-A więc zaczynam i otwieram obrady nadzwyczajnej, bo...

-E, ty kartoflu kurna zapieprzaj swoim kugelwagenem, bo mój brat chce czekolady!

-Ale Roma...

-Ludwisiu-rzekł Dżermanilla-na jednej nodze po czekoladę dla pana, hym...

-Vargasa!

-A no tak!

-No ale po cholerę mu czekolada?

-No... yyyy... eeeee... no żesz.

-Braciszku, veee powiedzmy mu co znaleźliśmy!

-Nie kurna!

-Co znaleźliście? Czy to coś ważnego-spytał Arthur.

-Eee... yyyy... eyeyeyeyyeyeye... dajcie mi i Felicjano 5 minut!

Bracia Vargas wyszli. Lovino zdzielił brata po głowie.

-Łeee, a to za co?

-Kretynie nie możemy im powiedzieć o lustrze! Tak be te wu ta lasia uciekła!

-Niemożliwe Roma!

-Musiałaby być cyborgiem, żeby tyle płakać!

-Ale... jak?

-Oknem imbecylu, oknem!

-Chłopcy, coś się dzieje?

To była Lili Zwilingi. Metr pięćdziesiąt cukru i zero cycków, jak to ją skwitował kiedyś Gilbert, za co dostał od Szwajcara w krocze... Nevermind.

-Lilka wracaj na salę-krzyknął Romano.

-Boję się o Tino, wysłał mi takiego sms-a, ale go nie rozumiem.

Lovino i Felicjano skoczyli i zerknęli na ekran telefonu nastolatki. Mianowicie było tam niewiele do oglądania, oprócz krótkiego sms-a.

Od:Tino

Do:Lili

Temat:XYZ

Treść:Helfen Sie mir!

-O kurna...-rzekł Włoszek.