Jechali znowu zapomnianym traktem. Kałuże zaczęły wysychać, tworząc grząskie koleiny. Trzeba było uważać, żeby koń lub kuc nie pośliznął się. Droga była męcząca dla wędrującej kompanii i Thorin postanowił przenocować w opuszczonej chacie. Irrina obejrzała chatkę. Przed dwoma miesiącami mieszkał tutaj farmer z rodziną. Obecnie zagroda była kupą gruzów. Nie spodobało jej się to i zwróciła uwagę Gandalfowi. Czarodziej przyjrzał się ruinom i przyznał rację dziewczynie. Teraz trzeba było tylko pomówić z Thorinem. Gandalf chciał omówić z nim jeszcze jedną sprawę. Oddalili się więc od kompanii. Irrina obserwowała rozmowę z daleka. Wiedziała, że Thorin uparł się na zanocowanie w tym miejscu i nie odpuści. Drugą sprawą zapewne było odwiedzenie Imladris. Bilbo towarzyszył Bomburowi w przygotowywaniu posiłków. Kili i Fili poszli pilnować koni i kucy. Dziewczyna poczuła się samotna. Usiadła koło ogromnego dębu, oparła się plecami o pień i owinęła szczelniej płaszczem. Zamknęła oczy i zaczęła nucić elficką melodię, kiedy usłyszała, że ktoś podchodzi. Nie otworzyła oczu, bo pomyślała, że to może któryś z młodszych krasnoludów. Nie otwierając oczu zaczęła śpiewać we wspólnej mowie.


- Jeśli chcesz mnie raczyć opowieściami o elfach i ich poświęceniu, to trafiłaś na złą osobę. – usłyszała zdegustowany głos Thorina, otworzyła oczy ze zdumienia.

- Myślałam, że to któryś z twoich siostrzeńców lub pan Baggins. – odpowiedziała.

- Nie życzę sobie, żebyś napychała głowy Kiliego i Filiego bzdurnymi opowieściami, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

- Ale przecież są prawdziwe.- broniła się Irrina.

- Skąd możesz to wiedzieć? Elfy nie są zdolne do takich poświęceń i nigdy nie będą. Co do miłości między dwiema rasami, to też w to szczerze wątpię. Mam nadzieję, że nie marzy ci się zostanie księżniczką Ereboru.

-Co?! Jak śmiesz coś takiego insynuować?! Myślisz, że skoro jesteś królem, to możesz pomiatać innymi? O siebie się nie musisz bać. Nie wiem czy jakakolwiek kobieta chciałaby za męża tak okropnego potwora. Zamiast serca masz kawałek żelaza. – wykrzyczała te słowa z całą mocą. Chciała go zranić i odpłacić się tym samym znieważeniem, ale Thorin wydawał się być nieczuły na jej obelgi. Uciekła w stronę kucy, chciała zabrać swojego konia i pognać w nieznane. Zauważyła, że nie ma nigdzie Gandalfa. Podeszła do Kiliego i Filiego.

- Gdzie jest Gandalf i pan Baggins? – zapytała.

- Gandalf nas zostawił. Poszedł porozmawiać z kimś kto gada z sensem. Czyli sam ze sobą. – powiedział szczerząc zęby Kili.

- No cóż. Ma rację. A Bilbo? – krasnoludy wydawały się zmieszane.

- No dalej chłopcy… Co nabroiliście tym razem? – droczyła się z nimi, ale na widok ich poważnych min zaprzestała żartów.

- Bilbo poszedł ratować kuce. Trolle je porwały. – powiedział niemal szeptem Fili.

- Musimy mu pomóc. Trolle są głupie i powolne, ale trzeba uważać.

- Nie będziesz na nas krzyczeć? – spytał Kili.

- A dlaczego miałabym to robić?

-Thorin zawsze wpada w złość jak coś zrobimy źle.

- Nie jestem waszym wujem. No dalej. Pośpieszcie się. Biedny pan Baggins na pewno umiera ze strachu.

- Powiemy Thorinowi? – zapytał Fili.

- Nie, po co go martwić? – powiedziała Irrina.

- Czy to aby dobry pomysł? Wuj wścieknie się, że głupio ryzykujemy.

-Dobra to idźcie mu powiedzieć, a ja pójdę pomóc Bagginsowi.

Irrina zaczęła skradać się w stronę obozowiska. Zobaczyła Bilba i mu pomachała. Dostrzegł ją i skinął głową na znak zrozumienia. Oboje usłyszeli rozmowę trolli.

- Wczoraj baranina, dzisiaj baranina i niech mnie szlag, jeśli jutro nie zanosi się na baraninę.

- Nie narzekaj. To nie owce. Tylko koniki.

- Nigdy nie lubiłem chude.

- Lepsze to niż stary farmer. Sama skóra i kości.- Irrina słysząc to wzdrygnęła się. - Do tej pory wydłubuję go spomiędzy zębów.- Jeden z trolli smarknął.

Zaczęły się kłócić o gotowanie posiłku i Irrina stwierdziła, że należy zacząć działać. Bilbo zauważył, że dziewczyna zaczęła skradać się w stronę kucy, ale była z drugiej strony. Miała sporo do przejścia. Postanowił, że uwolni kuce, był w końcu bliżej. Powoli, drobnymi kroczkami poruszał się w stronę przywiązanych koników. Kiedy do nich dotarł, zaczął rozplątywać węzły. Nie szło mu to za dobrze i zauważył nóż wystający zza pasa jednego z trolli. Podpełzł i już miał sięgać po narzędzie, kiedy zaplątał się w ogromną chustkę do nosa.

- A niech mnie!- wskazał na hobbita - Patrzcie, co mi wyszło z kinola! Ma ręce, nogi i w ogóle.

- Co to?- zapytały pozostałe trolle.

- Nie wiem, ale nie podoba mi się, jak się rzuca.

- Kim jesteś? Przerośniętą wiewiórką?

- Jestem włamy... hobbitem.- biedny Baggins nie wiedział sam kim jest. Irrina nie wiedziała co ma zrobić. Jak uwolnić Bilba? Trolle nie były aż takie głupie, zaczęły rozglądać się czy nie ma w pobliżu kompanów hobbita. Wyczuły zapach krasnoludów. Schowała się za najbliższym krzakiem leszczyny, bezradna. Gdzie do cholery były te przeklęte krasnoludy?

- Puść go!- jak na komendę, na polanę wpadły krasnoludy. Głos należał do Kiliego.

- Że co?

- Powiedziałem: puść go.- powtórzył jeszcze raz Kili.

- Nie.- trolle wcale nie były głupie- Złóżcie broń. Albo urwiemy mu ręce.

Irrina bezsilnie patrzyła jak trolle rozbierają krasnoludy i wiążą część z nich do rożna. Pozostali byli związani w workach. Irrina zaczęła skradać się w stronę worków. Już nawet wyjęła nóż, żeby przeciąć worek, kiedy coś złapało ją za ubranie.

- A to co? Da się toto zjeść?

- Coś ty Bert, chcesz jeść kości obleczone skórą?

-Tom, idioto. Przecież to kobieta. Wiesz jakie one mają delikatne mięso? Palce lizać. Zostawimy sobie na deser. Na pewno będzie lepsze po tych tłustych krasnoludach.

- Poczekajcie! – krzyknął nagle hobbit- Popełniacie straszliwy błąd.

- Nie przemówisz do nich. – powiedział Thorin - To półgłówki.

- Myślałem o tej przyprawie.- zaczął Baggins.

- Co z nią?

- Wąchaliście ich? Bez czegoś mocniejszego nie przejdą wam przez gardło.

- Co ty możesz wiedzieć o przyrządzaniu krasnoludów? – zapytał z lekceważeniem Tom.

- Zamknij się.- powiedział Bert.- Niech włamyhobbit mówi.

- Sekretem udanej potrawki z krasnoluda jest...- Bilbo zniżył głos do konspiracyjnego szeptu.

- Tak? Mów.- poganiał go Bert.

- Jest...

- Gadaj.

- Sekretem jest...Trzeba ich najpierw obedrzeć ze skóry.- skończył hobbit.

- Daj mi nóż do filetowania.- Bert skinął na Toma.

- Co za bzdura!- obruszył się tamten - Już nie raz jadłem ich ze skórą. W butach i skarpetkach też.

- Ma rację. Nie ma to jak krasnolud na surowo.- dodał Wiliam. - Świeżutki i chrupiący.- Zaczął sięgać po Thorina.

- Nie, jego nie. Jest skażony.- krzyknął Bilbo.

- Że co?

- Ma robaki... w kiszkach.- powiedział bardzo poważnie Bilbo - Właściwie wszyscy je mają. Mają tasiemce. Ja bym nie ryzykował.

- Powiedział "tasiemce"? – obruszyły się krasnoludy - Nie mamy tasiemców! Sam je masz.

Baggins dał im znak, że to maskarada. Zrozumieli.

- Ja mam tasiemce grube jak powrozy. Ja mam większe. Jesteśmy robaczywi.- krzyczeli.

- To w takim razie zjemy kobietę. Takie ładne istotki na pewno nie mają tasiemców ani nie śmierdzą. Co wy na to chłopaki?

- Niewiele będzie z niej jedzenia, ale na początek wystarczy. Krasnoludy zakażone czy nie też będą dobre.

Bilbo i kompani zamarli, kiedy Bert wziął nóż i zbliżył go do Irriny.

- A ty co powiesz gołąbku? Masz tasiemce czy nie?

Irrina widziała kątem oka, że powrócił czarodziej.

- Tak, mam. To ode mnie się zarazili.

- Bzdury! Dawać ich tu wszystkich do garka!- krzyknął Tom.

- Świt wszystkich was pokona.- zawołał jakiś głos.

- Co za jeden?

- Nie mam pojęcia. Jego też zjemy?

I wtedy promienie wschodzącego światła padły na trolle, które zamieniły się w kamień.

Irrina rozglądała się po lesie, szukając śladów, skąd mogły przyjść trolle. Teren był tak zdewastowany, że nastręczyło jej to wiele trudności. W końcu jednak wróciła do kompanii, gdzie wszyscy już ubrani skupili się wokół Gandalfa. Thorin zapytał czarodzieja :

-Gdzie się podziewałeś?

- Rozglądałem się.

- Czemu wróciłeś?

- Spojrzałem za siebie. –Thorin się uśmiechnął, nie dało się długo gniewać na czarodzieja -Wpadliście po uszy. Ale uszliście cali.

- Twój włamywacz na nic się nie przydał. Ani kobieta.

- Miał na tyle przytomności, by grać na czas. Czemu ich tak bardzo nienawidzisz, Thorinie Dębowa Tarczo? Nie zrobili nic złego ani tobie ani twojemu ludowi.

- Oni nic nie wiedzą o tej wyprawie, nie mają pojęcia o świecie. Myślą, że to poszukiwanie przygód.

-Mylisz się. W Śródziemiu nie znajdziesz przychylniejszych osób niż ta dwójka. Może prócz Rivendell i Lothlorien.

Kłócili by się dalej, gdyby nie Irrina.

- To dziwne, że trolle zapuściły się aż tutaj. Musiały przyjść z Ettermoos. To kawał drogi, nie mogły podróżować za dnia. W okolicy jest jaskinia. Myślę, że znalazłam do niej drogę.

Gandalf skinął głową. Przemilczeli jedną sprawę. Ostatni raz kiedy w te strony zapuszczały się trolle, przyszły czarne dni.

Thorina nie interesowały sprawy całego Śródziemia, tylko te dotyczące jego ludu. W tym momencie interesowało go zniknięcie kucy.

- A czy potrafisz w równie łatwy sposób znaleźć nasze kuce?

- Na pewno są już w Imladris. Błyskawica zna drogę, więc je tam bezpiecznie zaprowadzi.

Thorin chciał coś powiedzieć, gdy czarodziej zawołał.

-Idziecie? Ja będę prowadził.

Irrina zamyślona podążała za kompanią. Uznała, że trzymanie się z tyłu sprawi, że czas, który pozostał jej w gronie krasnoludów upłynie jej spokojnie. Rozważała znaki, które pojawiają się, kiedy patroluje trakty. Wszystko wskazywało na to, że zło znowu się budzi. Z transu wyrwał ją cichutki głosik hobbita, raz po raz przepraszający za zdarzenie z trollami.

- Mój drogi Bilbo, nic się nie stało. Nie jest to twoja wina, więc się nie zamartwiaj tak. Poradziłeś sobie bardzo dobrze. – obdarzyła go ciepłym uśmiechem.

- Ale co na to twoja rodzina? Co by się stało, gdybyś umarła?

- Nie mam rodziny, mój przyjacielu. Wszyscy nie żyją.

Posmutniała na tamto wspomnienie.

- Jeśli nie wyda ci się to wścibstwem, to czy mogę spytać co się stało?

Irrina spojrzała na oddalające się krasnoludy. Skinęła głową.

- Lubisz straszne historie Bilbo? Spytała.

Hobbit spojrzał ze zdziwieniem, ale również skinął głową.

- Miałam dziesięć lat kiedy na moje miasteczko napadła horda goblinów. – zaczęła cicho- Byłam wtedy w lesie i zbierałam zioła. Okolicę znałam bardzo dobrze, śmigałam niczym leśny elf w koronach drzew. Uważałam to za przednią zabawę. Wtedy usłyszałam wycie wargów. Potem krzyki ludzi i wrzaski goblinów. Znalazłam najwyższe drzewo i się na nie wspięłam. Bałam się jak nigdy wcześniej. Nasze miasteczko leżało głęboko w lesie, znikąd nie można było oczekiwać pomocy. Nie wiem ile tak siedziałam. W końcu chyba zasnęłam. Rankiem, postanowiłam wrócić do wioski. – przetarła twarz ręką, jakby chciała odsunąć złe wspomnienia – To, co tam zastałam przeraziło mnie ogromnie. Chcesz tego słuchać, Bilbo?

- Tak, skoro już zaczęłaś…

- Domu były spalone, na środku stos ciał mieszkańców, na wpół spalone zwłoki szarpały drapieżne ptaki. Mój ojciec był panem w tym mieście, jego głowa oraz głowy mojej matki i dwóch braci były nabite na pale. Pod spodem znak B, czyli Bolga. Jednego z najokrutniejszych goblinów o jakich słyszałam. ..Nie pamiętam co było dalej. Na wpół żywą znalazł mnie Radagast Brązowy i zaprowadził do Lothlorien. Tam wyleczono moje rany, zarówno te na ciele jak i na duszy. Ale zapomnieć tego widoku nigdy nie zapomnę. Nawet za tysiąc lat.

- Czy mogę zapytać kiedy to było? Wydajesz się bardzo młoda jeszcze.

- Dziękuję Bilbo. – uśmiechnęła się mimo woli – To było trzydzieści lat temu.

- Ale, …ale przecież jesteś…tylko…człowiekiem.

-Nie do końca mój drogi druhu. A to dlatego, że pochodzę od Dunadainów, którzy są obdarzeni długim żywotem.

Bilbo uśmiechnął się. Właśnie dochodzili do jaskini, gdzie krasnoludy sprawdzały czy jest bezpiecznie tam wejść. Miał tyle pytań, ale jedno nurtowało go najbardziej.

- Dunedainowie to też ludzie. A ludzie nie wyglądają tak jak ty. – zaczerwienił się trochę – Nie są tacy piękni.- wykrztusił w końcu.

Irrina zaśmiała się.

- To dlatego…- nachyliła się i wyszeptała do ucha Bilbowi- że moja babka była elfką.

No przynajmniej jedno się wyjaśniło uznał nasz drogi hobbit. Weszli oboje do jaskini, z której uderzył ich potworny odór śmierci i zgnilizny.

Irrina wyszła, bo nie widziała wartości w szkatułkach, które odkryli Oin i Gloin. Gandalf i Thorin znaleźli trzy miecze. Dziewczyna rozglądała się po okolicy, czuła, że zbliża się coś nieokreślonego. Z jednej strony był to strach z innej radość. Nie mogła jednak dłużej się zastanawiać, bo Kili i Fili wciągnęli ją do rozmowy. Uśmiechnęła się do młodych książąt. Bardzo przypominali jej braci.

Czarodziej wręczył mały mieczyk hobbitowi, mówiąc :

- Pamiętaj, że prawdziwą odwagą nie jest odebrać komuś życie, ale oszczędzić je.

Nagle usłyszeli szum i krzyki.

-Mordercy! Szumowiny! Bandyci!

Krasnoludy oczekiwały goblinów, jednak istotą, która się pojawiła był :

- Radagast! – zawołał Gandalf.

- Gandalf! Irrina! Co za spotkanie! Właśnie was szukałem. Coś niedobrego dzieje się z lasem. Jakaś mroczna siła się w nim zagnieździła. Pająki.

Czarodzieje oddalili się od kompanii i rozmawiali po cichy. Irrina kręciła się niespokojnie. Kiedy opadała euforia, którą spowodowało przybycie jej dawnego wybawiciela, pojawiło się nowe – niepokoju. Thorin podszedł do niej i zapytał się :

-Wydajesz się znać dobrze tego Radagasta, czy można mu ufać?

- Ależ oczywiście Thorine. Ja mu ufam całym życiem. Jest trochę ekscentryczny. – na co Kili i Fili zachichotali. – Ale nie jest zły.

Thorin skinął głową na znak, że rozumie, gdy rozległo się przeciągłe wycie.

- Czy to był wilk? – spytał dygocząc Baggins.

- To nie wilk, tylko warg. Czyli mamy orków na karku.

W tym momencie ze skarpy skoczył ogromny szary warg, strzały z łuków Kiliego i Irriny dopadły go w ostatniej chwili, inaczej niewiele zostałoby z Thorina.

- Musimy uciekać!

-Nie mamy szans!

- Uciekajcie! Ja ich odciągnę!- zaproponował Radagast.

-Nie dasz rady, to są wargowie z Gundabadu!- zawołała Irrina.

- A to króliki z Rosgobel! Niech spróbują!

Pognał swoje króliki, wataha orków na wargach podążyła za nim. Krasnoludy biegły za Gandalfem, który prowadził ich między skałami. Irrina ochraniała tyły i była pierwszą osobą, która dostrzegła, że wargowie zwęszyli podstęp. Cała horda pędziła teraz na biedną kompanię. Kołczan dziewczyny szybko pustoszał. A do przejścia do Imladris była jeszcze długa droga. Kili zwolnił i również zaczął strzelać do wargów. Jednak zostali przyparci do skał, a Gandalf zniknął.

- Gdzie jest Gandalf?!

-Opuścił nas!- Krzyczały krasnoludy. Thorin, Dwalin, Balin, Kili i Fili jedyni skupieni na walce nie radzili sobie dobrze, gdy w końcu usłyszeli głos czarodzieja.

- Tędy głupcy.

Jak na komendę Bombur pognał pierwszy, mimo, że najgrubszy, pruł niczym taran. Za nim Oin i Gloin, Bifur i Bofur, Dori, Nori, Ori. Na końcu zaś ruszyli walczący. Irrina znowu osłaniała tyły i zabiła warga, który zamierzał rzucić się na Thorina.

Krasnoludy jeden po drugim znikały za wyłomem skalnym, kiedy dobiegł ich głos trąb. Elfy. Dziewczyna postanowiła zaczekać na Elronda i jego zastęp. Wtem drogę zagrodził jej wielki czarny warg. Wyjęła miecz i cięła nim z całej siły lecz tylko zraniła zwierzę, które rozwścieczyło się bardziej. Wbiło kły w jej prawe przedramię, którym się zasłoniła. Dobrze, że była leworęczna. Pchnęła mieczem w szyję warga. Uścisk zwiotczał i Irrina mogła wyszarpnąć rękę.

- Jak zwykle pakujesz się w kłopoty.

Zajęta walką nie usłyszała podjeżdżającego Elladana. Zaraz potem podjechał jego bliźniaczy brat Elrohir. Pomogli wsiąść jej na konia i zawrócili w stronę Imladris. Irrina zemdlała, ponieważ rana krwawiła bardzo obficie.

Tymczasem Gandalf wiódł kompanię do serca Doliny. Thorin miał niezwykle skwaszoną minę. Inne krasnoludy również nie były zachwycone. Tylko pan Baggins zdawał się być pod urokiem tego miejsca. Nie zapomniał jednak o ich pięknej przyjaciółce.

- Gdzie jest Irrina?- spytał ze strachem.

- Elfowie się nią zajmą. Zawsze się zajmują. – odpowiedział Gandalf.

Thorin spojrzał pytająco na czarodzieja. Dlaczego elfy miałyby pomagać człowiekowi? Weszli w tej chwili na dziedziniec, gdzie na spotkanie wyszedł im Lindir. Nie mógł więc zadać tego pytania Gandalfowi.

- Mithrandir.

- Lindir.

Widać było, że znają się bardzo dobrze.

- Gdzie jest twój pan?

-Lord Elrond wyruszył na polowanie.

- Co?

Usłyszeli tentem kopyt i na dziedzińcu pojawili się elfowie. Jeden z nich trzymał nieprzytomną Irrinę. –Prędko! Musimy zabrać ją do domu uzdrowień. Straciła dużo krwi.

- Elladan weź ją. Pomóż mi.

Irrina została zabrana pospiesznie w głąb siedziby Elronda. Bilbo zszokowany tylko patrzył. Nie mógł się odezwać. Ktoś inny zrobił to za niego.

- Gdzie ją zabieracie!? Co się stało?! – hobbit usłyszał gniewny głos Thorina.

- Witaj Thorinie synu Thraina synu Thora w Imladris. Wasza towarzyszka będzie miała się dobrze. Nie tak pokiereszowana wracała nieraz do nas.

Krasnoludy i hobbit odetchnęli z ulgą. Dawno nikt nie ryzykował dla nich życia. Thorin skinął głową Elrondowi, który kontynuował.

- Znałem twojego dziadka Throra kiedy był królem pod Górą.

- Dziwne jakoś o tobie nie wspominał. – odezwał się krasnoludzki król nieco opryskliwie. Nie mógł ukryć, że ma za złe elfom, że lekceważą stan ich kompana. Kobieta, może jedyna na świecie, która zaryzykowała życie dla niego. Nie, nie. Dla nich wszystkich. Ona dbała o każdego. Elrond zaprosił ich na wieczerzę. Lindir pokazał im kwatery, w których mogliby się rozgościć. Thorin pozbył się zbroi i zmył z siebie pot i krew. Zabrał ze sobą jednak miecz. Dalej nie ufał elfom.

Irrina ocknęła się w jasnym pokoju. Leżała umyta na łóżku w czystej koszuli i bandażu. Obok biurka siedziała znajoma postać.

- Arwen…

- Czy ty zawsze musisz wracać do nas w takim stanie?- Irrina usłyszała wyrzut w głosie przyjaciółki.

- Ciebie też miło widzieć Arweno, mellon nin.

- Mamy dla ciebie prezent. – Arwena wskazała na szafkę, gdzie wisiała suknia. Irrina dawno nie widziała piękniejszej.

- Dziękuję.

- Kiedy poczujesz się lepiej, zawołam Elli, która pomoże ci to włożyć i spotkasz się z lady Galadrielą. Potem możesz iść na wieczerzę z krasnoludami.

- Nie dacie mi odpocząć?

Córka Elronda zaśmiała się.

- Potem nie będzie czasu. Możesz nie iść na spotkanie z twoimi kompanami, ale z babką musisz się spotkać. Ma dla ciebie wieści.

Irrina wcale nie czuła się osłabiona. Jej elfia część pomogła szybko zregenerować siły. Pół godziny później stała w jednej z królewskich komat.

- Wejdź moje dziecko.

- Witaj lady Galadrielo.

Lady Lothlorien uśmiechnęła się. Irrina była jej ulubienicą, w dodatku bardzo przypominała Inelę babkę dziewczyny. Inela i Galadriel były przyjaciółkami chociaż różniły się bardzo w poglądach. Inela chciała żyć w zgodzie ze wszystkimi rasami w Śródziemiu (oprócz orków i goblinów oczywiście). Dlatego imponował jej młody wojownik, który walczył z grupką sprzymierzeńców za inne rasy. Wracał właśnie z walki z goblinami pod Morią. Udało im się odciąć część sił, które płynęły do Azoga. Jednak straty, które poniósł nie dały się zrekompensować. Zginęli wszyscy jego przyjaciele. Inela lubiła wycieczki i znalazła go wycieńczonego pośród trupów. Pielęgnowała go długo i zakochała się w nim. Poświęciła swoją nieśmiertelność dla człowieka śmiertelnego. Ich szczęście nie trwało jednak długo. Terrin wyruszył z elfami na patrol i zaskoczyli ich orkowie, była tam też Inela. Obydwoje zostali zabici ratując jedno drugie. Errin wychowywała się na dworze Elronda.

Galadriela otrząsnęła się z przykrych wspomnień i wskazała na zwierciadło.

- Miałam wizję. Widziałam jak nadchodzi nawałnica. Komuś nie podoba się wyprawa Dębowej Tarczy ani twój udział w niej. Kiedy chciałam zobaczyć coś więcej, ciemność pochłonęła moje wizje.

- Czyli uważasz lady Galadrielo, że dobrze postępuję, pomagając krasnoludom?

- Niektórym nie podoba się ta wyprawa, ale ja ufam Mithrandirowi i tobie. Zajrzyj do zwierciadła kochanie. Może tobie ukaże się coś więcej.

Irrina spojrzała.

- Mrok nadchodzi. – rzekła.

To, co zobaczyła zaparło jej dech w piersiach. Śmierć, strach, rosnące zło.

Galadriel posmutniała.

- Wiesz, że tak nie musi być? Masz dwa wyjścia : albo pojedziesz na zwiad do Dol Guldur, albo podążysz w dalszą podróż z krasnoludami i upewnisz się, że smok zginie. Cokolwiek wybierzesz, ja cię poprę, chociaż to niesamowicie niebezpieczne. Na razie odpocznijcie. Biała rada zbierze się pojutrze. Musicie być gotowi do drogi. Jeśli ci się uda. Mrok odpuści. Żegnaj moja droga. Niech Valarowie mają cię w opiece.

- Dziękuję, lady Galadrielo. Żegnaj. Obyśmy spotkały się w lepszych czasach.

Irrina wyszła. Galadriela spoglądała długo w ślad za dziewczyną.

- Obyśmy się w ogóle jeszcze spotkały wnuczko Ineli. – wyszeptała.

Dziewczyna stąpała cichutko niczym hobbici. Z oddali słyszała gwar rozmów i szczęk sztućców. Krasnoludy jeszcze ucztowały. Zza kolumny mogła obserwować towarzystwo. Przy okrągłym stole siedział lord Elrond, Gandalf, Thorin i Bilbo. Było też jedno wolne miejsce, na które hobbit spoglądał z niepokojem. Przy długim stole siedzieli pozostali kompani. Elrond zauważył spojrzenia Bagginsa.