Wszystkiego najlepszego na Święta i w Nowym Roku :)

ems


Co się stało w Las Vegas, nie zostaje w Las Vegas


Tuż przed świętami Bożego Narodzenia czerwona czupryna Rona zagościła we wszystkich możliwych gazetach czarodziejskiego świata. Prorok Codzienny opublikował szczegółowy artykuł, w którym zamieścił pikantne zdjęcia Weasleya z pewnego czarodziejskiego klubu. Otóż młody perkusista zaszalał tak bardzo, że kolejnego dnia niewiele pamiętał. I właściwie relacja w gazecie pomagała mu odtworzyć co się stało w Las Vegas. A właściwie pozbierać okruchy pamięci w jeden chaotyczny i pełen luk przebieg wydarzeń.

Ron Weasley niechcący wywołał skandal obyczajowy. Kolejny, bo on z takiego rodzaju skandali był sławny. Właściwie jego reputacja była daleka od przyzwoitej, ale jego ostatni wybryk już ostatecznie przekreślił wszystkie nadzieje, jakie pokładała w nim jego matka.

- Ronaldzie Weasley!

Te słowa wypowiedziane tym tonem prześladowały go od czasu dostania wyjca w Hogwarcie. Nie zwiastowały absolutnie niczego dobrego.

- Czyś ty oszalał?

Ronald jęknął i potarł skronie próbując zniweczyć ból rozsadzający czaszkę.

- Wywołałeś skandal! Jak śmiałeś tak bardzo naruszyć dobre imię Weasleyów oraz waszego zespołu?!

Ron podniósł wzrok i zobaczył, że jest w swoim pokoju, a Molly ewidentnie stoi pod jego drzwiami.

- Percy szaleje i próbuje załagodzić całą tą sytuację. Nawarzyłeś niezłego bigosu!

Chciał coś powiedzieć, ale w ustach miał tak sucho, że żaden dźwięk się nie wydostał.

- Oczekujemy ciebie natychmiast na dole! I nie chcę słyszeć żadnego sprzeciwu!

Ron z trudem przełknął ślinę i kąśliwie pomyślał, że żadnego sprzeciwu i tak by w tej sytuacji nie usłyszała. Z trudem usiadł na łóżku i zobaczył, że Prorok Codzienny leży koło drzwi.

Zmusił się do wstania i rzucił okiem na nagłówek.

Molly ma rację. Nie wygląda to najlepiej.

Bill patrzył to na zaciętą minę Percy'ego, to na rozwścieczoną Molly i nie wiedział, w jaki sposób ma się nie roześmiać, żeby nie urazić nikogo.

Niepotrzebnie z tego całego wydarzenia robią tragedię narodową. No cóż – upił się, rozebrał do naga, pokazał światu pośladki, palec uważany za obraźliwy i pochwalił się niewybrednym zasobem słów. No cóż, zachował się jak rasowa gwiazda rocka. Szkoda tylko, że wydostało się to na zewnątrz.

Bill poczuł brodę na ramieniu i chichot. Hermiona patrzyła wymownie na zdjęcie i szepnęła mu na ucho:

- Wiesz co, dobrze że go rzuciłam. Jak widzę, NIC nie straciłam.