Dziękuję wszystkim, którzy nadal czytają i zostawiają reviews Ostatnio nie mam za bardzo czasu na odpisywanie na każdą z wiadomości, gdyż życie, ale wiedzcie, że doceniam :*
Loki nie postawił stopy na ziemiach Midgardu, odkąd został usunięty z nich siłą i zakuty w kajdany.
Dzisiejsza misja nie była skomplikowana, miał jedynie odebrać długi Heli. Było to dość zabawne, że Hela zabawiała się w "umowy z diabłem" ze śmiertelnikami z Midgardu, lecz nie był też zbyt zdziwiony jej hobby. Zarządzanie krainą umarłych musiało wiązać się z nudą na dłuższą metę.
Tym razem odwiedził część globu nazywaną Europą. Podczas ostatniego pobytu w tej krainie jego wizyty w Europie nie bywały długie i ta jako Posłańca również się na taką nie zapowiadała. Przebywanie ze Starkiem nauczyło go dość sporo o nieprzewidywalności ludzi Midgardu, więc Loki postanowił nie teleportować się do środka domu dłużniczki, a zapukał do drzwi. Otworzyła kobieta i Loki z zafascynowaniem obserwował jej reakcję — wpierw na jej twarzy wymalowało się zdziwienie, potem szok (może nawet oburzenie), dopiero potem nastał strach.
— Przybyłem odebrać dług.
ж
Loki nie wiedział, co będzie transportował z powrotem do Helu po odebraniu długu, lecz nie spodziewał się, że będzie to żywa istota. Dziecko.
Trochę obawiał się paniki dziewczynki. Jej matka zanosiła się głośnym płaczem do momentu opuszczenia domostwa i Loki bał się takiej reakcji również ze strony młodej śmiertelniczki. Nie miał ręki do opanowywania dzieci, jego cierpliwość co do innych istot z reguły nie była zbyt ogromna. Jednakże dziewczynka była spokojna, z zaciekawieniem rozglądała się wokół siebie, lecz nie zadawała pytań. Po teleportacji trochę się zachwiała i złapała Lokiego za rękę, lecz jako że nie było to wielce irytujące, pozwolił jej na to.
Ponieważ dziewczynka wchodziła do Helu po raz pierwszy, Loki musiał przeprowadzić ją przez bramy, teleportacja ich obojga od razu przed oblicze Heli nie była nawet opcją. Dziecko trzymało się jego dłoni podczas całej drogi, lecz wszystko przyjmowała z zadziwiającym spokojem. Loki zaczynał podejrzewać, że nie był to przypadkowy zarobek na długu u śmiertelnika. Hela dokonała wyboru właśnie tej dziewczynki. W jakim celu? Loki prawdopodobnie nigdy się nie dowie.
ж
Zlecenie, które wymagało przybycia do Asgardu. musiało nadejść. Dostarczenie wiadomości wysokiej wagi, tylko dla oczu Wszechojca, a pergamin miał trafić prosto do rąk Odyna, po tym jak został przekazany Lokiemu przez Helę.
Pierwszą osobą, jaką spotkał w krainie, którą kiedyś nazywał domem, był Thor. Loki nie był pewien, czy liczył na taki rozwój sytuacji, lecz nie był też zupełnie zawiedziony. Thor długą chwilę jedynie wpatrywał się w Lokiego, w jego czarne odzienie pozbawione elementów zieleni, które zawsze pojawiały się w strojach Psotnika, w obrożę na jego szyi i zwisający z niej łańcuch, w twarz Lokiego, która wyglądała coraz upiorniej wraz z każdym tygodniem spędzonym w Helu.
— Bracie… Jak… — Thor rozpoczął, lecz szybko zabrakło mu słów.
— Każdy z nas musi znaleźć swoje miejsce, bracie — odparł Loki, a Thor wzdrygnął się lekko na brzmienie jego głosu. Sam Loki postrzegał zmianę jedynie oczami Ikola. Jego głos, jak u wszystkich Posłańców, trącił śmiercią, rozbrzmiewał jak gdyby już z tamtego świata. — Ty masz Midgard, ja zawsze bardziej pasowałem do tych mniej przyjemnych krain. — Uśmiechnął się i napawał strachem, który przez chwilę pojawił się w oczach Thora. To go pchnęło ku kontynuowaniu konwersacji. — Jestem zaskoczony, widząc cię tutaj. Ostatnimi czasami wydawało się, że wolisz Midgard od swojego domu.
— Przybyłem odwiedzić matkę — przyznał Thor. — Źle zniosła twoją ponowną ucieczkę.
Loki zdołał utrzymać kamienną maskę na twarzy i nie pokazać, że słowa w jakikolwiek sposób go dotknęły. Wystarczyły one, aby uświadomić Psotnikowi, że wydarzenia, które jemu wydawały się tak odległe, były współczesne dla Asgardu i Midgardu. Jako Posłaniec prawie już przywykł do zmian w tempie płynięcia czasu na różnych odnogach Yggdrasilu. Jednakże gdy myślał o tym, że dla Thora minęły marne tygodnie od śmierci Starka, podczas gdy Loki był Posłańcem już ponad tuzina miesięcy, przechodził go dreszcz.
— Lecz mimo to znów wracasz do Midgardu — odpowiedział ofensywnie, aby ukryć własny wewnętrzny konflikt.
Poczucie winy pojawiło się na twarzy Thora jedynie przez sekundę.
— Śmierć Starka z rąk asgardzkiego strażnika wywołała spory skandal polityczny.
Tym razem Loki nie powstrzymał się przed wzdrygnięciem i choć Thor wyraźnie to zauważył, kontynuował:
— Midgard wciąż opłakuje utratę swojego bohatera. Czy ty szukałeś własnej żałoby u Heli? Czy dlatego uciekłeś?
Loki zacisnął pięści. Od kiedy Thor potrafił go tak szybko przejrzeć? Od kiedy Thor cokolwiek rozumiał…?!
— Co łączyło cię ze Starkiem, bracie?
Loki wziął ostry wdech i policzył do pięciu w myślach.
— Niestety nie jestem tutaj dla przyjemności, a w interesach Heli. Muszę dopełnić moich obowiązków. Bywaj, bracie. — Nie czekał na odpowiedź Thora i wyminął go bez dodatkowego spojrzenia za siebie.
Droga do pałacu wydawała się równocześnie zbyt krótka, jak i zbyt długa. Jednakże możliwość spojrzenia w oczy Odynowi ze świadomością, że jest nietykalny, wynagrodziła mu wszelki dyskomfort, jaki odczuwał przez samo przebywanie w Asgardzie.
— A więc w ten sposób zamierzasz uciec od konsekwencji — Wszechojciec powiedział z niesmakiem, spotykając jego wzrok.
— Niestety nie mam czasu na rozmowę — odparł Loki i bez ukłonu wspiął się ku tronowi. Stanął tuż przed siedzącym na nim królem i bezceremonialnie podał mu pergamin. — Do rąk własnych.
ж
Tym razem, gdy Loki wkroczył do sali tronowej Helu, na królewskim siedzisku nie znalazł samej władczyni, a dziewczynkę. Tę samą, którą on kiedyś tu przyprowadził po raz pierwszy. Choć jej matka zapewne wciąż ją opłakiwała — dla niej minęły zaledwie miesiące — w Helu dziewczynka stała się już nastolatką.
— Leah. — Loki kiwnął jej na przywitanie, a ona odpowiedziała mu delikatnym uśmiechem. — Wzywała mnie Hela.
— Czeka na ciebie przy bramie — odpowiedziała Leah. Ostatnimi czasy ton jej głosu zawsze ukrywał w sobie nutkę filuternej wyższości, jak gdyby znała najskrytsze sekrety swojego rozmówcy. Loki też brzmiał w ten sposób w młodości.
Psotnik pożegnał dziewczynkę parodią pokłonu i teleportował się do bram.
Hela stała plecami do niego, na niewidzialnej linii oddzielającej krainę umarłych od reszty świata. Nie odwróciła się w jego stronę, choć był pewien, że była świadoma jego przybycia. Dołączył więc do niej.
— Kiedyś te bramy były strzeżone — powiedziała z wyraźną melancholią, lecz następne słowa były przepełnione gniewem i determinacją. — Odyn bezprawnie mi to odebrał. Chcę byś ją odzyskał, Posłańcu.
Loki pamiętał ową strażniczkę, ze swojej pierwszej wizyty jako dziecko, gdy wymykał się do innych krain przepełniony ciekawością. Garm, piekielna wilczyca.
— Dlaczego teraz? — spytał.
Nie kwestionował rozkazu. Nie miał problemu z okradaniem Wszechojca. Był zwyczajnie ciekaw. Bramy były niestrzeżone od lat…
— Gałęzie Yggdrasilu smagane są rosnącym niepokojem…
Nie powiedziała nic więcej, nie musiała. Loki czuł chaos wkradający się w przestrzeń, niezauważony przez tych, którzy nie byli wyczuleni na ów żywioł. Tym razem i on jedynie czekał na rozwój sytuacji, bez ingerencji. Nawet bóg chaosu nie mógł nad nim zapanować, gdy nadchodził czas…
ж
Włamanie się do podziemi Asgardu nie było dla niego wyzwaniem. Zakradał się do zbrojowni i zbioru ksiąg zakazanych od kiedy był dzieckiem… Musiało to być oznaką, iż Odyn naprawdę się starzeje, skoro nie wzmocnił ochrony po tym, jak zbiegł mu Psotnik.
Garm musiała być ukryta w czeluściach, gdzie nawet Loki nie dotarł, gdyż nie pamiętał wilczycy ze swoich młodzieńczych wypraw. Był zawsze ciekawski, lecz miał też wolę przetrwania i nigdy nie zapuszczał się do najbardziej odseparowanych cel. Teraz jednak był Posłańcem samej śmierci i nic, co ukrywał Wszechojciec, nie mogło mu zagrozić.
Przemieszczał się, przemykając w najgłębszych cieniach, nie pozwalając by stworzenia więzione w klatkach go zauważyły. Tak, kiedyś był ciekawski, kiedyś zaglądałby za kraty każdej z nich i droczył się z więźniami. Teraz był Posłańcem na misji i… był zwyczajnie zmęczony.
Znużenie Lokiego zaczynało przeradzać się w irytację, gdy podróż w ciemnościach lochów przeciągała się. Palce zaczynały świerzbić Psotnika, aby posłać zaklęcie w kierunku pierwszej z brzegu klatki i wypuścić jej mieszkańca, jedynie by wywołać trochę chaosu, by przerwać ten niekończący się spokój... Jednakże, jak gdyby los próbował zapobiec kolejnym psotom Lokiego, gdy cierpliwość Posłańca zaczynała być na wyczerpaniu, wreszcie znalazł się u celu.
Garm była przepięknym stworzeniem, majestatyczną wilczycą o nieokreślonej sile i żywotności. Przez nikim nie składała pokłonu, była strażnikiem krainy umarłych, gdyż szanowała Helę i uznawała powagę jej pracy. Było wielu, którzy pragnęli tej żywej potęgi dla siebie, a jednym z nich był nikt inny jak Odyn. Jednakże Wszechojcu nie udało się ani zdobyć szacunku Garm, ani zmusić do uległości, więc zamknął ją w jednym z lochów...
Loki wyłonił się z cieni i łańcuchy pętające Garm zadzwoniły głośno, gdy ta zaczęła krążyć po swojej celi.
— Ty... Jesteś jego synem, lecz czuję magię Heli, która trzyma się całego twego jestestwa... – warknęła Garm, próbując ukryć skonfundowanie. – Co tu robisz?
— Nienawidzę Wszechojca jak i ty, moja droga – Loki przemówił neutralnym głosem, pozbawionym wyższości, która zazwyczaj go zabarwia. – Przybyłem tu na polecenie Hel. Królowa pragnie, byś ponownie chroniła jej krainy.
Garm przestała obnażać na niego zęby i potrząsnęła grzywą ciemnych włosów, tak aby jej łańcuchy ponownie głośno zabrzęczały.
— Do roboty, mały psotniku.
Loki kiwnął na nią głową i ponownie przenikając na chwilę do świata cieni, przedostał się do wnętrza klatki. Podszedł do Garm i położył dłonie na łańcuchu. Miał już doświadczenie w pozbywaniu się takich zabawek Wszechojca, a teraz, gdy nie był osłabiony, a jego magia wymieszana była z tą pochodzącą od Heli – wystarczyło skupienie trwające kilka długich oddechów i ogniwa rozpadły się w pył.
Garm mruknęła z aprobatą.
— Hela zawsze wiedziała, jak dobierać sobie Posłańców.
Loki kiwnął z lekkim uśmiechem, przyjmując komplement. Następnie zanurzył dłoń w jedwabistym futrze Garm i teleportował ich oboje do krainy umarłych, tam gdzie ich miejsce.
ж
Loki był skonsternowany właśnie otrzymanym zleceniem. Przywykł do zaufania Heli. Chociaż nadal nie był wybitnie dumny ze swojej pozycji Posłańca, to mimo wszystko był zadowolony z poważania, które zdobył u Królowej. W życiu przed Helem nie przywykł bycia zaufaną osobą i odmiana była dość przyjemna. A teraz został Posłańcem w najbardziej podstawowym znaczeniu. Został wysłany do Muspelheimu aby odebrać zamówienie dla Heli od rzemieślnika. Poniżające. Lecz przez lata, które spędził w tej pozycji, nauczył się, że sprzeciw jest pozbawiony sensu.
Nie był częstym gościem w Muspelheimie i był to dość pomyślny dla niego rozwój sytuacji. Była to kraina ognia i choć Loki nadal nie był pogodzony ze swoją naturą Jotuna, to musiał przyznać, że to właśnie ze względu na wrodzoną skłonność ku chłodowi, klimat Muspelheimu nie był jednym z jego ulubionych. Nie przeciągał więc wizyty. Od razu po znalezieniu się na ziemiach ognistej krainy, teleportował się do jednego z większych miast.
Muspelheim był krainą, gdzie czas mijał najszybciej ze wszystkich odnóg Yggdrasilu. Ich rozwój był prawie bliźniaczy do tego z Midgardem w kwestiach cywilizacyjnych, chociaż ognista kraina zdołała zachować równowagę pomiędzy magią a technologią, w przeciwieństwie do Midgardu, który magię wyparł prawie kompletnie.
Muspelheim w swoim istnieniu miał za sobą już etap w historii, do którego nieubłaganie zbliżał się Midgard. Diwedd, apokalipsa, koniec — jakkolwiek by nie nazwano upadku ich cywilizacji. Muspelheim rozpoczął już nowy cykl, odbudowując swój świat na ruinach pozostawionych przez poprzednie pokolenia. Dzięki zachowaniu magii, proces ten odbywał się w dość imponującym tempie. To zrobienie jednego czy dwóch kroków za daleko z rozwojem technologicznym sprawiło, że nastąpił Diwedd. Nowe społeczeństwo było więc oparte o magię i pracę rąk.
Miasto, do którego wysłała go Hela, było stolicą gospodarczą. To tutaj mieściło się największe skupisko najbardziej cenionych rzemieślników. Ulice pełne były klienteli z różnorodnych krain, a powietrze wypełniał gwar charakterystyczny dla miast kupieckich. Większość osób schodziła z drogi Lokiego, gdy tylko pojawił się w zasięgu ich wzroku. Posłańcy rzadko kiedy zbierali śmiertelne żniwo, nie należało to do ich głównych funkcji, jednakże samo powiązanie z Helem wystarczyło aby unikać Posłańców z przezorności. Lokiemu odpowiadała ta reputacja. Szybko spuszczany wzrok zapewniał również, że mało kto kojarzył go z Lokim z Asgardu.
Loki od razu rozpoznał budynek, który miał być celem jego podróży, lecz nie dzięki wskazówkom Heli. Na szyldzie kowala siedział Ikol.
Loki nie widział go od miesięcy. Nie było to nietypowe dla sroki, by wyruszać na samotne wyprawy, lecz wtedy zazwyczaj ptaszysko zdawało regularne raporty ze swoich podróży, ukazując Lokiemu wizje odwiedzanych miejsc lub osób. Lecz przez ostatnie kilka miesięcy sroka nie dawała znaku życia. Gdyby nie to, że ptaszysko było częścią jego duszy, Psotnik uznałby, że Ikol zginął.
A teraz sroka siedziała na szyldzie kowala w Muspelheimie, jak gdyby oczekiwała Lokiego od dawna. Loki zmierzył ptaszysko pytającym wzrokiem, lecz nie otrzymał żadnej odpowiedzi.
Gdy Loki przekroczył próg budynku, Ikol wleciał do środka wraz z nim i usiadł na ramieniu mężczyzny, który, wnioskując po jego ubiorze, musiał być pracownikiem zakładu.
— Ptaszorze, ile razy mam ci mówić, żebyś mnie nie szturchał, jak pracuję?
Tutaj się ukrywałeś ostatnie miesiące? Dlaczego?
Loki wysłał mentalne pytanie w stronę sroki, lecz Ikol jedynie zaskrzeczał głośno, po czym sfrunął z ramienia rzemieślnika i usadowił się na pobliskim stole. Wtedy wreszcie mężczyzna zauważył obecność jeszcze kogoś w jego zakładzie i odwrócił się w stronę Psotnika.
— O, przepraszam, przez tego ptaszora nie słyszałem, żeby ktoś wchodził.
Loki zamarł. Niemożliwe… Czy Hela sobie z niego kpiła? Czemu Ikol…?
— Ach tak, ty nie musisz się przedstawiać. — Rzemieślnik zmierzył wzrokiem strój Lokiego. Posłańcy nie byli trudni do rozpoznania. — Zamówienie dla twej pani jest gotowe.
Głos był trochę głębszy, choć on sam wyglądał na młodszego, niż gdy Loki go poznał na Midgardzie, rysy nieco inne, lecz zbyt podobne, by mogły być przypadkiem, bez zarostu i o ciemniejszej karnacji, lecz oczy… Oczy były takie same. Brązowe i ciepłe, i piekielnie inteligentne.
Stark.
— Jesteś niemową czy za długo siedziałeś wśród umarlaków?
I ten sam brak ogłady. Nawet jako reinkarnacja, Stark nie bał się spojrzeć śmierci w oczy. Nie spuszczał wzroku jak większość, a rzucał wyzwanie.
— Wybacz, rzemieślniku. Zamyśliłem się. — To on odwrócił wzrok, wbijając pełne gniewu spojrzenie w Ikola. — Cieszy mnie, że nie przybyłem na darmo i zamówienie jest gotowe do odbioru.
Starkowi — czy jakkolwiek nazywała się jego muspelheimska reinkarnacja — nie umknęło zachowanie Lokiego.
— Mam nadzieję, że ptaszor cię nie męczył? Jest niegroźny. Kręci się przy moim zakładzie od dawna. Nie mam pojęcia czemu upodobał sobie właśnie mnie ani skąd się wziął…
— Ten ptaszor należy do mnie — przyznał Loki. Powinien odebrać zamówienie i uciekać, lecz nie potrafił odmówić sobie rozmowy. Stark był na wyciągniecie ręki i sprawiało mu to fizyczny ból, że nie mógł go dotknąć, ująć w swoje ramiona, pocałować tych pyskatych ust... — Zniknął już jakiś czas temu. Mam nadzieję, że nie sprawiał kłopotów.
Brwi Starka powędrowały w górę.
— A to ci zbieg okoliczności, huh — skomentował, spojrzał w stronę Ikola, ale szybko znów skrzyżował wzrok z Lokim, jak gdyby jego brązowe tęczówki ciągnęło do kontaktu z zielonymi. — Szczęśliwe spotkanie. Ale nie szukałeś go chyba za bardzo? — Podniósł jedną brew w wyzwaniu. — Ptaszor jest u mnie od lat.
— Wiedziałem, że znajdzie drogę do domu, gdy będzie tego chciał — przyznał Loki. — Za to ty obcujesz z nim od lat, a wciąż nazywasz go "ptaszorem".
Stark uśmiechnął się, tak jak uśmiechał się zawsze podczas ich przekomarzania, a Loki poczuł jak grunt usuwa mu się pod nogami.
— Za każdym razem, gdy próbowałem nazywać ptaszora jakkolwiek inaczej, dziobał mnie w ucho. Chyba nic z moich propozycji mu nie odpowiadało. — Wzruszył ramionami z zakłopotaniem i nagle wyglądał tak młodo.
— Ma na imię Ikol — powiedział psotnik i nienawidził siebie za to, że zadrżał mu głos.
Ikol zaskrzeczał, jak gdyby dla potwierdzenia i Stark roześmiał się. Loki nie mógłby znieść ani minuty dłużej tej słodkogorzkiej tortury.
— Skoro tę kwestię mamy rozwiązaną, chciałbym odebrać zamówienie dla Heli — przemówił neutralnym, wręcz chłodnym, głosem, które zazwyczaj używał w takich transakcjach. — Królowa prosiła o szybkie dostarczenie — skłamał.
Stark wydawał się zbity z tropu nagłą zmianą tonu rozmowy, lecz jedynie pokiwał głową. Przeszedł na tyły zakładu i wrócił po chwili z przepięknie zdobionym diademem z czarnego metalu. Loki nawet nie wiedział, że możliwym jest zrobienie czegoś tak delikatnego z takich materiałów, a miewał do czynienia z najlepszymi krasnoludzkimi rzemieślnikami.
— Wspaniały wyrób — pochwalił Loki, nim mógł się powstrzymać. Stark był geniuszem w każdym swoim wcieleniu. — Jestem pewien, że Hela będzie zadowolona.
— Jakby miała więcej życzeń, niech się nie krępuje wysłać cię kolejnym zleceniem — Stark odparł zaczepnie. Loki musiał stąd uciec.
— Z pewnością przekażę — odparł i teleportował się z zakładu na obrzeża miasta.
Loki oparł się o ścianę na tyłach jakiegoś budynku. Miał problem z oddychaniem i tym razem winny nie był gorący klimat Muspelheimu. Skupił się na regularnych wdechach i wydechach piekącego powietrza. Musiał się uspokoić — to nie był jego Stark, a on sam wciąż należał do Heli. Nie mógł zrobić nic bez jej polecenia.
Łańcuch na jego szyi zdawał się ciążyć bardziej niż zwykle.
ж
