Niespodzianka!
Obiecałam nowy rozdział w niedzielę, ale jako, że dzisiaj wyjeżdżam i będę miała ograniczony dostęp do internetu - dostajecie go się już teraz. Za dwa tygodnie również będę na weekend poza domem, więc nie jestem w stanie podać dokładnie w jakiś dzień pojawi się trzeci rozdział, ale z pewnością w okolicy Halloweenowego weekendu :)
Specjalne podziękowania i uściski dla wszystkich, którzy zostawiali mi ostatnio reviews w tej serii :* Naprawdę wiele one dla mnie znaczą!
Loki wpatrywał się w kajdany wokół swoich nadgarstków, powoli śledził wzrokiem każde ogniwo łańcucha, aż jego oczy zatrzymywały się na miejscu gdzie pęta znikały w skale, tylko po ty aby ponownie wrócić do krępujących go obręczy i ponownie pokonać tę samą drogę. Kajdany były wykute z metalu, który powoli sączył energię z osoby, którą skuwały. Odyn zdecydował się użyć ich na Lokim, aby magia, którą z niego wypompowano, nie miała jak się odrodzić. Ciało Lokiego było naturalnym naczyniem dla magii, a gdy jej zasób był wyczerpany, powoli — acz systematycznie, ponownie się napełniało. Jak krew spuszczona z żył. Jednakże zaklęte kajdany, którymi go skuto, opróżniały ów naczynie równie regularnie.
Czego Odyn nie wziął pod uwagę, było to, że nie ma artefaktu, który byłby w stanie w pełni okiełznać Lokiego Psotnika.
Od paru dni Loki pozwalał, aby kajdany czerpały jego energię życiową, podczas gdy jego ciało zaczynało znów zapełniać się magią. Lata boskiego życia były pożerane przez artefakt, skóra zaczynała krwawić w miejscach gdzie stykała się z zaklętym metalem, a Loki leżał wyczerpany na skałach i jedynym ruchem, na który sobie pozwalał, była podróż jego wzroku od kajdan do końca łańcuchów i z powrotem. Jak gdyby obserwował, jak jego energia życiowa płynie ogniwami, jak w żyłach pasożyta.
Jednakże dziś wreszcie poczuł, że magia, którą udało mu się uratować przed tym pasożytem, skumulowała się wystarczająco aby mógł zbiec ze swojego więzienia.
Przełknął ślinę. W suchych ustach miał metaliczny posmak krwi, który zagościł tam, gdy pozwolił kajdanom ucztować na swojej energii. Lecz był to jedynie irytujący szczegół, środek do celu, który był w stanie zaakceptować, gdy meta była już w zasięgu ręki.
Ikol usiadł na ramieniu psotnika, wbijając szpony w suchą skórę. Loki nie spodziewał się, że doceni ten gest, lecz sprawiło to, że poczuł się odrobinę kompletniejszy. Gotów, aby zbiec. Gotów, aby dokonać jednego z najbardziej masochistycznych wybryków w swoim życiu.
Loki wbił wzrok w swoje zaciśnięte pięści. Zielony błysk otoczył jego dłonie, Loki wypowiedział krótką inkantację, by wzmocnić delikatne zaklęcie, a pęta zaprotestowały cichym skrzypnięciem. Loki uśmiechnął się szeroko, okrutnie, gdy metal zaczął pękać, a do jego magii wkradła się czarna wstążka jakże podobnej, a jednak innej magii. Ikol zaskrzeczał głośno i kajdany pękły. Kolejne skrzeknięcie nie rozbrzmiało już w pełni wśród skał, gdy psotnik wraz ze sroką rozpłynęli się w powietrzu.
ж
Loki wiedział, że nie może pozostać w Asgardzie na długo. Po teleportowaniu się do jednej ze swoich starych kryjówek, pozwolił sobie na jeden dzień rekonwalescencji. Siły wracały do niego powoli, lecz źródlana woda, owoce leśne zebrane przez Ikola oraz sen — dzięki bogom bez koszmarów — wystarczyły, aby był w stanie wyruszyć w drogę.
Do celu swej podróży w Asgardzie dotarł o własnych nogach, pod przykrywką wędrowca, niezauważony przez nikogo. Wolał nie wykorzystywać wciąż nadwyrężonej magii na niepotrzebną teleportację. Nie wiedział, co czeka go dalej, więc zdecydował oszczędzać siły.
W Asgardzie było kilka szczelin między krainami. Tęczowy Most wykorzystywał największą z nich, jednakże Loki spędził dekady swojego życia na poszukiwaniu innych, mniejszych, oraz na odkrywaniu najlepszego sposobu na ich eksploatację. Szczelina, do której przybył teraz, znajdowała się na samych obrzeżach ogrodów królewskich. Zawsze była jedną z ulubionych Lokiego, właśnie ze względu na swoją lokalizację. Mało kto doceniał królewskie ogrody, gdy tuż obok był pałac zdobiony złotem i pełen luksusów. W tej części królestwa, w tych najdalszych zakątkach ogrodów, nie było zwierzyny do upolowania, ani potworów do pokonania, ani niczego, co mogłoby zmienić się w pogoń za chwałą. Jedynie tajemnicza natura oferująca spokój i ciszę.
Loki przełknął wszelką nostalgię, która próbowała wkraść się w jego serce, i nie obejrzał się za siebie, gdy wkroczył w szczelinę w rzeczywistości.
ж
Niffleheim zdawał się niewzruszony przybyciem zmęczonego wędrowca, który przebył drogę z najwyższych gałęzi Yggdrasilu aż ku najniższym jego korzeniom. Loki również nie pozdrowił dawno nie odwiedzanej krainy w żaden szczególny sposób. Był tutaj w konkretnym celu i podążał ku niemu bez rozproszeń.
Hel był taki, jakim Loki go pamiętał. Przepełniony ciemnością, lecz w tym samym czasie pełen czerwonego blasku, od którego bolały oczy. Obejmujący zimnem i jednocześnie oplatający mackami gorąca. Ta kraina zawsze go fascynowała, lecz równocześnie wypełniała niepokojem do stopnia, który sprawiał, że ograniczał swoje wizyty do minimum.
Loki rozejrzał się skonfundowany, gdy przybył do bram Helu. Wyraźnie pamiętał strażnika pod postacią ogromnego wilka, który oczekiwał za każdym razem, gdy Loki chciał przekroczyć bramę. Przystanął, jak gdyby strażnik miał pojawić się znikąd i, jak zawsze, zapytać o cel jego wizyty. Ikol dziobnął go w ucho, gdy moment się przedłużał i Loki ruszył przed siebie. Nie był częstym gościem w tej krainie, lecz wciąż pamiętał drogę do pałacu oraz sali tronowej.
ж
Hela wyglądała doniośle, pięknie i niebezpiecznie zarazem. Spowita w zieleni wydawała się nie na miejscu w przepełnionej ognistą czerwienią krainie, a zarazem wyczuwało się, że była jej nieodłączną częścią, najważniejszym elementem układanki. Bogini uśmiechnęła się do niego ze smutkiem gdy zbliżył się do tronu. Wolałby drwinę od współczucia.
Musiała wiedzieć dlaczego tu przybył. Hela mogła być królową umarłych, lecz fascynowali ją żywi. Wieczność, którą spędzała w ciemnościach Niffleheimu, wykorzystywała na obserwowanie żywych. A potem, gdy kolekcjonowała dusze z dziewięciu krain, te, które uchwyciły jej uwagę za życia, trafiały do osobnego zbioru. Wiedział, że on jest pod obserwacją Heli, sama mu kiedyś o tym powiedziała. Wyraziła wtedy wyraźne zainteresowanie posiadaniem go w swojej specjalnej kolekcji.
— Witaj, Loki — przemówiła Hela, a jej głos jak zwykle zdawał się szeptem muskającym jego ucho. — Co cię sprowadza w moje nieskromne progi?
Wiedziała, musiała wiedzieć, lecz wciąż pytała. Stara dobra Hela uwielbiała obserwować, jak upatrzeni przez nią wiją się za życia. Loki był wdzięczny za taki rozwój akcji. Wolał droczenie — nieważne jak bolesne — od litości.
— Droga Helo, przybyłem aby wnieść do ciebie prośbę — odpowiedział Loki. — O krótkie zobaczenie z jedną z dusz w twoim królestwie.
Hela uśmiechnęła się szerzej, jak do pupila, który zrobił pocieszną sztuczkę. Loki zacisnął zęby, a sroka poruszyła się niespokojnie na jego ramieniu.
— Kimże jest owa dusza, że sam Psotnik z Asgardu składa taką prośbę?
Loki zacisnął pięści.
— Śmiertelnik z Midgardu, którego kochałem, a z którym nie było mi dane się pożegnać.
Hela była wyraźne poruszona jego szczerością. Musiała spodziewać się manipulacji i wielkich słów, lecz to Loki był mistrzem tej gry. Wiedział, że aby osiągnąć swój cel, tym razem musi być zwyczajnie zaprzestać gier i powiedzieć prawdę.
— Jesteś świadom tego, o co prosisz? Jesteś świadom stanu, w jakim znajduje się Anthony Edward Stark z Midgardu?
Loki wziął głęboki oddech.
— Tak.
ж
Hela nie towarzyszyła mu w dalszej drodze, jedynie wskazała kierunek. Ikol również go opuścił. Zleciał z jego ramienia, gdy Hela wyraziła zgodę na zobaczenie ze Starkiem, usiadł na oparciu tronu królowej krainy zmarłych i pozostał tam, bacznie obserwując Psotnika, gdy odchodził.
Droga nie mogła być daleka, lecz zdawała się nieskończenie długa. Na każdej z dziewięciu krain czas płynął inaczej, a Niffleheim był tą, gdzie każda sekunda była odczuwana dłużej niż gdziekolwiek indziej. Zdawało mu się, że idzie dniami przez ciemne kamienne korytarze, mijając stworzenia z najróżniejszych zakamarków Yggdrasilu. Większość z nich nie zwracała na niego uwagi. Wciąż żył, więc martwi postrzegali go jako niewartą uwagi mgłę. Te dusze były tymi, które nie wzbudziły wystarczającego zainteresowania Heli i teraz jedynie snuły się po Helu bez celu. Żadną z nich nie był Stark.
Po, jak zdawało mu się, dniach podróży, natrafił na komnatę inną niż wszystkie, które dotychczas mijał. Ogromne jezioro wypełnione czarną gęstą cieczą, a na jego powierzchni niezliczone łodzie z ciemnego drewna. W każdej z nich siedziała osoba, dusza, a malutka lampka dająca żółtawo—zielony blask oświecała jej nieruchomą twarz.
Loki zlokalizował Starka prawie od razu.
Ruszył w stronę tafli jeziora i po pierwszym kroku odkrył, że jest w stanie chodzić po dziwacznej czarnej cieczy. Była ona pułapką jedynie dla uciekinierów, tych, których świadomość jeszcze w pełni nie opuściła i którzy śmieliby podjąć się ucieczki. Loki, wciąż należący do świata żywych, mógł bez zagrożenia kroczyć po jeziorze ku wybranej przez siebie łodzi.
Stark siedział nieruchomo. Miał na sobie ciemną koszulkę, przez którą, o ironio!, prześwitywał błękitny blask reaktora łukowego. Widok ten był jak uderzenie w twarz dla Lokiego. Ten symbol życia Starka wciąż fałszywie aktywny, gdy sam Stark był martwy, martwy, martwy…
Loki wkroczył do łodzi Starka. Sama szalupa pozostała bez ruchu, nie zachwiała się, ani nie zanurzyła mocniej pod wpływem dodatkowego ciężaru. Jak gdyby Loki nie oddziaływał na tę krainę w żaden sposób. Usiadł na przeciwko Starka i wreszcie podniósł wzrok na twarz ukochanego.
Stark przyglądał się czemuś w przestrzeni przed nim, prawie jak podczas pracy w warsztacie, gdy coś zajmowało całą jego uwagę, lecz jego oczy… Te brązowe ciepłe oczy, pełne zafascynowania i intelektu, były puste. Sama twarz wydawała się starsza niż ją pamiętał, a neutralny wyraz zdawał się ukrywać w sobie grymas cierpienia.
— Witaj, Anthony — powiedział Loki, kładąc dłoń na nieruchomej, bladej dłoni Starka. Wynalazca nie zareagował w żaden sposób na ten gest. Jego skóra była chłodna i ledwie cielesna, lecz Loki nie cofnął ręki. — Przepraszam — dodał po chwili. Poczuł zbyt gorące łzy spływające powoli po jego policzkach.
— To nie powinno było się tak skończyć — mówił dalej, choć każde słowo bez odpowiedzi bolało jak tysiące igieł wbijanych w jego pierś. Stark nigdy nie powinien być tak cichy.
Loki nie był pewien jak długo tak siedział z duszą Starka, przeciągając tę masochistyczną torturę. Chociaż wiedział, jakimi prawami rządzi się Hel, naiwnie oczekiwał odpowiedzi od Starka. Ściśnięcia dłoni. Drgnięcia ust. Mrugnięcia oczami.
Mógł jedynie wsłuchiwać się w nieskończoną ciszę.
ж
Loki nie miał w planie ponownie widzieć się z Helą. Niewiele miał w planach na ten moment. Wiedział tylko, że musi się wydostać stąd jak najszybciej. Uciec od swojego najgorszego koszmaru, do którego wkroczył sam i dobrowolnie. Jednakże Hela czekała na niego niedaleko od jeziora.
— Otrzymałeś to, czego chciałeś? — spytała, choć musiała znać odpowiedź na to pytanie. Loki nie był pierwszym, ani ostatnim, który poprosił o tego rodzaju zobaczenie.
— Czy jest coś, co mogę dla ciebie zrobić, droga Helo? — Loki odpowiedział pytaniem i królowa uśmiechnęła się.
— Mam dla ciebie propozycję, Psotniku.
Ostatnim, na co miał ochotę Loki, były gierki prowadzone przed królową umarłych, jednakże w podzięce za nieograniczone widzenie ze Starkiem, był Heli winien chociaż krótką rozmowę. Kiwnął w jej stronę, dając znać, że słucha.
— Jesteś zbiegiem z Asgardu oraz poszukiwany w większości krain. Jaki jest twój następny krok?
Loki zacisnął zęby. Obezwładniająca bezsilność wypełniająca jego osobę zaczynała przekształcać się w gniew. Choć Loki kochał chaos, równie bardzo jak uwielbiał być tym, który kontroluje sytuację. Od dłuższego czasu był daleko od tej pozycji.
— Wygląda na to, że w tej chwili jest nim wysłuchanie twojej propozycji.
Hela uśmiechnęła się, szeroko, ukazując zęby, jak prawdziwy drapieżca.
— Zostań moim Posłańcem.
Bycie Posłańcem królowej Heli było posadą, za którą niektórzy byli w stanie oddać wszystko. Posłaniec posiadał pełen immunitet w dziewięciu krainach. Był nietykalny pod każdym względem. Wszyscy mieli szacunek dla śmierci… Dla niektórych był to jedyny sposób na przetrwanie. Loki słyszał o osobnikach, którzy błagali Helę na kolanach, oferując wszystko, aby zostać Posłańcem i uzyskać idącą za tym nietykalność. A teraz Hela proponowała Lokiemu tę pozycję.
Pomimo bycia zbiegiem, w pierwszej chwili Loki poczuł się wręcz poniżony tą propozycją. Był Pierwszym Magiem Asgardu, królem, Psotnikiem. Taka pozycja była poniżej niego. Lecz…
Oferowała też coś, czego Loki mógłby właśnie teraz potrzebować. Stan wolności od odpowiedzialności, immunitet oferujący spokój, poczucie sensu, celu, który zatracił już tyle razy.
— Dodatkowo będziesz mógł w każdej chwili odwiedzać Svartr — wtrąciła Hela w jego tok myślenia, wskazując dłonie w stronę jeziora.
A więc to był Svartr. To tam Hela kolekcjonuje te wybrane dusze, dusze które…
— Myślę, że to dobra oferta. Nie oszukasz mnie, Kłamco z Asgardu, że masz dokąd iść, że posiadasz jakiś wielki plan, który ukrywałeś w rękawie.
...dusze, które Hela starannie zbiera, gdyż były zbyt fascynujące by przeżyć tak niewiele. Dusze, które zasługują na więcej, niż jedno życie. Dusze ze Svartru były tymi, które dostawały szansę na reinkarnację.
— Ja zawsze chciałam Psotnika na uwięzi, a nie dostaniesz lepszej oferty na przeczekanie.
Na przeczekanie. Przeczekanie czasu, który Loki musi jakoś zapełnić zanim Hela pozwoli Anthony'emu Starkowi na odrodzenie...
— Przyjmuję twoją propozycję.
Hela uśmiechnęła się w sposób, który sprawił, że Loki poczuł się jak mysz uwięziona pod łapą kota, który dopiero po złapaniu ofiary rozważa, czy poderznąć jej gardło, czy nie.
— Witaj w Helu, Posłanniku — powiedziała Hela. Wykonała płynny ruch dłonią i Loki upadł na kolana pociągnięty niewidzialna siłą. Poczuł nagły ciężar na swoim karku i odruchowo sięgnął dłonią, aby pozbyć się obciążenia. Na jego szyi znajdowała się metalowa obroża, do której przytwierdzony był łańcuch. Choć dla oka zdawał sie urwany i jedynie kilka ogniw zwisało na piersi Lokiego, to sam Loki czuł połączenie z królową umarłych. Hela nie mówiła w przenośni, kiedy powiedziała, że zawsze chciała mieć Psotnika na uwięzi.
Loki wstał z ziemi i stanął pewnie na nogach. Podniósł wysoko głowę, choć obroża ciążyła na jego szyi. Ikol zaskrzeczał gdzieś w głębi korytarza.
ж
