Zastrzeżenie: Ta historia oparta jest na postaciach i sytuacjach, stworzonych i posiadanych przez J.K. Rowling. Nie czerpię korzyści materialnych z tego opowiadania.
Ostrzeżenie: Historia zawiera slash, przemoc i tortury.
Betowała cudowna Zoja, jej również należą się ukłony! :)
Dziękuję wam za pozostawienie po sobie śladu.
Belzebko, hulku12, xSparkX, misqo(podwójnie^^) powinniście niebawem dostać PM-kę.
Maro Nineve, dziękuję serdecznie za pozostawiony komentarz. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. O tak Barty jest cudowny, zaraz za Tomem, Harrym i Śmiercią to moja ulubiona postać w tym opowiadaniu. Harry jest całkiem inną osobą niż w „Czarze Ognia", w końcu naprawia swoje błędy. Co do Snape'a milczę. Co do Toma i Harry'ego. Tak są dobraną parą, choć na romans trzeba będzie trochę poczekać. Więcej nie zdradzę. „Motyle Serce" jest dość makabryczne, wręcz hannibalistyczne i za to je kocham, zwłaszcza tłumaczenie Panny Mi. Jeszcze raz dziękuję za komentarz. Agato, ojejku a to niedobrzy, jak oni śmią wyłączać prąd? Co do tej czwórki mężczyzn, są genialni i jak tu ich nie kochać? Co do Snape'a zastanawiam się czy mu żyłka nie pękła i czemu oczko nie mruga :D Przecież Harry nic mu nie zrobił… No dobra tylko rzucił Crucio, kiedy ten chciał włamać się do jego umysłu. Zasłużył na to! Mayuri, dziękuję za komentarz. Zapraszam na nowy rozdział!
Tak więc pozostaje mi życzyć miłej lektury.
Rozdział 6 - Pocieszenie
Harry nie był w stanie powstrzymać jęku, który wydobył się z jego ust gdy się obudził w dniu wyjścia do Hogsmeade. Naprawdę obawiał się zbliżającego spotkania z Syriuszem. Był dość przerażony i nie bał się tego przyznać. Nie miał ochoty na spotkanie sam na sam ze swoim ojcem chrzestnym. Dlaczego powiedział Hermionie, żeby z nim nie szła? No tak, ponieważ miał zamiar powiedzieć Syriuszowi, że przyłączył się do Voldemorta. Kto wpadł na ten świetny pomysł? I co ważniejsze, dlaczego do cholery Tom nie wybił mu tego z głowy? Przecież miał teraz być zdrowy na umyśle.
Westchnął. Nie było potrzeby, aby odwlekać to, co nieuniknione. Nie, żeby szedł na ścięcie… to miała być tylko rozmowa chrześniaka z ojcem chrzestnym. Nic więcej. Prychnął. Ta, jasne… nic więcej.
Wstał z łóżka, ignorując nienawistne spojrzenie Rona i przystąpił do swojego porannego rytuału. Powinien wyjść z zamku przed innymi uczniami. W ten sposób zmaleją szansę, że ktoś go zobaczy i postanowi śledzić.
Już prawie opuścił zamek, gdy nagle się zatrzymał. Niewielki uśmiech pojawił się na jego ustach. Odwrócił się i pognał z powrotem w górę schodów. Nie mógł wziąć ze sobą Hermiony, ale nie oznaczało to, że musiał iść sam.
Kilka minut później wpadł do sypialni Barty'ego, który był wyraźnie zaskoczony tą wizytą. Harry ledwo zdołał uniknąć klątwy, którą rzucił na niego zaspany śmierciożerca.
- Serio, co jest nie tak z tobą i Tomem? Najpierw rzucacie zaklęcia, a dopiero potem zadajecie pytania – mruknął Harry, patrząc na mężczyznę w łóżku.
- Harry? – zapytał Barty, mrużąc oczy. Harry nigdy nie przyznałby tego na głos, ale uważał, że Barty wyglądał uroczo.– Co ty tutaj robisz? Jak się tu dostałeś? – teraz już wyglądał na bardziej rozbudzonego. Westchnął i pokręcił głową. – Nie, nieważne, nie chcę wiedzieć. Co ty tutaj robisz?
- Chcę, żebyś poszedł ze mną do Hogsmeade – powiedział Harry. – Nie jako Moody – dodał. – Zrób tylko coś ze swoim wyglądem dopóki nie dotrzemy na miejsce, a potem już możesz być sobą.
Barty nie zareagował. Gapił się tylko na niego i Harry westchnął.
- Masz dziesięć minut. Będę czekać w salonie – poinformował go, wychodząc. Zaśmiał się słysząc, że jak Barty przeklął i wygramolił się z łóżka.
Pięć minut później wyszedł z sypialni, mrucząc coś pod nosem. Harry uśmiechnął się, droczenie się z Bartym było naprawdę zabawne.
- Gotowy do wyjścia? – zapytał, kiedy rzucił na niego zaklęcie atrakcyjności. Barty nadal był sobą, tyle tylko, że wyglądał na siedemnastolatka z pełniejszymi policzkami i ciemniejszymi włosami. To były dość subtelne zmiany, ale i tak wątpliwym było, że ktoś rozpozna w nim Barty'ego Croucha Jr., szczególnie, że miał być martwy.
- Tak – mruknął Barty. Najwyraźniej nie był on rannym ptaszkiem. – Tylko dokąd dokładnie idziemy?
- Och… no wiesz, na spotkanie z Syriuszem – odparł, ruszając w drogę i zostawiając Barty'ego w tyle.
- Dlaczego zabierasz mnie na spotkanie z Blackiem? – zapytał cicho Barty, gdy tylko opuścili teren zamku. Nie było wokół nich zbyt wielu ludzi, więc prawdopodobieństwo, że ktoś mógł ich podsłuchać było niewielkie, ale lepiej było nie kusić losu.
- Czy muszę mieć jakiś powód? Może po prostu używam Syriusza jako wymówki, żeby spędzić z tobą trochę czasu?
Barty spojrzał na niego z niedowierzaniem, po czym parsknął śmiechem.
- Może i jesteś atrakcyjny, ale chciałbym jeszcze trochę pożyć – mruknął w odpowiedzi.
- Co to ma do rzeczy? – zapytał zakłopotany Harry. Fakt, że nie spodziewał się, że będą prowadzić tą grę we dwoje, ale zaskoczyła go lekko druga część jego odpowiedzi.
Barty zatrzymał się gwałtownie, a jego oczy rozszerzyły się, gdy spojrzał na Harry'ego. Potem jednak zaczął się śmiać.
- O co chodzi?
Barty uspokoił się. Potrząsnął głową i niewielki, czuły uśmiech zagościł na jego twarzy. Taki, jakiego Harry jeszcze nie widział. Barty ogólnie był bardzo atrakcyjny, ale ten mały uśmiech sprawił, że wyglądał wspaniale, a Harry o mało się nie zarumienił. Cicho przeklął swoje hormony i bladą cerę. Wstydził się przyznać, ale nigdy nie miał nad tym kontroli, nawet w swoim późniejszym życiu.
- Chodźmy spotkać się z tym twoim ojcem chrzestnym – powiedział Barty, chwytając go za rękę i ciągnąc za sobą. Wydawał się być znacznie bardziej entuzjastycznie do tego nastawiony niż zaledwie chwilę wcześniej. Harry podążył za nim, starając się nie zwracać uwagi na jego ciepłą dłoń i przez cały ten przeklinając czas swoje hormony.
Gdy tylko zbliżyli się do drogi prowadzącej do jaskiń, przystanął, ściskając mocniej dłoń Barty'ego. Barty również się zatrzymał. Spojrzał na Harry'ego i choć starał się to ukryć, w jego oczach widniało zmartwienie. Jednakże Harry tego nie widział. Jego oczy wpatrywały się w siedzącego na drodze czarnego psa, który przypominał ponuraka. Wziął głęboki oddech. Łapa.
- Harry.
Harry spojrzał w górę, zaskoczony tym jak blisko stał Barty.
- Wszystko będzie dobrze – wyszeptał Barty.
- Jak możesz być tego taki pewien? – nienawidził tego, że brzmiał tak niepewnie. Na Merlina, przecież przeżył wojnę. To nie powinno mieć na niego takiego wpływu. Ale miało i zawsze mieć będzie, ponieważ chodziło o Syriusza.
Duża i ciepła dłoń Barty'ego dotknęła jego policzka. Pogłaskał go kciukiem.
- Black cię kocha. Zawsze będzie cię kochał. Być może nie zrozumie, może się z tym nie zgodzi, ale wiem, że nigdy nie przestanie cię kochać – odpowiedział Barty, a jego głos był tak delikatny, że Harry się w nim zatracił. Naprawdę kusiło go, aby mu zaufać. Wziął głęboki oddech i uśmiechnął się do Barty'ego.
- Dziękuję – mruknął. Stanął na placach i pocałował go w policzek. Roześmiał się, widząc oszołomioną minę Barty'ego.
Spojrzał w kierunku Łapy, który już ich zauważył i merdał ogonem, wyglądając na przerośniętego szczeniaczka. Uśmiechnął się i pociągnął za sobą Barty'ego.
- Cześć, Łapo – wyszeptał, kiedy byli już blisko niego. – Prowadź.
Łapa przechylił głowę, wpatrując się w Barty'ego pytającym wzrokiem.
- Ufam mu, zna prawdę – wyjaśnił Harry. Omal się nie skrzywił, kiedy Łapa po prostu odwrócił się i poprowadził ich do jaskini, w której się ukrywał. Bał się, że to zaufanie zniknie, gdy tylko Syriusz pozna prawdę.
Kiedy dotarli do jaskini, Syriusz przemienił się z powrotem i zanim ten zdążył choćby mrugnąć, uścisnął Harry'ego. Poczuł, jak stojący obok Barty zesztywniał, ale cieszył się, że śmierciożerca nie zareagował.
- Syriusz – wyszeptał, odwzajemniając uścisk. – Tęskniłem za tobą.
- Ja za tobą też, szczeniaczku – Harry zachichotał, słysząc to nieszczęsne przezwisko. Brakowało mu tego. Syriusz puścił go, odwracając się w stronę Barty'ego. – Tak więc, kim jest twój przyjaciel?
- To Barty – odparł Harry, całkowicie ignorując niedowierzające spojrzenie Barty'ego.
- Miło mi cię poznać Barty. Jestem Syriusz Black, niezwykły masowy morderca – Syriusz ukłonił się z obłąkanym uśmieszkiem na ustach, a Barty roześmiał się.
- Cóż, w każdym razie nie pominęło cię szaleństwo Blacków – mruknął Barty.
- Bądź miły – zbeształ go Harry, choć sam również się śmiał.
Harry wyczarował dwie małe kanapy i usiadł na jednej z nich, ciągnąc ze sobą Barty'ego. Nie zauważył wybałuszonych oczu Syriusza. Czasem zapominał, że nie powinien być w stanie użyć niektórych zaklęć.
Syriusz usiadł powoli, przyglądając się Harry'emu z zaciekawieniem.
- Jak się masz, Syriuszu?
- W porządku - odpowiedział Syriusz, rozwiewając obawy. – Może nie sypiam w pięciogwiazdkowym hotelu, ale i tak lepsze to niż Azkaban. A jak ty się czujesz, Harry? Czy masz jakieś podejrzenia co do tego, kto zgłosił cię do turnieju i dlaczego?
- Właściwie to… wiem, kto umieścił moje nazwisko w Czarze i dlaczego to zrobił. Już się tym zająłem. To jedna z tych rzeczy o których chcę porozmawiać, choć nie wiem od czego zacząć.
- Początek jest zazwyczaj dobrym miejscem – powiedział po chwili milczenia Syriusz, wyglądając poważniej niż zwykle. Przez to, że zazwyczaj zachowywał się beztrosko, Harry zapomniał, że Syriusz miał niezwykle bystry umysł. Teraz jednak zdawał się bardzo skupiony na tym, co się działo.
- Racja… początek - wymamrotał. – Nie jestem pewien czy w tym wypadku jest to dobre miejsce, aby zacząć – przyznał. – Pozwól, że zadam ci pytanie - dlaczego nienawidzisz ciemną stronę? Ponieważ jest mroczna czy ze względu na ich politykę?
Syriusz przyglądał mu się przenikliwie, a później zmrużył oczy.
- Zakładam, że to wszystko jakoś się ze sobą łączy i masz dobry powód, żeby o to pytać – gdy Harry skinął głową, Syriusz rozsiadł się na kanapie. Wyglądał na spokojnego, choć oczy ukazywały coś innego. – W porządku. Nienawidzę polityki. I bez względu na to jak bardzo moja matka życzyła sobie, by było inaczej, jestem Blackiem. Moja magia skłania się bardziej ku Czarnej Magii. Mimo to nie mógłbym, nie zgadzam z ich polityką – Syriusz westchnął, garbiąc się lekko. – Twoi rodzice oczywiście o tym wiedzieli, ale nigdy nie postrzegali mnie przez pryzmat mojej magii.
- A jeśli ich polityka by się zmieniła?
Syriusz prychnął.
- Wątpię, żeby Voldemort miał się kiedykolwiek zmienić, Harry. Voldemort to uosobienie Ciemności – odparł poważnie.
Harry skinął głową, nieco zamyślony. Ta odpowiedź prawdopodobnie zdradziła więcej niż Syriusz by chciał. I tak było o wiele lepiej niż myślał Harry.
- Ufasz mi, Syriuszu?
- Całym sercem – odpowiedział bez zastanowienia i Harry'emu zrobiło się cieplej na sercu . Miał tylko nadzieję, że po wszystkim co powie i zrobi, odpowiedź pozostanie ta sama.
Wyciągnął dłoń w stronę Syriusza mając nadzieję, że chwyci ją, nie pytając się o nic. Zrobił to i Harry odetchnął z ulgą.
- Ty też, Barty – powiedział, wyciągając do niego rękę. – Rzucił nowe zaklęcia obronne, w których nie jesteś uwzględniony.
Barty skinął głową rozumiejąc, dokąd się wybierali. Złapał go za dłoń i nie minęła nawet sekunda, a rozległo się ciche pyk i jaskinia była pusta, jeśli nie liczyć drzemiącego hipogryfa.
- Nie wiedziałem, że umiesz się teleportować – było pierwszą rzeczą, jaką powiedział Syriusz tuż po wylądowaniu.
Barty prychnął, ignorując wrogie spojrzenie Harry'ego, co zasługiwało na uznanie. To spojrzenie było naprawdę przerażające, a przynajmniej tak mu się wydawało.
- Szybko przekonasz się, że Harry potrafi wiele rzeczy, o których większość ludzi nie może nawet pomarzyć. Dla twojego własnego dobra lepiej będzie, jeśli po prostu to zaakceptujesz - zauważył Barty.
- Chcesz, żebym cię przeklął? – zapytał uprzejmie Harry, kiedy zauważył, że jego morderczy wzrok nie przynosi absolutnie żadnych rezultatów. – Możesz już zdjąć z siebie zaklęcie – dodał, cały czas uważnie obserwując Syriusza.
Chwilę później oczy Syriusza rozszerzyły się i cofnął się o kilka kroków.
- Crouch? – jego głos nie był głośniejszy od szeptu. – Powinieneś być martwy.
- A ty powinieneś być prawą ręką Czarnego Pana. To zabawne, bo nie pamiętam, żebym kiedykolwiek cię widział, kiedy mój Pan nas wzywał – warknął. Barty był uczulony na temat swojej domniemanej śmierci.
- Barty – to ostrzeżenie wystarczyło, żeby Barty skłonił się przepraszająco. Oboje wiedzieli, że nie był to najlepszy czas, żeby drażnić Syriusza.
Wystarczyło to również, aby uwaga Syriusza skupiła się na nim.
- Co się tutaj dzieje, Harry? – jego ton nie pozostawiał wątpliwości, że to nie było pytanie. Domagał się wyjaśnień, a Harry cieszył się, że Syriusz nie wyciągnął różdżki.
- To długa historia – odparł Harry. – Po prostu… wysłuchaj mnie, dobrze? – wskazał mu fotel, prawie błagając, aby na nim usiadł.
- W porządku – odpowiedział powoli Syriusz, zajmując oferowane mu miejsce.
- Przyłączyłem się do Voldemorta – stwierdził bez ogródek Harry, a Barty prychnął.
- Poszło całkiem szybko – mruknął śmierciożerca, a Harry posłał mu wściekłe spojrzenie.
- Nie jestem śmierciożercą – kontynuował Harry, kiedy Syriusz tylko się w niego wpatrywał. – Nie mam jego znaku – odsłonił przedramię pokazując mu, że nic na nim nie było. – Jestem mu równy. Jestem w pewnym sensie drugim Czarnym Panem. Pod wieloma względami nie zgadzam się z polityką, jaką prowadził w czasie poprzedniej wojny. Nie wierzę w czystość krwi – podkreślił nieco ostatnie zdanie. – Czuję jednak odrazę w stosunku do mugoli. Nie dlatego, że nimi są, przez to, do czego są zdolni – zamilkł, dając Syriuszowi czas na przetrwanie wszystkiego, co usłyszał.
- Przyłączyłeś się do Voldemorta – wyszeptał Syriusz. – Przyłączyłeś się do tego potwora?
- On nie jest potworem – powiedział stanowczo Harry. – Możesz się nie zgadzać z moimi wyborami, ale proszę cię, żebyś nie nazywał Toma potworem. Jest niezwykle uzdolnionym czarodziejem, geniuszem, najbłyskotliwszym czarodziejem, jakiego kiedykolwiek spotkałem. Jeśli istnieje ktoś, kto jest w stanie uratować nas przed mugolami, to jest to właśnie on.
- Będę go tak nazywać, ponieważ tym właśnie jest! – wykrzyknął Syriusz, skacząc na równe nogi. – Nie wiesz nic o pierwszej wojnie, Harry. O tych wszystkich zbrodniach jakie popełnił. Ludzie nie bez powodu boją się wypowiadać jego imię!
- Usiądź! – rozkazał Harry, a jego głos był zimny i przeszywający. Syriusz był tak zaskoczony, że nie był nawet w stanie się sprzeciwić. – Nie waż się mówić mi o okrucieństwie, po prostu się nie waż – wątpił, żeby Tom kiedykolwiek uczynił coś, co można by było porównać z tym, co uczynili im mugole. – To była wojna. Zrobił to, co musiał zrobić. Z wieloma z tych uczynków się nie zgadzam, ale rozumiem, dlaczego to zrobił. Jednak nie jesteśmy tutaj, żeby mówić o pierwszej Wojnie Krwi ani nawet o Tomie. Jesteśmy tutaj, aby porozmawiać o mnie i o moich wyborach.
- Tak, twoje wybory – powiedział Syriusz, a oczy mu pociemniały. – Porozmawiajmy o nich.
- Wysłuchasz w ogóle tego, co mam do powiedzenia czy całkowicie to zignorujesz, trzymając się swoich uprzedzeń?– zapytał go, a jego głos brzmiał gorzko. Jego tata mógł go uprzedzić, że rozmowa z Syriuszem nie będzie łatwa.
- Wysłucham cię– odpowiedział Syriusz, a jego wzrok się nieco ocieplił.
- Sprowadziłem z powrotem Voldemorta. Nikt mi nie groził ani nie rzucił na mnie zaklęcia Imperius. Działałem z własnej woli. Zrobiłem to, ponieważ wierzę, że Tom jest jedyną osobą, która może uratować nasz świat – westchnął, rozsiadając się wygodnie na kanapie. Zamknął oczy biorąc głęboki oddech. – Jak myślisz, co się stanie, kiedy mugole się o nas dowiedzą? A dowiedzą się – mały, gorzki uśmiech pojawił się na jego ustach. Kiedy nie otrzymał żadnej odpowiedzi, kontynuował: – Zabiją nas. Będziemy dla nich jak zwierzęta, jak obiekty do eksperymentów.
- Oni nie… - zaczął Syriusz, ale przerwał mu szorstki śmiech Harry'ego.
- Zrobią to. Pewne rzeczy się nie zmieniają. Istnieje powód, dla którego się od nich odseparowaliśmy. Te same uczucia, przez które wtedy na nas polowali sprawią, że uczynią to ponownie. Boją się nas, więc nas zabiją. Jedyną różnicą jest to, że teraz posiadają o wiele potężniejszą broń. Kiedy zaczną na nas polować, kiedy wypowiedzą nam wojnę, nie przetrwamy – stwierdził Harry, a jego oczy były ciemniejsze niż kiedykolwiek.
- Jak możesz być tego pewien? – zapytał Syriusz, mrużąc oczy.
- Taka jest ludzka natura –odparł Harry.
- Nie… To nie to – wymamrotał Syriusz. – Mówisz tak jakbyś to wiedział, jakbyś to przeżył.
Uśmiech Harry'ego był gorzki i nieco lekceważący, a oczy Syriusza rozszerzyły się lekko.
- Barty… Przyprowadź Toma, proszę. Powinien byś w swoim gabinecie – rozkazał, zanim Syriusz zdołał cokolwiek powiedzieć.
- Tak, mój Panie- odparł Barty, wstając z fotela.
- Powiedziałeś, że mi ufasz – powiedział Harry, gdy tylko Barty wyszedł. – Zaufaj mi teraz, Syriuszu – jego głos wyrażał niemal błaganie. – Nie proszę cię o przyłączenie się do Voldemorta, proszę tylko, żebyś mi zaufał. Wiem, co robię. Zbliżająca się wojna będzie zupełnie inna niż pierwsza. Naszym celem nie są istoty magiczne, ale mugole. Nie chcemy krzywdzić magicznych istot, ale jeśli staną na naszej drodze…
- Prosisz mnie, żebym nie wchodził ci w drogę – to było stwierdzenie, a nie pytanie, ale Harry i tak skinął głową. – Ja… Ja, nie wiem czy jestem w stanie to zrobić, Harry. On zabił Jamesa…Lily…
- Rozumiem…- wyszeptał, zamykając oczy.
Wstał nagle, wychodząc z niewielkiego salonu. Nawet nie zauważył Toma, z którym minął się w drzwiach.
Bez względu na to jak wiele razy powtarzał sobie, że był przygotowany na odrzucenie Syriusza, jakaś część jego nie porzucała nadziei. Nawet po tak wielu latach chciał, aby Syriusz był przy nim. Instynktownie udał się do gabinetu Toma, zajmując swój fotel. Zamknął oczy, starając się odzyskać kontrolę nad swoimi emocjami.
Prawie dostał zawału, kiedy poczuł jak obejmuje go para ramion. Panika minęła równie szybko, gdy poczuł znajomy zapach. Nie do końca wiedział co to było, ale znał ten zapach tak dobrze jak siebie samego.
- Ojcze - szepnął, odprężając się w obejmujących go ramionach.
-Cśśś… - wyszeptał Śmierć, wzmacniając uścisk. – Już dobrze.
- On mnie nie chce – nienawidził tego jak żałośnie brzmiał.
- Wręcz przeciwnie – zapewnił go Śmierć. – Ten śmiertelnik bardzo cię kocha. Jest po prostu w wielkim szoku.
- Przepraszam – wyszeptał Harry po dłuższej chwili milczenia. – Jestem w takim wieku, że nie powinienem zachowywać się jak rozhisteryzowane dziecko – nie chciał zawieść Śmierci, chciał – musiał – być silny.
Pisnął, bardzo męsko zresztą, kiedy został podniesiony i usadzony wygodnie na kolanach. Nie był w stanie zapanować nad rumieńcem, który wypłynął na jego policzki, kiedy zorientował się, że siedzi na kolanach Śmierci. Nie pomogło nawet to, że dzięki troskliwej opiece Dursleyów, był raczej drobnym nastolatkiem. Ukrył twarz w zagłębieniu szyi Śmierci, kiedy zdał sobie sprawę, że nie chcę opuszczać tego miejsca. Czuł jakby zaraz miał się rozpłynąć, gdy dłoń zaczęła gładzić jego włosy. Było to coś, o czym zawsze marzył w dzieciństwie. Wszystko, o czym kiedykolwiek marzył, to aby ktoś go tak pocieszył.
- Harry – odezwał się Śmierć kojącym głosem. – W porównaniu z moją, twoja dusza ma wiek niemowlęcia. Rozpoznaje mnie jako ojca, więc to naturalne, że szuka u mnie pocieszenia – wyjaśnił cierpliwie. – To instynktowna reakcja. Nie masz się czego wstydzić. Prawdę mówiąc to lubię, kiedy mnie wzywasz. Jesteś moim synem, Harry. Zawsze będę przy tobie, zawsze będę o ciebie dbał, zawszę cię pocieszę. Jeśli się załamiesz, pomogę ci się pozbierać. Rozumiesz mnie?
- Ale mam ponad pięćdziesiąt lat. Sam miałem dzieci.
- Wiem – odpowiedział Śmierć, nadal gładząc go po głowie. – Ale nie zmienia to faktu, że w porównaniu ze mną jesteś bardzo młody. Jesteś moim maleństwem, moim dzieckiem. Będę cię tak traktować nawet za tysiąc lat. Poza tym twoje ciało ma czternaście lat. Pod każdym względem.
Nie był w stanie powstrzymać jęku, który wyrwał się z jego ust. No świetnie. Całkowicie zapomniał już, jak silny wpływ na niego miały hormony podczas jego młodzieńczych lat. Zignorował chichot Śmierci.
- To nie jest zabawne – mruknął. Śmierć ponownie zachichotał w odpowiedzi.
- Lepiej się czujesz? – zapytał Śmierć po chwili milczenia.
- Tak – wyszeptał Harry. – Dziękuję, że przyszedłeś.
- Cała przyjemność po mojej stronie, maluchu. Będę wdzięczny, jeśli wezwiesz mnie, kiedy następnym razem będziesz się tak czuł – Harry skinął głową, lekko zaskoczony tym, że Śmierć pocałował go czule w jego czarną czuprynę. – Dobrze. Teraz porozmawiaj ze śmiertelnikiem. Wezwij swoich rodziców, oni doprowadzą go do porządku – Śmierć wstał i postawił Harry'ego na ziemi, wyganiając go ze śmiechem.
Marudząc, Harry wyprostował się i opuścił pokój.
Tego właśnie potrzebował. Chciał żeby Syriusz z nim był. Musiał się upewnić, że tak się stanie, nawet jeśli będzie musiał użyć podstępu, aby to osiągnąć.
Zatrzymał się, kiedy dotarł do salonu w którym zostawił Syriusza.
Tom zajął jego miejsce i spoglądał morderczo na Syriusza, który siedział sztywno w tym samym miejscu, w którym zostawił go Harry. Był niewiarygodnie blady, a Harry dostrzegł, że jego różdżka leżała tuż przy Tomie. Westchnął, domyślając się, co się wydarzyło.
- Tom – powiedział cicho, ściągając na siebie ich uwagę.
Syriusz odrobinę się rozluźnił, a troska w jego oczach sprawiła, że Harry uśmiechnął się.
- Harry – spojrzał na Toma, kiedy usłyszał swoje imię. – Wszystko w porządku? Czy on ci coś zrobił? – Tom dobrze to ukrywał, ale Harry dosłyszał w jego głosie zmartwienie i trudno mu było nie uśmiechnąć się do Toma.
- Tak, wszystko dobrze – odparł, siadając obok Toma. – Zareagował mniej więcej tak, jak się spodziewałem – przyznał.
- Więc, co robimy? Wymażemy mu wspomnienia czy może upewnimy się, że będzie milczeć?
- Jeszcze nie – spojrzał na Syriusza i uśmiechnął się. – Najpierw chcę spróbować czegoś innego.
Tom chciał zapytać, co zamierza on zrobić, kiedy jednak zobaczył pierścień na palcu Harry'ego, zacisnął usta i przygotował się na to, co miało za chwilę nastąpić. Nie czuł się z tym dobrze, ale jeśli to miało sprawić, że Black będzie po ich stronie, nie miał zamiaru narzekać. Poza tym, wiedział, że Harry będzie szczęśliwy, jeśli Black będzie z nimi i choć nie było możliwości, aby wypowiedział to na głos, to chciał, żeby Harry był szczęśliwy.
- Naprawdę Łapko, musisz być taki uparty? – rozbrzmiał lekko zirytowany głos Jamesa Pottera.
Reakcja Blacka była dość zabawna. Podskoczył w fotelu, gapiąc się przez chwilę na Potterów, a potem stracił siłę w nogach i runął na podłogę. Starał się nie uśmiechać, widząc skierowany w jego stronę morderczy wzrok Harry'ego.
- Co… James? Lily? – wyszeptał Syriusz ledwo dosłyszalnym głosem, choć doskonale było w nim słychać jego niedowierzanie.
- Hej Łapo – odpowiedział łagodnie James, uśmiechając się w sposób, który nie pozostawiał żadnych wątpliwości, że mężczyźni byli sobie bliscy.
- Jak? – zapytał Syriusz, wstając. Wykonał kilka kroków w kierunku swoich przyjaciół, ale zatrzymał się tuż przed nimi. Bał się podejść bliżej. Obawiał się, że gdy tylko ich dotknie, znikną.
- Nasz kochany Harry jest dość utalentowanym i potężnym czarodziejem – odparł James z szelmowskim uśmiechem i dumą w oczach.
Syriusz odwrócił się gwałtownie, żeby spojrzeć na Harry'ego.
- Ty to zrobiłeś?
- Tak. Choć nie mogę ich tu trzymać zbyt długo. Oni nie żyją. Nie należą do tego miejsca – wytłumaczył Syriuszowi. – Cześć mamo, tato – przywitał ich z uśmiechem.
- Cześć, kochanie – Matka uśmiechnęła się do niego. – Twój tata i ja mieliśmy ciebie na oku i jesteśmy z ciebie bardzo dumni, kochanie. Nigdy w to nie wątp – następnie, jego matka odwróciła się i uśmiechnęła do Toma. – Dziękuję, że się nim opiekujesz. Potrzebuje tego. Przysięgam, że to geny Potterów przyciągają do niego wszystkie kłopoty - wymamrotała ostatnie zdanie, choć uśmiechnęła się czule do męża. Tom tylko skinął głową, czując się niezręcznie, a Harry zachichotał. – A ty – kontynuowała jego mama odwracając się do kąta, gdzie Harry zauważył stojącego w totalnym szoku Barty'ego. – Byłeś dobry dla mojego dziecka. Dziękuję.
Barty szybko pozbierał się i ukłonił.
- Nie ma za co, proszę pani.
Lily uśmiechnęła się z zachwytem, a jej oczy promieniały.
- Och, już go lubię. Jest taki uprzejmy.
James spojrzał na Barty'ego.
- Nie należy uwodzić mężatki – mruknął.
Lily szturchnęła go delikatnie, patrząc na dąsającego się męża.
- Nie bądź niemądry, James. To dość oczywiste, że nie jestem w jego typie – stwierdziła ze złośliwym uśmiechem.
Na policzkach Barty'ego pojawił się delikatny rumieniec i Harry nie mógł powstrzymać się od śmiechu. Miał najlepszych rodziców na świecie.
- To naprawdę wy – wyszeptał Syriusz, a Harry i jego rodzice spojrzeli na niego. Przyglądał się z podziwem dwóm cieniom.
- Tak, to my – przytaknął James. – Nie możemy zostać zbyt długo. Jak powiedział Harry, nie należymy do tego świata. Przyszliśmy tutaj tylko dlatego, że jesteś zbyt uparty.
- Tak, Syriuszu – Lily spojrzała na niego. – Jeśli skrzywdzisz moje dziecko jeszcze bardziej niż już to zrobiłeś, wrócę i będę cię prześladować. Słyszysz mnie, Syriuszu Black?
Syriusz skulił się lekko. Spojrzał błagalnie na Jamesa.
- Przykro mi, Łapo – stwierdził James, choć jego głos zaprzeczał jego słowom. – Jeszcze trochę, a złamałbyś serce naszego dziecka. Nie mamy Tomowi za złe, że nas zabił i ty też nie powinieneś, zwłaszcza, że Harry się do niego przyłączył. Wiemy, dlaczego to zrobił i akceptujemy jego wybór. Harry jest po ciemnej stronie, ale ma dobre serce. Będzie chronił tych, których kocha. Całkiem dobrze reprezentuje wartości Potterów. Lily i ja nie możemy być z niego bardziej dumni.
- Pierwsza wojna się skończyła, Syriuszu – powiedziała łagodnie Lily. – Niektóre rzeczy powinny zniknąć razem z nią.
- Stój u boku naszego syna, bo my nie możemy – James uśmiechnął się smutno.
- Zrobię to – wyszeptał Syriusz. – Obiecuję.
- Dobrze – odparł poważnie James. – On cię potrzebuje. Nie pozwól mu się zatracić w tym, kim się stanie. Spraw, by cieszył się życiem, tak jak powinno cieszyć się dziecko. Sprowokuj go do wojny na żarty, pokaż mu styl Huncwotów. Cholera, poproś o pomoc Lunatyka, ten stary wilk też potrzebuje odrobiny rozrywki.
Syriusz roześmiał się tym śmiechem, który brzmiał jak szczekanie psa i pokręcił głową.
- Lunatyk został profesorem, James. Jest teraz bardzo porządny – zażartował.
- Tak. Widziałem. Lunatyk i ja musimy przeprowadzić poważną rozmowę – powiedział James, kręcąc głową. – Stanie się porządnym i inne takie.
Lily patrzyła na nich z lekkim niedowierzaniem i uśmiechnęła się.
- Wasza dwójka nigdy nie dorośnie – skrzyżowała ramiona i mrugnęła do Harry'ego.
- Dorosnąć? – zapytali oboje z oburzeniem w oczach. – Nigdy – wybuchli śmiechem.
- Czas na nas, Łapo – powiedział James, kiedy opanował śmiech. – Dbaj o naszego Rogasia i o siebie również.
- Obiecuję – przyrzekł Syriusz z oczami pełnymi łez.
Potterowie uśmiechnęli się do niego, a następnie zwrócili się do Harry'ego.
- Do zobaczenia, kochanie – wyszeptała Lily.
- Baw się dobrze, dzieciaku. Kochamy cię – uśmiechnął się James i chwilę później już ich nie było.
Przez chwilę nikt nic nie mówił. Nikt się nie poruszył. A potem Syriusz opadł na kanapę. Spojrzał na Harry'ego, a jego cera była bledsza niż zwykle.
- Jesteś nekromantą.
Cóż… Tego się nie spodziewał. Czy był nekromantą? W pewnym sensie tak, czyż nie? Choć nie do końca. Czy mógł kontrolować śmierć? Nigdy nie próbował. Może powinien zapytać ojca.
- W pewien sposób, tak – odpowiedział. Nie był jeszcze gotowy powiedzieć Syriuszowi, że został adoptowany przez Śmierć.
- Dziękuję – wyszeptał Syriusz. – Za to, że pozwoliłeś mi znowu ich zobaczyć, że pozwoliłeś mi z nimi porozmawiać.
- Nie ma za co. Ale, nie mogę ich cały czas wzywać, Syriuszu. To nie jest ich miejsce. Należą do Śmierci.
- R…Rozumiem. Po prostu tego potrzebowałem.
Harry przytaknął. Rozumiał to. Oddałby wszystko, żeby zobaczyć swoich bliskich jeszcze jeden, ostatni raz. Pożegnać się z dziećmi. Ale wiedział, że nie było to możliwe. Byli w innej rzeczywistości. I w tej nigdy nie zaistnieją. Tak długo, jak będzie żył tutaj, nie będzie mógł ich zobaczyć. Poza tym nie był pewien czy zdobyłby się na odwagę, aby stanąć z nimi twarzą w twarz.
- Nie będę stać ci na drodze – wyszeptał Syriusz. – Wiem, że nie mówisz mi wszystkiego. Nie rozumiem dlaczego przyłączyłeś się do niego ani tego, jak sprowadziłeś go z powrotem, ale nie będę stać ci na drodze.
Harry westchnął z ulgą, rozsiadając się wygodnie w fotelu.
- Dziękuję Syriuszu.
~ o O o ~
- Jesteś nekromantą – wyszeptał Barty nieco ponad godzinę później, kiedy już wrócili do Hogwartu.
Syriusz zgodził się pozostać w Dworze Riddle'ów do następnego dnia. Ustalili, że spotkają się tam wieczorem, żeby mógł ich zabrać na Grimmauld Place. Spojrzał podejrzliwie na Harry'ego, kiedy dowiedział się, że wie o tym domu, ale o nic nie pytał.
Tom narzekał trochę na nowego gościa, ale obiecał trzymać się od Syriusza z daleka, tak długo jak nie będzie on sprawiał kłopotów. Harry miał nadzieję, że mężczyźni jakoś przeżyją ten jeden dzień.
- Przeszkadza ci to? – zapytał Harry. Wiedział, że nawet większość mrocznych czarodziejów nigdy nie sięgnęła do tej dziedziny magii. Śmierć była czymś czego się bali i co szanowali.
- Nie, nie bardzo – powiedział Barty po chwili. – Po prostu mnie to zaciekawiło. Nie jesteś taki jak myślałem. Boję się ciebie, ale również mnie fascynujesz. Czuję się przy tobie jak przy moim Panu, ale inaczej.
- Jestem tylko Harry – choć nigdy nie zdarzyło mu się, aby zupełnie nie czuł się jak tylko Harry tak bardzo, jak w tym momencie.
- Nie – odparł Barty, wyglądał na smutnego, niemal załamanego. – Choć chcesz być tylko Harrym.
- Myślę, że naprawdę jesteś moim ulubieńcem – powiedział Harry z niewielkim uśmiechem na ustach. Roześmiał się widząc jak Barty się zarumienił.
- Powinieneś już iść – zaczął Barty, rozglądając się. – Puchoni będą cię szukać. Ta dwójka wydaje się lubić cię nawet bardziej niż Diggory'ego.
- Masz rację – westchnął Harry, wstając z fotela. – Do zobaczenia później.
Gdy tylko drzwi za Harrym zamknęły się, Barty opadł na swoje miejsce.
- Idiota – wymamrotał do pustego pokoju.
Następny rozdział już 28 – ego czerwca.
