Klucz
Rozdział 5
Uczucia
Część pierwsza
Severus nareszcie się uspokoił i zaczął zachowywać się w miarę normalnie. Przynajmniej jak na Snape'a. Harry poświęcał większość czasu na śledzenie poczynań tutejszego Toma. Ten nie próżnował niestety. Lista ofiar z dnia na dzień rosła, doprowadzając Harry'ego do pewnego rodzaju niepokojącej depresji.
Coraz intensywniej myślał nad zniszczeniem posiadanych horkruksów. Przestało go już nawet martwić, że Pożoga jest tak bardzo niebezpieczna. Jeśli dokona tego, czego potrzebuje, to poniesie to ryzyko.
Problemem pozostawał sam paradoks działań w tym czasie i wpływ jego decyzji na przyszłość.
Jeśli teraz zginie, to jak będzie wyglądać jego życie w nowej alternatywie? Czy z niej będzie musiał także przybyć tutaj i znów umrzeć? Musiałby ponownie istnieć Tom, by się przeniósł. Ale on przecież chce go unicestwić teraz, więc nie będzie go potem, by zabić Potterów i naznaczyć niemowlę. Nie będzie łączącej go więzi, no i powodu, by tu wrócić. Czy może nowa alternatywa już nie będzie tego wymagać? Severus i wszyscy będą żyć tak, jak powinni - wolni i szczęśliwi. Przestanie istnieć ta alternatywa, z której pochodził. Brakowało mu Hermiony, z którą mógłby to zagadnienie przedyskutować, choć decyzji nie miał już zamiaru zmieniać.
Leżąc na brzuchu na łóżku, z końcówką pióra w ustach i myśląc nad esejem, przyglądał się Severusowi, który właśnie wrócił z laboratorium Slughorna. Obecny mistrz eliksirów pozwalał Severusowi korzystać z nich bez większego problemu.
Ślizgon przepakował wytworzone przez siebie mikstury do swojego kufra i zamknął je zaklęciem. Harry'emu mignęły tylko barwne buteleczki, niektóre mleczne, przypominające trochę te, w których starszy Severus przechowywał wspomnienia. Harry znał kilka eliksirów, które miały podobne barwy i wyrzucił wszystko z pamięci, gdy kilka z nich wylądowało mu tuż przed nosem.
― Ulepszony postcruciatus, przeciwbólowy oraz przeciwkrwotoczny. Noś je zawsze przy sobie, niezależnie gdzie wychodzisz.
Oczywiście wychodzenie raczej miało tylko jeden sens. Wizyty u Voldemorta.
― Dziękuję, Severusie.
― Nadal nie zdradzisz co planujesz? ― zapytał chłodno, odwracając się do niego plecami i szukając czego w swoim biurku.
― Nie. Przestań się tak zamartwiać. Co ma być, to będzie.
Harry usiadł na brzegu łóżka, by choć trochę Severus mniej nad nim górował, gdy znów się zbliżył.
― Wolałbym, by to będzie nie nastąpiło. Niepokoi mnie to.
― Nie powinno.
Zapadła na moment cisza.
Severus usiadł przy biurku, ale nadal nie spuszczał wzroku z Harry'ego. To ciemne spojrzenie przeszywało na wskroś.
― Naprawdę masz jakiś plan i nic nie przekona cię do jego zmiany? ― spytał po chwili.
― To jedyne wyjście ― odrzekł spokojnie Potter.
― Wiem, czuję to każdą częścią siebie. I to, że cena będzie ogromna.
― Nie przeszkadza mi to. ― Przynajmniej nie musiał kłamać. Naprawdę mu to przestało przeszkadzać.
― Nawet jeśli zginiesz?
― Nawet jeśli zginę ― westchnął cicho.
Snape był zbyt inteligentny, żeby nie wpaść i na to wyjście, pomimo niewiedzy na szczegóły planu Doe.
― Nie podoba mi się to.
― Wiem. Podjąłem już decyzję.
― Nie zmienisz jej, nawet gdy cię poproszę? ― Pytanie zadał szeptem, ale Harry je usłyszał.
Wstał i podszedł do Severusa. Uniósł jego twarz za podbródek, bo chłopak nie chciał na niego patrzeć.
― Zrobię to właśnie ze względu na ciebie, Severusie ― odpowiedział tak samo cicho i pochylił się.
Oczy Severusa rozszerzyły się, gdy te miękkie wargi dotknęły jego ust. Harry nie zmuszał go do niczego. Jego język delikatnie obrysował wargi i Severus uchylił usta, wpuszczając go głębiej.
Smak Pottera był nieziemski. Sapnął, gdy został lekko ugryziony. Złapał Harry'ego za biodra i przyciągnął bliżej. Ten zamruczał mu prosto w usta, a on odczuł to w każdym calu ciała jako cudowny, podniecający dreszcz.
― Jesteś niemożliwy ― mruknął, wsuwając dłoń pod koszulę Pottera.
Podobała mu się ta ochota drugiego chłopaka. Jego uległość także go fascynowała, chociaż widać było, że potrafił osiągnąć także swoje cele. Ciche pojękiwanie, gdy muskał twarde już sutki Harry'ego. Dreszcz, gdy przesunął paznokciami po skórze pleców. O tak, takie odruchy były zadowalające.
Zdjął mu koszulę przez głowę, nie przejmując się rozpinaniem guzików. Potter pozwalał mu na wszystko. Uchwyt na różdżkę, wraz z nią samą, wylądował na pobliskim łóżku.
W słabym świetle pochodni doskonale widać było blizny na torsie, ramionach, a nawet samych rekach Harry'ego. Mroczny Znak mógłby zdawać się być kolejną z nich. Jedna z większych, tuż nad serce, skupiła uwagę Severusa. Dotknął jej przy wtórze sapnięcia Doe.
― Nadal boli? ― zapytał go, słysząc tę reakcję.
― Reaguje na twoją magię. To ty ją zadałeś.
Harry przykrył jego dłoń swoją, gdy chciał ją cofnąć.
― Zraniłem cię?
― Wielokrotnie. ― W głosie Harry'ego w ogóle nie słychać było jakiegokolwiek zarzutu. ― Dzięki temu stałem się silniejszym. ― Severus zmarszczył brwi, a Harry zaśmiał się na ten wyraz twarzy. ― Uczyłeś mnie. Czasami zostawałem ranny, z powodu własnej nieuwagi. Zawsze mnie uleczyłeś.
― Ta blizna jest już stara. Ile lat miałeś, gdy...?
― To nieważne. Szkolenie przyniosło efekt, nadal żyję pomimo wszystkich stoczonych bitew.
― A teraz chcesz ten trud zniweczyć. ― Powrócili do wcześniejszego tematu.
― Wolę jak działasz niż gadasz ― mruknął Harry, kładąc dłoń na jego piersi. ― Akurat w tym jesteś najlepszy.
― Nie dopuszczasz mnie do swojego planu, więc nie mogę działać ― stwierdził chłodno, odsuwając się poza zasięg rąk.
― Severusie... ― westchnął zrezygnowany Doe. ― Jeden, jedyny raz mógłbyś odpuścić. Chcę...
Zamilkł w jednej chwili, widząc twarz Snape'a. W następnej sekundzie pięść Severusa uderzyła w słupek, wstrząsając całym baldachimem.
― Czy ty zawsze musisz myśleć tylko o innych, durny chłopaku? Nic się nie obchodzisz ty sam!
― Severusie...
― Milcz, nie skończyłem! Ciągle tylko słucham, jak to chcesz się poświęcić i mam tego po dziurki w nosie. Nic mnie nie obchodzą inni, nie pozwolę także, byś poświęcał się za mnie. Mam gdzieś Czarnego Pana i jego idee. Wolałbym zginąć uczciwą śmiercią niż przejść na jego stronę. Wybieram wolną śmierć niż niewolnicze życie. Nie pozwolę by ktoś, a już zwłaszcza ty, oddawał za mnie życie.
Harry chciałby żeby to było takie proste. Nie przerywał jednak Severusowi.
― Jedyne, co powinieneś, to pomyśleć o sobie. Szukać sposobu uwolnienia się od tego jarzma. ― Wskazał Znak. ― Czuję się przy tobie jakbym obserwował przygotowania do samobójstwa, a nie jakiejś walki.
Potter zaczynał rozumieć. Ścisnął pięści, opuścił głowę.
― Nie chcę na to patrzeć. To nie jest wyjście, Harry.
Gdy Severus użył jego imienia i to z całą troską w głosie, Harry uniósł głowę.
― Czy tobie na mnie zależy, Severusie? Wiem, że to, co zdradziłem o naszej przyszłości mogło wpłynąć na twoje uczucia, ale nie było to moim zamierzeniem.
Severus chwilę milczał, zastanawiając się.
― Nie wiem. Może. Sam nie rozumiem, co się ze mną dzieje. Wystarczy, że nie widzę cię w pobliżu i dostaję szału. Twoja obecność uspokaja mnie, nawet jeśli robisz coś tak nierozsądnego jak gonitwa za bazyliszkiem. Są takie chwile, że bicie serca rozsadza mi pierś. ― Złapał się za przód koszuli, nie odrywając oczu od Harry'ego . ― A ty tylko lekko się uśmiechnąłeś do mnie. W takich chwilach mam ochotę zamknąć cię gdzieś i wyrzucić klucz, by nie zrobić ci krzywdy swoją zaborczością.
― Nie zrobisz. ― Harry uśmiechnął się wyrozumiale.
― Tu są raczej sprzeczne tego dowody. ― Wskazał na blizny.
― To nie to samo, Severusie. Twoje uczucia nigdy mnie nie zraniły. Rozumiem jednak twój niepokój. Zrobię wszystko tak, byś nie cierpiał. To nigdy nie było moim zamiarem. Wybacz.
― Nie cierpiał?! ― Tym razem już się nie pohamował. ― Coś ty znów wymyślił?
Złapał Harry'ego za nadgarstki i przyszpilił do ściany. Zaraz potem jęknął zrezygnowany i puścił jego dłonie. Z ciężkim westchnienie oparł głowę na ramieniu Pottera.
― Zabijasz mnie.
Harry objął go i zaczął gładzić po plecach.
― Wiem, Severusie. Naprawdę jestem tego świadom.
Osunęli się po ścianie na podłogę. Harry uspokajająco tulił chłopaka, który drżał w jego ramionach, nie potrafiąc zapanować nad szarpiącymi go emocjami.
Trwali tak dłuższą chwilę, dopóki Snape nie wyczuł nagłego spięcia Pottera. Odsunął się i patrzył jak ten, z zamkniętymi oczami, opiera głowę o ścianę, zagryzając wargi.
― Zamorduję drania ― wywarczał Harry, wstając po minucie.
Gdy Potter zakładał z powrotem koszulę, Snape przygotowywał płaszcz, wkładając mu do kieszeni mikstury. Harry odebrał go i zachłannie pocałował zaskoczonego Ślizgona. Potem szybko opuścił dormitorium.
OOO
― Czego on znów chce? ― wysyczał Regulus, dołączając tuż przed polem aportacyjnym. ― Nie jestem jego służącym.
Harry prychnął.
― Nie, nie jesteś. Jesteś jego niewolnikiem.
Reguluj zmarszczył brwi i nic nie powiedział. Przenieśli się bez słowa na miejsce wezwania.
Harry rozglądnął się w końcu, by znaleźć jakieś znaki, które pozwoliłyby Albusowi odkryć, gdzie jest kryjówka Toma. Niestety dookoła posiadłości znajdowały się wysokie drzewa. Nawet sam budynek niewiele mówił Harry'emu. Może po zobaczeniu wspomnień Dumbledore skojarzy budowlę z miejscem.
Ruszyli do środka. Poza nim i Regulusem nie było nikogo z ich grupy wiekowej. Starsi śmierciożercy stali już przed Voldemortem. Harry rozpoznał Lucjusza oraz stojącą obok niego Bellatrix. Świerzbiła go ręka, by zabić ją tu i teraz. Zniweczyć mogło to jego dalsze plany. Tom mógłby zabić go teraz, a takiego obrotu sprawy nie chciał. Mogłaby wytworzyć kolejną alternatywę.
Voldemort przydzielił jakieś zadania śmierciożercom i nakazał odejść. Potter został z Regulusem sam na sam przed Tomem, który tylko przechadzał się. Nagle zatrzymał się przed Harrym.
― Jesteś bezużyteczny.
― Jestem taki dumny, że cię rozczarowałem ― odrzekł, zanim zdołał się powstrzymać.
Na to czekał Riddle. Odrobinę zdziwił tym Harry'ego, bo przecież nie potrzebował wymówki, by potraktować go Crucio. Uniósł się na rękach, gdy zaklęcie zostało zakończone.
― Na zwierzątko nadajesz się idealnie. Rozbawiasz mnie.
Kolejne zaklęcie ścięło Pottera z nóg, gdy chciał doskoczyć do przeciwnika.
― Jesteś taki przewidywalny, Doe. Wcale się nie dziwię samemu sobie, że trzymam cię dla zabawy. To żadna frajda cię po prostu zabić. To nawet nie porównywalne do zabicia natrętnego owada. Te przynajmniej starają się uciec. Ty natomiast przychodzisz tu jak pies, na zawołanie.
Zielone spojrzenie gromiło go spod grzywki. Tom zignorował go i tylko machnął ręką, mówiąc:
― Możesz iść. Dziś koniec zabaw ze zwierzaczkiem. ― Odwrócił się do drugiego chłopakiem. ― Podejdź, Black.
Voldemort cierpliwie czekał, aż Potter wyjdzie z sali, nim zaczął rozmowę z Regulusem.
Harry jednak zaczekał przed budynkiem. Aportowali się z powrotem pod szkołę. Harry szybko wypił eliksir od Severusa i się rozluźnił.
― Chory drań.
Nie miał ochoty jeszcze wracać do dormitorium. Oparł się o najbliższe drzewo i przymknął powieki.
― Domyślasz się może, po co Czarnemu Panu mój skrzat? ― zapytał nagle Regulus.
Harry drgnął. W jego głowie szybko przemknęło kilka fałszywych odpowiedzi.
― Prawdę mówiąc, doskonale wiem. Teraz musisz dokonać wyboru.
― Wyboru?
― Twój skrzat otrzyma pewien przedmiot od ukrycia. Jeśli to zrobi, wielu ludzi umrze, wliczając większość twojej rodziny.
― Skąd wiesz?
― Bo wiem wystarczająco dużo o tym potworze, by nie chcieć stać po jego stronie.
― Sprzeciwienie się Czarnemu Panu kończy się śmiercią.
― Śmierć to tylko furtka do kolejnej przygody. ― Nie chciał cytować dokładnie Dumbledore'a, tak na wszelki wypadek.
Regulus kucnął i schował głowę w ramionach.
― Co mam robić? Nie mogę zaryzykować życia swojej rodziny. Syriusz jest tak nieświadomy wszystkiego, co się dzieje.
― Mogę dać ci wybór.
