Zastrzeżenie: Ta historia oparta jest na postaciach i sytuacjach, stworzonych i posiadanych przez J.K. Rowling. Nie czerpię korzyści materialnych z tego opowiadania.

Ostrzeżenie: Historia zawiera slash, przemoc i tortury.

Beta: cudowna Zoja

XSparkX, misqa, Philie, hulku12, belzebko powinniście znaleźć już odpowiedzi na wasze komentarze :)

N, dziękuję za komentarz. Mara Nineve, cieszy mnie to bardzo. Tak w końcu Snape dostał za swoje, ale i Albusowi też się dostanie. Taaaak, Śmierć. Jest cudowny, jednak więcej zdradzać nie będę. Na krwiożerczego Harry'ego musisz jeszcze poczekać, niestety. I dziękuję jeszcze raz, to dla mnie olbrzymia motywacja. Choć duże brawa należą się też Zoji :3 Agato, oto nowy rozdział! Dziękuję za komentarz :)

Jeśli kogoś pominęłam proszę o wybaczenie.


Rozdział 3 - Dziwny sojusz

Kiedy Harry obudził się następnego ranka zajęło mu kilka chwil, aby przypomnieć sobie dlaczego leży w łóżku, a nie gdzieś w lesie. Kiedy już to zrobił, nie mógł powstrzymać śmiechu. Albo zupełnie zwariował, albo poprzednia noc naprawdę miała miejsce.

Był tylko jeden sposób, żeby to sprawdzić. Chciał, żeby było to prawdą, ale musiał, potrzebował się upewnić. Musiał wezwać Śmierć. Chciał mieć absolutną pewność, że nie oszalał. Istniał tylko jeden mały problem - jak miał wezwać Śmierć?

- Witaj Harry.

- Cholera! –zaklął Harry, omal nie wyskakując ze skóry. Na brzegu jego łóżka siedział Śmierć. Chłopak posłał mu wściekłe spojrzenie, kiedy ten zaczął się śmiać.

- Potrzebujesz czegoś? – jego oczy miały ten sam ciepły wyraz jaki zapamiętał z poprzedniej nocy.

- Ja… Po prostu musiałem się upewnić – wymamrotał Harry, chwilowo zapominając o rozdrażnieniu. – Nie wiem co robić. Wiem co chcę zrobić, ale nie wiem jak zacząć. Co jeśli zrobię coś nie tak? A jeśli zostanie ponownie zniszczony?

- To i tak się stanie – odpowiedział spokojnie Śmierć. – Jedyną rzeczą w zniszczeniu poprzedniego świata, która mnie rozwścieczyła był fakt, że ty przez to cierpiałeś. Jestem Śmiercią, Harry. Śmierć planety mnie nie smuci. Jeśli zniszczysz tę planetę, przeniesiemy się na inną. Tak po prostu. Nie jesteś już śmiertelnikiem. Nadal jesteś czarodziejem, człowiekiem, ale nie jesteś śmiertelny. Dla istot takich jak my śmierć jednej planety nie ma znaczenia.

- Myślę, że po prostu potrzebuje trochę czasu, aby to przyswoić - wyszeptał Harry, opierając się o wezgłowie łóżka. – Wiem, co mi wczoraj powiedziałeś, ale sądzę, że byłem w zbyt dużym szoku, żeby w pełni to wszystko zrozumieć.

- To zrozumiałe, mój synu – zapewnił go Śmierć, uśmiechając się lekko. – Wiesz już, co zamierzasz dalej robić?

- Rozmowa z Voldemortem to pierwsza rzecz na mojej liście – odpowiedział natychmiast Harry.

- Czy to konieczne? – mruknął Śmierć i Harry zaśmiał się widząc jego uparty wyraz twarzy.

- Sądziłem, że go lubisz. Biorąc pod uwagę zniszczenie, chaos i śmierć, których był przyczyną powiedziałbym, że jest jednym z twoich ulubieńców.

- I jest – wymamrotał Śmierć. – Byłbym jednak szczęśliwszy, gdyby przebywał z dala od ciebie.

Nie przyszło mu to do głowy, ale gdyby tak się stało, to nigdy nie wziąłby Śmierci za tak opiekuńczego ojca.

- Dziękuję – powiedział Harry, a Śmierć spojrzał na niego z ciekawością.

- Za co?

- Za wszystko.

Oczy Śmierci były tak pełne uczuć, że oddech Harry'ego ugrzązł mu w gardle. Śmierć powoli podniósł rękę, dając Harry'emu czas na wycofanie się, ale gdy ten się nie poruszył, pogłaskał go po policzku i uśmiechnął się.

- Dla ciebie wszystko, mój synu.

Harry poczuł jak jego serce wypełnia się radością. Całe życie czekał, aby usłyszeć te słowa. Teraz będzie miał wieczność, aby się nimi cieszyć.

Ten moment pomiędzy nimi został przerwany, kiedy usłyszeli jak ktoś wchodzi do sypialni.

- Zawołaj mnie, jeśli będziesz czegoś potrzebował – powiedział Śmierć i zniknął, kiedy drzwi otworzyły się.

Do środka weszła Hermiona, niosąc kilka tostów. Wyglądała na dość wkurzoną.

- Dzień dobry, Hermiono – przywitał się z nią, a ona uśmiechnęła się. Kiedy zobaczyła go w tak dobrym humorze, jej złość szybko zniknęła.

- Dzień dobry. Pomyślałam, że wolałbyś dzisiaj unikać Wielkiej Sali.

- Jest aż tak źle? – zapytał. Miał nadzieję, że wszystko będzie trochę lepsze niż poprzednio.

- Puchoni, o dziwo, są rozdrażnieni zaistniałą sytuacją, ale nie mają do ciebie pretensji. Większość uczniów z szóstego i siódmego roku martwi się o ciebie, zwłaszcza ci którzy sami chcieli uczestniczyć w turnieju. Czytali o poprzednich turniejach i zadaniach. Krukoni są podzieleni. Starsi nie mają wątpliwości, że nie chciałeś uczestniczyć szczególnie ze względu na przysięgę, którą złożyłeś, ale młodsi, zwłaszcza dziewczęta, wspierają Cerdika i sądzą, że kłamiesz. Ślizgoni… Cóż, Ślizgoni są tacy jak zawsze. Gryfoni są w stu procentach z tobą, a przynajmniej większość.

- Ron? – zapytał, a Hermiona przytaknęła. Harry nie był ani odrobinę zaskoczony. Ron wierzył, że Harry nie zgłosił się do turnieju, ale jego zazdrość była silniejsza. – W porządku. Spodziewałem się tego.

- Nie rozumiem dlaczego tak się zachowuje– krzyknęła Hermiona, brzmiąc bardziej na sfrustrowaną niż złą. – On wie, że nie wrzuciłeś swojego imienia.

- Zazdrość – odparł Harry. – Ron zawsze miał kompleks niższości, a to po prostu przechyliło czarę. Sądzę, że powinnaś być z nim. Nie, posłuchaj mnie – powiedział stanowczo, kiedy Hermiona otworzyła usta. – Jest zazdrosny, a jeśli zostaniesz ze mną założy, że wybrałaś mnie zamiast niego. To tylko zwiększy jego zazdrość. Zostań z nim, niech się uspokoi i wtedy zobaczymy co dalej.

- A co z tobą? – zapytała po chwili.

- Cóż, dzisiaj mam zamiar znaleźć ustronne miejsce i się tam zaszyć. Jutro pójdę do biblioteki, żeby znaleźć wszystko co tylko można o turnieju i poszukać jakiejś wskazówki na temat pierwszego zadania.

Hermiona niechętnie skinęła głową.

- Dobrze, ale tylko na kilka dni. Potem ci pomogę – Harry wiedział, że nie było sensu się z nią kłócić, kiedy mówiła tym tonem, więc tylko jej przytaknął. Hermiona uścisnęła go i wyszła z sypialni, mamrotając o wbiciu temu rudemu palantowi trochę rozumu do głowy.

Kiedy tylko drzwi się zamknęły, Harry osunął się z powrotem na łóżko. Rozmowa z Hermioną poszła łatwiej, niż się spodziewał. Pogawędka z ojcem pomogła. Jego Hermiona nie żyła, a ta też miała umrzeć. Był nieśmiertelny. Będzie żył jeszcze długo po jej śmierci. Nie znaczyło to, że nie tęsknił za swoją Hermioną oraz, że nie będzie jej opłakiwał, ale nie pozwoli tym uczuciom wymknąć się spod kontroli. Jedyne co mógł zrobić to upewnić się, że ta Hermiona będzie miała lepsze życie od poprzedniego i, jeśli to możliwe, także dłuższe.

Jego ojciec. Ta myśl wydawała się dziwna. Nigdy nawet nie sądził, że będzie miał okazję myśleć w ten sposób. Lubił to, nawet bardzo. Może i miał ponad siedemdziesiąt lat, ale Śmierć był o eony lat starszy. W porównaniu z nim był dzieckiem, może nawet niemowlę tym, po wszystkim co przeszedł miał prawo być samolubny, chcieć czegoś dla siebie, a zawsze pragnął mieć ojca. Dlaczego miałby sobie odmówić czegoś, czego zawsze pożądał?

Przytakując sobie wstał z łóżka. Miał wiele rzeczy do zrobienia i równie dobrze mógł wykorzystać ten czas w samotności, jaki miał.

~ o O o ~

Harry szedł drogą, pogwizdując. Dostanie się do tego miejsca było znacznie łatwiejsze, niż przypuszczał. Nie, żeby narzekał, szczególnie że znacznie ułatwiło mu to życie.

Wymknięcie się było dziecinnie proste, biorąc pod uwagę brak jakichkolwiek środków zabezpieczających, jako że nie byli w stanie wojny, a później już tylko jazda Błędnym Rycerzem i voilá.

Rozejrzał się wokoło, aby upewnić się, że jest sam po czym zakradł się do domu.

Był on w znacznie gorszym stanie niż przypuszczał, ale biorąc pod uwagę stan właściciela nie dziwiło go, że nie miał czasu posprzątać.

Wszedł po schodach zmierzając w kierunku, gdzie sądził, że znajduje się gabinet i otworzył drzwi.

- Witaj Tom.

Chwilę później oślepiło go znajome zielone światło.

~ o O o ~

- Synu, to, że nie możesz umrzeć nie oznacza, że nie powinieneś zrobić uniku widząc lecące w twoim kierunku zaklęcie śmierci.

Harry otworzył oczy i rozejrzał się. Był w tym samym gabinecie w którym obudził się, gdy zabili go mugole. Podniósł się z kanapy, uśmiechając się z zażenowaniem.

- Najwidoczniej Voldemort nie ucieszył się na mój widok.

- Naprawdę? Kto by pomyślał?

Kąciki ust Harry'ego drgnęły.

- Sądziłem, że Avada Kedavra na mnie nie działa– spojrzał na Śmierć z ciekawością. Mimo, że poprzedniej nocy był nieco oszołomiony, ten fragment pamiętał całkiem nieźle.

- To prawda, ale nie wiesz jak z tego korzystać, więc dopóki nie nauczysz się posługiwać swoimi mocami, będziesz prawdopodobnie trafiać tutaj. Chociaż, jak wiesz mogę wysłać cię z powrotem do momentu tuż po uderzeniu, więc ludzie nie zauważą co się stało.

A kiedy nauczysz się kontrolować swoją moc, nie będę ci już do tego potrzebny. Będziesz mógł oberwać śmiertelnym zaklęciem i nadal robić to co robiłeś, tak jakby to się nie wydarzyło – odpowiedział Śmierć, a Harry skinął głową. – Nie zmienisz zdania na temat współpracy z Voldemortem, prawda? – zapytał zrezygnowany Śmierć, a Harry pokręcił głową.

Chciał współpracy z Voldemortem. Nie tylko dlatego, że przydałby mu się sojusznik, który pomógłby mu zabić około pięciu miliardów mugoli, ale ze względu na to, że Tom był geniuszem. Teraz, kiedy wiedział jak temu zapobiec, nie chciał, aby Tom postradał zmysły.

- Jest coś, o co muszę cię zapytać – oznajmił Śmierć poważnym tonem, a Harry uniósł brew. - Teraz, kiedy jesteś w swoim młodszym ciele, nadal masz w sobie horkruksa. Czy chcesz, żebym go usunął?

- Nie! – odpowiedział natychmiast Harry. Śmierć spojrzał na niego i Harry speszył się. – Chcę go zatrzymać – dodał obronnie. – Jeśli Tom będzie chciał tego chciał, przeniosę go gdzie indziej, ale na razie chcę go zatrzymać.

- Brakowało ci go – stwierdził Śmierć swoimi wszystkowiedzącymi oczyma, a Harry zarumienił się lekko, przeklinając swoją bladą cerę. – To zrozumiałe –zapewnił go Śmierć. – Był on częścią ciebie od najmłodszych lat twojego życia. Był to czas kiedy byłeś bezbronny i nawet jeśli o tym nie wiedziałeś, że gdzieś tam był, twoja podświadomość wiedziała, że nie byłeś sam. Była to dla ciebie swego rodzaju pociecha, kiedy byłeś w komórce pod schodami.

Harry spojrzał w dół, nie był w stanie wytrzymać spojrzenia tych wszechwiedzących oczu. Część niego od dawna wiedziała, że brakowało mu horkruksa, ale czymś innym było wypowiedzenie tego na głos przez kogoś innego. Jak popieprzony musiał być, aby tęsknić za kawałkiem duszy kogoś, kto chciał go zabić? Nie dawało to dobrego świadectwa o jego zdrowiu psychicznym. Nie, żeby obchodziło go to w tej chwili, ale z pewnością sprawiło to, że zastanawiał się, co by było gdyby wojna z mugolami nie wybuchła. Czy również oszalałby, gdyby wiódł normalne życie? Czy jego chęć siania chaosu i śmierci rzeczywiście wynikało z pragnienia zemsty, czy było to coś, co tkwiło w nim od dawna, coś, co przez całe życie ignorował? Teraz nie miało to wszystko znaczenia, ale nie mógł przestać się nad tym zastanawiać.

- Chcesz już wrócić? – Śmierć zapytał wyrozumiale z uśmiechem na ustach i Harry spojrzał w górę.

- Tak, ale chce dać mu kilka sekund na pozbieranie myśli.

- Wątpię czy te kilka sekund zrobi różnicę – Śmierć zaśmiał się i po chwili Harry uczynił to również. Chwilę później wszystko stało się czarne, a on poczuł jak spada.

~ o O o ~

Voldemort patrzył z niedowierzaniem na ciało, leżące na podłodze jego gabinetu. Zamknął na chwilę oczy, po czym ponownie je otworzył. Nadal tam było. Czyli nie była to tylko jego halucynacja.

Zabił Harry'ego Pottera. Pomijając fakt, że Potter był w jego domu, zawsze sądził, że będzie bardziej podekscytowany kiedy wreszcie uda mu się to uczynić. Prawdopodobnie uśmierciłby go przed tłumem ludzi, aby pozbawić ich nadziei. Ta konfrontacja, jeśli w ogóle można było tak to nazwać, była rozczarowująca.

Potem stało się coś, co w ogóle nie powinno być możliwe.

Potter jęknął i usiadł.

Instynktownie rzucił na niego kolejną śmiertelną klątwę, która uderzyła go w klatkę piersiową. Potter ponownie upadł, po tym jak zaledwie kilka chwil wcześniej został trafiony przez uśmiercające zaklęcie. To był już trzeci raz, kiedy rzucił na Pottera Avadę Kedavrę i jak szło to mugolskie powiedzenie, odnoszące się do takiej sytuacji? Do trzech razy sztuka czy jakoś tak, czyż nie? Może teraz Potter zrobi wreszcie coś, co społeczeństwo uznawało za oczywiste i faktycznie umrze w wyniku trafienia śmiertelnym urokiem?

Przez kilka chwil po prostu się w niego wpatrywał. Nie mógł uwierzyć, że rzeczywiście pomyślał o mugolskim powiedzonku. Może rzeczywiście tracił rozum. Bycie zjawą przez trzynaście lat nie mogło być niczym dobrym dla czyjegokolwiek zdrowia psychicznego.

~o O o ~

- Znowu tu jesteś? – zapytał Śmierć rozbawionym głosem i Harry nie musiał na niego spojrzeć, aby wiedzieć, że uśmiechał się kpiąco.

- Tak, tak – warknął. – Wyślij mnie z powrotem.

Ostatnią rzeczą jaką usłyszał, zanim wszystko pociemniało, był śmiech Śmierci.

~ o O o ~

Voldemort nie wiedział czy powinien być zaskoczony, kiedy Potter podniósł się ponownie. Powstrzymał instynktowną chęć, aby po raz kolejny rzucić na niego uśmiercającą klątwę. Czy ludzie nie mówili, że szczytem szaleństwa było robienie w kółko tego samego i oczekiwanie innych rezultatów? Tak więc po prostu obserwował Pottera, starając się zrozumieć co się wydarzyło. Najwyraźniej Potter nie miał tyle przyzwoitości, aby być halucynacją lub po prostu pozostać martwym.

- Przysięgam na Merlina, że jeśli nie przestaniesz rzucać we mnie zaklęciem śmierci, to cię uderzę, idioto – warknął Potter, wstając. – Możemy porozmawiać czy masz zamiar dalej rzucać we mnie Avady Kedavry?

Voldemort nadal wpatrywał się w niego z niedowierzaniem. Cóż, wykluczył już halucynację, ale mógł to być sen. Zawsze istniała taka możliwość. Słodki Merlinie dlaczego on nie mógł być halucynacją? Byłoby o wiele łatwiej, gdyby tak było. No i znacznie łatwiej byłoby to wytłumaczyć.

- Uznam to za pozytywną odpowiedź – powiedział Potter i usiadł na fotelu przed biurkiem.

Przez chwilę milczeli, aż do momentu, kiedy Voldemort przekonał się, że Potter nie był, nie ważne jak bardzo by sobie tego życzył, halucynacją bądź snem.

- Potter – powiedział, nie bardzo wiedząc jak się zachować. Co mógł tak naprawdę powiedzieć? Napijesz się herbaty? Och, tak przy okazji, dlaczego nie jesteś martwy?

- Tak? – zapytał Potter, unosząc brew.

- Co ty tutaj robisz? – To było dobre pytanie na początek, potem może zadać kolejne, takie jak: Skąd wiedziałeś gdzie jestem? I, jego zdaniem najważniejsze: Dlaczego nie jesteś martwy?

- Prawdę mówiąc, jestem tu z trzech powodów – odparł Potter, wyglądając stosunkowo spokojnie jak na osobę siedzącą przed Czarnym Panem, który chciał go zabić. – Po pierwsze przyszedłem tutaj, aby powstrzymać cię przed zrobieniem wielkiego błędu. Po drugie, aby przywrócić ci ciało. Po trzecie, jestem tutaj, żeby opowiedzieć ci historię.

Wpatrywał się w Pottera przez kilka sekund, po czym zaczął się śmiać. Może to Potter był tym, który postradał zmysły.

- A co chcesz w zamian za przywrócenie mi dawnej postaci i powstrzymanie mnie przed popełnieniem wielkiego błędu – każde jego słowo było przesycone sarkazmem.

- Chcę tylko, żebyś mnie wysłuchał. Przysięgnę nawet na moją magię, że wszystko co ci powiem to tylko i wyłącznie prawda. Nie masz nic do stracenia, akceptując moją propozycję.

Zmrużył oczy chcąc wejść do umysłu Pottera, tylko po to by znaleźć tak silne tarcze oklumencyjne jak jego własne. Zaskoczony, uważnie obserwował Pottera i dostrzegł to. Było to dobrze ukryte, ale zdołał to zobaczyć. Moc. Ciemna, uwodzicielska, zabójcza. Ten Potter nie był marionetką światła, jaką spotkał niespełna trzy lata temu.

- Mówisz poważnie? – zapytał, teraz już zaciekawiony. W tym Potterze było coś innego i chciał wiedzieć, co to było.

- Jestem tu, czyż nie? Gdybym nie mówił poważnie, to po co bym tutaj przychodził?

- Dobrze więc – zgodził się, choć trudno mu było uwierzyć we własne słowa. – Jaki to błąd mam zamiar popełnić? – mimo starań nie był w stanie zapanować nad odrobiną sarkazmu, która wkradła się do jego głosu.

- Rytuał zmartwychwstania – oznajmił Potter, ignorując jego sarkazm. – Wiem, że uważasz to za jedyny sposób, aby odzyskać ciało po tym jak Kamień Filozoficzny został zniszczony i może się to wydawać się dobrym rozwiązaniem, ale nie na dłuższą metę. Krew jednorożca zabrana siłą jest przekleństwem. Zabierze ci to, co cenisz najbardziej. Zabawnym jest, że przez chwilę wierzyłem, że to twoje ciało bądź magia, ale tak naprawdę jest to twój umysł. Jeśli odprawisz rytuał, za trzy lata będziesz tak obłąkany, że nawet nie zdasz sobie sprawy ze swojego zwycięstwa i pozwolisz swoim miernym pochlebcom zniszczyć wszystko o co walczysz. Pochłonie cię obsesja na punkcie jednak rzeczy, zignorujesz wszystko inne wokół ciebie. I to cię zniszczy.

Voldemort chciał tylko zaprzeczyć tym słowom i rzucić na Pottera Avadę Kedavrę. Nie zrobił tego jednak jako że widział wcześniej, że klątwa nic temu bachorowi nie zrobiła, a poza tym chciał wiedzieć skąd Potter dowiedział się o rytuale. Nikomu nie powiedział czym jest rytuał ani co będzie potrzebne do jego użycia. Więc jakim cudem Potter zdołał się tego dowiedzieć?

- Dlaczego mi to mówisz? – zapytał, starając się zrozumieć tego dziwnego Pottera, który przed nim siedział. – Jeśli to ma mnie zniszczyć, dlaczego starasz się mnie powstrzymać? Czy moja śmierć nie jest tym czego pragniesz? I skąd wiedziałeś gdzie mnie znaleźć?

- Sądzę, że to dość oczywiste, że nie chce twojej śmierci. Chcę, żebyś odzyskał ciało. Chcę tego z powodu jednej z rzeczy, które muszę ci powiedzieć i jest to również odpowiedź na pytanie skąd wiedziałem gdzie cię znaleźć. Ważniejsze jednak jest pytanie: czy chcesz, żebym ci zwrócił twoje ciało?

Naprawdę pragnął zmusić Pottera, aby powiedział mu wszystko, ale nie sądził, że to zadziała. Poza tym Potter zapewnił, że wszystko mu opowie. Wiedział, że powinien go zabić i mieć to z głowy, ale – nawet pomijając to, że śmiertelna klątwa nie wydawała się na niego działać i nie miał pojęcia czy cokolwiek innego odniosłoby skutek – Potter zdołał go zaciekawić.Chciał wiedzieć co się zmieniło. Potter był zupełnie inny, a ludzie i ich magia nie zmieniają się tak bardzo w ciągu trzech lat. Poza tym obietnica otrzymania nowego ciała była raczej kusząca. Nie wiedział jak Potter zamierzał tego dokonać, ale co miał do stracenia?

- Dobrze – odpowiedział, a Potter uśmiechnął się.

- Doskonale. Nigdy wcześniej tego nie próbowałem, ale nie martw się, teoretycznie wiem jak to działa.

Zanim zdążył powiedzieć Potterowi, że nie jest to szczególnie pocieszająca wiadomość, poczuł jak coś go otacza, jak jego dusza jest odrywana od ciała. Przez ułamek sekundy czuł tylko strach. Nie chciał ponownie stać się włóczącą się po świecie zjawą, nienawidził tego. Nie mógł sobie ponownie pozwolić na taką słabość.Wtedy poczuł gniew. Jak mógł być taki głupi! Dlaczego zaufał Potterowi? Wiedział, że ludziom nie można ufać, więc jak mógł do tego dopuścić. Zanim jednak zdążył zatracić się w swojej nienawiści i strachu, po raz kolejny poczuł jak coś go otacza. Wokół jego duszy znajdowało się ciało, małe, nie większe od zarodka, ale czuł jak rośnie i się rozwija. W ciągu pięciu minut było rozmiarów pięcioletniego dziecka i z każdą sekundą powiększało się coraz bardziej. A on mógł tylko patrzeć na Pottera z niedowierzaniem.

Dwadzieścia minut później otaczająca go magia zniknęła i musiał wesprzeć się na biurku, żeby nie upaść. Wciąż patrzył na siedzącego na fotelu Pottera, dysząc i czując pot spływający mu po twarzy.

- Jesteś żywiołakiem – wyszeptał ochryple, jako że jego struny głosowe potrzebowały trochę czasu na przystosowanie się. Niemniej jednak nie miało to teraz znaczenia. Liczyło się tylko to, że Potter, Potter, był żywiołakiem. Jak to możliwe? Czy one nie wymarły? Jakim cudem Potter był jednym z nich i w dodatku kontrolował swoje moce? Czy Dumbledore wiedział? Jeśli tak, to nic dziwnego, że chciał użyć Pottera jako broni. Żywiołaki były podobno czystą mocą. Ucieleśniały moce natury w ich najczystszej formie. Nawet najsłabszy żywiołak był w stanie w przypływie gniewu zniszczyć małe miasteczko. Jeśli Potter był jednym z nich, to naprawdę nie dziwiło go, że przepowiednia mówiła o mocy, która miała go pokonać. Spojrzał na małą postać rozłożoną na fotelu i wypełnił go głód, którego nie czuł od dłuższego czasu.

Potter spojrzał na niego, a jego oczy rozszerzyły się i szybko odwrócił wzrok.

- Eee… Czy mógłbyś, wiesz, wyczarować sobie jakieś ubrania? – zapytał Potter, patrząc wszędzie, byle tylko nie spojrzeć na niego, a on uśmiechnął się. Kto by pomyślał, że Potter był tak…niewinny.

Podniósł różdżkę, która spadła na podłogę i wyczarował lustro, nie spiesząc się z kwestią ubrań. Nigdy nie miał problemu z nagością. Nie chodził nago, ale czuł się dobrze we własnej skórze. Poza tym czerpał radość z widoku speszonego Pottera. Niech to będzie swego rodzaju zapłata za wszystkie kłopoty jakie mu sprawił. Cóż, czas zobaczyć jakie ciało sprezentował mu Potter.

Naprawdę nie spodziewał się tego, co ujrzał. Patrzył na dwudziestoparoletniego Toma Marvolo Riddle'a. Po wszystkich rytuałach jakie przeszedł, utracił jego wygląd. Pogodził się z tym, ponieważ nie ważne jak użyteczny był jego wygląd, bardziej cenił magię. Jednakże, patrząc w lustro i widząc siebie ponownie, czuł się całkiem dobrze. Aż do tej chwili nie wiedział nawet, jak bardzo za tym tęsknił, choć jego oczy nadal były krwistoczerwone. Cieszył się, że takie zostały. Jego czerwone oczy odzwierciedlały jego prawdziwe ja.

Machnięciem różdżki wyczarował sobie ubrania i odwrócił się. Uśmiechnął się ponownie widząc, że Potter nadal na niego nie patrzył.

- Możesz się odwrócić, Potter – powiedział, siadając na fotelu za biurkiem. Magicznie skonstruowany homunkulus obrócił się w proch w momencie kiedy opuściła go jego dusza. Gdy magia przestała trzymać ich razem, rozsypał się. – Czekam – powiedział Potterowi widząc, że ten po prostu się w niego wpatrywał.

Ten tylko westchnął i pokiwał głową.

- W porządku. Złożę tylko magiczną przysięgę – odpowiedział mu, unosząc różdżkę. – Ja, Hadrian James Potter, przysięgam na moją magię, że to co mam zamiar powiedzieć Tomowi Marvolo Riddle'owi jest prawdą, niechaj tak będzie – delikatne złote światło otoczyło Pottera na kilka sekund, a następnie rozproszyło się powoli.

- Jak wiesz, zanim się urodziłem wygłoszono proroctwo, które częściowo podsłuchał Snape i przekazał tobie. Doskonale wiesz co stało się później, więc nie ma potrzeby, abym to tłumaczył. Czego nie wiesz, czego nikt nie wie, to jak zdołałem przeżyć. Do niedawna sam tego nie wiedziałem, ale dojdziemy do tego w odpowiednim czasie. Dumbledore założył, że to ofiara mojej matki uratowała mi życie i chroniła, więc zostawił mnie pod opieką jej siostry i stworzył osłony krwi. Następne dziesięć lat spędziłem jako niewolnik tych obrzydliwych mugoli, śpiąc w komórce pod schodami i nie wiedząc czym, kim jestem.

- Co? – warknął Voldemort. – Jak śmieli znęcać się nad magicznym dzieckiem! Powinno się ich zabić!

- Możesz ich zabić - odparł Harry, nieco zaskoczony jego reakcją, choć może nie powinna go ona dziwić. Mieli podobne dzieciństwo, a Voldemort nadal miał swoją przytomność umysłu. Czego się dowiedział o Voldemorcie po wojnie, a przed ich upadkiem, to to, że nigdy nie krzywdził dzieci. Prawdą było, że ginęły one w nalotach, ale nigdy nie były torturowane. Zabijano je tylko, jeśli celem była śmierć całej rodziny. Nie działo się to często. On sam był wyjątkiem i nawet wtedy Voldemort po prostu rzucił na niego klątwę uśmiercającą, bez tortur, bez niczego. Po wszystkim co widział, zaklęcie zabijające było aktem łaski. Była to po prostu śmierć. Bezbolesna i szybka.

Nie czuł żalu ani wyrzutów sumienia, podając Dursleyów Tomowi na srebrnej tacy. Nigdy nie wybaczył Petunii i Vernon'owi tego, co zrobili własnej wnuczce, kiedy ta okazała się być czarownicą. Dziewczynka urodziła się rok, może dwa przed wojną i po raz pierwszy spontanicznie objawiła swoje zdolności w wieku sześciu lat. Vernon i Petunia opiekowali się nią, kiedy Dudley był w pracy, a jej matka miała grypę. Widzieli, jak to się wydarzyło. Ci dranie sprzedali dziewczynkę do laboratorium, które przeprowadzało eksperymenty na czarodziejach i czarownicach, a w tym czasie większość ludzi traktowała już istoty magiczne jak zwierzęta. Personel był bardzo zadowolony i nie wahał się im za nią zapłacić. Wiedział o tym, ponieważ Dudley wezwał go, błagając o ratunek dla Violet, jego córeczki.

Kiedy ją odnaleziono, było już za późno. Spędziła z nimi zaledwie nieco ponad dwa dni. Ilość szkód jakie byli w stanie jej wyrządzić w tak krótkim czasie była niewiarogodna. Zakończenie jej cierpienia było aktem łaski.

Tydzień później znaleziono ciała Petunii i Vernona ze śladami po postrzale w głowę. Dudley poszedł do laboratorium z bombą na piersi. Wysadził cały budynek z ponad połową pracowników. Znaleziono jego list do żony. Z tego, co Harry się później dowiedział, napisał on, że nie chce żyć w świecie, w którym jego mała, słodka córeczka, jego drobny, niewinny kwiatuszek, mógł być torturowany tylko dlatego, że była inna i ludzie nie widzieli w tym fakcie żadnego problemu. Jeśli ludzie uważali to za normalne, to on wolałby być dziwadłem. Prawdę mówiąc, to był jedyny moment, jaki pamiętał, kiedy czuł dumę z kuzyna.

- Sądziłem, że jesteś miłośnikiem mugoli – zauważył Voldemort, wyrywając go z zamyślenia.

- To źle myślałeś – odpowiedział Potter, a jego oczy wypełnione były chłodem. Cienie wokół niego wydawały się żyć własnym życiem i można było odczuć nagły spadek temperatury, cała atmosfera stawała się zacieśniać.

Voldemort z fascynacją obserwował tę zmianę. Czytał o tym, że emocje żywiołaków wpływały na żywioły, jednak czymś innym było czytać o tym, a czym innym widzieć to na własne oczy. Nic dziwnego, że, kiedy jeszcze istniały, obawiano się żywiołaków i dlatego polowano na nie, aby całkowicie się ich pozbyć. Oburzało go to, co ludzie robili w imię Światła. Ze strachu oznaczono żywiołaki jako mroczne istoty i chciano je wybić. Były potężne, ale nie wszechmocne. Były różne, tak jak czarodzieje. Całkowicie zignorowano fakt, że każdy czarodziej w jakimś sensie był żywiołakiem, co prawda nie nie prawdziwym jak Potter, ale wciąż związanym z żywiołami. Prawdą było, ze prawdziwe żywiołaki były niebezpieczne, ale to samo można było powiedzieć o czarodziejach. Ten przejaw hipokryzji zniesmaczał go. Moc jaką posiadał Potter powinna budzić podziw i szacunek, a nie strach i nienawiść.

Potter wziął głęboki oddech i wszystko wróciło do normy. Nie odrywał od niego oczu. Jego głód wrócił. Pragnął tej mocy.

- Wiesz, co stało się podczas mojego pierwszego roku w szkole, byłeś tam. Na moim drugim roku spotkaliśmy się ponownie.

- Nie, to nieprawda – przerwał mu Voldemort.

- Owszem, prawda. Spotkałem się, może nie konkretnie z tobą, ale z wersją ciebie. Tą szesnastoletnią, uwięzioną w dzienniku.

Zesztywniał, a kiedy spojrzał w oczy Pottera, warknął celując w niego różdżką.

- Co z nim zrobiłeś?

- Zniszczyłem go – odparł spokojnie Potter, a on z trudem panował nad swoją wściekłością. – Uspokój się – powiedział, marszcząc brwi. – Nadal mam ci wiele do opowiedzenia. Jeśli zechcesz, możemy o tym pomówić, kiedy skończę.

Wziął głęboki oddech i opuścił różdżkę. Mógł zabić Pottera później za to, że zniszczył jego horkruksa. W tym momencie ważniejsze było to,co Potter wiedział, jeśli wiedział czym był dziennik i czy wiedział, że istnieje ich więcej. Jak mógł się dowiedzieć? Może Dumbledore się dowiedział i powiedział o tym temu bachorowi. Musiał sprawdzić czy inne były bezpieczne. Nie mógł ryzykować utraty większej części swej duszy.

Potter opowiedział mu o reszcie roku i mimo że nadal nie był zadowolony z tego, co stało się z horkruksem, zrozumiał sytuację. Potter nie wiedział nawet, że to z nim się mierzył, a potem chodziło już tylko o przetrwanie. Zrobiłby dokładnie to samo, gdyby sam znalazł się w takiej sytuacji. Lucjusz z drugiej strony… Lucjusz będzie cierpiał za swoje nieposłuszeństwo.

Potter kontynuował opowieść, mówiąc o swoim trzecim roku. Nie wdawał się w szczegóły, podał mu tylko ogólne informacje o tym, co się stało i jak Glizdogon odzyskał wolność.

Kiedy Potter dotarł do czwartego roku, sprawy zaczęły przybierać ciekawy obrót. Powiedział mu o zadaniach i co podczas nich zrobił. Chciał się odezwać, ale uciszyło go jedno spojrzenie Pottera. Omal nie był w stanie ukryć niedowierzania, kiedy Potter powiedział mu o rytuale, który przeszedłby, gdyby nie dostał od niego ciała. Pojedynek, który opisał, brzmiał niewiarygodnie. Niestety, Potter nie poprzestał na tym i kontynuował opowieść o piątym roku. Był tak sparaliżowany, że nie zareagował, kiedy usłyszał całe proroctwo. Później będzie miał czas, aby się nad tym zastanowić. Na szóstym roku chciał zaprzeczyć każdemu słowu wychodzącemu z ust chłopaka, ale nie mógł. Potter zbyt dużo wiedział, aby było to kłamstwem. Poza tym widział to w jego oczach. Ukazywały wszystko. Potter był szczery, mówił prawdę. Oczywiście była też kwestia magicznej przysięgi, więc zdawał sobie sprawę, że chłopak mówił prawdę, ale ten fakt nie czynił całej sytuacji bardziej wiarygodnej.

Nigdy nie myślał, że poczuje ulgę, słysząc o swojej śmierci. Teraz zrozumiał, co Potter miał na myśli mówiąc, że przekroczył granicę. Był jak wściekły pies, a te się usypia. Nigdy nie chciał zniszczyć świata czarodziejów. To był jego dom, miejsce, do którego tak naprawdę należał. Świat jaki opisał Potter nie miał nic wspólnego z jego wyobrażeniem. Bez względu na to co się wydarzyło, nigdy nie pozwoli sobie na utratę rozumu. Wiedział, że nie był tak zupełnie zdrowym na umyśle. Nawet wtedy kiedy był młodszy wiedział, że nie był całkiem normalny, ale nigdy nie stracił rozumu. Zawsze zachowywał się racjonalnie. Szczycił się tym, że był jednym z najbardziej błyskotliwych umysłów w czarodziejskim świecie i fakt, że zatracił się w obłędzie nie zauważając tego, był straszny.

- Pokój trwał około dziewiętnastu lat, aczkolwiek wszystko zmieniło się w mgnieniu oka. Jednego dnia żyliśmy w spokoju, następnego byliśmy ścigani, bo dowiedzieli się o nas mugole.

Przez kilka chwil żaden z nich się nie odezwał. Harry zatracił się w swoich myślach, a Voldemort próbował zrozumieć to, co usłyszał, jako że nie było możliwości, że to co usłyszał było prawdą, nie mogło być.

- Co? – jego głos był niski i zwodniczo spokojny. – Jak?

- Wydał nas premier mugoli. Później okazało się, że był charłakiem, który nienawidził nas za posiadanie tego, czego on nie miał. Został adoptowany przez dobrą rodzinę, wiódł całkiem dobre życie, dbała o niego nawet jego magiczna rodzina. Jedynym powodem dla którego oddali go do adopcji była wiara, że jego życie będzie lepsze wśród mugoli. Powiedzieli mu, że może ich odwiedzać kiedy tylko będzie chciał, otworzyli mu nawet skrytkę u Gringotta. Nie miał żadnych traumatycznych przeżyć. Po prostu nas nienawidził, zazdrościł nam.

- Ujawnił nasz świat mugolom, a ponieważ był charłakiem, dokładnie wiedział jak uzyskać potrzebne dowody. Fanatycy religijni byli pierwszymi, którzy przyłączyli się do kampanii mającej na celu pozbycie się nas albo chociaż wprowadzenie praw, które sprowadzałyby nas do poziomu zwierząt. Wciąż nie mogę uwierzyć, jak szybko wprowadzono te zmiany, które odebrały nam wszystkie prawa człowieka. Mogli z nami zrobić wszystko i nie zostaliby za to ukarani. Przez pierwsze dwa lata wciąż można było znaleźć mugoli, którzy się z tym nie zgadzali, którzy walczyli o nasze prawa. Zaczęli rozpowszechniać informacje o Grindewaldzie i o tym, jak pomógł on Hitlerowi w czasie II wojny światowej. Mówili, że gdyby nie czarodzieje, Hitler nigdy nie zaszedł by tak daleko. Ich zdaniem nie było wielkiej różnicy między pomocą Hitlerowi, a stworzeniem go. Wkrótce po tym czarodzieje zostali obwinieni za całe zło na świecie, nawet klęski żywiołowe. Po raz pierwszy w historii cały świat był zgodny. Nie obchodziło ich już, że czczą różnych bogów lub, że mają inny kolor skóry. W końcu znaleźli wspólnego wroga, czarodziei. Kościół zauważył w tym szanse i przywrócił Inkwizycję. Wojna, która nastąpiła później… Nie sądzę, żeby istniało słowo, które mogłoby ją opisać. Wielu z nas wolało popełnić samobójstwo niż zostać pojmanym przez Inkwizycję. Kiedy zrozumieliśmy ogrom tego zła, sądziliśmy, że zdołają nas ochronić nasze magiczne bariery. Myliliśmy się.

- Hogwart… Hogwart został całkowicie zniszczony. Obrali go za cel ponieważ wiedzieli, że to szkoła. Nie obchodziło ich, że zabijali niewinnych dzieci. Wedle ich rozumowania musiały umrzeć, bo posiadały magie. Nadal czuję zapach krwi, ognia i palonych ciał.

- Musiałem odkopać spod ruin ciało mojej córki, zmasakrowane i poparzone. Moja mała Lily była pierwszym dzieckiem, które straciłem.

Potter przerwał, biorąc głęboki oddech. Po raz pierwszy od dłuższego czasu nie wiedział co robić. Jakaś część niego nie chciała więcej słuchać, nie chciał wiedzieć jaki świat Potter pozostawił za sobą. Jednak większa część chciała wiedzieć więcej, wiedzieć wszystko. To, co mówił mu Potter mogło być niewiarygodne, mógł to uznać za wynik tego, że Potter utracił rozum, ale jego oczy… One nie mogły kłamać. Takiego bólu nie dało się sfałszować. Przez ułamek sekundy, zamiast czternastolatka, który miał przed sobą całe życie, widział zmęczonego staruszka, który przeżył zbyt wiele i stracił wszystko, co tylko człowiek mógł utracić.

- Nawet po tym wszystkim co zrobili, wciąż było im mało. Zaczęli używać broni jądrowej.

- Co? – wyszeptał. Nie mógł uwierzyć, że mugole by jej użyli. Wiedział, jakie zniszczenia powodowała. Czy nie zdawali sobie sprawy z szkód jakie wyrządzą?

- Tak, nawet nie wiem skąd mieli ich tak wiele. Zanim się do tego uciekli używali broni biologicznej, ale ta nie szkodziła nam zbyt bardzo. Nasza magia chroniła nas od ich środków, a nigdy nie dorwali w swoje ręce żadnych magicznych chorób. Zabili znacznie więcej mugoli niż magicznych istot, ale nie obchodziło ich to. Nie widzieli nic złego w zabiciu stu mugoli, jeśli pozwoliło im to zabić choćby jednego czarodzieja. Idioci – Potter uśmiechnął się szyderczo i musiał się z nim zgodzić. Mimo że mugole przewyższali ich liczebnie, głupotą było korzystanie z takiej broni gdy wiedzieli, że zabiją więcej swoich niż istot magicznych. – Zniszczyli planetę. Większość zwierząt wymarła, roślinność się nie rozwijała, a deszcz był toksyczny. Planeta umierała.

- Kiedy mugole mnie zastrzelili, na świecie została tylko garstka czarodziejów. Nie, żeby mugole byli w lepszej sytuacji. Wielkie miasta zostały praktycznie wyludnione i nie istniało skupisko cywilizacji, które liczyłoby więcej niż sto osób. Mężczyźni i kobiety stali się bezpłodni, więc jeśli nawet zdołaliby przeżyć nie mogliby zaludnić planety. To jeden ze skutków promieniowania i broni biologicznej. Innym był wirus, który miał mieć wpływ na naszą spermę. Nic nam nie zrobił, ale mugolom… To, w połączeniu ze wszystkim innym co stworzyli było wystarczające, by nawet zwierzęta stały się bezpłodne. Nie było żadnych urodzeń ani ciąż w ciągu ostatnich sześciu lat. Tak czy inaczej mugole zniszczyli sami siebie.

Voldemort nie potrafił sobie wyobrazić takiego świata. To był prawdziwy koszmar, spełnienie się jego najgorszych obaw. Przeżył II wojnę światową, był świadkiem bombardowań. Zawsze zastanawiał się, co by było gdyby tą destrukcyjną siłę skierowano w ich kierunku. Teraz już wiedział i wolałby żyć w nieświadomości.

- Umarłem i obudziłem się w biurze…

Cóż… Wyglądał na to, że powinien być wdzięczny, że Potter nie chciał z nim walczyć. Syn Śmierci. Los naprawdę go nienawidził. Jak na Salazara miał wygrać z synem Śmierci?

- To dlatego przeżyłem. Urodziłem się żywiołakiem i mimo że nie wiedziałem jak kontrolować żywioły, one nadal reagowały na moje emocje. Żywioł Życia zareagował na mój strach i cierpienie, wyssał siłę życiową wokół mnie, aby zneutralizować działanie Avady Kedavry. Te dwa przeciwstawne żywioły zderzyły się ze sobą, a że Avada Kedavra jest ściśle związana z Żywiołem Śmierci, odbiła się ode mnie. Śmierć dał mi kontrolę nad moimi zdolnościami. To dlatego byłem w stanie przywrócić ci twoje ciało. Miałem twoją duszę, więc musiałem tylko pozwolić jej się rozwinąć. Oczywiście nie mógłbym tego zrobić gdybyś był martwy. Moje umiejętności też mają swoje granice. Wygląda na to, że nie jestem w stanie rozwinąć twego ciała bardziej niż do wieku dwudziestu pięciu lat. Prawdopodobnie umarłbym, gdybym spróbował, choć i tak nie pozostałbym martwy, ale nie muszę ci tego tłumaczyć.

- Dlaczego wróciłeś? – zapytał, kiedy Potter milczał przez chwilę. Podejrzewał, ze znał odpowiedź, ale mimo to chciał ją usłyszeć od niego.

- Mam zamiar ich wszystkich zabić - odpowiedział Potter i przez chwilę wydawało mu się, że patrzy w twarz Śmierci. Nie, nie Śmierci. Synowi Śmierci. Mimowolnie dreszcz przeszedł mu po plecach.

Dziwnie było patrzeć na marionetkę Światła, którą poznał kilka lat temu, kiedy patrzyło się w te oczy barwy zabójczej klątwy, wypełnione obietnicą śmierci. Zastanawiał się jak zareagowałby Dumbledore, gdyby wiedział, co stało się z jego małym pionkiem. Naprawdę pragnął być z nimi w chwili, kiedy się o tym dowie. A dowie się. Wątpił, że Potter miał zamiar przez dłuższy czas udawać ucznia.

- Och, zapomniałbym. Znowu mam twojego horkruksa. Mam go zachować czy wolałbyś przenieść go gdzieś indziej?

Niemal zapomniał o tym drobnym szczególe. Potter był jego horkruksem. Syn Śmierci był jego horkruksem.

- Jesteś nieśmiertelny – powiedział. – A to oznacza, że tak długo jak fragment mojej duszy pozostanie z tobą, ja również będę. Czego chcesz? – zapytał, mrużąc oczy. Oboje wiedzieli, że to Potter ma wszystkie asy w rękawie. Był w dość niekorzystnej sytuacji i oboje o tym wiedzieli.

- Chcę sojuszu między nami, ale bezpieczeństwo twojego horkruksa nie jest od tego zależne. Horkruks będzie bezpieczny tak długo, jak będzie ze mną, niezależnie od tego jaką podejmiesz decyzję. Chcę, żebyś sprzymierzył się ze mną ponieważ naprawdę tego chcesz, a nie dlatego, że w przeciwnym razie zniszczę twoją duszę.

Cóż, Potter znów go zaskoczył. Jeśli usłyszałby o tym od kogoś innego, nie uwierzyłby. Potter natomiast… On nie miał powodu, by kłamać i po raz kolejny wyrażały to jego oczy. Jego twarz mogła być pozbawiona emocji, ale oczy go zdradzały.

- Muszę to przemyśleć – odpowiedział mu, ponieważ naprawdę czuł taką potrzebę. Był prawie pewien, że zgodzi się, ale potrzebował chwili, żeby poukładać myśli. Potter powiedział mu o wielu sprawach, a on potrzebował czasu, aby to wszystko jeszcze raz przeanalizować.

- W porządku. Możesz skontaktować się ze mną przez Barty'ego – powiedział Potter i wstał.

Skinął głową i chłopak pomachał mu zanim wyszedł z pomieszczenia, pogwizdując... Potrząsnął głową. Dlaczego nie mógł pozbyć się wrażenia, że jego życie właśnie bardzo się skomplikowało?

Kolejny rozdział już 17-tego maja.