7. Don't curse God.
„Sometimes when a person is gone, she really isn't."
- Shanter
Zarya pokręciła głową, gula w jej gardle dawała się we znaki, kiedy dotarli do rozwalonego wraku statku i dziewczyna w końcu mogła stanąć na swoich własnych nogach.
Nie…, przebiegło jej przez myśl, serce boleśnie się ścisnęło na zmasakrowany widok i w duchu wiedziała, WIEDZIAŁA, że jeśli statek tak wyglądał, ci w środku wyglądali gorzej. Że nie było czego ratować.
Ale szloch wydobył jej się z gardła, zdławiony dźwięk i rzuciła się do wejścia zanim ktokolwiek zareagował. Łzy spływały jej ciurkiem po policzkach mimo tego, że jeszcze nic nie widziała.
I biegła. Dalej, szybciej, przedzierając się przez kawałki metalu, niektóre nawet płonące jeszcze od upadku. Jej poharatane ubrania, co chwilę hacząc o coś rozrywały się w ten sam sposób, co jej serce. Szybko i ostro. Ból pleców pogarszał się z każdym krokiem, każdym wdechem, każdym kolejnym łkaniem, kiedy zbliżała się do miejsca gdzie jej siostra mogła być.
W końcu zatrzymała się. Echem niosły się dźwięki nawoływań, ale była pewna, że zanim tu dotrą, przejdzie trochę czasu. Upadła na widok Barricade'a. Jej klatka piersiowa została jakby dźgnięta. I tam, przy nim, w jego dłoni, jakby w ostatniej chwili próbował ją ochronić, leżała Ziva.
Potłuczona, usmolona jakąś ciemną mazią, z zamkniętymi oczami.
- Nie… - jęknęła rozpaczliwie, kręcąc głową, czując jak nagle oddychanie stawało się trudniejsze z każdym małym kroczkiem jaki robiła w ich stronę aż w końcu dopadła do nich, rzucając się na kolana, prawdopodobnie jeszcze bardziej je raniąc. – Ziva…
Ale ona nawet nie drgnęła
Nie obudziła się, kiedy Zarya bezradnie nią zatrząsała. Nie uśmiechnęła się w ten cholernie, irytujący sposób, który sprawiał, że chciała ją udusić na miejscu. Nie rzuciła tych oklepanych komentarzy. Jej oczy nie zabłysły tym znajomym blaskiem.
- Obudź się! – warknęła ostro, ale nic się nie stało – Głucha jesteś?! Powiedziałam. Żebyś. Się. Obudziła! – za każdym razem, próbowała ją jakoś ocucić – Przestań udawać!
Dziewczyna nic nie odpowiedziała.
- To nie jest śmieszne! – syknęła, jednak oczy utrzymały wściekłość tylko przez kilka sekund zanim łzy pojawiły się w nich jeszcze raz – Słyszysz?! Wstawaj!
Nic.
Ziva jak leżała nieruchomo, tak leżała.
Kolejny szloch wydarł jej się z gardła, jej dolna warga drżała, kiedy próbowała powstrzymać się od płaczu.
- W-wstawaj! Miałyśmy razem iść na studia! Miałyśmy spędzić te wszystkie lata razem! Obiecałaś, Ziva, o-obiecałaś, że mnie nie zostawisz! – ale wiedziała, że to nie była jej wina, nie całkowicie – Błagam…nie mam nikogo innego, Ziva…
- Yo, mała - ten mały, robotyczny głosik wyrwał ją z tego, co robiła i spojrzała w tył, spoglądając na małego cybertrończyka, wyłaniającego się z różnych kabli – Yo, co ty tutaj robisz?
- Ta, racja – odezwał…się drugi?
- C-C-co? Co Wy tutaj…?
- My? My żeśmy przecież wysadzili…
Zarya zamarzła w miejscu zanim zerwała się z miejsca.
- WY?! – warknęła – TO WY SABOTAŻOWALIŚCIE STATEK!?
Ta drętwa cisza powiedziała jej wszystko.
To oni. To była ich wina. Gdyby nie te dwa, małe, obślizgłe, wstrętne Boty nie maczały w tym swoich palców, Ziva by…Zivie nic by się nie stało. Cade by ich ewakuował. To wszystko była ICH WINA.
- Ty mały, przebrzydły… - zaczęła iść powoli w jego stronę, dokładnie w momencie, kiedy reszta pojawiła się w zniszczonym pomieszczeniu.
- Zar…
- TO PRZEZ WAS! – krzyknęła, rzucając się na nich, ale w ostatniej chwili została złapana w pół i odciągnięta – Puszczaj mnie! To wszystko ich wina!
- Zarya… - jego głos był łagodny.
Tak samo jak kiedyś Zivy…
Kolejny zbolały jęk i szloch i dziewczyna wyrwała się, padając na kolana i żałośnie chowając głowę w ciele swojej martwej bliźniczki, która w tamtym momencie była najbliżej.
- Nie, nie, nie, nie… - mówiła cicho, jak mantrę – Nie, nie, nie, nie, nie może być. Błagam. Primus, zrób coś…
Dlaczego nic nie robił?
Raz im pomógł, już raz ich ożywił kiedy umierały, dlaczego NIC TERAZ NIE ROBIŁ!?
- Zrób coś – jęczała – Cokolwiek…
Weź mnie, pomyślała, weź mnie zamiast jej.
Nic się nie działo. Kompletnie nic.
Kolejne okrzyki, ktoś ich wołał, dziewczyna nawet nie spojrzała do góry. Za bardzo bolało otwieranie oczy. Może…może to tylko sen, może Ziva żyje…
- Proszę…ostatni raz…Zrobię wszystko – mruczała na przemian z płaczem – Proszę nie odbieraj mi jej.
Cisza.
Ktoś w końcu do niej doszedł. Reszta została w tyle. Minęły minuty. Albo może godziny? Zarya straciła poczucie czasu, głowa ją bolała, klatka piersiowa i plecy paliły, a serce jakby było w milionach kawałeczkach i kuło od środka.
Została objęta i przyciągnięta do czyjejś klatki piersiowej. Ale miała zatrzaśnięte oczy, nic nie widziała. Nie wiedziała kto jeszcze tam był.
I głos.
Ten melodyjny, kojący głos.
- Shhh… - szeptał, gładząc jej włosy, starając się zabrać chociaż cząstkę tego bólu. Chciała płakać, ale nie mogła. Nie miała już czym.
Jazz zaczął nucić jakąś melodię, czasami dodając jakieś nieznane jej słowa, ale nie oddalając się od jej siostry, jakby wyczuwając, że musi przy niej być. I bolało, tak bardzo bolało, że nawet nie zauważyła tej małej iskierki w duszy.
- Zniszczyłeś jej życie… - wymamrotała tępo, cudem powstrzymując się sama od płaczu i piorunując wzrokiem osobę obok – Co zabicie mnie, ma ci do cholery jasnej pomóc!? Huh? Co ja jestem?! Zabij sobie Screamer'a albo Megatron'a i odwal się od naszego życia, ty przebrzydły…
- Zivo Hale, uspokój się – ten głos sprawiał, że chciała go walnąć, a nie uspokoić – Wiem, iż…
- Ty nic nie wiesz, zmutowany Tosterze – wysyczała z nienawiścią – Powinieneś pomagać Bot'om, obiecałeś, że nam to wszystko wynagrodzisz i co? Myślisz, że co Sunshine zrobi? Teraz, kiedy nie ma mnie?
Na to Primus zamilkł.
- Nie pomyślałeś o tym, co nie? – prychnęła złośliwie – Wiedziałeś, kim jesteśmy i co przeszła Sunshine, ale do głowy by cię nie przyszło, że mogłaby coś sobie zrobić, nie? Bóg popatrzył na nią poważnie, niemal zirytowany tym odkryciem.
W końcu westchnął.
- I co teraz zrobisz? Huh, panie Wiem-wszystko-ale-nic?
Gniewne spojrzenie zostało rzucone w jej stronę.
- Nie boisz się, że coś ci zrobię, kiedy tak się odzywasz?
Ziva tym razem popatrzyła na niego jakby dostał drugą głowę.
- Gościu, ja już nie żyję. Co jeszcze możesz mi zrobić?
Primus otworzył usta, po czym je zamknął, patrząc jak dziewczyna wywraca oczami, spoglądając znowu w otwór gdzie widać było je siostrę.
Wtedy westchnięcie wydobyło jej się z ust, a na twarzy pojawiło się zmarszczenie.
- Przepraszam – wydawała się szeptać do dziury, krzywiąc się niemiłosiernie na stan w jakim była Zarya – Nie chciałam tego.
Ale co się stało, to się nie odstanie.
Zamknęła oczy, samotna łza spłynęła jej po policzku, kiedy wzięła głęboki wdech.
Primus zacisnął usta.
Co…miał w tej sytuacji zrobić? Sentinel'a nie było, kolejne zagrożenie nie miało pojawić się jeszcze przez jakiś czas, a obie i Ziva i Zarya miały problemy z którymi musiały się uporać przed tym czasem. Jeśli Ziva byłaby martwa przez cały ten okres…
Wywrócił oczami.
Wyglądało na to, że człowiek jednak wraca do swoich.
- Jesteś gotowa?
Dziewczyna popatrzyła na niego spod łba.
- Że niby na co?
- Powrót.
- Musimy ją stąd wynieść, Rya – mruknął Jazz po jakimś czasie – Inni na nas czekają.
- Mam to gdzieś – wymruczała.
Sabotażysta miał westchnąć, kiedy nagle jakby niebieskie światło zaświeciło się wokół nich, sprawiając, że Zarya podniosła zaskoczona głowę.
- Co do… - ucięła w pół zdania, brązowe oczy niewyobrażalnie wielkie i dziewczyna rzuciła się do przodu, kiedy usłyszała sapnięcie.
- Kurde – mruknęła – Ma gościu sposo-BY! – to ostatnie pisnęła, kiedy ktoś zaliczył z nią kolizję, posyłając ją z powrotem na ziemie, sprawiając, że jęknęła – Auć.
- Ziva?
Brunetka popatrzyła z ziemi na srebrnowłosego.
- Oh, Jazz. Cześć. – rozejrzała się, odchrząkując i patrząc wymownie w dół na swoją siostrę, która po raz kolejny zaczęła łkać – Takie pytanie: Czy Prowl też tak na ciebie naskoczył?
Sabotażysta nie mógł się powstrzymać i wybuchł śmiechem.
Ziva odwzajemniła gest i spojrzała w dół, biorąc głęboki wdech.
- Sunshine? Ja wiem, że się stęskniłaś, ale uh…ta podłoga do najwygodniejszych nie należy i… - jej wzrok minutowo spoczął na tyle – Oh. Cade.
- Ty debilu! – warknęła w końcu, odsuwając się i strzelając jej w twarz z liścia – Wiesz, wiesz, co ja tutaj przeżyłam! Ty głupia, głupia…
- Hej! Nie obrażaj mnie – potarła swój policzek – I to – wskazała na bolące miejsce – TO się nazywa przemoc w rodzinie, wiesz?
- Przemoc to dopiero będziesz miała, ty półgłówku.
- Ale… - jej oczy zaświeciły się, jej usta wykrzywiły w ten znajomy uśmieszek - …jestem twoim półgłówkiem?
Jazz pokręcił głową, kiedy Zarya prychnęła.
- Idiotka – syknęła, kręcąc głową – Policzymy się w bazie.
Ziva dramatycznie westchnęła, krzywiąc się lekko.
- Taaa, ale coś mi mówi, że moje spotkanie z Ratch'em nie będzie takie kolorowe – mruknęła nieprzekonana – Ugh…
I nagle coś jej się zaświeciło w głowie.
- Jazz!
Tamten popatrzył wokoło, po czym na nią, wskazując na siebie po czym zamrugał, kiedy tamta wyszczerzyła się.
- WIEDZIAŁAM, ŻE ŻYJESZ! – wrzasnęła, sprawiając, że Zarya wywróciła oczami – Oh mój Primusie, a Sides? A Prowl? Czekaj…OPTIMUS? ZABILIŚCIE TEGO KORNISZONA?
Srebrnowłosy wziął głęboki wdech, spoglądając na blondynkę.
- Hej, ja też nie wiem kim jest Korniszon.
Ziva wstała, otrzepując się i niemal wykrzywiając twarz z obrzydzenia na stan w jakim się znajdowała i spojrzała na Barricade'a.
Wskazała na niego palcem.
- Ktoś z was w ogóle się nim przejął? – zapytała, unosząc brew, kiedy Zarya odchrząknęła znacząco, a Jazz zaśmiał się nerwowo – Tak jak myślałam.
- Do myślenia potrzebny ci mózg – stwierdziła sucho jej siostra.
/Dzielimy ten mózg/
I puściła jej oczko, wskakując na brzuch robota i zbliżając się do jego twarzy, uśmiechając się pod nosem, po czym kładąc dłoń na jego klatce piersiowej wzięła głęboki wdech i spojrzała na Zaryę, wyciągając drugą rękę.
- Dalej – ponagliła – Sam się nie obudzi. Kiedy statek upadł, zajął się mną i wrzuciło go do natychmiastowego zatrzymania systemu.
- Marnie mu wyszło – mruknęła zirytowana, ale podniosła się, kładąc dłoń na jej ze zmarszczeniem czoła – Ale…co my mamy…?
- Wyjaśnię po drodze. Miałam wizytę u naszego ulubionego boga – stwierdziła, chwytając jej palce – A resztę wyjaśnimy Optimus'owi i reszcie.
Zarya westchnęła, ale nie protestowała za bardzo, zamiast tego przymknęła oczy, uśmiechając się na znajome ciepło w sercu na obecność swojej bliźniczki.
- Co kazał ci zrobić?
To pytanie wyrwało Zivę z pół snu. Zamrugała zmęczona, patrząc na Zaryę, siedzącą z szeroko otwartymi oczami.
- Co?
Blondynka odwróciła głowę, wyglądając zza okna mustanga w którym się znajdowały i przełknęła ślinę. Palce nerwowo zaciskały się na jej podartym ubraniu, ciesząc się na ogrzewanie, które włączył im Barricade. Było naprawdę zimno na zewnątrz, nawet jak na noc.
- Primus. Co kazał ci zrobić w zamian za powrót do świata żywych?
Ziva zmarszczyła czoło, mózg nie bardzo przetwarzał informację, zwłaszcza po całym tym zamieszaniu w Chicago. W końcu przymknęła z westchnięciem oczy i ułożyła się wygodnie na fotelu, nogi wyciągnęła przed siebie, a ręce położyła na kierownicy.
- Nic – wymruczała cicho – Po prostu wymieniliśmy się opiniami i coś załapał. Znasz go. Nie bardzo wyjaśnia swoje rozumowanie, Sunshine.
To była prawda.
Mimo to, Zarya wypuściła sfrustrowana powietrze.
- Musiało coś być. – stwierdziła sucho, niemal zdeterminowana, ale Ziva potrząsnęła głową.
- Nie było. A przynajmniej nic nie mówił. – spojrzała na nią kątem oka – Nie doszukuj się dziury w całym, Sunshine. Nie znajdziesz jej.
- Ty mi to mówisz? To nie ty powinnaś była być tą z wątpliwościami? – blondynka skrzyżowała ramiona – On coś planuję.
- Może – wzruszyła ramionami – Ale nie będę się z tym kłócić. Zadzierać z Primus'em? Nuh huh, kiedy spotkam Sides'a, przyda mi się po mojej stronie.
Zarya wywróciła oczami, wzrok zwrócony ku dołu i wyglądała na dość zamyśloną. Ziva tylko westchnęła po raz kolejny. Kiedy jej siostra zaczynała nad czymś myśleć, nie przestawała przez długi czas.
- Widziałam cię – powiedziała w końcu, odchrząkując, kiedy Zarya na nią popatrzyła zdezorientowana – Kiedy…no wiesz, byłam w Studni? Taa – kontynuowała, kiedy oczy dziewczyny rozszerzyły się w realizacji – Doszłam do wniosku, że może z nas dwóch, to ty jesteś ta bardziej uczuciowa.
- Nonsens… - zaprotestowała pośpiesznie.
- Nie zaprzeczysz temu, co widziałam – przerwała, wzdychając – Nie wiedziałam, że tak ci zależy.
- Zawsze mi zależało – syknęła.
- No, a skąd miałam to wiedzieć? – spytała zirytowana – Ty też nie wierzyłaś, że mi na tobie zależy.
- Nieprawda!
- Prawda!
- Wcale nie, nawet nie wiem…
- „Jak mam ci uwierzyć, jak cię nawet nie znam?" – zarecytowała ostro, odwracając się w stronę przedniej szyby – „Mogłabyś być tylko jedną z tych hakerek, które podają się za kogoś innego. Mogłabyś…po prostu robić sobie ze mnie żarty."
- Zamknij się…
- „Nie byłabym tym zaskoczona" – niemal wywarczała, palce zacisnęły się na kierownicy tak mocno, że jej knykcie pobiegały – Myślisz, że nie pamiętam jak to było?
- Myślałam, że zapomniałaś… - mruknęła cicho.
- Cóż, tak się nie stało – wywróciła oczami – Do takich rzeczy mam dobrą pamięć, myślisz, że dlaczego Biały Feniks był taki skuteczny? Zapamiętałam każdy mały kod i paragraf.
Zarya zamilkła, spoglądając na nią pusto.
- Przepraszam…
- Za co? – zaśmiała się, kręcąc głową – Nie jestem zła na ciebie. Po za tym, od kiedy ty przepraszasz?
W końcu dla niej liczyły się czyny, prawda? Zawsze tak było.
- Od kiedy słowa uratowały ci życie.
Ziva wypuściła powietrze z ust.
- Primus to cwaniak, Sunshine. Dla niego nie liczą się słowa.
Nie wierzyła, że to ona była tą rozsądniejszą w tamtej chwili, że mogła być tą starszą. Mimo to, nieważne jak bardzo nienawidziła tego stanu, Zarya chciała zapewnienia. Zivy nie było. Nie oddychała. Szczerze? Byłaby zaskoczona gdyby jej bliźniczka wcale nie zareagowała na jej tymczasową śmierć.
Zarya wyjrzała za okno.
- A jednak tutaj jesteś – mruknęła i zapadła cisza.
Ziva nie mogła jej winić.
Więź została zerwana. Nie ucięła połączenie, nie zniknęła. Została zerwana. Brutalnie. W jednej sekundzie była cała, a w drugiej? W strzępach.
Gdyby Zivę ktoś zapytał jakie to uczucie, odpowiedziałaby, że nic nie pamiętała.
Ale w głębi siebie, pamiętała to jak przez mgłę.
Ostre szarpnięcie, jak kulka w serce, piekący ból, zabierający jej dech w piersiach. Nagłe zawroty głowy, to chore przeczucie sprawiło, że miała ochotę zwymiotować na jego intensywność. Ostatnie uczucie jakie zostało przetransferowane w jej umysł z umysły Zaryi to czysta agonia.
Nadal nie była tylko pewna, czy jej siostra zdawała sobie sprawę z tego, co się w jej głowie wtedy stało.
Albo…
Ziva popatrzyła na swoją starszą siostrę.
Albo może znosiła taki ból przez cały czas i teraz wydawał jej się tak normalny, że go nie zauważyła?
W każdym razie, bolało.
I miała zamiar upewnić się, że nigdy więcej czegoś takiego nie doświadczy.
- Weź się uspokój – mruknęła Ziva – Żeby ci jaka żyłka nie pękła, Hatchet.
- HATCHET?! Hatchet?! – ryknął Ratchet, wymachując swoim kluczem francuskim i przeklinając na prawo i lewo, wprawiając w osłupienie kilku nowych rekrutów, którzy nie mieli wcześniej okazji go poznać – Ja ci dam „Hatchet'a" jak następnym razem sobie pójdziesz i zginiesz, a później wrócisz i sobie powiesz to swoje cholerne: Hiya!
Brunetka skrzywiła się.
- Z twoich ust brzmi to okropnie – stwierdziła.
Zarya uniosła głowę z tego, co czytała na drugim łóżku.
- Z jego ust wszystko brzmi okropnie – dorzuciła niewinnie – Wiem, pracowałam z nim.
Medyk, czerwony na twarzy, zmrużył oczy, piorunując obie wzrokiem, kiedy drzwi od działu medycznego zostały po raz kolejny otworzone.
- CZEGO?!
Osoba w progu zamarzła w miejscu.
- Ratchet?
Tamten odwrócił się z wyrazem nieokiełznanej furii.
- Optimus? Jeśli nie umierasz, radzę ci się wycofać. JESTEM. ZAJĘTY!
Lider Autobotów odchrząknął niezręcznie, Ziva i Zarya zamrugały i wtedy, dopiero wtedy, dwie nowe postacie weszły do pomieszczenia i dokładnie w tym momencie, młodsza Hale zerwała się z miejsca, przecinając dzielącą ich odległość w niezwykle krótkim czasie.
- PROWL! – pisnęła, rzucając mu się na niego z wielkim uśmiechem – TY ŻYJESZ!
Zastępca Optimus'a westchnął, przyzwyczajony już do nagłych uścisków dziewczyny i niechętnie go odwzajemnił.
- Niestety – mruknął do siebie.
- Ziva! – zawołała jej siostra, zwracając jej uwagę – Patrz w lewo.
- Po co miałabym patrzeć w … - ucięła, mrugając przez dokładnie całą minutę, po czym powoli puściła swojego opiekuna i stanęła – Sideswipe?
Chłopak jakby niezręcznie stał nieco od nich oddalony, patrząc na nią niepewnie, jakby nie wierzył, że naprawdę tam stała i oddychała aż w końcu jego brat, który jakimś cudem się koło niego objawił i popchnął w stronę swojej podopiecznej.
- Zrób ktoś zdjęcie – odezwała się ze swojego miejsca Zarya, widząc jak dwójka się objęła – Mój album jest okropnie pusty – mruknęła, odkładając data-pada i kładąc się wygodnie na łóżku.
Oko medyka jednak zadrżało niebezpiecznie jakby miało jakiś tik i wtedy, Prowl odchrząknął.
- Sideswipe. Ziva. – spojrzeli na niego pytająco – Jestem pewien, że bardzo to wzruszające spotkanie, ALE – wskazał głową na Ratchet'a – Ja na waszym miejscu nie testowałbym jego cierpliwości.
Sides zaśmiał się nerwowo, odsuwając się o milimetr.
- Bez obrazy Ziva, ale lubię swoje życie.
- Nie martw się. Ja wybrałabym jedzenie ponad ciebie więc jesteśmy kwita – zasalutowała mu i zwróciła się do mężczyzny stojącego niebezpiecznie blisko nich z kluczem uniesionym w dłoni – Spoko Ratchy, też cię kochamy – i poklepała go po plecach, wracając na swoje miejsce.
Medyk patrzył na nich wszystkich tępo, Boty i ludzie zebrani spojrzeli na niego niepewnie i wtedy…
- AAAAAAGGGGGHHHH!
