Jasne dłonie sunące po odsłoniętych plecach. Chłód powietrza na nagiej skórze i przejmujące gorąco, które sprawiało, że nie mógł wytrzymać już ani chwili dłużej. Uczucie, jakby coś rozpalało go od wewnątrz, nie pozwalając zachować zdrowych zmysłów.

Viktor to wiedział, a Yuuri wiedział, że wiedział Viktor. Proste i frustrujące.

Był zdany na łaskę i niełaskę pochylającego się nad nim mężczyzny. Mężczyzny, który z całkowitą świadomością erotyzmu sytuacji bawił się, dotykając palcami sterczących łopatek i przemykając opuszkami z kręgu na kręg, analizując przyjemną fakturę cudzego, drżącego ciała.

- Viktor, nie róbmy tego... - Katsuki wcisnął twarz w trzymaną poduszkę, starając się zignorować wstyd z powodu faktu, że leżał w samej bieliźnie, odwrócony plecami do ubranego w yukatę Rosjanina. - Nie wytrzymam...

- Wiem, Yuuri, ale nie możemy zostawić cię z tym problemem na noc. - Pocałował go w bark. Na przyjemnie długą chwilę przywarł do skóry, językiem muskając umykające pod wpływem pieszczoty ramię. - Obiecuję, że zaboli tylko przez chwilę. Potem będzie dużo lepiej.

- Więc zrób to szybko - szepnął zaczerwieniony Japończyk, zaciskając zęby.

Prawda była jednak taka, że sam nie umiałby sobie z tym poradzić, bo bolałoby jeszcze bardziej. Poza tym nie mógł już dłużej zwlekać, inaczej gotów byłby spłonąć.

Ręce zjechały niżej wzdłuż kręgosłupa, aż do pasa. Jedna z dłoni chwyciła Yuuriego za bok, a druga pogładziła miejsce, gdzie granica między plecami a pośladkami zaczynała się zacierać. Mężczyzna ostrożnie, ale uważnie przesuwał opuszki palców, szukając najlepszego miejsca, od którego mógłby zacząć... Tak, to wydawało się dobre. Paznokcie lekko zadarły materiał, a Yuuri w jednej chwili wstrzymał powietrze. Świadomość, co nastąpi, była najgorsza.

A potem w jednej sekundzie rozbłysła feeria bólu porównywalna ze zdzieraniem skóry...

- AAA! - wrzasnął Yuuri, a łzy momentalnie stanęły mu w oczach.

...co nie było wcale takie dalekie od prawdy.

- I po krzyku - zauważył zadowolony Viktor, pokazując oderwany plaster rozgrzewający.

Yuuri wcale nie wydawał się szczęśliwszy na widok prostokątnego trofeum. Zacisnął powieki i schował twarz w poduszkę, ignorując kłucie w dole pleców. Choć gorąco pod wpływem działania kapsaicyny już tak nie doskwierało, teraz podrażniona skóra boleśnie dawała o sobie znać.

- To nigdy nie jest przyjemne – westchnął Katsuki, kiedy wreszcie opanował grymas cierpienia i odwrócił głowę nieco w bok, by zerknąć na wyrzucającego plaster mężczyznę.

- I nie ma być. Kontuzja to kontuzja. - Viktor sięgnął po pościel i delikatnie okrył nią Yuuriego, a potem sam wsunął się do łóżka, kładąc na brzuchu obok cierpiącego sportowca. - Nie martw się, wydobrzejesz. Do wesela się zagoi.

- Czyjego? – zapytał, czując na włosach uspakajające głaskanie.

- To tylko takie powiedzenie... - Chwilę potem Rosjanin uśmiechnął się kusząco. - A co? Martwisz się, że nasz będzie tak szybko, że nie zdążysz?

Katsuki spoważniał jeszcze bardziej.

- Jak nie wyzdrowieję do kolejnych zawodów, to nie będzie żadnego wesela.

- Yuuri! Tylko żartowałem! – Mężczyzna wtulił się nosem w ramię Japończyka, na co ten westchnął z rezygnacją. Dowcipy okołoślubne zawsze stanowiły czuły punkt Viktora. - W takim razie jutro wymasuję cię jak należy.

- Nie trzeba - podziękował, krzywiąc się nieznacznie, jakby sugestie partnera były utrapieniem równie irytującym co ból w plecach. - Twoje zabiegi nigdy nie kończą się dobrze.

- O, wypraszam sobie. Kończą się wspaniale – obruszył się Rosjanin, zapominając o napadzie chandry sprzed zaledwie chwili. - Zresztą sam wielokrotnie słyszałem, jak krzyczałeś, jak ci dobrze.

- Viktor, jesteś nieznośny. - Yuuri zmierzył go pozbawionym okularów wzrokiem, jednak partner, nawet jeśli w duchu poczuł przyjemny dreszcz lęku, nie dał po sobie niczego poznać.

- Mów co chcesz - mruknął zamiast tego zadziornie. - Ale gwarantuję ci, że następnym razem zedrę z ciebie coś innego niż plaster.