- W lewo! Biegnij w lewo! - wrzeszczał Yurio, nie mogąc się zdecydować, czy schować się pod kocem, przechwycić pada, czy może dusić Makkachina. Choć starał się zachować fason, ilość niekontrolowanych ruchów, jakie wykonywał, świadczyły o dość mocno zszarganych już nerwach. - Szlag, zaraz cię dopadnie!
- Całe życie w kłamstwie... - Oczy Viktora robiły się coraz większe, kiedy z każdym strzałem jego życiowy partner, namiętny narzeczony i troskliwy katsudon bez mrugnięcia okiem rozwalał zastępy człekopodobnych monstrów. - Yuuri, ty tak naprawdę nie posiadasz uczuć.
- To tylko gra, serio. Robicie z igły widły - odparł spokojnie, naciskając kombinację prawo-prawo-góra-dół, by przerzucić ekwipunek i zmienić broń na karabin.
Nagle na ekranie wraz przeraźliwym łoskotem pojawił się wielki stwór. Makkachin zaszczekał ciekawsko, widząc szaleńczo migoczący obraz w ograniczonej palecie barw, jednak pozostali obserwatorzy już nie byli tak zadowoleni z wizyty nowego indywiduum. Niespodziewana kakofonia psich oraz nadnaturalnych dźwięków spowodowała, że Viktor z jękiem objął Yuuriego, ciasno przywierając do okrytych pledem pleców, a Yurio wybrał bramkę numer trzy i wcisnął nos w pudla.
- Co za koszmarnie straszne diabelstwo! Kto to w ogóle produkuje?! - Chłopak oskarżycielsko wskazał dłonią ekran.
- My. - Katsuki uniósł dwa palce, przyjmując na swoją klatę cała winę japońskich producentów gier. Zaraz jednak pożałował tej decyzji, bo gdy opuścił gardę, otrzymał od przeciwników serię obrażeń. - Cholera.
Yurio i Viktor spojrzeli po sobie nawzajem. Ta noc była jakimś jednym wielkim nieporozumieniem.
- Powiedział przekleństwo - nie dowierzał nastolatek.
- Ktoś zrobił mu pranie mózgu - próbował wyjaśnić starszy mężczyzna.
- Raczej porwali go kosmici.
- Myślisz, że to przez tego Erosa? No wiesz, że niby najlepiej podtrzyma im gatunek...
- Chłopaki, przeszkadzacie - mruknął Yuuri, zupełnie ignorując zastraszająco niski poziom komentarzy, jakimi wymieniali się dwaj Rosjanie. - Jak nie chcecie mi pomagać, to idźcie spać do siebie.
- Nie! Nawet nie zmrużę oka po tych wszystkich obślizgłych i charczących rzeczach, jakie zobaczyłem! - zaperzył się Yurio. - A chyba najbardziej bałbym się tego, że przyjdziesz w nocy i mnie zadźgasz!
Yuuri westchnął ciężko i po raz pierwszy od dwudziestu minut zastopował grę. Potem przy akompaniamencie niepokojącej muzyki z menu zaczął bardzo powoli obracać się za siebie. Oczy miał ukryte za szkłami, w których odbijała się poświata mrugającego telewizora, a z lekko uchylonych ust wydobywał się szmer z trudem wypuszczanego powietrza.
- Ach... więc poznaliście mój sekret... - mruknął. - A tak się dobrze z wami mieszkało...
- Ty chyba nie zamierzasz...?
- Zamierzam? - zdziwił się, mówiąc niepokojąco beznamiętnym głosem. - Nie. Ja to zrobię.
- Wooon! - Nastolatek zerwał się na równe nogi i, potykając o rozrzucone koce, wybiegł z salonu, by czmychnąć do sypialni.
- A ty, Nikiforov? - zapytał Japończyk równie ozięble co przed chwilą. - Śmierć ci nie straszna? Czy może chcesz... Viktor?
Ale mężczyzna nie odpowiedział, bo chwilę przed ucieczką Yurio padł na plecy, natychmiastowo tracąc przytomność. Artystycznie wymięta yukata opadała mu z jednego ramienia, a rozrzucone na boki ręce nadawały całej scenie charakteru miejsca zbrodni, która przecież ostatecznie się nie wydarzyła. Yuuri przez chwilę przyglądał się temu ze zdziwieniem, a potem parsknął niepowstrzymanym śmiechem.
- Głupki - rzucił, chwytając jeden z koców i troskliwie okrywając nim śpiącego Viktora. Po chwili wahania nachylił się i pocałował partnera w czoło. – No. To ja wracam do walki z bossem.
