się zasysała w sobie. Rozwalała od środka.

Rozpadała się na oczach wszystkich Botów i Con'ów.

Kolejna fala kaszlu na nią spłynęła i musiała odwrócić wzrok, trzymając się znowu za klatkę piersiową. Nagle było tak trudno oddychać…

Ale nie. Musiała znaleźć Zivę. I Barricade. Musiała.

Wykonała swoją część zadania, była pewna, że z resztą Prime sobie poradzi.

Wstała na chwiejnych nogach, ostrość jej się pogarszała z każdą minutą, ale musiała dotrzeć do tamtego statku.

Ziva jej potrzebowała.

Tylko, że na samą myśl o niej, w jej sercu nadal objawiała się paląca pustka.


- Wyglądasz jakby słonie urządziły sobie na tobie wyścig – powiedziała poważnie Ginger, kiedy dołączyła do grupy ze swoimi oddziałami za sobą – Sunshine?

Zarya tym razem jęknęła. Z bólu. Z czystej agonii zaskomliła, kiedy przypomniało jej się, jak Ziva ją nazywała przez te wszystkie lata.

Brunetka zaalarmowana popatrzyła na Sam'a o którego się opierała dziewczyna, ale chłopak tylko widząc swoją dziewczynę po drugiej stronie, wyrwał się i pobiegł w tamtą stronę. Dziewczyna wytrzeszczyła oczy, przygotowując się na upadek, kiedy Ginger doleciała do niej i dzięki swoim mięśniom wyrobionym przez treningi, uniosła ją, trzymając prosto za talię. Zarya zmęczona oparła głowę na jej ramieniu.

Rodriguez kiwnęła na Natashę.

- Medyka – poleciła krótko.

- Nie – wychrypiała blondynka, kręcąc głową – Nie teraz.

Ginger spiorunowała ją wzrokiem, ale odwołała swoją podwładną skinięciem dłoni. Poprawiła swój uchwyt na dziewczynie, biorąc głęboki wdech. Zarya będąc upartym dzieckiem? Spoko, radziła sobie z gorszymi rzeczami.

Obie popatrzyły w stronę Optimus'a, widząc, że kiwa głową.

- Czy oni…?

Ginger wzruszyła ramionami.

- Nie wiem – odpowiedziała cicho, widząc jak N.E.S.T się ze sobą spotka – Wiem, że Ratchet i Wheel-coś tam żyją. Sideswipe i Sunstreaker też. Nie mam bladego pojęcia czy wasi… - przełknęła ślinę, kiedy poczuła, że zaschło jej w gardle – opiekunowie żyją. Przykro mi.

Mimo to skinęła z wdzięcznością głową.

- Dlaczego?

Ginger zamknęła oczy.

- Nie wiem o czym…

- Dlaczego – zakaszlnęła – Dlaczego to zrobiłaś? Raz wzywasz Klan i musisz z nim zostać. GiGi, to nie jest decyzja którą byłaś powinna podjąć pod wpływem emocji.

Nie…

Nie powinna. Wiedziała, że nie. Uczono jej tego, uczono, że przecież to nie dzięki sercu żyła, tylko dzięki rozumowi.

A teraz?

Popatrzyła na Natashę.

- Myślałam, że…

- Oboje wiemy, że nie dasz rady.

Brunetka zacisnęła zęby.

- Nie ma wycofywania się.

Zarya zmarszczyła czoło.

- Nie jest jeszcze za późno, Ginger.

Zanim jednak dziewczyna odpowiedziała, blondynka znowu zakaszlała, ale tym razem jakby nie mogąc złapać wdechu.

- Zarya? – spytała zaniepokojona.

- Gdzie Ziva?

Brązowooka pokręciła głową, próbując się wyrwać z uścisku jakie ktoś lub coś miało na jej sercu jednocześnie krzywiąc się na wzmiankę o siostrze.

Musiała ją znaleźć.

Nie mogła czekać. Autoboty, Lennox, N.E.S.T, niech się walą, nie mogła czekać.

- Zarya? Ziva?

Nie, nie…, jęknęła w duchu.

Jakby ogień rozpalił jej się w klatce piersiowej.

Ziva. Ziva gdzieś tu była.

Statek.

Oczy dziewczyny natychmiastowo się otworzyły.

- Gdzie ona jest? – spytała cicho Ginger, ale blondynka pokręciła głową – Sama? – skinięcie głową – Okay, zaprowadzę cię.

Zbolałym wzrokiem Zarya zmierzyła swoją dawną przyjaciółkę, nie bardzo rozumiejąc tej oferty.

- Natasha! – zawołała.

- Лидер? (Przywódczyni?) – odezwała się, podbiegając i marszcząc brwi na widok ledwo żywej dziewczyny w jej objęciach.

- Zarya?

- Sta…tek – wydusiła, dławiąc się i kaszląc – Barr…icade. Pierw…szy…

Ginger wyprostowała się jeszcze bardziej, chłodnym wzrokiem omiatając każdego w pobliżu, po czym skinęła na kobietę. Tasha od razu podeszła, biorąc dziewczynę pod ramię.

- Co się dzieje?

Rodriguez zignorowała William'a całkowicie, kiedy próbowała sobie przypomnieć, który z maszyn upadł pierwszy i wtedy do niej dotarło.

- To tylko kilka bloków stąd – stwierdziła – Natasha, idziesz ze mną. Leah, przejmujesz dowództwo. Macie szukać rannych – poleciła, spoglądając na Rosjankę – Jazda!

- Ginger! – warknął ktoś, kiedy ruszyli i dziewczyna zorientowała się dopiero po minucie, że to znowu był William – Co się do diaska dzieje?!

- Zivy tu nie ma – warknęła, nie zatrzymując się – Zarya straciła z nią kontakt. Myślisz, że co się przez to stanie?

- Nic…? – zmarszczył czoło – Na pewno nic jej nie jest. Wyślemy oddział po…

- Wyjaśnimy to później – syknęła – Nie mamy czasu – ucięła krótko, kiedy chciał coś dodać.

- Ginger!

- NIE!

Mężczyzna zamrugał zaskoczony na jej wybuch i dziewczyna stanęła dosłownie na minutę, zanim pokręciła głową.

- Coś się stało – powiedziała ostro – Coś jest nie tak. Nie będę…

- Zivie mogło się coś…

- Proszę… - przerwała Zarya – Muszę…Błagam…

Ten ogień w klatce piersiowej jej nie pomagał. Coś się działo, coś się naprawdę działo, a ona tam stała i patrzyła jak oni sobie argumentowali.

- Idę z wami – postanowił sucho – Epps! ZAJMIJ SIĘ NIMI!

- Co…?! ALE…

William nie słuchał, wziął dziewczynę na ręce i skinął do Ginger.

- Prowadź.

Dziewczyna wzięła głęboki wdech, po czym rzuciła się biegiem na przód, zaraz za nią Lennox i Natasha.