Kili i Fili szukali Irriny. Zobaczyli elfkę, z którą szła wczoraj ich przyjaciółka.
- Przepraszam? Czy nie widziałaś może Irriny?
- Pakuje się. Nie przejmujcie się, za niedługo do was dołączy.
- Dziękujemy za informacje.
- Nie ma sprawy. – uśmiechnęła się i miała już odchodzić, gdy sobie coś przypomniała – Chwileczkę…
Krasnoludy się odwróciły.
-Tak?
- Możecie mi coś obiecać?
- To zależy co?
- Że Irriny nikt nie skrzywdzi. Nie chodzi mi o rany fizyczne, ale psychiczne. Za dużo już wycierpiała.
-Mówisz o Thorinie i jego zachowaniu, tak?
- Nie wiem co jest między nimi, ale musicie zapamiętać jedno, jeżeli jej coś się stanie, to poznacie gniew elfów. Wtedy Thorin będzie mógł mówić, że elfy są okrutne.
- Dobrze. Obiecujemy. Musisz wiedzieć, że traktujemy ją jak własną rodzinę. A przynajmniej większość z nas. Jej poświęcenie dla tej wyprawy… jest ogromne. Nikt jej nie skrzywdzi.
- Cieszę się, że się rozumiemy. – uśmiechnęła się i odeszła.
-Fili?
- Co jest Kili?
- Musimy pilnować wuja. Inaczej elfy nas zmasakrują.
- Że też Thorin jest taki uparty.
- Ooo, widzę, że masz jakiś plan.
- To tylko plan i myślę, że w tych okolicznościach nie najlepszy.
- Cokolwiek jest lepsze od niczego.
- Ale może zaszkodzić.
- Tak myślisz? Mnie się wydaje, że nicnierobienie jest gorsze.
- Chodźmy do reszty.
Wrócili akurat, gdy towarzysze byli w trakcie posiłku. Korzystali z uprzejmości gospodarzy i jedli ostatnią obfitą kolację. Thorin i Bilbo gdzieś zniknęli.
Tymczasem Baggins wybrał się na ostatni obchód Rivendell. Właśnie oglądał kawałki Narsila i obraz walki Isildura z Sauronem, gdy usłyszał głos Elronda.
- Nie jesteś z towarzyszami?
- Nie tęsknią za mną. Uważają, że nie nadaję się na ta wyprawę.
- Podobno hobbici są bardzo wytrzymali. I podobno lubią domowe wygody.
- Mówią też, że nie należy pytać elfa o zdanie, bo odpowie i tak i nie.
- Możesz tu zostać.
Elrond odszedł, a Bilbo kontemplował dalej sceny z bitew. Kiedy było już ciemno, postanowił wrócić do kompanii. Usłyszał jednak rozmowę Gandalfa z Elrondem.
- Myślałeś, że się nie dowiem o celu tej wyprawy…
- Miałem ci powiedzieć…Wiem co robię…Smok śpi od sześćdziesięciu lat…
- A co jeśli wam się nie uda i obudzicie bestie…
- Siedzieć i nic nie robić też nie jest dobrze…Jeśli krasnoludy odzyskają Erebor, wzmocni się nasza obrona na Wschodzie. Poza tym tron należy się Thorinowi…Czego się boisz?
- Pamiętasz o przekleństwie ciążącym na mężczyznach z tego rodu…jego dziadek postradał zmysły…ojciec to samo. Przyrzekniesz, że Thorina nie spotka to samo.
- Krasnoludy i tak zrobią swoje. Nie muszą się przed nikim tłumaczyć…Ja też nie.
- No nie wiem Mithrandirze…Chodź…Biała rada się zbiera.
Bilbo po cichu chciał opuścić to miejsce, ale kiedy się odwrócił zobaczył Thorina. Hobbit zmieszał się.
- Chodź, musimy wyruszać. Szybko.
Thorin udawał, że nie ma sprawy. Baggins postanowił tak samo się zachować, ale od tej pory dobrze przyglądał się krasno ludzkiemu królowi.
Irrina przyszła do nich chwilę później, przebrana w podróżny strój i z tobołkiem na plecach.
- Jesteście gotowi? Nie mamy chwili do stracenia. Musimy iść. Szybko.
Wiodła ich krętą ścieżką wysoko w górę. Potem schodzili równie stromą ścieżką na dół. Nikt się nie odzywał. Brnęli do przodu jak najdalej mogli. Dopiero kiedy w południe dotarli do zagajnika, mogli odpocząć. Bolały ich nogi i byli niesamowicie zmęczeni.
Thorin i Balin wyglądali dalszej ścieżki. Irrina podeszła do nich.
- Ta droga jest równoległa. Znają ją tylko Czatownicy i tylko oni nią podróżują. Teraz kiedy mamy orków na karku musimy być ostrożni. A tylko tędy potrafię was bezpiecznie przeprowadzić i obronić.
Krasnoludy skinęły głową. Wiedzieli, że dziewczyna się stara. Oin rozpalił ogień Irrina siedziała oparta o skałę, wpatrzona w ogień. Usłyszała kroki.
- Nie jest ci zimno?
-Nie, mój drogi Fili. Dziękuję za troskę.
- To nic takiego. Jesteś częścią naszej kompanii. I jesteś bardzo ważna dla mnie. – przysunął się bliżej, wiedząc, że Thorin ich obserwuje – W końcu uratowałaś mi życie.
Irrina roześmiała się.
- Nie wiedziałam, że krasnoludy mogą dbać o kogoś innego niż o siebie samych.
-Oh! No to nie znasz mnie wcale. – udawał urażonego.
- To fakt Fili, nie znam tak naprawdę żadnego z was. Mamy wspólny cel i idziemy tą samą drogą, ale jednak wciąż traktujemy się jak wrogów, albo conajmniej obcych.
- Wiesz, dziwnie mówisz, tak jakbyś nosiła jaką tajemnicę. Czy jest coś o czym musimy wiedzieć?
- Widzisz, krasnoludy i elfy raczej nigdy nie były w zażyłych relacjach. Owszem zdażały się przyjaźnie i sojusze, ale nie odnosiło się do całej rasy. Podobnie jest z ludźmi i elfami, oraz z ludźmi i krasnoludami. A ja nie dość, że jestem mieszanką elfa i człowieka, to jeszcze próbuję zawiązać przyjaźń z krasnoludami. Czy to nie dziwne?
- Wiesz co ja myślę?
- Nie.
- Ty jesteś bezinteresowna, nie zważając na to czy ktoś jest krasnoludem, elfem, człowiekiem czy hobbitem, niesiesz pomoc, nie oczekując nic w zamian. Myślisz, że krasnoludy nie potrafią docenić takich działań? Mylisz się, po prostu jesteśmy uparci i nieufni, trzeba czasu, zeby umieć w pełni docenić to, co jest nam ofiarowane.
- Ale ty też jesteś krasnoludem z tego plemienia i jesteś inny… Potrafisz zobaczyć, to czego inni nie widzą.
- Tak, bo widzę do czego doprowadziła żądza bogactwa i nieufność w mojej rodzinie. Nikt nie jest przez to szczęśliwy. Zwłaszcza Thorin.
- To widać z daleka. Nosi ogromne brzemię. Ma jednak ciebie i Kiliego. To wielkie szczęście. Być z rodziną.
Fili objął ją. Chciał pocieszyć, bo wiedział, że ona nie ma nikogo.
- Wiesz, że my cię akceptujemy i jesteś dla nas jak rodzina.
- Tak. Dziękuję wam za to.
Thorin wpatrywał się w Filiego i Irinę. Odkąd wyruszyli z Rivendell jego siostrzeńcy niemal nie odstępowali dziewczyny na krok, najczęściej towarzyszył jej Fili. Thorin poczuł jak lodowa ręka ściska jego serce. Nie miał szczęścia do kobiet, ale w najgłębszym zakamarku serca pragnął miłości. Jednak myśl o bogactwach i zemście spędziła te pragnienia na samo dno i pokryła innymi uprzedzeniami. Teraz zdał sobie sprawę, że jednak potrzebuje kogoś, kto wspierałby jego wyprawę, dodawał mu otuchy i wiary. A ponadto nie dało się ukryć, że Irrina obudziła w nim inne pragnienia, które kiedy na nią spojrzał ożywały w najbardziej śmiałych wizjach. Teraz do nich doszła jeszcze zazdrość. Thorin przyznał przed samym sobą, że jest zazdrosny o swojego siostrzeńca. Chciał zatrzymać Irrinę tylko dla siebie. I poczuł jak ogarnia go pożądanie i złość. Nie może mieć złota Ereboru i nie może mieć ukochanej kobiety. Ukochanej?! Co za bzdury wymyśla.
- Dobrze się czujesz wuju? – zapytał Kili, który obserwował Thorina już jakiś czas. Nie mógł nie zauważyć zmian malujących się na twarzy krasnoludzkiego króla. Thorin spojrzał na niego.
- Tak. Niepokoję się tylko o to czy Irrina wybrała bezpieczne miejsce.
- Aha. A mnie się wydaje, że coś innego cię gryzie wuju.
Thorin uniósł brwi w niemym pytaniu.
- Myślę, że to ma coś wspólnego z Irriną.
- A co mnie ona obchodzi?
- W to, że cię nie obchodzi nie uwierzę. Tylko pytanie czy jesteś do niej pozytywnie nastawiony czy nie. Ta elfka, która towarzyszyła Irrinie, obiecała krwawą zemstę jeśli ktoś skrzywdzi jej przyjaciółkę.
- Nie skrzywdzimy jej. Mamy dobrych wojowników.
- Nie o to chodzi.
- Nie rozumiem.
- Wiesz, że ona nie ma żadnej rodziny. Nikogo, kto by ją kochał.
- Co wy macie z tą miłością?
- No wydaje nam się, że to jest oczywiste wuju. To jedyny sposób żeby złamać klątwę szaleństwa ciążącą nad naszym rodem.
-A co ona ma do tego?
- Fili uważa, że nadaje się idealnie na żonę dla krasnoluda. – Kili wyszczerzył zęby i odszedł w stronę dwójki, o której właśnie rozmawiali.
Balin dobrze wiedział co kombinują chłopcy, widział też uczucia malujące się na twarzy Thorina. Najbardziej jednak współczuł Irrinie. Biedna dziewczyna…
- Irrino, moja droga, może opowiesz nam swoją historię?- zaproponował Balin, ku zdumieniu pozostałych kompanów.
- Dobrze, jeżeli będą chcieli tego słuchać.- zgodziła się spoglądając głównie na Thorina, który skinął głową.
Opowiedziała wszystko o sobie aż do czasu ozdrowienia w Lothlorien. Towarzysze usłyszeli też historię jej babki. Thorin słuchał tego z uwagą. Nazwisko Terrina było mu znajome. Pamiętał grupkę zbrojnych ludzi, którzy pomagali krasnoludom w przeprawie, a potem w bitwie pod Azanulbizar, odciągnęli część napływających sił goblinów. Terrin był człowiekiem honoru i wielkiej odwagi, i teraz patrząc na Irrinę, mógł powiedzieć, że bardzo przypomina dziadka. Tak samo jak on. Tylko, że Irrina odziedziczyła honor i męstwo, a on pożądanie do drogocennych kamieni i cennych metali. Z tą myślą zapadł w niespokojny sen. Pozostałe krasnoludy i hobbit poszły w jego ślady. Irrina została na warcie. Obserwowała jak sen morzy kolejnych kompanów i zastanawiała się co przyniesie jutro. Ta droga może jest bezpieczniejsza niż inne, ale zło zaczyna opanowywać coraz większe tereny. Spojrzała na Thorina, odczuwała ulgę, że pozwolił jej dołączyć do drużyny. Obdarzył ją nawet zaufaniem co do wyboru drogi, może był to wynik jej słów, może krasnoludzki król przestraszył się śmierci. Ale nie tylko jego śmierć widziała, miała wizję wymazania tej linii Durina. Najbardziej było jej szkoda Kiliego i Filiego. Byli młodzi, pełni życia i nadziei na lepsze jutro. Jak miała ich poinformować, że umrą? Nie mogła tego znieść. Wiedziała, że musi coś zrobić.
Thorinowi tymczasem śniło się, że Azog złapał jego i Irrinę. Dziewczyna była torturowana, a on przykuty do ściany, mógł tylko patrzeć jak ją krzywdzą. Wołał jej imię jakby miało pomóc znieść ból.
„Irrina!"
Irrina ocknęła się słysząc swoje imię z ust krasnoludzkiego króla. Jedno spojrzenie i wiedziała, że coś jest nie tak. Podeszła do Thorina i dotknęła jego ramienia.
- Thorinie! Thorinie!
Ocknął się i wyglądał dość nieprzytomnie. Pochylała się nad nim z troską w oczach. Nie mógł odwrócić swoich ciemnoniebieskich od jej jasnoniebieskich. Zanurzył się w nich niczym w czystych wodach Kheled Zaram.
- Irrina… - Powiedział i przytulił ją z całych sił. Straciła równowagę, i wylądowała na nim. Była nieco skonfundowana. On tymczasem wzmocnił uścisk.
- Coś się stało?
- Miałem zły sen. O tobie… byłaś torturowana przez Azoga. Ale to nie możliwe, bo on zdechł w lochach.
- Ciii- położyła mu palec na ustach.- To tylko sen.
Instynktownie dotknęła jego policzka drugą dłonią. Thorin nie pozwolił jej cofnąć dłoni. Przytulił swoją twarz, jakby chciał przedłużyć tą chwilę. Patrząc na Irrinę zdał sobie sprawę, że nie pozwoli nigdy, żeby coś się jej stało. Jego dłonie zacisnęły się mocniej na jej talii.
- Dusisz mnie… - powiedziała ze śmiechem próbując ukryć zmieszanie. Poczuła się w jego ramionach całkiem bezpieczna, z drugiej strony przypomniała sobie scenę spod fontanny i spłonęła rumieńcem. Thorin na szczęście nie widział tego rumieńca, bo było ciemno, ale poczuł jak spinają się jej mięśnie.
- Dobrze, już cię puszczam, ale pamiętaj… nie pozwolę, żeby ci się coś stało. Nie chcę być jak mój dziadek…
- Wiem… - powiedziała cicho i pocałowała go w policzek.
Thorin jeszcze nigdy nie doświadczył takiego uczucia. Było mu lekko na duszy, dawno nie odczuwał takiego wewnętrznego spokoju i szczęścia. Chciał przedłużyć tę chwilę, jednak mroczna część jego duszy znowu wygrała. Odsunął delikatnie dziewczynę i powiedział, że ją zmieni na warcie.
- Idź spać. Zmienię cię na warcie. – patrzył jak Irrina idzie do swoich rzeczy – Aha. I pamiętaj o swojej obietnicy.- dodał z nagłym przypływem złości. Dziewczyna odwróciła się w jego stronę, nie wiedziała o czym mówił.
- Nie rozumiem.
- Obiecałaś, że nie pragniesz zostać królową Ereboru. Mam nadzieję, że nie zmieniłaś zdania i nie będziesz mamić mnie elfimi sztuczkami.
- Możesz być pewien, że pozostaję wierna swoim obietnicom.- tylko tyle powiedziała, i ułożyła się na swoim płaszczu.
Thorin wyrzucał sobie, że dał się podejść kolejnej kobiecie, która zwiodła go tym razem bohaterskimi czynami i pięknym wyglądem. Uznał, że musi walczyć z ogarniającym go uczuciem, żeby znowu się nie sparzył. Pochłonięty czarnymi myślami, nie zauważył kiedy zaczęło się rozwidniać. Rankiem Irrinę obudził Fili.
- Obudź się piękna. Mamy śniadanie dla ciebie.
Irrina obdarzyła Filiego uśmiechem i poszła w stronę ogniska, przy którym siedzieli już pozostali towarzysze. Dziewczyna pochwyciła spojrzenie Thorina, i nie udało jej się ukryć rumieńca. Książęta zauważyli tą wymianę między wujem a Irriną. Dziewczyna wyrzucała sobie, że zachowała się tak lekkomyślnie wczoraj. Pozwoliła otworzyć serce dla najbardziej nieczułego krasnoluda. A to z jakiego powodu? Tych ciemnoniebieskich oczu i bezpiecznego uścisku, z którego nie chciała się uwolnić.
- Irrino?
Spojrzała nieprzytomnie na Dwalina, mrugając oczami jakby to pomogło.
- Słucham?
- Pytałem czy znasz dalszą drogę i czy będziemy już wyruszać.
- Ttak. Już wyruszamy… To znaczy jeżeli jesteście spakowani. – ruszyła pozbierać swoje pakunki.
- Coś się stało? Nie wyglądasz dobrze? – spytał Kili.
- Dzięki za troskę, ale to nic w czymś mógłbyś pomóc. Kobieca przypadłość.
Zamknęła oczy. Co ona dzisiaj gada? Co za bzdury?
- Wuj też dzisiaj był rozkojarzony… Czy aby na pewno nie ma to z nim nic wspólnego? Nie pokłóciliście się?
- Nie kłóciliśmy się. – znowu rumieniec! Co za wstyd? Nie mogła myśleć na trzeźwo o tym co było wieczorem. Każde wspomnienie wywoływało rumieniec. – Po prostu… Nie. Nie ważne.
- Co się stało? No mówże? Nie jesteś sobą. Powiedz czy mamy się bać elfiej grozy.
- Co? A nie nic z tych rzeczy. Po prostu widać, że wasz wuj jest dalej do mnie uprzedzony...
Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że mówi na głos. Zatkała sobie usta dłońmi. Spojrzała ze strachem na Kiliego, który patrzył na nią ze smutkiem. Potem przytulił ją i szepnął:
- Masz nas…Powiem Filiemu. Nie przejmuj się Thorinem...
Thorin obserwował Irrinę z daleka. Wiedział, że dziewczyna jest zmieszana i wstydzi się swoich czynów. Ale czy powinna? Krasnoludzkiemu królowi przyszło na myśl, że to on zachował się niestosownie, ona próbowała go tylko pocieszyć, podziękować za okazaną opiekę i zaufanie. A co on zrobił? Oskarżył ją o próbę uwiedzenia. Kiedy upadła na niego, on zacisnął mocniej dłonie na jej talii. I kto tu kogo próbował uwieść?
- Chłopcze?- Thorin był tak pochłonięty swoimi myślami, że nie usłyszał jak Balin coś do niego mówi – Thorinie?- starszy krasnolud położył w końcu dłoń na jego ramieniu.
- Co jest Balinie?
- Wyruszamy. Musimy przeprawić się przez góry przed nocą.
Szli powoli, prąc naprzód. Nikt się nie odzywał. Na dodatek zapowiadała się burza, było parno i duszno. Żadna trawa ani krzak się nie poruszył przez całe przedpołudnie. Po południu było tak samo, chociaż upał trochę zelżał. Wspinali się w górę coraz wyżej i wyżej. Nagle ni stąd ni zowąd, uderzył ich podmuch wilgotnego wiatru. Teraz parli do przodu, a wiatr wiał im prosto w oczy. Nie zauważyli jak zebrały się czarne chmury, dopiero uderzenie pioruna obwieściło nadejście burzy. Ściemniło się w momencie, na dodatek zaczęło lać jak z cebra. Bicze wody smagały kompanię, która niewiele widziała w tych warunkach. Huk i grzmot burzy nie były jedyną atrakcją tego popołudnia. Irrina słyszała krzyk Balina :
- To nie jest zwykła burza! To bitwa kamiennych gigantów!
Jak na zawołanie jeden z gigantów rzucił głazem w ich stronę, rozdzielając Kiliego i Filiego.
-Kiliiiiiiiiiiii! – Krzyczeli Thorin i Fili. Nie wiedzieli co robić, byli bezsilni. Udało im się jednak znaleźć go za kolejnym załomem. Bracia trzymali się teraz blisko siebie.
- Musimy znaleźć schronienie! – przekrzykiwał burzę Thorin. – Kili, Fili znajdźcie jaskinię.
Skinęli głowami na znak, że rozumieją i poszli naprzód. Irrina szła teraz na końcu, pilnując, żeby nie stracić żadnego krasnoluda. Właśnie wrócili Kili i Fili, obwieszczając znalezienie jaskini. Wtem kolejny głaz poleciał w ich stronę, Baggins przestraszył się i potknął o kamień, i runął w przepaść.
- Bilboooo! Straciliśmy hobbita.- krzyknęła Irrina. Pobiegła na pomoc hobbitowi, lecz szybszy był Thorin. Złapał niziołka, lecz sam również ześliznął się z półki. Irrina zdążyła w ostatniej chwili i chwyciła go za rękę.
- Dwalinie! Dori! Pomóżcie!- wołała spanikowana. Krasnoludzki król nie był lekki, a na dodatek trzymał jeszcze hobbita. Dwalin i Dori pomogli jej wciągnąć Thorina i Bagginsa na półkę skalną.
- Przeklęty włamywacz. Nie powinien był opuszczać swojego mieszkanka. – powiedział krasnoludzki król.
- Jak możesz tak mówić o kimś, kto ryzykuje życie dla twojej wyprawy? – Irrina była zła.
Doszli do jaskini, w której pozostałe krasnoludy zdążyły się zadomowić. Dziewczyna usiadła przy hobbicie, który był milczący i zamyślony.
- W porządku Bilbo?
- Tak, dziękuję Irrino. Nie wiem jakbym zniósł tę podróż, gdyby nie ty.
- Masz na myśli, że Thorin wkurzałby się o wszystko na tylko ciebie? A tak jest nas dwoje, możemy znieść to mężniej. –uśmiechnęła się, próbując dodać mu otuchy.
- Przyznam się, że na początku naszej podróży tak właśnie myślałem. – powiedział zawstydzony hobbit.
- Nie ma się czego wstydzić przyjacielu. Gdyby nie to, że potrafię być cierpliwa, krasnoludzki król pożałowałby połowy swoich słów. Poza tym mam zadanie do wykonania.
Bilbo spojrzał na nią z pytaniem w oczach.
- Potrafisz składać strzępki informacji w całość?- spytała go znienacka. Baggins skinął głową- To powiedz mi co myślisz o tej wyprawie, poza tym, że jest to wyprawa po złoto?
- Radagast mówił coś o cieniu nad Mroczną Puszczą. Gandalf z Elrondem też. Ty walczysz z orkami, które służą złym siłom. Smok też jest wytworem złego. Ale to nie wszystko, prawda? To dopiero początek. Najgorsze ma nadejść.
Irrina wpatrywała się w niziołka z uwagą. Jeśli ktoś, kto ceni wygody i bezpieczeństwo umie dostrzec znaki, to co dopiero ktoś, kto styka się ze złem na co dzień.
- Czy uważasz, że ktoś znający świat lepiej od ciebie nie potrafiłby dostrzec tych znaków? O czym trzeba myśleć, żeby to zlekceważyć. – zapytała siebie samą.
- O złocie. – powiedział Bilbo szeptem. Irrina spojrzała na niego nie spostrzegając, że znowu mówiła na głos. – Podejrzewam, że chodzi ci o Thorina. – ciągnął dalej szeptem hobbit – On, on ma chorobę. Smoczą chorobę. Jego dziadek i ojciec również to mieli. Lord Elrond uważa, że Thorina nie da się już uratować. Że choroba już opanowała jego umysł. A Gandalf nie zaprzeczył.
Dziewczyna w milczeniu pokiwała głową. Tego się właśnie obawiała. Hobbit patrzył jak Irrina powoli zapada w sen, jego też zaczęła ogarniać senność, jednak huki gigantów nie pozwoliły mu usnąć w końcu. Bił się z myślami co ma zrobić. Chciał wrócić do domu. W Rivendell ofiarowano mu gościnę, to nie daleko stąd. Jeszcze pamięta drogę. Co więcej Irrina przepowiedziała wielkie niebezpieczeństwo, widział, że się bała. „Jeśli ona się boi, to co ja biedny hobbit mogę?" pytał siebie. „Nic nie możesz. Ona widziała i przeszła już niejedno. I co ? Strach w jej oczach był wyraźny. Nikt by nie zaprzeczył. A poza tym Thorin uważa mnie za zawadę. Za bagaż, który trzeba nieść." I z tymi myślami począł się pakować. Kiedy był gotowy do odejścia, ktoś się poruszył. Bofur.
- A ty gdzie się wybierasz panie Baggins?
- Wracam do domu.
- Dlaczego?
- Thorin uważa mnie za zawadę. Nie należę do waszej kompanii. Nie umiem tak jak wy zasnąć byle gdzie.
- Tęsknisz za domem. To zrozumiałe.
- Nie. Wy nic nie rozumiecie. Nie wiecie jak to jest tęsknić do domu. Nie macie żadnego.
Bofur chciał coś powiedzieć, kiedy podłoga się rozstąpiła.
- Wstawaaaaaaaaać!- krzyknął Thorin, który od dłuższego czasu nie spał. Kompania w mgnieniu oka była na nogach, ale za późno. Wszyscy spadli prosto do klatki goblinów, skąd obrzydliwe potworki zaczęły ich wyciągać i prowadzić do olbrzymiego goblina, zapewne ich króla. Król goblinów w tym czasie śpiewał piosenkę o miażdżeniu kości, zdawać by się mogło, że ma naprawdę dobry…dzień.
- Wpada w ucho, prawda? - Zapytał pojmanych.
Irrina wywróciła oczami. „Zależy od gustu " pomyślała.
- To jakaś abominacja! – zakrzyknęły oburzone krasnoludy.
- Abominacja, dewiacja, mutacja. Wszystko to znajdziecie w naszym królestwie. – wskazał ręką na pieczarę – A wy? Coście za jedni? Szpiedzy? Rabusie? Zabójcy?
Krasnoludy ustawiły się tak, żeby zasłonić Thorina i jego siostrzeńców.
- To krasnoludy wasza podłość. I kobieta.- jeden z goblinów pokazał na Irrinę.
- Krasnoludy? Co tutaj robicie? Gadać szybko!- Wielki goblin zmrużył oczy i podszedł do dziewczyny.
Wyszedł Oin, zasłaniając ciałem towarzyszkę.
- Jesteśmy w drodze do krewniaków…- zaczął.- Goblin wywrócił oczami. Nie uwierzył im.
- Bzdury! Jeśli nie chcą gadać, będą cienko śpiewać. Przynieść miażdżarkę kości. Zaczniemy od kobiety.- Irrina cofnęła się instynktownie.
Od dłuższego czasu Thorin obserwował sytuację, która stawała się beznadziejna. Kiedy goblin wskazał na Irrinę, ogarnął go strach. „Nie tkniesz jej potworze" pomyślał i zawołał :
- Stój!
Stwór obrzucił go bacznym spojrzeniem i powiedział lekceważąco.
- Proszę, proszę kto się tu pojawił. Thorin syn Thraina syna Throra Król pod Górą! Oh! Ale zapomniałem! Ty nie masz już góry, co czyni cię nikim. – gobliny wybuchły śmiechem. - Znam kogoś kto zapłaci za twoją głowę. Tylko głowę. Chyba wiesz kogo mam na myśli? zawiesił głos, dając Thorinowi czas na przypomnienie - Twój stary wróg Azog.
-Azog zdechł od ran wiele lat temu.
- Tak ci się zdaje?
Krasnoludy nic się nie odzywały. Thorin wyglądał na przygnębionego. Gobliny tymczasem przeglądały ich broń, kiedy odkryły Orcrista, nastała wrzawa. Potwory gryzły, kopały i biły kompanię, która nie miała sił się bronić. Kiedy myśleli, że już po nich, rozbłysło światło.
- Uciekajcie głupcy! –to Gandalf powrócił.
