- Czyli to, komu udało się uciec od Włoszków to seryjny morderca, da - zapytała się przerażona Olena.
- No chyba. Nie wiem. Ej, a to co to - wyjąkał z siebie zmęczony całą tą dziwną sytuacją Arthur.

Na horyzoncie ukazał się czołg. Na jego rufie siedziała jasnowłosa istota, która śpiewała na całe gardło coś o deszczach niespokojnych. Mógł to być tylko i wyłącznie Polska, o czym mogły świadczyć wymyślne niemieckie przezwiska stosowane przez stojącego obok Anglii mężczyznę z białymi włosami, który mógł być tylko i wyłącznie Gilbertem. Najwidoczniej nie orientował się w tym, co się działo w jego świecie.

- Polen, ruska mendo, co niezagilbistego odwalasz - wywrzeszczał Prusy.
- Pruseł. ty krzyżacka zakało, jadę czołgiem kurde balans - odrzyczał Polska.
- To widzę, ale skąd wziąłeś czołg?
- Z Schönefeld - wykrzyczał z dumą w głosie Feliks.
- Scheiße Polen! Niech cię szlag!

Tempo z jakim zbliżał się Łukasiewicz i to, jakie dźwięki wydawał naprawiony naprędce czołg spotęgowało mroczność wydawanego przez mężczyznę dźwięku, który można podciągnąć pod śmiech.

- A co, nie mówiłem, że czołgiem będzie szybciej - spytał się Feliks zeskakując z pojazdu.

Arthur zastanawiał się, kogo pytał się blondyn. Zaczął rozglądać się, gdzie jest reszta ekipy, która towarzyszyła Polsce w wyprawie, jednak z pojazdu zaczęła wydobywać się cała ekipa. Kirklanda jakoś to nie zdziwiło. Już w latach czterdziestych okazywało się, jak bardzo dobrze Feliks potrafił organizować małe przestrzenie. Spojrzał jednak badawczo na Starożytną Grecję, która obserwowała Gilberta.

- Żeby tylko nim tak nie miotało, jak Zeus miotał Hadesem - zrzekła zmartwiona Atena widząc, jak bardzo wściekły jest albinos.

Atmosfera zgęstniała, a chłód panujący na dworze dał się wszystkim we znaki. Panująca cisza dudniła im w uszach, zaś żadne z nich nie wnosiło żadnych wniosków. Było słychać nawet, jak stygł silnik w czołgu, kiedy nagle odezwał się czyjś telefon. Ten telefon jako dzwonek miał ustawiony nietypowy utwór. Dziesięciogodzinny remiks utworu o uroczym tytule Konfucjusz.

- No nie, Yao, nie mów, że na dzwonek ustawiłeś sobie to coś - spytał zdegustowany Eduard. Sam miał ustawiony jako sygnał połączenia przychodzącego Nyana Cata.
- Owszem, mam, aru! Nie pasuje ci coś aru - rzekł zirytowany Yao.
- Niby nie - stwierdził Eduard - tylko kto się dobija?
- Rosja na linii, aru - rzekł Chiny.
- Daj na głośnomówiący - rozkazał Ludwig. - Iwan, Iwan, melduj.
- Nie uwierzycie towarzyszu, ale znaleźliśmy ją - rzekł uradowany Bragiński.
- Kogo?
- Tę dziewczynkę, która zwiała Włoszkom. Twierdzi, że to Finladnia - powiedział z całą prostotą Iwan.
- Ale jak niby - wrzasnął do słuchawki słuchawki zdziwiony Arthur, który zaczął przetrawiać informacje.
- Chyba wiem, moje dzieci, jaka jest prawda - rzekł Marek Winicjusz, jakby doznał olśnienia - słyszeliście kiedykolwiek legendę o lustrze - spojrzał po zebranych i zauważył, że nawet Chiny nie znał tej historii - postaram się ją opowiedzieć w skrócie. Tymczasem przekażcie przez te urządzenie Iwanowi, żeby zachował spokój.