Wyjątkowo na samym wstępie - polecam przed przeczytaniem włączyć piosenkę (jest chyba dostępna tylko przez tumblra) i sprawdzić cały jej tekst ;)
tumblr_ 3
post/146763631842/toyonaga-toshiyuki-valentine-season-lyrics

Przygaszone światła. Blask pojedynczej lampy znad okapu. Słodki głęboki zapach roznoszący się z kuchni niezbadanymi prądami powietrza. I głos, cichy, łagodny, rozbrzmiewający dzięki sprzyjającej akustyce petersburskiego mieszkania.

Viktor przystanął w drzwiach i zamarł, zanim zdążył wesołym okrzykiem oznajmić o dostępności łazienki. Zamknął usta, z rosnącym zainteresowaniem wsłuchując się w piosenkę. Nie znał tej melodii. W ogóle średnio pamiętał, by kiedykolwiek słyszał cokolwiek podobnego w wykonaniu a capella...

...ach.

Rozpoznał ten nastrojowy ton. Słyszał go do tej pory zaledwie raz, niecałe trzy miesiące wcześniej, w Hasetsu, kiedy na jego spóźnionych urodzinach pewna osoba z uroczym rumieńcem na twarzy rozpoczęła chóralny wykon "Happy Birthday". Teraz jednak ten sam głos brzmiał trochę inaczej, pewniej, wypełniony spokojem i radością. Najprawdopodobniej właściciel dał się ponieść chwili, zapominając o współlokatorze albo nawet nie zdając sobie sprawy, że strumień wody z prysznica właśnie przestał go zagłuszać.

- Z pewnością, dla nas, najlepsza możliwość do świętowania

To nie kartka z kalendarza, ale zaśnieżona ulica, po której mogłem z tobą iść

I dlatego tak wiele uczuć znajduje się wewnątrz tej paczki

Słodkie, bolesne i odrobinę gorzkie, jak najlepszy prezent o zapachu miłości

Najciszej jak tylko mógł Viktor zbliżył się do kuchni i, ukryty w cieniu ścianki działowej, rozkoszował się śpiewem ukochanego. Pojedyncze krople wody zadrżały na niedosuszonych ramionach i spłynęły po pokrytej dreszczem skórze. To nie była pierwsza lepsza piosenka. Zbyt dobrze pasowała, brzmiała zbyt nostalgicznie. Zbyt mocno słyszał w niej Yuuriego.

Rosjanin wychylił się ostrożnie zza rogu i zerknął w stronę ukochanego. Katsuki właśnie obsypywał orzechami własnoręcznie przygotowaną czekoladkę - małe, oblane białą polewą, ułożone w papilotce serce. Pracował nad nim do ostatniej chwili, starając się utrzymać niespodziankę w tajemnicy mimo mieszkania pod jednym dachem i wspólnych treningów. Ta mała świnka... nieustannie go zaskakiwała. Ale nie był pewien czy bardziej niż przygotowywany deser nie rozczulił go tęskny w swej wymowie utwór.

- Z pewnością, dla nas, połowa życia istnieje po to

Żeby stworzyć historię wraz ukochaną osobą, prawda?

Dlatego zawartość tej paczki nie należy tylko do mnie

Ale jest symbolem życia - łzami i miłością, dzielonymi między nami

Miłość i życie. Mężczyzna uśmiechnął się mimowolnie, zdając sobie sprawę, że Yuuri przywoływał w swojej piosence najważniejsze dwa słowa, których nauczył go w ciągu ostatniego roku. Poczuł, że klatkę piersiową wypełnia nie tylko dojmujące ciepło romantycznych uczuć, ale też o wiele głębsze wrażenie uniesienia. "Chyba mówią na to... soulmates" pomyślał Viktor, przymykając oczy. Od zawsze dla siebie. Na zawsze ze sobą.

I kiedy kolejne ciche wersy rozpłynęły się w przeszłości, Rosjanin stwierdził, że już dłużej nie wytrzyma w ukryciu. Akurat w samą porę.

- Viktor? - zawołał Yuuri, przerywając piosenkę. Włożył słodkość do pudełka i zamknął wieczko, ponawiając okrzyk. – Viktor! Długo jeszcze? Chyba nie chcesz zostać płetwonurkiem? Vik...

Zanim jednak zdołał się odwrócić i pójść do łazienki, silne dłonie chwyciły go w pasie, a reszta ciała przylgnęła swym ciepłym ciężarem do pleców, wtulając nos w szyję.

- ...tor!

Rumieniec rozlał się na jasnych policzkach niby polewa po czekoladowym sercu. Rosjanin uniósł głowę i mruknął z rozbawieniem, widząc sztandarową minę ukochanego. Potem obrócił go ku sobie, by w pełni przypatrzeć się jego uroczej reakcji.

- Słyszałeś? - Yuuri zasłonił usta dłonią, jakby chodziło nie o romantyczną piosenkę, ale co najmniej o stek wyzwisk.

- Czy słyszałem? - Viktor pokręcił z niedowierzaniem głową, odsuwając ręce sprzed spłonionej twarzy. Zbliżył się tak bardzo, że mógł dokładnie zobaczyć, jak źrenice Katsukiego rozszerzyły się niekontrolowanie na jego widok. Słyszał, że tak się działo, kiedy człowiek widział ukochaną osobę. - Yuuri, ja się zakochałem. Całkowicie. Nieodwołalnie. Na amen.

Z każdą kolejną frazą muskał wargami nos, policzki, aż wreszcie dotarł do ust, skąd skradł najdłuższy pocałunek. Yuuri walczył przez chwilę, ale w końcu rozluźnił zaciśnięte na przedramionach partnera dłonie i poddał się pieszczocie.

- To twoja piosenka, prawda? - Viktor bardziej stwierdził niż zapytał, kiedy odsunęli się od siebie. Katsuki wykonał jakiś dziwny taniec głową, ni to przytakując, ni to wzruszając ramionami.

- Ketty kiedyś skomponowała muzykę... Ostatnio ją znalazłem i pomyślałem, żeby coś napisać... Bo twój wiersz na Walentynki... - plątał się, wciąż niepewny, do czego się przyznać, a co zachować w mrokach tajemnicy zawodowej. - To nawet nie ma rymów...

- Tak jak wszystkie japońskie piosenki - zauważył z uśmiechem Rosjanin. - I co z tego? Jak dla mnie mógłbyś śpiewać nawet o potrawce wieprzowej.

- Ach, Viktor... Zepsułeś - jęknął Yuuri, wtulając się w ramię mężczyzny. Czułe głaskanie po plecach nieco go uspokoiło. - Chciałem być pierwszy, który cię zaskoczy, a ty jak zwykle mnie uprzedziłeś.

- Nic straconego. Wciąż masz szansę to zrobić, tłumacząc mi, co ty tam właściwie przygotowałeś?

Yuuri uniósł głowę i zerknął w stronę blatu, na który wskazywał palec Rosjanina.

- Cudownie. Na śmierć zapomniałbym. - Katsuki wyswobodził się z objęć i sięgnął po pudełeczko. Po chwili wahania przerywanej niezdecydowanymi westchnieniami wyciągnął ręce przed siebie. - Viktor, to dla ciebie. Z okazji Białego Dnia.

Mężczyzna łagodnie wsunął palce między dłonie i przejął podarek.

- Bardzo mi miło, ale nawet nie wiem co to za okazja - przyznał, na co Yuuri klepnął się w czoło, dając upust swojemu dzisiejszemu rozproszeniu.

- Wybacz, wszystko zaczynam od końca - przeprosił. - W Japonii to święto, w którym mężczyźni rewanżują się za czekoladki otrzymane w Walentynki. Ale że w naszym przypadku sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana, to nie wiedziałem, co i kiedy powinienem dać...

- Teraz rozumiem. - Usta Viktora rozciągnęły się w charakterystycznym uśmiechu, kiedy otworzył pudełko i zerknął raz jeszcze z bliska na czekoladowe serce. Było takie w stylu Yuuriego: trochę nadkruszone na brzegach i obsypane mnóstwem orzechów, jakby w ramach rewanżu za pewną torbę z Barcelony. - Cóż, każda okazja jest dobra, żeby świętować razem.

Odłożył pudełko na stół. W tej chwili miał inne priorytety.

- A czy mimo tak wspaniałego prezentu mogę być jeszcze odrobinę samolubnym człowiekiem? - Katsuki spojrzał pytająco na Viktora, ale skinął głową mimo niepewnej treści prośby. - Yuuri? Zaśpiewasz mi na dobranoc?

Brwi uniosły się odrobinę, ukrywając pod ciemną grzywką, a potem powoli, powoli, piękny uśmiech pojawił się na twarzy szczęśliwego Yuuriego.

- Oczywiście.