Jeden z treningów przed Mistrzostwami Czterech Kontynentów nie skończył się tak jak powinien. Późnym wieczorem Yuuri siedział na ławce w szatni i czekał na wyrok od Viktora, który na tę chwilę przyjął maskę poważnego trenera.
- Znowu przesadziłeś z ćwiczeniem? - Klęczący mężczyzna westchnął, odrzucając wilgotny ręcznik, i sięgnął po gazę.
- Przepraszam. Bardzo chciałem włączyć tego poczwórnego flipa do krótkiego. Jeśli JJ będzie w formie, to inaczej mu nie podołam. - Yuuri pokornie zwiesił głowę. - Nie skakałem do upadłego, przysięgam.
- Widzę. Ale i tak zszedłeś o godzinę za późno.
Po tym prostym stwierdzeniu nastąpiła cisza. Bolała chyba bardziej niż ostra reprymenda czy nawet same fizyczne rany, które teraz Viktor obmywał z pomocą wody utlenionej. Choć szczypało, Katsuki nie powiedział ani słowa skargi, czując się odpowiedzialny nie tylko za swój stan, ale też za zawód, jaki sprawił partnerowi. Oczywiście nie skręcił kostki ani nie zdarł stóp do krwi, jednak i tak wiedział, że na dzień czy dwa będzie musiał dać sobie z łyżwami spokój, aby opuchlizna zdołała zejść, a obtarcia zagoić.
- Viktor... gniewasz się? - Yuuri w końcu przerwał ciężkie milczenie. Przełknął ślinę, przygotowany na każdą najgorszą ewentualność. Właściwie tylko takie brał pod uwagę. "Pewnie myśli, że specjalnie to zrobiłem, żeby mógł się skupić na swoich programach, a nie na trenowaniu mnie."
- Nie wiem - odpowiedział z powagą Rosjanin, odkładając na bok gazę. Wziął jedną ze stóp w ręce i uniósł ją, sprawdzając, czy została odpowiednio zdezynfekowana. - W końcu zraniłeś bardzo ważną część siebie. Dla mnie bardzo ważną.
Katsuki gwałtownie wciągnął powietrze, kiedy mężczyzna pochylił się i pocałował delikatnie otarte miejsce. Potem odsunął się na jakiś centymetr i znów złożył na stopie czuły pocałunek, tuż obok pierwszego. Po nim nadszedł kolejny. I kolejny. Po ósmym podniósł wzrok i, nie odrywając warg od skóry, spojrzał badawczo na ukochanego.
Yuuri już od jakiegoś czasu zaciskał dłonie na ławce, a teraz jeszcze dodatkowo się zaczerwienił. To miała być kara? Czy pocieszenie? Bo chyba nie powinno go to podniecać... czyż nie? Przecież Viktor już tak robił, i to nawet na wizji. Co prawda wtedy całował łyżwę, więc tak naprawdę niczego nie czuł, ale jednak w swoim ogólnym zarysie sytuacja przedstawiała się tak samo. Chyba. I to wątpliwe "chyba" sprawiło, że postanowił bezpiecznie wstrzymać się od jakiegokolwiek komentarza, czekając na rozwój wypadków.
Zgodnie z przewidywaniami brak sprzeciwu ze strony Yuuriego Viktor zinterpretował na swoją korzyść. Wrócił do pieszczenia obolałej nogi - jedną dłonią masował ciało od strony podeszwy, a drugą muskał kostkę, niby książę oswajający Kopciuszka przed szklanym pantofelkiem. To jednak byłoby zbyt niewinne jak na złaknionego bliskości Rosjanina. Po chwili wystawił język i zaczął lizać grzbiet stopy, powoli przesuwając się w dół. Katsuki nie mógł powstrzymać jęku, kiedy mężczyzna dotarł do palców i wziął trzy z nich do ust, prowokująco naciskając na nie zębami, jakby w groźbie ugryzienia. Potem jednak złagodniał i wsunął język między dwa najmniejsze palce, pieszcząc przestrzeń między nimi z podobnym zaangażowaniem, jak robił to w trakcie głębokich pocałunków. Dotyk warg i gorący oddech na rozpalonej gorączką stopie sprawił, że Yuuri z prawdziwym trudem powstrzymywał się przed poproszeniem o więcej, dalej, szybciej i głośniej. I kiedy ucisk w podbrzuszu zaczął stawać się nieznośnie dokuczliwy, Viktor wreszcie puścił nogę, pozostawiając na niej wilgotny szlak swej namiętnej wędrówki. Otarł kąciki ust wierzchem dłoni i jak gdyby nigdy nic sięgnął po mokry ręcznik, by zetrzeć ze stopy ślady niedawnych czułości.
- Masz na siebie uważać, bo inaczej nigdy więcej tego nie zrobię - powiedział, a Yuuri przytaknął, z trudem łapiąc oddech.
- Viktor? - Odezwał się po chwili, kiedy odzyskał zmysły. - Skoro jutro i tak nie przyjdę na trening, to czy...?
Nie dokończył, ale Rosjanin uśmiechnął się, w lot pojmując słowa ukochanego oraz jego spragnione spojrzenie.
Lekcja została przyswojona.
