Klucz

Rozdział 3

Prawda

Część pierwsza

Harry nie spodziewał się zobaczyć Severusa i Regulusa przy swoim łóżku, gdy otworzył oczy. Jednak obaj siedzieli przy nim w ciszy, mrożąc się tylko spojrzeniami. Pewnie roześmiałby się, widząc tę niemą bitwę, ale ciało miało swoje własne prawa i zamiast tego jęknął cicho. Regulus natychmiast poderwał się z krzesła i w tym momencie bardzo przypominał Syriusza.

— Proszę nie dotykać pana Doe. — Ostry nakaz Poppy powstrzymał Blacka w miejscu. — Lepiej idźcie na śniadanie, skoro wiecie, że już się obudził. Pan Doe nigdzie się dziś stąd nie ruszy.

— Dostałem pozwolenie dyrektora, by pomóc koledze przy posiłku, gdyby miał trudności — odparł spokojnie Severus, nawet nie poruszając się z miejsca i ironicznie chłodno uśmiechając się w stronę młodszego Ślizgona.

— Dobrze. Ale ty idź do Wielkiej Sali — zwróciła się do stojącego przy łóżku chłopaka. — Zjedz porządny posiłek.

— Przyjdę później, Harry — rzucił jeszcze Regulus i wyszedł, ponaglany przez pielęgniarkę.

Pomfrey bez ceregieli zbadała swojego pacjenta i podała eliksiry, nakazując:

— Masz odpoczywać.

— Będę, pani Pomfrey. Jestem wykończony.

Kobieta spojrzała ostrożnie i bardzo niepewnie w stronę Severusa, więc Harry zdecydował się uwolnić ją od kłopotu.

— Severus wie. Nie musi się pani martwić. Może pani spokojnie mówić.

Rzuciła mu chłodne spojrzenie i powiedziała oschle:

— Wiem, że nie masz zbytnio wyboru do tego, co się dzieje, tam gdzie chodzisz. Naprawdę jestem wyrozumiała, ale to zaliczam do tortur. Ilość zaklęć na twoim ciele...

— Nie jest dla mnie nowością. Jestem do tego przyzwyczajony i staram się to ograniczać, ale to nie ja rzucam te czary. Gdybym mógł, to wolałbym grać w quidditcha z przyjaciółmi niż użerać się z humorami mrocznego czarodzieja tego wieku. Naprawdę staram się ochraniać tylu ilu zdołam, a kilka Crucio to niska cena.

— Niestety, tym razem poza czterema Crucio, otrzymał też pan Cultera. Nie był potężny, ale kilka blizn pozostanie na zawsze.

Harry nie potrafił sobie przypomnieć, kiedy Tom potraktował go zaklęciem tnącym. Może i dobrze.

— Niewiele pamiętam, prawdę mówiąc.

— Wcale się nie dziwię. — Pojawienie się Dumbledore'a nie było większym zaskoczeniem niż zwykle. — Pan Black przyniósł pana na polecenie Toma. Z tego, co udało mi się dowiedzieć, to kara za postawienie się w obronie właśnie Regulusa.

Severus zerknął pytająco w stronę Harry'ego.

— Niestety nic nie pamiętam, dyrektorze — wymigał się.

— Rozumiem, odpoczywaj.

Tego akurat nie musiano mu mówić. Harry nawet po zażyciu eliksirów czuł się słabo. Dłonie nadal mu drżały i nawet nie myślał, aby sięgać po szklankę z wodą.

Dyrektor oddalił się wraz z pielęgniarką, a wtedy Doe został sam na sam ze Snape'em.

— Czy ty jesteś jakimś masochistą? To już drugi raz, gdy wracasz ledwie żywy.

— Nawet nie byłem bliski tego określenie — bronił się słabo.

— Przypuszczam, że kiedyś byłeś, skoro widzisz różnicę.

— Przyjmę, że to było pytanie retoryczne — rzucił cicho, układając się na tyle wygodnie, by nie czuć bólu na plecach.

Przypuszczał, że to tam Culter poczynił szkody. Zasnął w niecałą minutę, podejrzewając, że któryś z eliksirów był nasenny.

OOO

Severus poprawił przykrycie na śpiącym chłopaku, wpierw sprawdzając, czy nikt nie dostrzeże tego faktu.

Potem ruszył znaleźć Regulusa.

W Wielkiej Sali go nie było, więc skierował się do dormitorium Slytherinu. Gdy on wchodził, pojedynczy uczniowie właśnie opuszczali pokój wspólny.

Ale Regulus tu był. Siedział wpatrzony w ogień w kominku, splatając palce i trzymając na nich podbródek. Severus przysunął sobie krzesło, odwracając go oparciem w stronę Blacka i, siadając, rzucił zaklęcie wyciszające.

— Mów! — nakazał ostro.

Młodszy Ślizgon podskoczył, gdy dopiero wtedy zauważył Snape'a.

— Co? — zapytał zszokowany podrywając się i rozglądając po pokoju.

— Chcę wiedzieć, co się dokładnie stało.

— Oszalałeś? Gdyby ktoś się dowiedział, natychmiast zostałbym zabity.

— Wolisz Azkaban? — spytał ostentacyjnie Snape. — Jutro przypadkiem jakiś auror może znaleźć sowę z anonimową informacją o twoim udziale w podejrzanych, nocnych spotkaniach.

— To szantaż! — oburzył się.

— Otwarta groźba jak już. Mów!

Regulus chwilę milczał, ale gdy Severus chrząknął ostrzegawczo zaczął mówić:

— Doe stanął w mojej obronie i został za to ukarany. Cztery Crucio i na koniec Culter, który musiałem rzucić ja.

— Co?! — Snape zerwał się z krzesła, wywracając go z hukiem.

— Nie miałem wyboru! — bronił się Black. — Powiedział, że jeśli tego nie zrobię, będzie tak długo rzucał Crucio na Doe aż zmienię zdanie. Ile Crucio byś wytrzymał, Snape? Lepszy jeden, słaby Culter.

Chłopak miał inne zdanie, ale nie miał złudzeń. Regulus nigdy by się sam nie poświęcił.

— Dlaczego was wezwano?

— To miał być pokaz.

— Pokaz? Czego?

— Posłuszeństwa. Po tej lekcji raczej nikt nie przeciwstawi się mu bardzo długo.

— Sprecyzuj.

— Pamiętasz tego smoka na lekcji historii magii? Dowiedział się o tym, że to moje sprawka. Chciał mnie ukarać jako przykład, że złamałem jego nakaz nietykalności Doe.

— Chwila! Doe jest chroniony przez Czarnego Pana?

— Tak, przed wszystkimi śmierciożercami.

— Za wyjątkiem Czarnego Pana. On go rani.

— Tak. Ale Harry jest inny niż my. On mu nie ulega. Ciągle z nim walczy. Nawet będąc pod działaniem zaklęć, wołał kilkukrotnie żeby się od niego odwalił, że nigdy nie zmieni zdania. Chyba nawet nie był tego świadomy.

Severus chwilę milczał, obserwując wchodzących lub wychodzących uczniów. Nikt do nich się nie zbliżał, choć ciekawość była doskonale widoczna na ich twarzach. Spotkanie dwóch sprzecznych biegunów. Akurat to teraz najmniej go absorbowało. Rozmyślał o Harrym. Kim on był, że tak ostro i intensywnie walczył z Czarnym Panem? Co takiego nastąpiło w jego życiu, że był tak wrogi? O Voldemorcie krążyły niesamowite historie i z całą świadomością Severus mógł stwierdzić, że niewiele mijały się z prawdą, więc jak, ledwie siedemnastoletni chłopak, mógł mu się tak stawiać, posiadając dodatkowo jeszcze własną wiedzę jako Niewymowny. Dlaczego w ogóle ktoś pozwolił mu wziąć udział w takiej wręcz samobójczej misji? Czy w ministerstwie są niekonsekwentni ludzie, wykorzystujący dzieci, zamiast samym zabrać się za porządkowanie czarodziejskiego świata?

— Muszę go przeprosić — odezwał się nagle Regulus, wstając z kanapy.

— Teraz śpi — zauważył chłodno Snape, także się podnosząc.

Nienawidził, jak ktoś nad nim górował.

— Myślisz, że mnie zrozumie? Że musiałem to zrobić? — spytał niepewnie, skrępowany własną wylewnością.

— Osobiście to wrzuciłbym cię do jeziora, żeby zajęła się tobą Wielka Kałamarnica. Albo wymyśliłbym coś bardziej twórczego — dodał, aby jeszcze bardziej go podręczyć. — Doe zrobi to, co uzna za słuszne. Krótko go znam, ale nie wydaje mi się, by zamordował cię z miejsca, choć ci się należy.

— Potrafisz podnieść na duchu — jęknął sfrustrowany jeszcze bardziej Regulus.

— Jak gilotyna. Polecam się na przyszłość, Black. Albo nie. Nie polecam się — rzucił mściwie. — Daruj mi wylewanie swoich żalów za błędy młodości. Jesteś po prostu idiotą, Black. Masz to we krwi.

Okrążył go i skierował się do sypialni. Lekcje przecież nie zostały odwołane, bo jeden ze Ślizgonów leży w skrzydle szpitalnym. Takie cuda zdarzają się wyłącznie Gryfonom.

OOO

Gdy Harry ponownie otworzył oczy, robiło się już ciemno. Dostrzegł jak skrzaty zapalają pochodnie, usuwając osad z nalotu ze ścian machnięciem dłoni.

— Jesteś głodny? Kolacja nadal jest ciepła.

Po drugiej stronie łóżka znów siedział Regulus, tym razem sam. Severusa nie było i Harry poczuł się odrobinę zlekceważony.

— Co chcesz? — spytał nienaturalnie spokojnym głosem, choć w środku coś w nim buzowało.

Gdyby ten Black nie był takim durniem, to on nie leżałby teraz tutaj.

— Chciałem podziękować i przeprosić.

Doe zmarszczył brwi. Podziękowanie rozumiał, nawet jeśli odrobinę go zaskoczyły. Tego nie spodziewał się po tym Ślizgonie. Dlaczego jednak przepraszał?

— Za co? — zapytał lekko rozproszony zachowaniem Regulusa.

Wyraźnie był zdenerwowany. Nie chciał spojrzeć mu w oczy i pocierał wnętrze własnych dłoni, jakby to była najważniejsza czynność w tej konkretnej chwili.

— Dziękuję, że stanąłeś w mojej obronie, choć zasłużyłem na karę — zamilkł zaraz potem.

Harry cierpliwie oczekiwał drugiej części. Black wreszcie się przełamał. Po paru minutach zrobił to.

— Przepraszam, że użyłem na tobie zaklęcia tnącego.

I Harry zrozumiał, co ten chce mu przekazać. Westchnął przygnębiony, że to właśnie on znów musi dać kolejną lekcję Regulusowi.

— To jego ulubiona metoda. Sadystycznie uwielbia oglądać jak wybawiony znęca się nad swoim wybawicielem. Nie rozumie jednak, że normalni ludzie nie mszczą się w sposób, w jaki on oczekuje. Nie mam zamiaru odpłacać ci się za to, do czego on cię zmusił.

— Ale ja...

— Nie potrzebuję twoich tłumaczeń, Black. Znam Toma wystarczająco długo. Jego interesuje tylko zadawanie bólu i cierpienie innym ku własnej, chorej satysfakcji i idei. Jeśli chcesz w nim zobaczyć coś więcej, nie wiem, nieskazitelnego przywódcę z cudownymi planami na przyszłość czarodziejskiego świata, to bardzo mocno się rozczarujesz. To chory sadysta. Nic więcej. Zniszczy wszystko na swojej drodze.

Potter widział jak jego słowa burzą w Regulusie wszystkie zakorzenione normy i zasady, jakimi przesiąknął. Ktoś musiał go oświecić, szkoda tylko, że musiał to być on, Harry, który nawet nie należał do jego czasu.

— I tak przepraszam — wyszeptał znów Regulus.

— Przeprosiny przyjęte — powiedział po prostu.

Uznał, że na dziś dość pouczeń.

— Dlaczego on cię tak traktuje?

— Bo to paranoidalny psychol i dupek. — Nie do końca rozumiał ostatnie pytanie.

— On się ciebie w jakiś sposób boi. Z jednej strony ma nad tobą władzę dzięki temu — wskazał na oznaczone ramię — ale z drugiej jego zachowanie wskazuje, że jest przerażony twoją obecnością. I jeszcze to twoje zachowanie. Żaden śmierciożerca nigdy mu się nie postawił w ten sposób. Nie boisz się go?

Harry spojrzał na oznakowane ramię i potarł znak przez rękaw ubrania.

— Jestem śmiertelnie przerażony za każdym razem, gdy przed nim stoję. Zapiera mi to aż dech w piersi, jednak nie dam się temu skurczybykowi. Zniszczył życie zbyt wielu ludziom i z każdym kolejnym dniem unicestwia następne.

— Dlaczego nie wyjedziesz gdzieś daleko? Podobno odległość osłabia działanie znaku.

— Znasz kogoś, komu taka ucieczka się udała? — zapytał znacząco.

Regulus pokiwał tylko przecząco głową, zrezygnowany.

OOO

Pomfrey wypuściła Harry'ego przed samą ciszą nocną. Sam Slughorn odprowadzał go do dormitorium.

— Nie wyciągnę tym razem żadnych konsekwencji, młodzieńcze. Zranienia powinny być wystarczającą karą, no i mogłeś nie wiedzieć, że Zakazany Las jest niebezpieczny. Tu wina spoczywa na mnie, bo powinienem cię o tym poinformować już pierwszego dnia twego pobytu w Hogwarcie.

— Dziękuję, panie profesorze — rzekł cicho.

Udawał posłusznego ucznia. Takiego, jakim widział go jego opiekun Domu. No i szlaban raczej nie był mu teraz do niczego potrzebny. To tylko niepotrzebna strata czasu.

— Jesteśmy na miejscu. — Slughorn wskazał wejście do dormitorium Slytherinu. — Zapamiętaj. Po dwudziestej drugiej nie wolno nigdzie wychodzić poza pokój wspólny.

— Rozumiem, panie profesorze.

— Wspaniale! Spokojnej nocy.

Harry chwilę obserwował odchodzącego mistrza eliksirów ze zmarszczonym czołem. Był ciekaw czy i w tym czasie otrzyma zaproszenie do Klubu Ślimaka. Osobiście wolałby tego uniknąć. Niepotrzebne marnowanie czasu.

Chociaż, jeżeli chodzi o czas, to raczej miał go dużo.

Pokój wspólny był pełen uczniów. Nikomu nie przeszkadzała późna pora, ale przez te kilka tygodni zdołał się do tego przyzwyczaić. Ich opiekun wcale ich nie kontrolował. To było prywatne królestwo Ślizgonów.

Większość siódmego rocznika obserwowała jego przejście do sypialni. Nie przerwano rozmów, czy zabaw, jednak Potter doskonale mógł wyczuć ich wzrok wbity w jego plecy.

Severus jeszcze nie spał.

— Dlaczego nie jesteś z innymi w pokoju wspólnym?

— Są irytująco nudni. — Snape nie podniósł nawet głowy, gdy Harry zamykał za sobą drzwi.

Ślizgon zatopiony był w książce o... cóż, Harry nie był tym zaskoczony, gdy okazał się to tom o eliksirach.

— Czegoś szukasz?

— Ulepszonego eliksiru post-cruciatusowego. Niestety nikt się tym zbytnio nie interesuje, ponieważ to zaklęcie Niewybaczalne i mikstura nie była dotąd tak często potrzebna, tym bardziej wzmocniona wersja.

W Potterze znów coś drgnęło.

— Szukasz tego z jakiegoś powodu?

— Nie — odparł spokojnie Severus, odkładając książkę na pościel. — Lubię znać ulepszenia wszystkich mikstur. Jeśli takich nie ma, to mogę eksperymentować.

— Kochasz eliksiry, jak nic innego — stwierdził oczywisty fakt Harry, siadając na swoim łóżku.

— Podobają mi się, jak już. Ten dreszczyk zadowolenia, gdy udaje się go zrobić perfekcyjnie, albo jeszcze lepiej. No i nie ukrywajmy, to dochodowe zajęcie. Dwór mojej matki wymaga remontu, a to kosztuje, nawet w czarodziejskim świecie.

Doe uniósł brwi w zdziwieniu.

— Chcesz naprawić dom na Spinner End?

Snape w pierwszej chwili się spiął, w następnej westchnął ciężko.

— Cholerni Niewymowni — burknął.

— Wybacz.

— Wszystkich uczniów znasz tak dokładnie?

— Nie, ale niektórzy zapadają w pamięć.

— Bardzo dziękuję. Nie potrzebuję niczyjej litości.

Po tych słowach Severus zakończył rozmowę, odwracając się do Doe plecami i wracając do porzuconej lektury.

Ukrywanie prawdy stawało się dla Harry'ego coraz bardziej uciążliwe. Patrzył na zaczytanego Ślizgona sfrustrowany i przygnębiony. Nienawidził oszukiwać, zwłaszcza Snape'a. To nigdy nie wypalało na dłuższą metę.

— Nie jestem Niewymownym, Severusie — zdecydował się nagle.

Chłopak na drugim łóżku odwrócił się na plecy i spojrzał na niego.

— Nigdy nie byłem — ciągnął dalej Harry. — Znam cię z innego czasu. Przybyłem tu z przyszłości, przypadkowo uruchamiając jakieś zaklęcie, czy coś w tym stylu. Wiem tyle o tobie, bo spędziłem trochę czasu z twoją starszą wersją. Ja...

— Zamilcz! — Severus nawet nie podniósł głosu, a Harry i tak usłuchał.

Nie bardzo wiedział, czego spodziewać się po młodszym Snape'ie.