Tony Stark nie był pewien czy sprzęt, który właśnie ukończył konstruować, miał w ogóle jakąkolwiek rację bytu. Na pierwszy rzut oka wszystko było w porządku – każdy element układanki znajdował się w odpowiednim miejscu, odczyty się zgadzały a dwie okrągłe lampki paliły jasnym, zielonym światłem. Mimo tego, Stark miał zbyt duże doświadczenie w zakresie budowy różnych maszyn, by uwierzyć w to, że już za pierwszym uruchomieniem jego wynalazek będzie działał bezbłędnie.
Odłożył na stół śrubokręt, zrobił kilka kroków w tył i przyjrzał się krytycznym okiem całej konstrukcji. Wygląda nieźle, pomyślał.
Gdyby miesiąc temu ktoś mu powiedział, że uda mu się zbudować maszynę do podróżowania między światami, zaśmiałby się i określił tę osobę jednym jakże dźwięcznym i wymownym słowem: „czubek". Pomysł podróży międzywymiarowej wydawał się tak szalony, że nawet on – Tony Stark - słynny bogacz i geniusz, musiał przyznać, iż jest on niemożliwy w realizacji. Jego przekonania uległy jednak drastycznej zmianie kilkadziesiąt dni temu, gdy Loki postanowił zaatakować Ziemię. Duma i chęć zaistnienia, który tkwiły w bogu, niezwykle pomogły Starkowi w konstrukcji „Skoczka", jak zwykł nazywać swój wynalazek. Portal otwarty tuż przy jego wieży i sprzęt pozostawiony na dachu przez doktora Selviga okazały się nieocenione w badaniach nad konstrukcją własnej maszyny do podróży między światami.
Tony wytarł dłonie szmatą zwisającą u swych spodni i uśmiechnął się sam do siebie. Został tylko jeden ostatni krok – sprawdzenie czy jego dzieło rzeczywiście działa.
Choć na brak warunków nie mógł narzekać - cela, w której się znajdował była przestronna i jasna – istniało coś, czego brakowało mu bardziej niż cokolwiek innego, a co było poza jego zasięgiem. Nigdy nie przyznałby tego otwarcie, przy wszystkich, ale cierpiał z powodu braku kontaktów z ludźmi. Od małego lubił spędzać czas z dala od innych, jednak miesiąc bez możliwości rozmowy doskwierał nawet jemu, jednemu z największych samotników jakich widział Asgard.
Loki przerzucił kartkę wyjątkowo nudnej książki, którą męczył już od kilku dni i zapatrzył się w dal. Nikt, zupełnie nikt, nie przyszedł odwiedzić go podczas jego pobytu w zamknięciu. Odkąd strażnicy wepchnęli go do celi, nie widział żadnego członka swojej „rodziny". Nawet Frigga, która wydawała mu się najbliższa, nie fatygowała się z odwiedzinami. I dobrze, myślał niejednokrotnie, przekonując sam siebie, że mu nie zależy. Niestety nieprzyjemny, zdradliwy ścisk w „dołku", który pojawiał się za każdym razem, gdy usiłował narzucić sobie pewien tok rozumowania, nie pozostawiał złudzeń.
Odłożył książkę i zaczął krążyć po pomieszczeniu. Od kilku dni jego świadomość nawiedzało pytanie o to co się teraz z nim stanie. Nie wierzył w to, że karą nałożoną przez Odyna będzie wieczność spędzona w celi. Nie, byłby to za mało dotkliwy wyrok. Za zdradę stanu i próbę zawładnięcia innym światem mogła go czekać tylko śmierć. Dlaczego jednak tak długo zwlekano z egzekucją? Tego Loki nie mógł zrozumieć.
Gdy usłyszał odgłos zbliżających się kroków, nawet się nie zatrzymał. To na pewno tylko strażnicy niosący mu jedzenie. Znowu powie im, że nie jest głodny a oni, nie zważając na jego słowa, zostawią tacę i odejdą, nie siląc się nawet na jedno zdanie w odpowiedzi.
Tupot ciężkich butów stał się głośniejszy i kiedy zza rogu wyszło dwóch uzbrojonych strażników, Loki wypuścił trzymane w płucach powietrze. Czy to z ulgi, czy z rozczarowania – trudno powiedzieć.
- Nie za wcześnie na jedzenie? Jadłem trzy godziny temu. Och, czyż nie wzruszające jest to jak się o mnie troszczą tam na górze? – zakpił. Oczywiście nie spodziewał się żadnej odpowiedzi. Mówił tylko po to, żeby otworzyć usta i nie zwariować. Nic więc dziwnego, że jego oczy urosły do rozmiarów talerzy, gdy odezwał się stojący na przedzie strażnik.
- Pan cię wzywa. Pójdziesz z nami.
Mężczyzna pociągnął za złocistą dźwignię znajdującą się na ścianie obok celi. Szyba, która oddzielała go od boga, rozbłysła, po czym rozsunęła się i strażnicy weszli do środka. Zszokowany Loki nawet nie oponował, gdy na nadgarstkach zatrzaśnięto mu ciężkie kajdany a następnie powleczono korytarzem, ku sali tronowej.
Sposób w jaki patrzyła na niego asgardzka arystokracja zgromadzona w komnacie sprawiał, że go mdliło. Pogarda i obrzydzenie widoczne w ich oczach zdawały się wwiercać w jego duszę i docierać do jej najskrytszych zakamarków.
Przełknął ślinę, wyprostował się i wbił wzrok w siedzącego na tronie Odyna, obok którego stał ponury, zamyślony Thor.
- Decyzja dotycząca twego wyroku została podjęta, Loki – rzekł król. Jego pomarszczona twarz nie wyrażała żadnej emocji. – Twą karą będzie pozbawienie magicznych zdolności oraz – mężczyzna spojrzał na Thora, który odwrócił wzrok – całkowite wyciszenie.
Po sali rozległ się pomruk.
- Słucham? – Bóg kłamstw zmarszczył brwi. – Co to ma znaczyć?
- A cóż, twoim zdaniem, oznacza wyciszenie? – Odyn zacisnął palce na swej włóczni. Gdy nie otrzymał odpowiedzi, kontynuował.
- Twoje struny głosowe zostaną wycięte.
Pomruk zamienił się w głośne okrzyki zdziwienia.
- Co takiego?! – Pełen goryczy i złości głos Lokiego przeszył powietrze niczym strzała. Zapatrzony w ziemię Thor drgnął. – Chcesz mnie pozbawić głosu?! – Ugięły się pod nim nogi. Stojący obok strażnik musiał pociągnąć za łańcuch doczepiony do jego kajdan, by przywrócić go do pionu.
- Tak, głosu i magii. Tylko wtedy będę mieć pewność, że już nigdy nie będziesz nikim manipulował.
Loki nie wiedział co powiedzieć. Frustracja i ból, które wezbrały w jego klatce piersiowej, nie miały granic. Miał spędzić resztę swojego życia będąc niemym? Odyn był okrutniejszy niż sądził. Pozbawić go czegoś tak dla niego ważnego. Kłamstwa, słowa, manipulacja były istotą jego życia, substancją, która tkała całą jego osobę, całe jego zachowanie, otoczenie. Tak tworzył i budował swój świat, na tym po części opierała się jego magia. Bez tego nic nie miało sensu.
- I co potem? Co potem ze mną zrobisz? – wydusił z siebie.
- To na razie nie jest istotne.
Loki wydał z siebie coś co miało być prychnięciem a zabrzmiało jak bolesny jęk.
- To nigdy nie było istotne, prawda? JA nigdy nie byłem istotny.
- Tego nie powiedziałem. – Odyn pochylił się lekko do przodu i rzucił strażnikom przelotne spojrzenie. – Zabierzcie jeńca do ambulatorium. Jeśli wykaże chęci, możecie go po drodze zaprowadzić do komnat Friggi, by miał szansę ostatni raz z nią porozmawiać.
- I tyle? Tylko tyle masz mi do powiedzenia?! – Loki wyrwał się do przodu, ale zanim zdążył pokonać przestrzeń dzielącą go od tronu, strażnik pociągnął za łańcuch.
Odyn nic nie powiedział. Wstał i położył dłoń na ramieniu swego pierworodnego syna.
Jeden ze strażników pociągnął Lokiego, drugi złapał go za przedramię, usiłując odwrócić go w kierunku wyjścia z sali.
W ostatnim przypływie złości i naiwnego żalu, bóg kłamstw wyszarpnął rękę i krzyknął w stronę króla i Thora:
- Nienawidzę was!
Potem opuściły go wszystkie siły, zupełnie jakby ktoś go przekuł i spuścił z niego wszystkie dręczące go emocje. Odwrócił się na pięcie i dał się zawlec do wyjścia.
