Obudził się z okropnym, pulsującym bólem głowy, który zdawał się rozsadzać mu czaszkę. Krzywiąc się i wstrzymując falę mdłości, która go ogarnęła, gdy tylko zaczął się podnosić z ziemi, rozejrzał się wokoło. Choć na zewnątrz zaszło już słońce i jedynym źródłem oświetlenia w pomieszczeniu był blask miejskich neonów i świateł wpadający przez wielkie szyby, Loki mógł bez wahania stwierdzić, że nadal znajduje się w wieży Tony'ego Starka. Oparł się dłonią o ziemię i poczuł jak jego palce zanurzają się w lepkiej cieczy. Zmrużył oczy, przyglądając się substancji pokrywającej dywan, na którym przed chwilą leżał. Wyglądała i pachniała jak krew. Odruchowo podniósł dłoń i dotknął bolesne miejsce na głowie. Pozlepiane krwią włosy były jednoznacznym i ostatecznym dowodem na to, że odniósł dość poważny uraz, jednak szorstka, pokryta strupami powierzchnia rany świadczyła o tym, że ktoś się nią zajął – najprawdopodobniej zdezynfekował ją i wysuszył. Loki zmarszczył brwi. To nie miało sensu.

Powoli wstał i lekko chwiejąc się na nogach, ruszył w stronę okien. Ile czasu przeleżał na dywanie? Ciemność za szybami podpowiadała mu, że sporo – co najmniej kilka godzin. Światła policyjnych syren błyszczały to tu, to tam, nakrapiając szerokie arterie komunikacyjne niebiesko-czerwonymi plamami. Poza pomarańczowymi jęzorami ognia pełznącymi po ścianie jednego z budynków, były one jedynym widocznym w ciemnościach dowodem na to, że kilka godzin wcześniej Nowy Jork pełnił rolę ogromnego pola walki.

Bóg kłamstw wbił wzrok w granatowe, nieprzeniknione niebo. Ani śladu portalu otworzonego dla armii Chitauri. Zamknął oczy. Porażka bolała. Gdyby nie ta idiotyczna maszyna Starka i utrata przytomności, wszystko potoczyłoby się inaczej – pokonałby Avengersów, poprowadził armię ku zwycięstwu i zapanował nad Nowym Jorkiem a wkrótce i nad całą Ziemią. Jak mógł dać się tak podejść? To koniec, pomyślał. Wściekły z bezsilności, nienawiści i bólu, uderzył pięścią w szybę. Wiązka pęknięć, która pojawiła się na szkle przypominała rozgałęzione drzewo.

- Ej, ej! Tylko bez takich, czarnowłosy. – Zmęczony, ale lekko rozbawiony głos za jego plecami oznajmił przybycie Starka. – Nie mam czasu na wymianę szyb.

Loki odwrócił się i zmrużył oczy. Obok Tony'ego stali Nick Fury i Thor, który miał przygnębioną, zbolałą minę. Pokryty purpurową mazią, prawdopodobnie krwią Chitauri, Mjöllnir, wydawał się trząść w rozedrganej dłoni boga burz.

- To koniec, Loki. – Fury skrzyżował ręce na piersi i zmierzył czarnowłose bóstwo groźnym spojrzeniem. – Poddaj się a nic ci się nie stanie.

W pomieszczeniu rozległ się śmiech boga kłamstw. Głośny, gorzki. Mężczyzna położył dłoń na szybie znajdującej się tuż za jego plecami. Na jego ustach tańczył delikatny, kpiący uśmiech.

- Chyba będziesz zmuszony wymienić tę szybę, Stark – rzucił.

- Hę? – Tony przekrzywił głowę, po czym zerknął na Fury'ego. Na jego czole dostrzegł małe kropelki potu – oznakę tego, że mężczyzna zaczął się denerwować.

Tknięty złym przeczuciem Thor, zrobił krok do przodu i w uspokajającym geście wyciągnął dłoń do swego przybranego brata.

- Loki, odejdź od okna! – powiedział. Przed oczami stanęło mu wspomnienie, które od dawna pragnął wymazać ze swojej pamięci. Zamrugał, chcąc je odpędzić, i odwrócił się w stronę oszołomionego Starka. Mężczyzna odwzajemnił jego spojrzenie i po krótkiej chwili kiwnął głową. Aby upewnić się, że Jarvis jest w stanie gotowości w razie ewentualnych wybryków boga kłamstw, zaczął wciskać czarne klawisze na swoim zegarku elektronicznym.

- Trzeba było mnie dobić, a nie zajmować się moją głową! – krzyknął w stronę Starka Loki.

Cisza, która zapadła w pomieszczeniu tuż po jego słowach była ciężka od napięcia. Mężczyzna przejechał dłonią po chłodniej powierzchni szkła, westchnął i po dłuższej chwili zastanowienia, w czasie której nikt nie odważył się nic powiedzieć, czy zrobić, odsunął się od szyby. Fury, Stark i Thor odetchnęli z ulgą.

- Kiedy to takie niehumanitarne – przełamał ciszę Tony. Wywrócił oczami i rozłożył ręce w parodii dramatycznego gestu. – A tak serio, nie mnie podejmować decyzje dotyczące twej osoby. W sytuacji otwartego starcia miałem za zadanie jedynie cię unieszkodliwić i poczekać na przybycie tych dwóch. – Wskazał na Thora a potem na Fury'ego. – Trochę im zajęło ogarnięcie bałaganu, który narobiłeś a jako, że nie jestem zbyt skłonny wierzyć plotkom o waszej nieśmiertelności – tu wykonał palcami cudzysłów w powietrzu - musiałem się zająć twoją głową. Nie schlebiaj sobie i nie myśl, że zrobiłem to z litości, czy miłości do ciebie, Jelonku. To raczej zwykła troska o własny tyłek. Gdyby ci dwaj tu przyszli i zobaczyli, że zdążyłeś zrobić kaput… – zagwizdał. – Rozumiesz?

Nie, nie rozumiał. Zrozumienie słowotoku Tony'ego Starka bywało ciężkim zadaniem dla Ziemian, a co dopiero dla „turysty".

Thor odchrząknął i skierował oczy na Fury'ego. W jego spojrzeniu było coś nieugiętego i ostatecznego.

- Rozumiem, że podjąłeś już decyzję i nie udostępnisz go nam nawet na kilka dni eksperymentów? – spytał Fury.

Thor pokręcił głową.

- Niech i tak będzie. Choć ciężko mi to rzec, jest twój – westchnął dyrektor.

Bóg burz podszedł do swojego brata.

- Obiecuję ci, że będziesz miał sprawiedliwy proces, Loki. - Położył dłoń na jego ramieniu i uśmiechnął się mimo bolesnego ucisku w klatce piersiowej.

Bóg kłamstw prychnął i wyciągnął przed siebie dłonie, odwróciwszy głowę od brata. Fury skuł mu nadgarstki i spojrzał porozumiewawczo na Thora.

- Wyciszyć go?

- Nie, to nie będzie konieczne. Prawda, Loki?

Bóg psot nie odpowiedział. Nie potrzebował „litościwiej" pomocy w zachowaniu resztek godności jakie mu pozostały. Nie czekając na odpowiedź, Thor pociągnął go za kajdanki i wraz z Furym ruszyli do drzwi windy.

- Miło było cię poznać, Rogaty – rzucił Stark.

Spojrzenie, które mu posłał bóg mroziło.

Gdy drzwi się zasunęły i winda zaczęła jechać w dół, Tony głośno wypuścił powietrze z płuc. Miał nadzieję, że było to jego pierwsze i ostatnie spotkanie z Lokim, bóstwem kłamstw.