10. Little change.
„You should not have to rip yourself into pieces to keep others whole."
- Unknown
- Twój Klan jest okropnie wychowany – stwierdził mężczyzna, patrząc na Ginger, kiedy ta prychnęła, zeskakując z rampy i mrużąc oczy na przybysza.
- Nonsens – zaprzeczyła – Z was wszystkich mamy najwięcej manier.
Ciemnowłosy uniósł do góry brew.
- To twój sposób mówienia, że mnie nie lubią? – zapytał.
- Możliwe – zmierzyła go wzrokiem – Czego chcesz?
Seth wywrócił oczami, zamiast tego wykładając się wygodnie na kanapie, szklanka jakiegoś alkoholu już w dłoni, kiedy Rodriguez spojrzała na niego zirytowana. Tamten tylko się uśmiechnął, wskazując na miejsce przed sobą.
- Może sobie usiądź – zaproponował – Czeka nas bardzo interesująca rozmowa.
Ten błysk w oku wystarczył, żeby dziewczyna zajęła swoje miejsce.
- Dlaczego wyglądasz jakbyś szła na pewną śmierć?
Ziva posłała jej poważne spojrzenie.
- Rozmowa z moimi rodzicami nią nie jest?
Zarya wzruszyła ramionami, wracając do swojego zajęcia, w międzyczasie spoglądając od czasu do czasu czy Ziva ruszyła się ze swojego miejsca. Mimo to jednak, dziewczyna stała i wpatrywała się w komputer stojący na biurku.
- Ziva? – zapytała w końcu.
Brunetka popatrzyła na urządzenie, po czym zacisnęła niepewnie usta.
- Czy Cade czasem nie jest teraz w areszcie?
- Uh… - Ziva odwróciła się, kiedy blondynka nie odpowiedziała – Raczej tak…? Boty nie były nieco zadowolone z jego obecności, wiesz?
-Cóż…nie odwiedziłyśmy go jeszcze, nie? – Zarya westchnęła, spoglądając na nią surowo, kiedy jednak młodsza Hale skinęła głową – Taa, nie odwiedziłyśmy – dodała po chwili namysłu.
- Ziva, musisz naprawdę z nimi porozmawiać…
- Cade jest priorytetem, Sunshine – przerwała jej, zamykając laptopa i wzdychając teatralnie – Założę się, że za nami tęskni.
Zarya patrzyła jak dziewczyna wychodzi z pokoju, kręcąc głową.
- Polemizowałabym z tym – mruknęła, wracając do szkicowania.
- Rozumiem, że denerwowanie mnie zostało wpisane w twój grafik?
- Mniej więcej.
- Mniej czy więcej?
- Więcej.
Barricade popatrzył na nią, kiedy tamta zaczęła majstrować coś w komputerze kontrolnym, zaraz obok jego celi. Ziva ledwo na niego spojrzała, zamiast tego wystawiła lekko język, koncentrując się na zajęciu.
- Okay. Poddaje się… - zaczął.
- Co? Czemu?
- Dasz mi skończyć? – nie odezwała się więcej, więc uznał to za znak do kontynuowania – Poddaję się. Co stoi za prawdziwym powodem tego, po co tu jesteś?
- Czy to, że się stęskniłam i chciałam z dobroci serca poprawić ci humor nie jest wystarczającym powodem? – spytała, udając urażony ton.
- Gdyby faktycznie nim był, to może – stwierdził sucho, krzyżując ramiona.
Ziva popatrzyła na niego na sekundę, po czym znowu wróciła do robienia czegoś w komputerze.
- Jeśli to mi pomoże, to w połowie serio chciałam cię odwiedzić – mruknęła w końcu niechętnie – Po tym, no wiesz, wypadku na statku? – Barricade nie odezwał się, bardziej gapił na nią niezainteresowany. – I…jakby…jesteś moją wymówką? – popatrzyła na niego, nieco zakłopotana tym wyznaniem – Od nie rozmawiania z rodzicami? Ha, ha. – odchrząknęła niezręcznie, odwracając się znowu w stronę monitora.
To nie było tak, że nie chciała z nimi rozmawiać.
Po prostu…wiedziała, jak by to się skończyło. Zawsze było tak samo.
A Ziva miała dosyć tłumaczenia się im z tego, co postanowiła.
- Więc, jesteś tchórzem?
Brunetka wyprostowała się lekko.
- Testujesz właśnie swoje granice, Cade – stwierdziła z wymuszonym uśmiechem.
- To ja takie mam?
Brunetka zaśmiała się.
- Jesteś zakuty w kajdanki zastojowe czy jak to Prowl nazwał, twoja cela ma poziom 6 zabezpieczeń czyli duży, gdybyś nie wiedział i siedzisz za polami energetycznymi – wyliczyła Ziva, mrugając – Nie wiem jaka jest twoja definicja „granic", ale jak dla mnie, te są dosyć spore.
Barricade zmierzył sceptycznym wzrokiem całe pomieszczenie.
- Czy tylko mi się wydaje, że tego nieco za dużo?
- Może trochę… - przyznała, kiwając głową – W każdym razie, za ostro cię potraktowali jak na mój gust.
Barricade jakby uniósł brew.
- Twój gust?
- Taa, no wiesz, uratowałeś życie Hide'a, nie? – dziewczyna wzruszyła ramionami – Jak dla mnie to znak, że nie jesteś takim Con'em, jak dajmy Megatron.
- Nic o mnie nie wiesz – warknął.
Ziva wcisnęła coś na ekranie.
- To prawda – zgodziła się, kiedy jakiś dźwięk rozległ się po celi – Ale uratowałeś jednemu z nas życie – popatrzyła na niego zdeterminowana – I zamierzam wyrwać cię stąd.
Barricade zamrugał.
- Co?
- To co słyszałeś – odparła – Wynosimy się stąd w cholerę.
Decepticon nie odezwał się przez chwilę.
- My?
- Tak! – pokręciła głową – Muszę cię przemycić. Optimus i reszta jest teraz zajęta, bo wytłumaczyłyśmy im sprawę z Primus'em. Jeśli chcesz się stąd wydostać, musisz pójść ze mną.
- Co taki mały człowiek może mi pomóc, co?
- Mam dostęp do wszystkiego w N.E.S.T – powiedziała zdeterminowana – Znam wszystkie kody dostępu. Jeśli nie chcę żeby mnie znaleźli, to nie znajdą.
/Ziva?/
Brunetka zamknęła oczy na chwilę.
/Przepraszam Sunshine./
Zanim tamta mogła zapytać, o co chodzi, Ziva zamknęła swoją część więzi tak, że jedynie emocje mogły w tamtej chwili przepłynąć. Zignorowała także uczucie zdezorientowania i małej jakby zdrady, kiedy Zarya zorientował się, co się dzieje.
- Co ty z tego masz?
Popatrzyła w bok.
- Satysfakcję – mruknęła, po czym dodała głośniej – Przygodę. Ucieczkę. Cholera, nazwij to jak chcesz.
Barricade popatrzył na drzwi, po czym jego czerwone oczy spoczęły na dziewczynie.
- Prowadź.
Brunetka kiwnęła głową, kiedy tamten przetransformował się i wybiegła przez drzwi, Barricade za nią.
- Jesteś…największym…dupkiem…jakiego mogłabym spotkać – stwierdziła Ginger, mrużąc oczy na Seth'a, kiedy tamten westchnął dramatycznie, wyraźnie przyzwyczajony.
- Nie takie rzeczy słyszałem pod swoim adresem, droga panno Rodriguez – stwierdził nonszalancko, opierając się o ścianę – Więc?
Ginger spojrzała na Natashę, która kiwnęła twierdząco głową, aż w końcu zwróciła się do zadowolonego z siebie Donnelly'ego.
- Diego Garcia? Załatwiłeś sprawę z Lennox'em?
- Ginger, obrażasz mnie – stwierdził, kładąc dłoń na piersi i szczerząc się mocno – Twój ukochany żołnierz dostał info zaraz po tym, jak porozmawiałem z Shane'em.
- Z Shane'em?
Jak było możliwe, że ten uśmiech się powiększył, nawet Natasha nie wiedziała.
- Ach, tak~ - potwierdził – Ale to akurat między mną, a nim, najdroższa.
- Te staroświecki język ci nie pasuje – stwierdziła krzywo na niego patrząc, kiedy tamten się zaśmiał, upijając kolejny łyk ze szklanki.
- Pasuje mi bardziej niż twojemu ojcu – wzruszył ramionami, odwracając głowę i uśmiechając się pod nosem na jej wzdrygnięcie się – Więc? Wchodzisz w to?
Ginger prychnęła.
- Nie mam innego wyjścia.
Seth westchnął usatysfakcjonowany.
- I to podejście, kochana, mi się podoba.
- NIE – warknęła stanowczo po raz kolejny, sprawiając, że Shane wziął głęboki wdech, spoglądając na nią niemal błagalnie – NIE! Skończyłam z nimi.
- Oboje wiemy, że tak to nie działa.
I miał rację.
Zarya to wiedziała.
Mimo to, przyznać się, objąć ta świadomość, nie. To było wtedy za dużo. Spędziła lata, starając się uciec. Jeszcze więcej utrzymując się przy życiu. Nie miała ochoty na wznawianie tego tematu, nieważne co.
- Nie.
- Chcesz żeby nikomu nie stała się krzywda? – dziewczyna odwróciła wściekła głowę, prychając nieco – To przyjedziesz.
Zarya skrzywiła się.
Nie chciała żeby ktoś został skrzywdzony przez nią. Właściwie, wolałaby żeby tego bagna w ogóle nie było.
Ten dzień, totalnie nie był jej.
Najpierw Ziva znika, a teraz Shane wyskakuje z takim czymś. W takie dni Zarya marzyła o tym, żeby nadal być w swoim domku w Waszyngtonie.
- Z kim?
- Seth'em i Ginger. I ze mną.
Zarya zmrużyła oczy, spoglądając na niego dziwnie.
- Ty?
Shane wywrócił oczami.
- Tak, ja. Masz z tym jakiś problem?
Blondynka zmarszczyła czoło, patrząc na niego, po czym powoli potrząsnęła głową.
- Nie, nie mam – mruknęła, kiedy tamten kiwnął, biorąc głęboki wdech.
- Dam ci znać późnej, co i jak.
- Jasne – rzuciła pod nosem, patrząc jak odchodzi – I przy okazji powiedz, kiedy odzyskasz zdrowy mózg – wymruczała pod nosem.
- Okay, okay, dalej! – ponagliła go, rozglądając się po hangarze i gestem pokazując żeby wjechał do samolotu – Rany, nie umiesz szybciej?
Sama myśl, że w tamtej chwili łamała z dziesięć protokołów, napawała ją adrenaliną i nie mogła powstrzymać się od wielkiego uśmiechu. Mimo nerwów, musiała przyznać, że podniecała się tym bardziej niż tymi wszystkimi dowcipami jakie zrobiła.
Raz kiedy w końcu byli w środku, zaśmiała się biegnąc do kokpitu i siadając na miejscu pilota.
- Oh, to będzie zabawa – złożyła ręce jak do modlitwy i pstryknęła palcami – Mam tylko nadzieje, że jeszcze pamiętam jak to ustrojstwo się obsługuje…
- Chcesz powiedzieć, że nie wiesz jak się pilotuje samolot?
Wywróciła oczami.
- Nie… Wiem, oczywiście jak to się robi – skrzywiła się lekko na wspomnienie, kiedy teoretycznie pilotowała samolot za pomocą wciskania przypadkowych przycisków – Brałam lekcje.
Uniósł do góry brew, jego holoform opierał się o ścianę.
- Gdzie lecimy? – zapytał, patrząc po pomieszczeniu – Czy może twój mały człowieczy móżdżek też tego nie przewidział?
- Najpewniej nigdzie.
Ziva zamarzła w miejscu, odwracając się, kiedy Barricade się skrzywił.
- To nie on, nie?
- Mam kłamać? – zapytał Cade, spoglądając na nią, kiedy się odwróciła.
- Oh, hey Siders… - posłała mu krzywy uśmiech – Uh…Co…tam?
Sideswipe jednak…nie wyglądał na zadowolonego. Właściwie, bo tych iskierkach w oczach i nienawiści, mogła stwierdzić, że był mocno wkurzony. Jak nie zawiedziony. Czarnowłosy wydał z siebie dźwięk niezadowolenia, patrząc na nich.
- Czy przeszkadzam w jakimś intymnym spotkaniu? Jak tak, to się stąd wynoszę… - odepchnął się od ściany i miał zrobić tak jak powiedział, gdyby nie to, że Sideswipe chwycił go za ramię i mocno pociągnął z powrotem.
Mówicie, co chcecie, ale nawet Ziva stwierdziła, że musiał mieć jaja, skoro się do tego posunął. Nie żeby mu to jakoś pomogło. W następnej chwili został przyszpilony do ściany gdzie wcześniej Decepticon się opierał.
- Tknij mnie jeszcze raz, a pożegnasz się z tymi obślizgłymi łapami – wysyczał mu.
Brunetka otrząsnęła się, trzęsąc głową, po czym wstając i niemal wciskając się pomiędzy nimi, kładąc dłoń na klatce piersiowej Barricade'a, przyciskając się do Sideswipe'a.
- Zluzuj, Candy – powiedziała, jej oczy niewyobrażalnie duże – Nie chcę tutaj rozlewu krwi.
Popatrzył na nią, unosząc brew.
- Potrafię to zrobić bez rozlewu krwi, nie martw się – zapewnił, na co Sides warknął coś pod nosem – Chociaż mocno mnie korci…
Nagle odepchnęła go mocno, mrużąc oczy.
- Mam gdzieś, że się nienawidzicie, okay? Nie zrobisz z mojego strażnika krwawego naleśnika! – pokręciła głową, po czym spojrzała na Sides'a – A ty? Co tutaj robisz?
Uniósł do góry brew.
- To pytanie retoryczne?
- Wiesz dokładnie, o co mi chodzi – stwierdziła, krzyżując ramiona.
- Zapytałbym ci się o to samo, wiesz? – zmrużył oczy – Zważając na to, że twój Decepticon powinien w tej chwili być w areszcie.
Na to, tak naprawdę się zaśmiała.
- Nah, postanowiłam wziąć go na przejażdżkę… - ucięła nagle – Zaraz, mój? Pogięło cię już do reszty? – Barricade otworzył usta – Nie. Cade, po prostu…nie.
Sideswipe zmierzył go wzrokiem, sprawiając, że Ziva westchnęła.
- Nie powstrzymasz mnie, wiesz…? Podjęłam decyzję.
- Zarya wie?
Brunetka w końcu zacisnęła pięści.
- Sunshine nie musi wiedzieć o wszystkim, nie odpowiadam przed nią – syknęła ostro i chyba coś w jej głosie było innego, bo Sideswipe zamrugał, jego wzrok złagodniał, a jego ramiona opadły – Nie jest moją matką.
- Ziva, nie miałem tego na myśli – stwierdził, patrząc na Decepticon'a – Ale łamiesz teraz nie tylko zasady, ale jedenaście protokołów i…
- Zaraz…właściwie wiesz ile ich jest?
Sideswipe wzruszył ramionami.
- Uczysz się rzeczy czy dwóch kiedy ciągle słuchasz karceń Prowl'a – wyjaśnił.
- W każdym razie – usiadła ponownie w krześle i zamrugała, kiedy zorientowała się, że Barricade zajął drugie miejsce, po czym wyszczerzyła się – Kiedy my kiedykolwiek słuchaliśmy protokołów czy zasad?
Sideswipe popatrzył jeszcze raz na Decepticon'a, po czym pokręcił głową.
- Jeśli oberwie nam się od Prowl'a, zwalam winę na ciebie – stwierdził sucho, zajmując miejsce obok niej i patrząc na kontrolki – Nie wierzę, że się na to zgodziłem.
Barricade siedzący przy sterze, mruknął do siebie:
- Nie ty jeden.
- Więc już wiesz…
Zarya schowała głowę w poduszki, nie odzywając się przez długą chwilę, kiedy Jazz włączył jakąś playlistę, a Prowl stał nad nią z nierozbawioną miną.
- Trochę trudno nie wiedzieć – stwierdził sucho.
- Aw, Prowler, daj jej spokój~ - Jazz rzucił się na łóżko zaraz obok niej, kiedy ta jęknęła z dezaprobatą na jego skok – Nie widzisz, że ma doła?
- Foch ledwo można określić „dołem" – stwierdził sucho.
Zarya popatrzyła na niego z niedowierzaniem, Jazz westchnął dramatycznie.
- Stary, będziesz taki jak ktoś jej złamie serce? – po czym się zaśmiał – Czekaj nie, pewnie zatrudnisz bliźniaków albo wymyślisz jakiś plan żeby się biednego człowieka pozbyć, hmm? – Prowl wydał z siebie niezadowolony odgłos, krzyżując ramiona – Aww, Prowler.
- Nie nazywaj mnie tak – zmrużył oczy, kiedy Jazz zachichotał, kładąc się z powrotem na poduszkę – Zarya?
Dziewczyna znowu opadła na pościel.
- Ne chę yego – mruknęła głosem zdławionym przez poduchę.
Prowl uniósł do góry brew.
- Nie zachowuj się jak dziecko – pokręcił głową – Mów normalnie.
Podniosła się, piorunując go spojrzeniem.
- Jesteś okropny, zero wsparcia totalnie – stwierdziła.
Jazz jej przytaknął.
- Nie dramatyzuj. Od tego masz jego – wskazał na sabotażystę – Ja tutaj robię za racjonalne i logiczne myślenie, ponieważ patrząc na was dwoje – obaj posłali mu obrażone spojrzenia – obu wam tego brakuje.
- To było niemiłe, Prowler.
- Miało być. Nie komplementowałem was.
- Czy ty kogokolwiek komplementujesz?
- Jazz… - ostrzegł ostro, na co wywrócił oczami, a Taktyk spojrzał na blondynkę – Zakładam, że wiesz czego dotyczy ta sprawa?
- Nie – odparła – I to, to jeszcze pogarsza.
- Że niby jak? Przynajmniej nie stresujesz się aż tak bardzo – stwierdził Jazz, mrużąc lekko oczy, kiedy prychnęła.
- Nie rozumiesz – mruknęła – Zostałam z tym sama, okay? Klany to nie jest taka łatwa rzecz, one są skomplikowane.
- Mówiłaś, że nie jesteś jego częścią.
Zarya popatrzyła poważnie na Prowl'a, oczy nieco jej się zaszkliły.
- Powiedz mi proszę czy cokolwiek, co ja powiedziałam w ich temacie kiedykolwiek się sprawdziło? Myślałam…myślałam, że uciekłam, ale… - odwróciła głowę – Ale byłam naiwna. Od nich nie da się uciec – zamknęła oczy – Nieważne, czego by się nie zrobiło.
- Hej! Bez takich tu~ - Jazz usiadł, patrząc na nią spokojnie – Nie jesteś z tym już sama, okay? Masz mnie, Prowl'a, Sunstreaker'a, Zivę…
- Zivy tu nie ma – mruknęła cicho, kuląc się w sobie – Primus wie, gdzie teraz się podziewa.
Jazz zamrugał za swoim wizorem.
Prowl wyprostował się.
- O czym ty mówisz?
Dziewczyna posłała mu zmęczony uśmieszek.
- Mówię, że Zivy tu już dawno nie ma – pokręciła głową – Tyle wiem.
- Zarya…
- Także ten…radziłabym wam sprawdzić areszt – kontynuowała – Bo coś czuje, że cokolwiek moja głupia siostra sobie zaplanowała, wiąże się z pewnym bardzo czarno-białym Con'em.
Gdyby ktoś jej kiedyś powiedział, że Prowl potrafi w sekundzie znikać z pomieszczenia, popatrzyłaby na niego jak na idiotę.
Teraz jednak wierzyła we wszystkie historyjki jakie były opowiedziane o jego szybkości.
Jazz wziął głęboki wdech.
- Zakład, że za pięć minut włączą alarm?
Zarya zamrugała.
- Dwie i pół.
- Zgoda.
Dokładnie minutę i trzydzieści sekund później, alarm rozbrzmiewał po całym terenie.
- Optimus mnie zabije – skrzywił się Sideswipe – A Sunny rozćwiartuje…
Ziva uśmiechnęła się pod nosem, podnosząc urządzenie do góry.
- Magia, Siders, magia – puściła mu oczko – Nie znajdą nas jeszcze przez długi, długi czas.
Sideswipe oparł się o fotel, wzdychając.
- Jesteśmy tak bardzo martwi…
Barricade prychnął jakby cała ta sytuacja była jednym wielkim żartem, a on był widownią, po czym pokręcił głową.
- Mówicie tak jakby to oznaczał koniec świata – stwierdził sucho – U Lorda Megatrona dostawałeś lanie i funkcjonowałeś dalej.
- No, przepraszam, że jesteśmy bardziej cywilizowani od was – Sideswipe się obruszył, sprawiając, że Ziva westchnęła.
- Tak, bo ty i twój brat jesteście tego wspaniałym przykładem – powiedział sarkastycznie, spoglądając na niego – Przy was nawet zwierzęta z dżungli wyglądają jakby miały maniery, nie mówiąc o insektach na bardziej zaludnionej części tej piaskowej planety.
Sideswipe warknął coś pod nosem, patrząc na Zivę.
- Przypomnij mi proszę dlaczego on tu jest.
- Bo taki mam kaprys – odezwała się, patrząc na Barricade'a – Nie bądź nie miły.
- To on zaczął – stwierdził.
- To ty to skończ.
Czarnowłosy wywrócił oczami, kręcąc głową, po czym patrząc przed siebie.
- Więc? Zdecydowaliście gdzie lecimy? – Sides oparł się wygodniej w swoim siedzeniu, kiedy Ziva wzruszyła ramionami.
- Nope! Plan był tylko taki, żeby wydostać Cade'a z aresztu – spojrzała na niebo, marszcząc czoło – Nie miałam nic więcej w głowie.
- Twoje rodzinne miasto.
To zostało wypowiedziane tak normalnie, że Ziva niemal zakrztusiła się własną śliną, patrząc zaskoczona na Barricade'a z szeroko otworzoną buzią. Ten jednak uniósł do góry brew, patrząc niemal rozbawiony na jej minę, kiedy Sideswipe posłał mu pytające spojrzenie.
- Co? Cykor obleciał małego człowieczka? – prychnął – To tylko miasto.
Ziva spuściła wzrok, zakłopotana.
- Jasne. Miasto – westchnęła, spoglądając na niego spod łba – Wiesz jak tam dolecieć?
Barricade posłał jej złowrogi uśmieszek.
- Nie doceniasz moich możliwości, Człowieku.
Coś jej mówiło, że nie chciała ich nawet poznać.
- Jesteś pewna, że tego chcesz?
Ginger odwróciła się, patrząc na Natashę obojętnym wzrokiem.
- Chcieć? – prychnęła, kręcąc głową – Proszę cię. Kiedy tu kiedykolwiek szło o to, co chcę? – spojrzała na resztę – Wszyscy gotowi?
Seria „tak Ma'am" rozległa się po pomieszczeniu, kiedy Tasha westchnęła, wywracając oczami.
- Mówię tylko, że gdybyśmy chcieli wygralibyśmy bez ich pomocy.
Ginger jednak uśmiechnęła się na ten komentarz pod nosem.
- Moi rodzice byli tego samego zdania – zwróciła się do środka samolotu – Skończyło się wybuchem.
Natasha otworzyła usta, po czym zamknęła je, krzywiąc się nieco.
- Naprawdę?
- Oh, tak~ - puściła jej oczko – Nie zamierzam popełniać tego samego błędu, co oni. Nie jestem fanką wybuchów.
Kobieta prychnęła, podchodząc do niej.
- Jeszcze nie sądziłam, że to od ciebie usłyszę.
Ginger wzruszyła ramionami.
- Ludzie są pełni niespodzianek, Tasha – popatrzyła na Seth'a, który unosił do góry brwi – No? Jaki jest plan?
Donnelly puścił jej oczko.
- Już wkrótce się dowiecie – zapewnił, znikając w środku.
Natasha pochyliła się na bok do Ginger.
- Gościu jest jakiś nawiedzony – wyszeptała.
Rodriguez popatrzyła na nią poważnie.
- Rany, dopiero zauważyłaś?
Natasha wywróciła oczami.
- Jesteś okropnie niemiła.
Brunetka patrzyła na nią dosadnie.
- Okay, okay, już się nie odzywam! Rany…
Dziewczyna skinęła głową, wracając wzrokiem do reszty grupy.
