Trochę kazałam wam czekać. Nieco ponad rok na drugi, bardzo krótki rozdział. Dokładnie rok i trzy miesiące. Wybaczycie, prawda?
Na swoją obronę dodam, że przeżywałam kryzys twórczy w związku z tą historią, bo mi się koncepcja rozpadła na cztery różne po przeczytaniu pewnego komentarza.

Zatem - Foolish Clown, możesz sobie pogratulować wprowadzania chaosu ;D Nie zdradzę nic a nic z dalszej fabuły, ale mam nadzieję, że wszystkich zaskoczy. Bardzo dziękuję za Twój komentarz, bo dzięki Tobie zauważyłam nieosiągalny dla mnie dotąd potencjał Grimma ;

Leukonoe, Sakuja 3 - Wam również serdecznie dziękuję za motywujące komentarze. I raz jeszcze przepraszam, że tyle kazałam wszystkim czekać.

Jak zwykle - niebetowane, za błędy przepraszam.

Enjoy~!


Trzy pary oczu wlepiały się we mnie z intensywnością, która niemalże sprawiała, że było to niekomfortowe. Dodam, że wlepiały się we mnie w kompletnej ciszy. Ale ta po chwili została przerwana, przez dzieciaka z włosami tak radioaktywnie pomarańczowymi, że ojciec chyba musiał codziennie nacierać go uranem. Przez chwilę rozkoszowałem się wizją talku dla niemowląt z żółtą naklejką w kształcie trójkąta z niedojebanym kółkiem w środku...

- Ty nie jesteś pantera. Idź sobie stąd.

Dafaq? To robi się gówniarzowi łaskę, przychodzi się go pilnować, rezygnuje ze swoich pasjonujących planów, a taki prypeć mówi ci 'ić zobie ztont'? No jego, kurwa, niedoczekanie!

- Ty musisz być Ichigo – powiedziałem najłagodniej jak się dało. Na wszelki wypadek unikałem uśmiechu, nie chcę, żeby narobił w majtki, bo to JA będę musiał to sprzątać. – A wy jesteście Yuzu i Karin, tak? – spojrzałem na dziewczynki, a te kiwnęły głowami. Bogowie dziękuję, że udało mi się zapamiętać imiona. Tylko która to Yuzu, a która Karin? Meh, wyjdzie w praniu – Widzicie, nie wiem, czy wasi rodzice wam mówili, ale moja siostrzyczka nie mogła dziś przyjść, żeby się wami zająć, dlatego przysłała mnie na zastępstwo.

- A co jej jest? – zapytała czarnowłosa istotka podchodząc krok, dosłownie krok, bliżej.

- Jest...chora – a jak wrócę do domu będzie martwa, dokończyłem w myślach. Dzieciaczki chyba zaczaiły atmosferę grozy, bo broda tej jasnowłosej, stojącej w środku zaczęła się trząść.

- Ja nie chcę żeby była chora. I żeby umarła. I wtedy już nigdy do nas nie przyjdzie. I nie będzie nas pilnować. Ja nieeeee chcęęęęę...

Szok i niedowierzanie. Jak trzyletni gówniarz mógł połączyć chorobę ze śmiercią i wieczną samotnością? Cym oni karmią wasze młode umysły! A, no tak, przypomniałem sobie, ojciec lekarz.

No właśnie, kurwa! Ojciec lekarz! Tyle mu pacjentów zmarło, że dzieci przestały wierzyć w skuteczność współczesnej medycyny?!

Zanim zdążyłem zareagować poczułem ból w okolicach kostki, a może bardziej piszczeli. Nigdy nie byłem szczególnie dobry z anatomii.

- Patrz cóżeś narobił, głupi. – Truskaw zmierzył mnie nienawistnym spojrzeniem i zwrócił się do siostry – Już dobrze Yuzu, to pewnie tylko przeziębienie. Wyzdrowieje , przyjdzie się z nami bawić i już nie będziesz musiała znosić tego idioty – przy tych słowach wskazał na mnie. No kuźwa. Gówniarz się doigrał.

- Panterce nic nie jest. To tylko lekkie przeziębienie, nie chciała, żebyście się też zarazili. – łagodny ton, Grimm, łagodny ton to klucz do sukcesu! – Wygrzeje się w ciepłym łóżeczku, wypije herbatkę, którą jej zostawiłem – tak, masz rację, okłamuj dzieci, będziesz się smażył w piekle – zje rosół, porządnie się wyśpi i będzie jak nowo narodzona. Nawet wysokiej gorączki nie ma. – Poklepałem dziewczynkę po głowie tak, że jej się te wątłe kucyki zatrzęsły. Popatrzyła na mnie z taką nadzieją, że aż mi się głupio zrobiło, że zamknąłem siorkę w szafie. Znaczy, pewnie już się wydostała, ale jakieś ukłucie niepokoju prześlizgnęło mi się pod skórą pod tym spojrzeniem. Ichigo przeszywał mnie takim wzrokiem, jakby chciał mnie na miejscu zabić.

- Jak ty w ogóle masz na imię, co? – spytał podejrzliwie. To mnie zdziwiło. Nie przedstawiłem im się? Czy gówniarz miał to w dupie i chciał mi to pokazać? Co, gnojku, teraz będziesz o to pytał co pół godziny?

- Grimmjow. Grimmjow Jeagerjaques, lat dwadzieścia i cztery, rozmiar buta czterdzieści i dwa. Wzrost, jak widać, metr osiemdziesiąt sześć. Osiemdziesiąt kilogramów czystej zaje...dwabistości – opanowałem się w ostatnim momencie. Nie mogę przeklinać przy dzieciach, nawet jeśli 'zajebistość ' nie kwalifikuje się w moim słowniku jako przekleństwo. Demoralizacją młodzieży zajmiesz się później, Grimm. - Chcesz wiedzieć coś jeszcze?

Odpowiedziała mi wielce wymowna cisza, ale...

Coś się zmieniło. Czarnowłosa chichotała, tarzając się po podłodze, ocierając łzy rozbawienia. Ta, która przed chwilą płakała nad stanem Pantery...jak je było? Karin? Nie, Yuzu! Właśnie, Yuzu stała teraz z otwartą buzią i patrzyła to na mnie to na pomarańczaka, a sam pomarańczak...

Spiekł buraka.


Mam nadzieję, że na kolejny rozdział nie będziecie musieli tyle czekać.

Przypominam, że komentarze są mile widziane.

Nawet te wprowadzające chaos.
Tak, zwłaszcza takie, bo otwierają mi szerzej paczałki ;3