Elrond przyglądał się towarzyszom pana Bagginsa, wszyscy byli czujni, ale hobbit wyglądał bardziej na zmartwionego.


- Niepokoisz się o Irrinę? To zrozumiałe. Jesteś jej oddanym przyjacielem, tak?

Bilbo skinął głową. Elrond odwrócił się w stronę kolumny.

- Chodź do nas Irrino.

Dziewczyna podeszła cichutko. Skłoniła głowę przed Elrondem.

- Lordzie Elrond.

To samo zrobiła przed Thorinem, aczkolwiek z filuternym błyskiem w oku.

- Królu Thorinie.

Gandalf parsknął śmiechem.

- Ahhh, moja droga. Widzę, że jesteś już zdrowa.

- Mithrandirze, powiedz mi co zrobiłabym gdyby nie elfowie?

- Poradziłabyś sobie. Jesteś silną i odważną kobietą. – powiedział Elrond.

Thorin przysłuchiwał się tej rozmowie. Nie rozumiał nic z tego. Co człowiek może mieć wspólnego z elfem? Tymczasem do stołu dosiedli się również synowie Elronda, słyszeli już o nowym zadaniu dla Irriny i chcieli dowiedzieć się, co wybrała.

- Irrino?

- Tak?

- Słyszeliśmy, że wybierasz się do Dol Guldur. Kiedy planujesz wyjechać? Mamy czas na zebranie oddziału czy będzie to misja zwiadowcza?

- Raczej zwiadowcza... Chociaż nie wiem czy będzie to takie proste zadanie, na jakie wygląda...

- Pani Irrino, przepraszam, że się wtrącam...- odezwał się cicho Bilbo - ...ale czy wyprawa do Dol Guldur to dobry pomysł? Tamten drugi czarodziej mówił coś o Złym, który opanował tamte tereny... Czy nie mogłaby pani ...

- Co? Chciałbyś, żebym podróżowała z wami? Kochany Bilbo, gdyby to tylko ode mnie zależało, to zrobiłabym z największą przyjemnością. Dawno nie byłam w tamtych okolicach...

Thorin wiedział, że Irrina nawiązuje w rozmowie z Bagginsem do niego. Z jednej strony chciał mieć w kompani doświadczonego tropiciela i niezłego wojownika, ale była to kobieta, a to wiązało się z komplikacjami. Nie, żeby dotąd sprawiała jakieś problemy, ale nie wiedział dokładnie czy może jej ufać. Poza tym kobieta w ich kompanii była czynnikiem rozpraszającym, a tego nie chciał. Zauważył, że jego siostrzeńcy często z nią rozmawiają, i nawet nieufny Dwalin traktował ją przyjacielsko. Jednak samotna wyprawa do Dol Guldur przerażała nawet Thorina, uznał, że musi pozostawić wybór swoim kompanom. Jego towarzysze przysłuchiwali się z uwagą rozmowie Irriny z Bilbem, widać było, że chcieli, żeby dalej z nimi podróżowała.

Jeśli uważasz, że zależy tylko ode mnie to, czy dołączysz do naszej wyprawy, to się mylisz. – zaczął Thorin – Oprócz mnie muszą zdecydować również moi przyjaciele.

Irrina uniosła brwi, nie wiedziała, że pójdzie tak łatwo. Szczerze nie chciała wyruszać do doliny Czarnoksiężnika, bała się, że może żywa stamtąd nie wrócić. Tymczasem drużyna jednogłośnie przyjęła ją do swojego grona. Thorin kazał Balinowi sporządzić kontrakt.

Wieczorem krasnoludy siedziały przy ognisku i wesoło rozmawiały. Elfy w górnych salach śpiewały smutne melodie. Właśnie przechodził Lindir, kiedy Kili zapytał go o czym jest ta piosenka.

- To ulubiona melodia Irriny. Historia Berena i Luthien.

Thorin parsknął. Nie mógł zrozumieć jak mogła wierzyć w te bzdury. Lindir dodał.

- Podobna historia wiąże się z samą osobą naszej drogiej przyjaciółki.

-Co to oznacza?- zapytał Fili.

- Że jest mieszańcem.- powiedział z niedowierzaniem Thorin.

Bilbo patrzył jak Thorin odwraca się z odrazą na twarzy. To byłoby tyle z chwilowego zawieszenia broni. Pozostali spoglądali na siebie z mieszaniną zdziwienia i strachu. W końcu odezwał się Kili.

- To już wiemy dlaczego jest taka piękna.

Baggins zaśmiał się. Thorin spojrzał na niego gniewnie.

- To cię bawi hobbicie? Myślisz, że pozwolę, żeby byle kobieta okłamywała mnie, co do swojego pochodzenia? Traktowała mnie z góry ii…

- Przestań wuju. -wtrącił się Fili- Ona nie zasługuje na twoją nienawiść. Przecież tyle nam pomogła.

Irrina stała za krzakiem żywopłotu i słuchała. Widziała jak Lindir opuszcza cichaczem krasnoludy. Zdrajca. Thorin ciskał gromy i stawał się coraz bardziej nieznośny. Część krasnoludów poszła do swoich kwater. Pozostał Thorin, książęta, Balin i Dwalin oraz Bilbo, który próbował jej bronić.

- Ona wiele przeszła! Nie zasługuje na twoją nienawiść.

Thorin poruszył się niespokojnie, nie chciał słuchać kazań.

- Thorinie zostań. Reszta niech idzie do swoich pokoi.- Balin próbował załagodzić sytuację, obserwował jak pozostali odchodzą, w końcu zaczął. - Wiesz, że ja też nie jestem zwolennikiem elfów, Thorinie. Nie możesz jednak traktować Irriny jak największego wroga. Ona przynajmniej nam pomogła, jak zauważyli już twoi siostrzeńcy. Nie powinno być ważne dla ciebie z jakiej rasy jest. Przeszedłeś piekło. Rozumiem twoją nienawiść do kobiet. Diina była złą kobietą. Została w królestwie Daina, kiedy potrzebowałeś wsparcia i pocieszenia. Nie możesz jednak wszystkich przyrównywać do niej. Widzisz, że Irrina jest inna. Ona wolałaby oddać cały swój dobytek, żeby uratować choćby najmniejsze i najmniej wartościowe istnienie.

- Chciałbym tylko wiedzieć jaki ma cel pomagając nam? Czy nie jest to przypadkiem złoto Ereboru?

- Thorinie… proszę, nie zaczynaj znowu. Czy ty mnie w ogóle słuchasz? Dziewczyna wcale nie miała zamiaru się do nas dołączać, a i teraz miała wybór. Musisz dać jej szansę... Inaczej możemy być odpowiedzialni za jej śmierć w Dol Guldur, jeśli to, co Radagast mówił było prawdą.

-Nie mogę Balinie. Już raz zaufałem kobiecie i ona mnie ośmieszyła. Nie pozwolę jej się przyłączyć do naszej wyprawy, bez względu jak nalega na to reszta kompanii.

Irrina słuchała tego sparaliżowana. Kobieta, a na dodatek półelf. O to chodziło. Wyszła z ukrycia.

- No to życzę powodzenia Thorinie.- odezwała się z wyzwaniem w głosie.

Balin spojrzał z przerażeniem.

- Irrina! Jak długo tu stałaś?

- Wystarczająco długo. Balinie?- zwróciła się do starego krasnoluda - Możesz nas zostawić? Thorina czeka poważna rozmowa.

Balin skorzystał z okazji i ulotnił się. Irrina obserwowała krasnoludzkiego króla.

Thorin musiał przyznać sam przed sobą, że Kili miał rację. Była piękna. Chociaż w tym momencie była raczej groźna. Na jej twarzy malował się gniew i coś jeszcze. Smutek? Rozczarowanie? Samotność? Tego nie mógł odczytać. Po chwili odezwała się.

- Mam dla ciebie propozycję Thorinie Dębowa Tarczo.

- Słucham?

- Proponuję zawieszenie broni na czas wyprawy do Ereboru. Powiem ci jaki mam w tym interes. – westchnęła zrezygnowana, słysząc brak reakcji ze strony Thorina- Widziałam przyszłość w zwierciadle Galadrieli. Zobaczyłam twoją śmierć w bitwie…

-Mam uwierzyć w bajki, które opowiada elfia czarownica?

-Thorinie, posłuchaj… proszę. Nie chcę ani złota Ereboru, ani nie marzy mi się bycie królową państwa krasnoludów. –Dębowa Tarcza pokręcił głową, dalej jej nie wierzył- Mithrandir poprosił mnie o pomoc, ponieważ zło rośnie w siłę. Słyszałeś słowa Radagasta. Musimy zgładzić smoka. Widziałam ciemność ogarniającą krainy … Mam dwa wyjścia, albo pomóc wam odzyskać Erebor, albo wyprawić się do Dol Guldur, wiem też, że żadna z tych wypraw nie skończy się dla mnie pomyślnie.

-Bzdury. Czarny Władca został zgładzony.

- Thorinie błagam… jeśli nie przejmujesz się swoją przyszłością pomyśl o swoich siostrzeńcach. Chcesz, żeby żyli w takich czasach? Niczym nie ryzykujesz biorąc mnie ze sobą. Potrafię obronić siebie i innych. Widziałeś przecież. Poza tym, jeśli zginę na końcu, będziesz miał spokój.

Krasnoludzki król milczał. Obserwował jak jej jasnoniebieskie oczy zmieniają się pod wpływem emocji. Musiała wierzyć w to, co zobaczyła w zwierciadle elfie czarownicy. Troszczyła się o niego… Gotowa była zaryzykować, żeby go chronić.

- Dlaczego to robisz, skoro wiesz, że nie dożyjesz szczęśliwszych dni?

Irrina nie wiedziała czy dobrze usłyszała.

- Nie rozumiem pytania. Ile razy mam powtarzać, że to moja praca, mój dług wdzięczności! Przecież ci już mówiłam, chcę pomóc, żeby zło miało jak najmniej przyczółków do zasiedlenia. Marzy mi się również pokój między wszystkimi rasami, krasnoludami, elfami, ludźmi. Razem możemy zniszczyć złe moce. Chcę być jak moi przodkowie…

- Elfy nigdy nie troszczyły się o przymierza z krasnoludami…

- To nie prawda. Thorinie proszę, zaczyna się nowy etap w twoim życiu. Musisz uporać się z przeszłością. Ja tak zrobiłam. Na zemstę zasługują tylko ci, którzy przynieśli śmierć, nie ci, którzy bali się o swój lud. Choć wydaje mi się, że nie o to pytałeś, prawda. To już słyszałeś. Chcesz wiedzieć dlaczego pomagam akurat tobie skoro w zamian otrzymuję tylko nienawiść i podejrzliwość. Powiem ci. – Zamknęła oczy. – Kiedyś też nienawidziłam innych za to, że pozwolili najechać orkom nasze miasteczko. Wy mieliście to szczęście, że część z was ocalała. W moim przypadku byłam tylko ja. Co byś zrobił wtedy, kiedy dowiedziałbyś się, że nie masz rodziny, domu a co najważniejsze, że nigdy tam nie wrócisz, bo nie masz po co.

Thorin milczał. Pierwszy raz nie znalazł słów na jej opowieść. Spoglądał na jej zamknięte oczy i twarz zmienioną bólem wspomnień. Nie wiedział jak zareagować. Instynktownie zbliżył się do niej. Irrina poczuła silną dłoń na swojej, ciepły uścisk wyrażał więcej niż słowa. Nie spodziewała się czegoś takiego po dumnym królu krasnoludów. Myślała, że przejmuje się on tylko własnymi sprawami.

- Dobrze, możesz do nas dołączyć. Balin przygotuje kontrakt dla ciebie.

- Dziękuję.

Irrina zniknęła niczym duch. Thorin wrócił do swojego pokoju. Nigdy wcześniej nie doświadczył takiej lekcji. Jego towarzysze dostrzegli to, czego on nie chciał.

Następnego dnia kompania była w doskonałych humorach. Krasnoludy zobaczyły, że Thorin dał się przebłagać i weźmie Irrinę na wyprawę. Balin szybko sporządził kontrakt, żeby ich król się nie rozmyślił. Był tylko jeden problem nikt nie wiedział gdzie ona ma pokój. Kili i Fili wyruszyli na poszukiwania, które nie przyniosły rezultatu. Po śniadaniu wpadli jednak na genialny pomysł kąpieli w fontannie. Jakiż to był widok! Trzynastu krasnoludów skacze i pluska się w elfickiej fontannie.

Tymczasem Lindir skarżył się Elrondowi na to, że kuchnie nie nadążają z wydawaniem jedzenia. Elli przyszła po Irrinę, miały spotkać się w ogrodach z Arweną. Kobiety rozmawiały wesoło, kiedy wpadły na Lindira i Elronda. Pan Rivendell uśmiechnął się i powiedział :

- O! Lindirze, masz tutaj właściwą osobę, żeby dowiedzieć się kiedy krasnoludy opuszczą nasze włości.

- Obawiam się, że jeszcze jeden dzień będą musiały elfy wytrzymać to barbarzyńskie towarzystwo. –powiedziała Irrina ze śmiechem.

Pozostali jej zawtórowali. Właśnie doszli na dziedziniec skąd dobiegał głos fontanny i wrzaski krasnoludów. Elfowie i dziewczyna pobiegli zobaczyć co się dzieje. Irrina i Elli zasłoniły oczy, chociaż ta pierwsza nie dość szybko i zobaczyła nagusieńkich dziedziców Durina. Jej wzrok najdłużej spoczął na Thorinie, co nie uszło uwagi Kiliego i Filiego. Irrina rumieniąc się pociągnęła Elli i pobiegła na spotkanie Arweny. Przyjaciółce nie uszedł uwagi rumieniec dziewczyny.

- Wydarzyło się coś emocjonującego dzisiaj Irrino?

Pomyślała o Thorinie i rumieniec stał się mocniejszy. Na to Elli odpowiedziała śmiejąc się.

- Nasza droga śmiertelniczka nigdy nie widziała nagiego krasnoluda.

Arwena uniosła brwi zdumiona i zapytała.

- I zobaczyła coś godnego uwagi?

- Na to wygląda, nigdy się wcześniej tak nie rumieniła.

- Przestańcie! To nie jest wcale zabawne.

- Ależ jest moja droga, i ty o tym bardzo dobrze wiesz. – zaśmiała się Arwena. Elli odeszła chichocząc. – To teraz powiedz mi co moja babka ci przekazała.

- To co już pewnie wiesz. Ciemność rośnie w siłę. Ja mam być czymś w rodzaju mostu pomiędzy krasnoludami i elfami. Ja! Rozumiesz to? Jak mam być mostem kiedy jestem zwykłym mieszańcem. Poza tym, to chyba nasze ostatnie spotkanie...

- Co ty mówisz?!

- Tak. Miałam dwa wyjścia, wybrałam takie, które odciągnie mój koniec o kilka miesięcy...

-Czy nie mogłabyś tu zostać i nie mieszać się w sprawy, które są ponad ciebie?!

- To byłoby tchórzostwo z mojej strony... Po tym, co twoja rodzina dla mnie zrobiła... Muszę odwdzięczyć się tym samym...

- Ale przecież nie mogą wysłać cię na pewną śmierć! Idę zaraz do ojca!

- Arweno…Nie chciałabym, żebyś im o tym mówiła, oni nie wiedzieli co mnie czeka na końcu... Zobaczyłam to w zwierciadle Galadrieli...

- Wiesz, że to nie musi być prawdą...

- Wiem, ale lepiej wiedzieć, prawda?

- Muszę jednak powiedzieć ojcu, nie możesz iść do Ereboru...

- Wiesz co? To wtedy pójdę do Dol Guldur, i co mi zrobicie? Nic. Nie możecie mnie tutaj zatrzymać!

-Dobrze, ale obiecaj mi, że nie będziesz głupio ryzykować, dobrze? Na pewno będę za tobą tęsknić, więc postaraj się wrócić Irrino.

Irrina odeszła. Była zła na siebie. Nie powinna była mówić Arwenie o tym, co zobaczyła, ale prawdą było, że bała się okropnie. Nie chciała jeszcze umierać, właściwie to nawet jeszcze nie przeżyła swojego życia porządnie...

Kili i Fili byli w świetnych humorach. Udało im się dobrze bawić, z czego skorzystała cała kompania. Krasnoludy były umyte, najedzone i w dobrym nastroju. Thorin nie ciskał gromów, tylko siedział milczący cały dzień. Jego siostrzeńcy myśleli, że przegięli. Nie musieli się z niego tak naśmiewać, przecież Irrina widziała także ich jak kąpali się nago. Jakoś nie czuli wstydu z tego powodu. Jednak ich wuj to co innego. Zauważyli, że zawsze stronił od kobiet. Przypuszczali, że to wina jakiejś krasnoludzkiej księżniczki. Książęta rozmawiali po drodze o tym i przyznali, że gdyby mieli wybór, to woleliby ożenić się z dziewczyną z innego plemienia niż krasnoludzkie. Zastanawiali się czy Thorin znajdzie sobie żonę po powrocie do Ereboru. Pewnie nie. Fili obawiał się trochę odziedziczenia tronu. Był, co prawda z rodu Durina, ale ze strony matki. Ich wuj nie był stary i spokojnie mógł mieć jeszcze własne potomstwo. Fili chętnie zrzekłby się prawa do tronu, jeśli znalazłby się inny dziedzic. Jednak patrząc na Thorina nic się na to nie zapowiadało, chyba, że… Jeśli udawałby zainteresowanie Irriną, to może wuj by się ocknął i wyszedł ze swojej skorupy. Tylko młody książę nie wiedział co wuj dokładnie czuje do tej kobiety. Może go zapytać? Niee. To byłoby zbyt ryzykowne. Chociaż z drugiej strony…