Zapomniał. On, Japończyk, zawsze świetnie przygotowany na wypadek tajfunów, trzęsień ziemi oraz szalejących przeziębień, zapomniał o czymś tak trywialnym jak rękawiczki. Oczywiście spodziewał się, że przez przeprowadzkę do mieszkania Viktora coś mu umknie, jednak czuł się jak ostatni idiota, nie przewidując, że to, co najbardziej różni Rosję od Kraju Kwitnącej Wiśni, to właśnie klimat. Do tej pory jakoś dawał radę, ale dziś pogoda w Petersburgu postanowiła nie okazywać litości, nie brać jeńców i w ogóle mieć w nosie chłód, jaki w tym momencie skuwał lodem palce Katsukiego. Opatulony zewsząd, tylko nie od tego końca co trzeba mężczyzna drżał, milcząc w cierpieniu. Choć starał się wcisnąć dłonie jak najgłębiej w płytkie kieszenie, płaszcz wydawał się w tym względzie równie bezwzględny co mroźna aura. Jeśli nie bardziej.
- Yuuri, zimno ci? - zapytał troskliwie Viktor, widząc niemal skulonego wpół mężczyznę.
- Nie, w porządku. Tylko ręce mi trochę zmarzły - wymruczał, zgrywając twardziela. Kiedy jednak mlecznobiały obłoczek odpowiedzi wzbił się nad szalik, dość dobitnie udowodnił tym, że panująca minusowa temperatura była dla niego bardziej niż bardzo minusowa.
- Daj.
Nie czekając na jego reakcję, Rosjanin pospiesznie zdjął swoje skórzane rękawiczki i wepchnął je bezceremonialnie do kieszeni, wyciągając dłonie w kierunku Yuuriego. Chwycił go za nadgarstki, wyciągając ręce mężczyzny z płaszcza, po czym delikatnie przesuwając palcami wzdłuż grzbietów okrył je swoimi.
Nie miał wiele większych dłoni, ledwie odrobinę, a mimo to starał się jak najciaśniej i najdokładniej osłonić go od mrozu. Kciukami zaczął masować skostniałe ciało, rozgrzewając fragmenty, których nie zdołał już objąć. Kości knykci, doskonale widoczne pod jasną skórą, poruszały się przy każdym muśnięciu jak w jakimś nieznanym, hipnotyzującym tańcu. Yuuri czuł ciepło, niezwiązane w żaden sposób z intensywnością głaskania. Choć zaledwie trzymali się za ręce, miał wrażenie, że pieszczota sięga o wiele, wiele dalej.
Wydawało mu się, że poznał dłonie Viktora z każdej strony i każdym zmysłem: wzrokiem, zapachem, smakiem... Każdego dnia, po trochu, w zwykłych, małych czynnościach. Kiedy wyciągali do siebie ręce po upadkach na lodowisku, kiedy przygotowywali wspólnie kolację, instruując nawzajem, jak należy kroić to nieznośne awokado, i zlizując z palców resztki sosu, kiedy po posiłku zaczytywali się we wspólnej książce, leżąc jeden na drugim, i kiedy po wszystkich tych codziennych rozrywkach oddawali się znacznie intymniejszym przyjemnościom, dotykiem zaspokajając swe najgłębsze pragnienia.
A jednak wiedząc to wszystko wciąż przeżywał na nowo fascynację rękami Viktora, które teraz czule uniosły złożone ze sobą dłonie do ust, by otoczyć je ciepłym, białym oddechem. Chuchał nieprzerwanie, raz za razem składając niewinne pocałunki na opuszkach lub na obrączce, aż wreszcie udało mu się przywrócić właściwe krążenie. Wtedy Yuuri poruszył palcami i niepewnie wsunął je między palce mężczyzny. Nie zaprotestował. W ciszy trzymali się za ręce i czekali, aby przedłużające się minuty wpłynęły na otaczający ich świat, przywołując przepowiadaną w porannych wiadomościach zmianę pogody. Wreszcie zachmurzony Petersburg zaskoczył ich jeszcze raz - z nieba powoli, ledwie widoczny w świetle dnia, zaczął padać śnieg. Ale ani to, ani siarczysty mróz nie było już ważne. Liczyły się tylko obejmujące go dłonie.
I jeśli Yuuri mógł się zakochać w Viktorze jeszcze trochę bardziej, to dziś znalazł ku temu idealną wymówkę.
