19. Give You Purpose.
„Life is too short to wait for a perfect moment, and too scary to live it all by yourself."
- Jazer
- Hej.
Barricade uniósł do góry brew, kiedy byli już na lotnisku, opierając się o swój radiowóz. Ziva zmarszczyła czoło, nagle sobie o czymś przypominając i przełknęła niepewnie ślinę. Sideswipe zatrzymał się, kiedy wyczuł, że dziewczyna nie idzie już za nim.
- Tak?
Brunetka zbliżyła się nieco.
- Moja…mama. – wyrzuciła z siebie, niemal niechętnie, jakby mówienie o tym sprawiało jej ból. Twarz czarnowłosego się nie zmieniła. Tylko się w nią wgapiał. – Dlaczego…
Jak miała to obrać dobrze w słowa, kiedy była w nich tak bardzo okropna, że za każdym razem kogoś nimi raniła?
Thundercracker szturchnął Skywarp'a, który grał na swoim urządzeniu. Młodszy spojrzał na niego pytająco. Cade spoglądając na nich, wywrócił oczami. W końcu 'Warp rzucił jej coś, jakąś bransoletkę metalową. Podobną do tej, którą kiedyś dostała od Jacky'ego.
Złapała ją, marszcząc czoło zdezorientowana.
- Żaden dzieciak, człowiek czy jeden z naszych, nie powinien być tak traktowany – stwierdził Barricade, jakby było to w jego oczach oczywiste – Nigdy przez własnego stworzyciela. Nieważne, co.
Założyła metalowy łańcuch na nadgarstek, mrugając zaskoczona, kiedy jego forma zmieniła się w coś na wzór zegarka. W środku tarczy jednak błyszczał malutki znaczek, zapewne coś z cybertrońskiego, ponieważ nie mogła się tego doczytać. Wyglądało na to, że był permanentnie przytwierdzony do jej skóry. Uniosła dłoń z pytającym wzrokiem, pokazując wynalazek.
Sideswipe podszedł bliżej, lustrując urządzenie wzrokiem, po czym wytrzeszczył oczy, spoglądając na trójkę przed nimi.
- Daliście jej małego cybertrończyka na przechowanie?
Zaraz, co? Umysł Zivy jakby powiedział: do widzenia! Ponieważ nawet słysząc ich słowa, nie mogła chwycić ich znaczenia. Co miał na myśli mówiąc…?
- Nie na przechowanie – wywrócił oczami TC.
- Znaleźliśmy go w ruinach Mission City – powiedział radośnie Skywarp, niemal podskakując z radości, gra w telefonie na moment została zapomniana – Mały słodziak, ale…
- Chcesz powiedzieć, że JA go znalazłem – mruknął zirytowany Barricade, szturchając go ramieniem. Oczy Sideswipe'a na chwilę zabłysły zaciekawione.
- …ale potrafi być wredny, kiedy chce, oczywiście! – ciągnął kompletnie nie zważając na starszego, podchodząc nagle do Zivy – I ma nawet imię! TC je wybrał.
Starszy mężczyzna odwrócił wzrok, kiedy brunetka skierowała swoje spojrzenie na niego, mrugając kilka razy, jakby nadal nie łapiąc, że to się dzieje.
- Nix. – burknął w końcu Thundercracker, wzruszając ramionami.
- Jego pełne imię było Phoenix, ale wiesz, nie chciało nam się go wymawiać i…
- Raczej tobie.
- I więc je skróciliśmy do Nix! – oznajmił zadowolony z siebie Skywarp, po czym puścił jej oczko – Podoba ci się?
Kiedy nie odpowiedziała przez dłuższą chwilę, wpatrując się cały czas w zegarek, Sideswipe machnął jej dłonią przed oczami, aż w końcu zaśmiała się głośno, jakby rozbawiona niedorzecznością całej tej sytuacji.
- Boże, jakie to słodkie z waszej strony – zaćwierkała, na co Thundercracker niemal się zarumienił, a Skywarp uśmiechnął się jeszcze szerzej – Awwww, będę się nim opiekować jak moim telefonem – jej oczy zabłyszczały.
Zalśniły, właściwie, stwierdził po chwili Sideswipe i sądząc po wzroku Barricade'a tak właśnie miało być. Jednak kiedy spotkał jego spojrzenie, drugi mężczyzna tylko spiorunował go spojrzeniem, nic nie mówiąc.
Huh, czyżby Con miał uczucia?, pomyślał do siebie Sideswipe.
- Cieszę się, że będzie w dobrych rękach – powiedział sztywno w końcu, kiedy Skywarp w końcu wrócił na swoje miejsce.
Ziva wyszczerzyła się i Barricade miał dosłownie sekundę na przygotowanie, kiedy się na niego rzuciła, ledwo ją łapiąc, żeby oboje nie upadli.
- Dziękuję! – uścisk był nieco niezręczny, ale zanim ktokolwiek mógł na to zareagować, dziewczyna rzuciła się jeszcze na dwójkę obok – Jesteście tacy kochani~!
Jedynie 'Warp z całej trójki odwzajemnił gest z szerokim uśmiechem na twarzy.
Właśnie w tamtym momencie, kiedy Thundercracker próbował odczepić Zivę od siebie, tamta zdała sobie sprawę jak bardzo tęskniła za tą częścią siebie, tą lekką, nie zadręczoną natrętnymi myślami jakby to było, gdyby jej zabrakło.
Nie myślała o śmierci.
Nie teraz. Miała tylko nadzieje, że ten stan zostanie na tyle długo, żeby mogła wszystko sobie przemyśleć na spokojnie.
Nerwy zżerały ją od środka. Zarya oficjalnie czuła jakby każdy mięsień w jej ciele był tak napięty, że zaraz miałby pęknąć pod naciskiem tego wszystkiego. W brzuchu miała jeden wielki węzeł, a nóż, który nosiła pod nogawką ciążył jej niemiłosiernie. Nawet serce biło jej jakby za szybko i za głośno jak na jej lubienie.
- Nic ci nie będzie – powiedziała Ginger w końcu, bawiąc się scyzorykiem w dłoni, kiedy już dojeżdżali pod więzienie – Damy radę.
Zarya nie przywykła do takich rzeczy. Skradania, tajnego odwiedzania miejsc w których na pewno NIE powinna przebywać. Kiedy chodziło o żarty, okay, ale prawdziwa sprawa? Boże, te oczekiwania, że wszystko na jej głowie ciążyły jej okropnie.
- Mogłybyśmy jeszcze raz omówić plan? – zapytała, wysilając się na spokojny głos.
Rodriguez schowała nożyk do kieszeni. Hale wiedziała, że dziewczyna czuła się jak ryba w wodzie; prawdopodobnie wykonała tysiące takich samych misji i nie trzęsła się jak ona. Ginger była zimna, ale przynajmniej wiedziała, co robi.
- Wchodzimy jako ludzie z rządu – pomachała jej ID, które zwisało jej na szyi – Mamy za zadanie przesłuchać więźniów. W przejściu może być nieco kłopotów, ale spokojnie, damy radę. Plus, wyglądamy obie jak stare baby, więc jest okay – Zarya uniosła na to brew do góry – Znajdziemy się w środku, szukamy odpowiedniej celi i bam! Dajemy papiery, nagrywamy ich, jak mówią, że Klan ma się poddać i koniec. – spojrzała na nią – Kapujesz?
Zarya czuła gulę w gardle na myśl o stawaniu oko w oko z Jack'iem i Diane.
- Tak – odparła mimo to.
Rodriguez zmierzyła ją wzrokiem, jakby nie wierząc, po czym westchnęła.
- Jeśli martwisz się o wpadkę, to niepotrzebnie – machnęła dłonią – mamy wspaniały plan awaryjny.
- Wysadzenie budynku w powietrze i zabicie dwójki osób podchodzi pod twoją kategorię „wspaniały plan awaryjny"?
- Jak działa, to działa – skrzywiła się nagle, masując głowę – W każdym razie, jak coś się spieprzy, nie ma problemów.
- Pocieszające – stwierdziła sucho, posyłając jej zaniepokojone spojrzenie, kiedy zobaczyła jej zakrwawione dłonie – Jesteś pewna, że nic ci nie jest?
Cokolwiek Ginger chciała na to odpowiedzieć, zostało ucięte, kiedy nagle się zatrzymali i drzwi otworzyły się, ujawniając Natashę z szerokim uśmieszkiem.
- Готов? (Gotowe?)
- Да. (Tak.)
Zarya wzięła głęboki wdech, słysząc odpowiedź Zaryi, po czym wyskoczyła z ciężarówki.
- Chociaż… - Ziva odsunęła się w końcu od wszystkich – Skoro nikt z nas nie ma za bardzo nic do roboty…
- Ziva… - zaczął ostrzegawczo Sideswipe, dokładnie wiedząc do czego zmierza to zdanie.
- ..To dlaczego nie poświętujemy razem, hmm?
Barricade popatrzył na zegarek, spoglądając na dwójkę obok. Thundercracker jeszcze wstrząśnięty po ataku uścisku Zivy, wzruszył tylko ramionami, patrząc na wszystkich. Skywarp uśmiechnął się jeszcze raz.
- Lord Megatron nie oczekuje nas w tej chwili, TC – stwierdził wyczuwając zawahanie towarzysza, obejmując go ramieniem i lekko przyciągając do siebie – A my zasługujemy na odpoczynek, nie uważasz?
- Jedyne, co robisz, to wszystkim płatasz figle – stwierdził Barricade dosadnie.
- Ale bycie zajebistym też nie jest takie oh. Jest wyczerpujące – wyszczerzył się do niego z błyskiem w oku, kiedy mężczyzna prychnął pod nosem – Awww, nie mów, że nie masz ochoty na drink'a czy dwa, co? Wiemy, że lubisz te ludzkie zwyczaje.
- Ta, może złapiesz jakąś ziemiankę – powiedział sarkastycznie Sides, nie za bardzo zadowolony z całego pomysłu, kiedy Ziva spiorunowała go wzrokiem.
W końcu czarnowłosy westchnął, czując, że najwyraźniej musiał odpowiedzieć i w pewnej chwili poczuł się tam jako najdoroślejszy z nich wszystkich. Zupełnie jakby był tym, który miał podejmować za nich wszystkich decyzje. Prawie jak rodzic. Ugh.
- Na chwilę – zaznaczył w końcu, czerwone oczy zmrużył, kiedy spojrzał na twarz Zivy - I nic więcej.
- Ah, ależ oczywiście – zasalutowała mu i Sideswipe już wiedział, że coś więcej planowało; albo przynajmniej miała zamiar coś wymyślić.
Miał tylko nadzieje, że wszyscy wyjdą z tego cało. Jednak kiedy dojechali do jednego ze znajomych barów, jakie zasugerowała Ziva, Sideswipe wiedział, że coś na pewno pójdzie nie tak. Nie wiedział czy przez zapach jaki tam się unosił, czy przez dziwne spojrzenia jakie były w ich stronę rzucone, ale coś było nie tak.
Kiedy tylko usiedli, Skywarp i Thundercracker zajęli się zamawianiem czegoś do picia i dopiero wtedy jej strażnik pochylił się tak, żeby tylko ona mogła to usłyszeć.
- Wiesz, co robisz?
Normalnie, nawet by aprobował taki pomysł. Jego nierozważna natura wzięłaby górę i dzięki temu, że Ratchet sprawił, że ich holoroformy były bardziej ludzkie, najpewniej upiłby się bez nawet myślenia o tym.
Tylko, że byli w towarzystwie nieznajomych oraz trójki niebezpiecznych Decepticon'ów. Sideswipe nie zamierzał ryzykować czegokolwiek, a już tym bardziej Zivy.
- Czas rodzinny jest ważny, Siders – stwierdziła rozbawiona.
- Ziva... – zaczął, nie wierząc, że faktycznie grał tym razem tego bardziej poważnego i zaniepokojonego. W tamtej chwili naprawdę żałował, że Sunstreaker'a tutaj z nim nie było.
- Zluzuj – poklepała go lekko po plecach, a kiedy kontynuował patrzenie się na nią z dezaprobatą – Sideswipe, wiem, że ich nie lubisz, ale nie chcę jeszcze wracać, okay?
Tamten zmarszczył czoło.
- A więc chodzi o powrót?
Ziva westchnęła, odwracając wzrok.
- W połowie. Chcę też trochę poznać tamtych – skinęła głową na dwójkę przy barze – Wiem, że to nie twój klimat, ale Sides, żyje się raz.
- A później się umiera – dorzucił z ich lewej Barricade, już ze szklanką, patrząc przed siebie – Człowieku, żebyś ty wiedziała… - pokręcił głową, mamrotając do siebie.
Sideswipe nawet na chwile nie pozwolił sobie na „zluzowanie", jak to określiła jego podopieczna. Siedział niemal jak na szpilkach, co jakiś czas się oglądając, jakby myślał, że atak może nadejść z każdej strony.
- Po za tym – Ziva także miała już swoja szklankę i zataczała nią niewidzialne kółka w powietrzu i Sideswipe zauważył, że Thundercracker i Skywarp już wrócili i zajęli swoje miejsca. – Słowa pijanych, to myśli trzeźwych.
Jej strażnik popatrzył na nią, mrugając.
Ziva jednak zanurzyła się we własnych myślach, nie zważając na niego. Kiedy tak patrzyła w dal, Sideswipe zastanawiał się, co tak naprawdę widziała. Stoliki pijanych ludzi i tańczące pary czy szansę na stłumienie tego, co tak Sideswipe wiedział, że zasiedlało jej umysł. Czy może nawet widziała coś zupełnie innego?
Sides nie wiedział.
Miał tylko nadzieje, że kiedyś mu powie.
- Przesłuchanie?
Ginger posłała mu uroczy uśmiech, puszczając ID żeby zwisało jej swobodnie z szyi i popatrzyła na strażnika.
- Nie poinformowano Pana? – tsk-nęła, podając mu papier – Proszę.
Mężczyzna zmierzył ją podejrzliwym wzrokiem, zaczynając czytać treść. Ginger cały czas stała prosto i mimo uśmieszku, biła od niej powaga. Nawet sama Zarya stojąc obok niej musiała przyjąć tą samą postawę, żeby za bardzo się nie różniły.
- Ah – wydostało się z jego ust, sprawiając, że blondynka zwróciła swoją uwagę na niego – Proszę wybaczyć, nie dostałem wcześniej…
- Spokojnie – ucięła delikatnie – Chciałybyśmy tylko dostać się już do środka – kiwnęła na Zaryę – Koleżanka ma jeszcze spotkanie.
- Racja, racja – osunął im się, dając kartę do ręki Ginger, kiedy ją w końcu znalazł – I proszę uważać na więźniów, mają nieco nie tak w głowie.
Zarya nawet nie musiała przytakiwać, a Rodriguez i tak już wiedziała, że myśli nad spotkaniem z Jack'iem i Diane. Normalnie, nie przeszkadzałoby jej to, ale Hale miała tendencje do zbyt głębokiego myślenia nad pewnym rzeczami i później chodziła jakby patykiem w środku. Jeśli Temple'owie wyczuliby jej strach, to łatwo by im nie poszło.
Właściwie, Ginger z przykrością stwierdziła sama do siebie, że możliwe, iż w ogóle im nie pójdzie.
Nie z nimi. Nie. Byli na to za sprytni, za dumni. Zadumani w siebie, zawsze wierząc, że ich Klan ma większy potencjał niż jej czy Donnely'ego.
Ginger nie chciała ich zabijać, nie tak. Zagadką dla niej nadal była świadomość, że kiedy skupiała się właśnie na tym, na planie awaryjnym w razie, gdyby jej obawy się sprawdziły, to głosy cichły.
Co było złe, ponieważ Ginger nie zamierzała cały czas myśleć nad zabijaniem dwójki maltretujących dzieci osób, a obawiała się, że na niczym innym nie mogła się skupić.
- Cela 666 – oznajmiła nagle Zarya z prychnięciem, wyciągając kartkę z teczki – Tam siedzą.
- Nie powiesz, że im nie pasuje – mruknęła do niej Rodriguez, przyciskając słuchawkę na uchu – Okay, Tasha, jesteśmy w środku.
- В совершенстве. (Perfekcyjnie.) Ich cela znajduje się całkowicie na końcu korytarza, powinnyście je łatwo dostrzec. – Ginger wskazała dłonią naprzód, na co Zarya kiwnęła głową – Mają dwóch strażników.
- Widzę ich – szepnęła Hale, kiedy już się zbliżały.
- Nie dadzą się tak nabrać, Ma'am – stwierdziła Rosjanka.
Ginger sięgnęła do kieszeni spodni, czując dwie małe strzykawki, które dostały w „prezencie" od Donnelly'ego.
- Przyjęłam – spojrzała jeszcze raz na Zaryę, po czym znowu zwróciła się do Natashy – Jakieś nieprzyjemności?
- Oddział na pozycji – zameldowała – Jedynie jakaś ciężarówka przyjechała. Wygląda na jedną z naszych, ale nie mam pewności. Wyeliminować?
Ginger niemal prychnęła na pytanie. Czyli już przyjechali.
- Trzymać na oku i nie ingerować. To nasi.
- Przyjęłam. Bez odbioru.
Ginger kiwnęła, po czym spojrzała na Hale, kiedy już się zatrzymały przed celą. Nawet nie spojrzała do środka. Nie zareagowała. Rodriguez zastanawiała się czy w tamtej chwili zastanawiała się czy uciec, czy zostać i mieć to z głowy. Podała jej za plecami jedną strzykawkę, uśmiechając się do jednego ze strażników.
- Czego tu? – warknął jeden z nich, zwracając uwagę więźniów.
- My z wizytą – posłała mu oczko. Zarya popatrzyła na nią, po czym na jej dłoń.
- Nie przyjmują wiz… - Ginger pstryknęła palcami i w sekundzie, Zarya wycelowała zwinnie w szyję tego mężczyzny, który się nie odzywał i szybko wstrzyknęła zawartość – He-!
- Branoc – wymruczała GiGi, robiąc to samo, co Zarya i rozejrzała po korytarzu. Nikogo nie było. – Okay, czysto. – powiedziała, przejeżdżając kartą po czytniku, po czym pokazując Zaryi żeby weszła do środka. – Masz pół godziny, tak jak ustaliłyśmy.
Zarya skinęła głową, kiedy Ginger znowu zwróciła się do słuchawki.
- Lisa jest przy kamerach? – potwierdzenie – Okay, daj znać, jeśli coś pójdzie nie tak.
Wtedy skierowała się w stronę krat.
Miała tylko nadzieje, że Zarya da sobie radę sama w tamtej sytuacji.
Miała rodzinę.
Ziva wiedziała, że miała i wiedziała, że mocno jej na nich zależało. Wiedziała. Oczywiście, przecież nie była aż tak głupia. Miała świadomość, że ktoś o nią dbał i oddałby za nią życie.
Tylko, że czasami nie chciała o tym myśleć i możliwe, to sprawiało, że była samolubna, bo nie dopuszczała do siebie myśli, że ktoś ją kocha.
Po tym co przetrwała w dzieciństwie? Zarya zawsze jej mówiła, że każdy ma prawo do czucia się w ten sposób. Każdy jest człowiekiem, każdy ma gorszy dzień.
Tylko dlaczego Ziva czuła się jakby miała cały zły rok?
- Ziva? – zamrugała, kiedy Sideswipe puknął jej ramię – Okay?
Nie, chciała powiedzieć.
Nie jest okay, nigdy nie było. Miało być, ale…po prostu nie jest. Dlaczego Ziva tutaj siedziała? Dlaczego była tutaj w klubie, a nie w domu?
Kiedy to się stało? Jeszcze rok temu Ziva mieszkała z rodzicami, chodziła do szkoły i tkwiła przed ekranem komputera, okazjonalnie pisała z Zaryą. Była sama, oh, tak bardzo sama. Otoczona ludźmi, ale nigdy z nimi połączona.
- Po prostu myślę – odparła cicho, niemal niesłyszalnie przez głośną muzykę w klubie.
Sideswipe spojrzał na nią uważniej, kiedy odstawiła szklankę.
- Powinniśmy się zbierać – stwierdził Barricade obok nich, już wstając i spoglądając na dziewczynę, kiedy Sides uniósł do góry brew. – Prawie północ. Jeśli nie chcecie się jutro spóźnić na samolot…
- Racja – jej strażnik odparł powoli, patrząc na Zivę.
Dlaczego tutaj była?
Jakim cudem znalazła się właśnie tu z nimi? Gdyby ktoś jej powiedział, byłaby wdzięczna, ponieważ właśnie w tamtym momencie, wątpiła czy była tego warta. Wciągnęli ją w ściśle tajny, militarny sekret.
Dlaczego? I dlaczego akurat Sideswipe był jej strażnikiem, a nie Sunstreaker? Dlaczego Morshower wtedy ich wysłał na Diego Garcia i trzymał ich stronę? Jakim cudem znalazły się na tamtej wyspie?
- Awww, już idziemy? – zapytał przerywając ciszę Skywarp, podchodząc do nich z TC.
- Musimy jutro wstać – powiadomił Sides - A nie każdy jest chodzącą maszyną niepotrzebującą snu, wiesz?
Ziva zamrugała, wpatrując się przed siebie, jak wtedy, kiedy kilka godzin wcześniej tu usiadła. Na ścianie wisiały jakieś zdjęcia. Hale na głos nigdy tego nie powiedziała, ale właśnie tam stała fotografia jej dziadka z przyjaciółmi.
Dziadek.
Tam się to wszystko zaczęło.
Ziva zachodziła w głowę, zastanawiając się jakie pierwsze zdarzenie sprawiło, że dotarła aż tutaj, otoczona tyloma wspaniałymi ludźmi, kiedy odpowiedź wisiała dosłownie przed nią.
- Możemy już iść – oznajmił Cade, sprawdzając czy wszystko zabrali.
Sideswipe popatrzył na Zivę, kiedy ta nadal milczała.
To dzięki jej dziadkowi Ziva stworzyła Białego Feniksa.
Wszystko zaczęło się od tamtego momentu, kiedy powiedziała mu o tym, co przypadkowo wyszło z ust Chloe, jej ciotki. Gdyby nie to, gdyby nie miała tego pozwolenia od niego wtedy, Ziva nigdy nie miałaby tego, co ma teraz.
Dziadek jej decyzje wspierał. Dzięki temu siedziała właśnie tutaj.
I wtedy umarł.
Ziva przestała być dobrą córeczką, jej dowcipna natura wyszła na wierzch, denerwując ludzi w jej otoczeniu. Mechanizm, dzięki któremu Ziva nadal tu była. Zaczęła sprawiać kłopoty w szkole, później w domu i wtedy ją odesłali.
Wtedy poleciała po Zaryę.
Zarya, która panicznie bała się odejść, bo wiedziała, że kiedy jej rodzice się dowiedzą, to ją zabiją, została z nią. Została i nie opuściła.
Tak znalazły się w Nellis, na dwa dni mieszkając z Morshower'em, po czym wyleciały na Diego Garcia.
Ziva nigdy w swoim życiu nie czuła się wolniejsza, silniejsza. Nigdy nie czuła się tak szczęśliwa jak w momencie, kiedy mogła usłyszeć śmiech swojej siostry bliźniczki na żywo. Kiedy widziała te iskierki w oczach swojego strażnika. Kiedy była w stanie schować się w opiekuńczym uścisku od Prowl'a. Kiedy zdała sobie sprawę, że razem z Zaryą nie były tak same jak myślały, że są.
Wtedy wszystko się zmieniło.
- Insekt się popsuł – stwierdził kwaśno Thundercracker.
I dopiero wtedy Ziva zerwała się z miejsca, wybiegając z budynku i zatrzymując się przy czerwonym Lamborghini. Drzwi otworzyły się, wpuszczając ją na miejsce kierowcy.
- Ziva…?
- Muszę się z nim zobaczyć – zacisnęła palce na kierownicy, patrząc na radio z determinacją – Ostatni raz. Proszę.
Sideswipe nie miał nawet pojęcia kim „on" był, ale bez żadnych pytań, dał jej kontrolę nad pojazdem.
Jak zawsze, stwierdziła Ziva. Zawsze jej ufał.
Nawet kiedy ona sobie samej nie ufała.
- Zarya Hale – niemal wypluł mężczyzna przed którym stanęła – Przerażające jak szybko zapomniałaś do kogo należysz.
Kobieta oparła się o ścianę, nogi układając na zlewie i popatrzyła na nią z uśmieszkiem.
- Kochana córeczka – zaćwierkała fałszywie – Wróciłaś? Tęskniłaś za mamusią?
Zarya stała jak kamień, jakby krew przestała jej płynąć; jakby stała przed diabłem i miała sprzedać mu swoją duszę. Tak się czuła. Tak przerażona była, że nawet nie mogła wydobyć z siebie głosu przez dobrą minutę.
- Musimy pogadać o Klanie – wydobyła z siebie w końcu, wyjmując papiery i podając je mężczyźnie.
Ten z podejrzliwym wyrazem twarzy, wziął je, otwierając na pierwszej stronie. Diane popatrzyła na nią.
- Nadal tańczysz tango z tymi pokrakami? – zapytała.
Zarya zamrugała, jakby zaskoczona, po czym zmrużyła czoło.
- Kim?
Ta uśmiechnęła się szeroko i tak strasznie, że Zarya w tamtej chwili wolałaby stawić czoła Megatron'owi, byleby na nią nie patrzeć. Samo to spojrzenie sprawiało, że czuła się bezbronna, jakby o czymś nie wiedziała.
- Swoimi koleżkami, oczywiście. Tymi, co nas tu wsadzili – Diane rozejrzała się po celi, jakby chcąc pokazać o co jej chodzi – Prowl? Tak? I Jazz. Razem z tym Shower'em.
Zarya poczuła jak zrobiło jej się gorąco.
- Skąd…
- …wiem, jak się nazywają? – dokończyła z chichotem – Chciałam bronić swoją jedyną córeczkę. – Zarya skrzywiła się z obrzydzeniem – W końcu, spotyka się z kosmitami. Chciałam wiedzieć z czym mam do czynienia.
Nawet Ginger stojąca na zewnątrz, skierowała na nich wzrok na sekundę.
Diane oparła się wygodniej o ścianę.
- Zaskoczona, złociutka?
Nagle Jack zaśmiał się, wymachując kartkami przed nosem Zaryi, jakby nie mógł uwierzyć w to, co przed chwilą przeczytał.
- Że co? – wstał i nagle, kiedy znalazł się obok niej, śmiech mu się uciął – Czy ja dobrze przeczytałem? Chcesz żebyśmy – zbliżył się do niej, chwytając ją brutalnie za nadgarstek i ścisnął – rozwiązali Klan?
Przełknęła ślinę.
Niedobrze, stwierdziła do siebie, kiedy kobieta wytrzeszczyła oczy.
- Umiesz czytać – stwierdziła sucho Zarya w ramach obrony.
- To niedorzeczne – prychnęła Diane – W życiu się na to nie zgodzę. Wsadziłaś nas do kicia i myślisz, że możesz teraz nami rządzić?
- Żałosne – dodał Jack, rzucając dokumentami na ziemię i przyciągnął ją jeszcze bliżej siebie – Nigdy nie pozwolę ci na zniszczenie…
Nagle rozwył się alarm. Kiedy Zarya zerknęła na zewnątrz, zobaczyła poświatę czerwonego światła. Rzuciła Ginger zaniepokojone spojrzenie, ale tamta tylko potrząsnęła zdezorientowana głową.
- To nie nasi – powiedziała i wytrzeszczyła oczy, kiedy Jack uniósł dłoń z maniakalnym uśmiechem – Zarya, uważaj!
Blondynka szybko zwróciła na niego wzrok, ale mimo tego, nie uniknęła mocnego spoliczkowania. Upadła na ziemię, krzywiąc się na ból, kiedy Temple nadal nie puścił jej nadgarstka, unosząc go jeszcze do góry.
- Nie martw się – wyszeptał jej do ucha – Nie zostawimy cię tym razem.
Diane uniosła się z nożem w dłoni, kiedy Ginger weszła do celi z pistoletem wycelowanym w jej głowę.
- Odłóż to – syknęła.
- Aww, czyż to nie ścierowo od Ivy? – zapytała, zamiast tego przybliżając się do niej, kiedy Jack po raz kolejny uderzył Zaryę w twarz – Przyjaciółeczka, huh?
Ginger zadrżała dłoń, kiedy kobieta stanęła przed nią.
- Przykro mi słyszeć o ich śmierci…
Rodriguez wiedziała, że powinna się ruszyć, kiedy blondynka położyła jej dłoń na ramieniu w niby geście pocieszenia. Wiedziała, że w jednej sekundzie, kobieta mogłaby jej poderżnąć gardło, bo była głupia na tyle, żeby dać jej podejść.
Ale wtedy zobaczyła coś w jej oczach. Poza szaleństwem i chłodem.
Błysk w oczach, tak bardzo jej znajomy. Coś szło zgodnie z JEJ planem, a nie Ginger.
- Z pewnością dogadałybyśmy się, jesteśmy takie same, GiGi…
W oddali dawno słychać było echo wystrzałów i kilku wybuchów, ale dopiero teraz brunetka usłyszała kroki. Jakby ktoś biegł.
Komentarz dotarł do niej dopiero po chwili, kiedy w końcu spojrzała na Zaryę z celownikiem na Jack'u, kiedy zobaczyła, że on sam miał w dłoni broń.
Huk!
Ginger wytrzeszczyła oczy, kiedy mężczyzna padł na ziemię, natychmiast plamiąc ją krwią. Diane również zaskoczona spojrzała na tego, kto wszedł do celi i przełknęła ślinę, rzucając nóż na bok.
Rodriguez zamrugała, kiedy Zarya uniosła do góry wzrok, spoglądając na tego, kto wystrzelił. W tamtej chwili, Zarya miała wrażenie, że robi jej się słabo i ma majaki, bo nie było możliwości, żeby jej strażnik stał właśnie tam, kiedy wiedziała, że był na Diego Garcia.
- Nie zbliżaj się do mojej podopiecznej – przeładował broń Sunstreaker, mrużąc oczy z gniewnym wyrazem twarzy i obrzydzeniem w oczach, celując tym razem w zesztywniałą Diane - Albo następna trafi w ciebie
