- Yuuri~ - Ubrany jedynie w spodnie Viktor pomachał zachęcająco dłonią, trzymając w garści jakiś bliżej niezidentyfikowany zwitek papieru. - Popatrz, co tu mam!

Katsuki uniósł wzrok znad książki, którą czytał, wyciągnięty na łóżku jak pan i władca na swoich włościach. W tych nielicznych chwilach między toaletą a wtuleniem się w partnera oddawał się niezobowiązującej rozrywce czytania papierowej literatury, której Rosjanin miał na stanie ilości prawdziwie hurtowe. Zakłócanie naturalnego rytmu wieczora przed ustalonym kwadransem wprawiło go w małe zdziwienie.

- Viktor, pewnie się jeszcze nie domyśliłeś, ale wiesz... - Nie skończył myśli, tylko wskazał na swoje okulary. - Powiesz mi, czy mam wracać do lektury?

Rosjanin bezceremonialnie wręczył ukochanemu karteluszek, na którym niewprawnym, dziecięcym pismem ktoś nabazgrał po angielsku "Kupon na Yuuriego". Bazgroły opatrzone pucołowatą buźką z czarną czupryną i niebieskimi okularami dobitnie wskazywały nie tylko na adresata karteczki, ale też zdradzały tożsamość nadawcy.

- Trojaczki - stwierdził, kręcąc głową. - I co to niby ma być?

- Jak sama nazwa wskazuje. Kupon na ciebie. - Viktor uśmiechnął się beztrosko. - Dostałem takie na spóźnione urodziny, kiedy po narodowych byliśmy w Hasetsu.

- Ej, ja w tym udziału nie brałem! - jęknął Yuuri, kiedy po okazaniu bilecika Rosjanin zabrał mu z rąk tomiszcze, odłożył na stolik obok łóżka, a sam mężczyzna wpakował się na miejsce książki, sadowiąc wygodnie na piersi. - To było dwa miesiące temu! Przeterminowany!

Viktor odwrócił karteczkę, na której domazano zapobiegawczo, acz nie bez błędów: "do wykorzystania do pszyszłych urodzin". Katsuki złapał się za czoło.

- Jakby wiedziały, co będzie...

- Miałem tego cały zwitek, na każdego z Yu-topii - wyznał wesoło Viktor, wsuwając dłonie pod brodę. - Wszystkie zużyłem, ale ten jeden odłożyłem na czarną godzinę. Akurat dziś znalazłem go w koszuli.

Yuuri westchnął, poddając się pod naporem rosyjskiej ciężkiej artylerii.

- I co zrobiłeś z pozostałymi? - spytał zrezygnowany, odkładając na bok okulary.

- Mogłem prosić każdą osobę o spełnienie jakiegoś małego życzenia. Dziewczynki dały mi świnkowe origami. U twojej mamy zamówiłem podwójnego katsudona. Takeshi naostrzył mi łyżwy - wyliczał.

- Sama słodycz - przyznał i spojrzał kpiąco na Viktora. - Podejrzewam jednak, że autorki nie miały na myśli tego, co tobie teraz krąży po głowie.

- Kto wie?

Rosjanin zacisnął dłoń Yuuriego na kartce, a sam przesunął się nieco bliżej twarzy ukochanego, niemal trącając nosem o nos, i spojrzał na niego zalotnie. Katsuki spodziewał się w tej chwili chyba każdego polecenia, nawet najbardziej wyuzdanego, a jednak usłyszana prośba zaskoczyła go czułym tonem, jakim była wypowiedziana.

- ...pocałuj mnie.

Yuuri zamrugał kilkukrotnie, jakby wciąż z trudem analizował sytuację. Co? Tylko? W jego głowie zdążyła się nawet narodzić myśl, aby sprzedać soczystego buziaka w czoło i skwitować to wesołym "reszty nie trzeba", ale kiedy zobaczył, jak Viktor przymknął powieki, niewinnie czekając na pieszczotę, nieco zmiękł. Japońskie geny dotrzymywania obietnic, nawet tych cudzych, zwyciężyły nad chęcią zażartowania.

- Dobrze. Ale masz nie patrzeć.

Zbliżył prawą dłoń do twarzy, muskając opuszkami czoło Viktora, na co ten drgnął, po czym znów zamarł w bezruchu, czekając na rozwój wydarzeń. Ręka przemieściła się dalej w bok, wsuwając pod grzywkę i rozczesując lekko splątane włosy. Czuł w przestrzeniach między palcami przyjemne łaskotanie przesuwających się miękkich, szarych kosmyków. Odgarnął je za ucho, odsłaniając cienką brew oraz powiekę, za którą kryło się piękne, niebieskie oko. Tuż obok na serdecznym palcu dłoni Yuuriego błysnęła obrączka, jakby w zastępstwie przyglądając się jego poczynaniom.

Nachylił się, po czym wciąż trzymając dłoń na policzku mężczyzny, dotknął ustami jego ust. Ciepłe, nieco wilgotne od balsamu wargi smakowały jak wszystko co najlepsze na świecie, nie pozwalając ani na chwilę się od nich oderwać. Słodki pocałunek przedłużał się z sekundy na sekundę, powoli obracając w nicość plany czytania czegokolwiek poza czytaniem z ruchu ust, szeptających kolejne słowa zachęty.

- Wszystkiego najlepszego, Vitya – powiedział Yuuri między jednym muśnięciem a drugim.

Zdradziecki kupon. Teraz sam miał ochotę na więcej.