- Musimy zdążyć! Musimy!

A stali oni na lotnisku Berlin Schonefeld. No nie dziwota, że stali. Przecież loty były odwołane. Nie dziwota też, że w Jozinie wszystko się gotowało. Feliks "początkujący idiota" Łukasiewicz wyszedł z miotłą i zaczął zamiatać pas lotniska.

- Misia trzym mnie, bo...
- Jozin, Jozin, lepiej, aby Felek zajął się tym, niż gdyby miał się z tobą bić.
- Miśka...
- Tak, wiem Czecszku, kochasz mnie - rzekła Michaela i puściła szelmowskie oko do eks-męża. Często bawił ją spór Jozina i Feliksa o Zaolzie.
- No dobrze, rzekł Dżermanilla - jak się dostatć do... do...
- Finlandii!
- Czołgiem - rzekł pojawiając się znikąd Felek.
- Skąd weźmiesz debilu czołg - spytał z przekąsem Czechy.
- Proste! W 1945 roku byłem tu wieloma czołgami. Możliwe, że jakiś się ostał jeszcze, o ile ta pruska zaraza mi go nie zniszczyła!
- Przecież czołg to nie auto! Gilbert go nie tknie - rzekła Michaela.

Polska odetchnął z ulgą, kiedy usłyszał zapewnienia Słowacji, że nic z jego czołgiem stać się nie mogło. Do momentu, kiedy zobaczył stojący w kącie czołg. Jego czołg. Ten sam, którym wjechał do Berlina w 1945 roku. Był zmieniony w kwietnik. Na czołgu widniał też napis "Gilbert tu był".

- No Pruseł! Ja ci jeszcze pokażę!
- Brzmisz jak Iwan - rzekł z przekąsem Jozin.
- Sto dwadzieścia trzy lata zaborów i PRL zrobiły swoje, hehe - zaśmiała się Michaela.
- Ja... ja tę pruską gnidę spolonizuję!
- No ale nie ma takiego państwa jak Prusy - rzekł Alfred - a ja jestem takim hero, że odnowię wam ten czołg!
- Alfie, super ładnie pięknie - rzekła Słowacja - ale my potrzebujemy tego czołgu na już zaraz.
- Germanio, co ten młodzieniec robi - spytał z szokowaną miną Rzym.
- Jozin, patrz - krzyknęła Słowacja.
- Polak potrafi. Choć raz w życiu jestem dumny z brata - rzekł poważnie Havel.

Feliks nie chciał czekać. Nie mógł. Sto dwadzieścia trzy lata czekał na niepodległość, na czołg nie będzie czekać w nieskończoność na czołg. Wyciągnął z płaszcza podręczny miotacz ognia. Byłej Czechosłowacji ten fakt nie zdziwił. Zaś Rzym i Germania byli zdziwieni do granic możliwości. W ich epoce miotaczy ognia nie było.

- No Pruseł... Don't dorget it again... oh no...

Polsza przybrał minę na Horatio Caina, założył okulary na nos i udawał, że jest z Miami.

- Nie wydurniaj się kretynie!
- No to jazda czołgiem na Finladnię - zarządziła Michaela.
- Okej - odparli mężczyźni czując, że lepiej jej się nie sprzeciwiać.

I pojechali.