Z patelni w ogień
Krasnoludy walczyły z goblinami zaciekle, uciekając prowizorycznymi mostkami. Gandalf zabił ich króla. Po długiej i męczącej walce udało im się dotrzeć do
dolnych korytarzy, i wydostać z Góry. Dobiegli do gaju na skraju góry, żeby odpocząć chwilę.
- Dwalin, Balin, Kili, Fili.- czarodziej zaczął liczyć – Bifur, Bofur, Bombur. Dori, Ori, Nori. Oin i Gloin. No i Thorin, aa i Irrina. A gdzie jest Bilbo?
- Zaginął!
-Mieliście go pilnować!
- Baggins napotkał przeszkodę i postanowił zawrócić. To wam powiem. – odezwał się Thorin.
- To nieprawda. – Bilbo wyszedł zza drzewa.
- Bilbo!- zawołała Irrina – Tak się martwiłam.
- Po co wróciłeś?- zapytał Thorin.
- Wy nie macie domu. Ja mam. Chcę pomóc odzyskać wasz dom.
Krasnoludy przyjęły z radością oświadczenie Bagginsa. Ale radość nie trwała długo. Wieczorem dogonili ich orkowie. Wśród nich był Azog. Czarodziej i kompani
wspięli się na sosny i oczekiwali na cud. Gandalf zaczął podpalać szyszki i rzucać w gobliny, ale niewiele to pomagało. Thorin nie chciał wisieć na gałęzi niczym
kurczak na rożnie, postanowi stanąć do walki z ogromnym orkiem. Jakie miał szanse z niemal trzymetrowym potworem, siedzącym na ogromnym wargu?
Żadne. Irrina widziała to i w duchu przeklinała krasnoludzkiego króla za głupotę. Co osiągnie tym, że da się zabić? Patrzyła bezsilnie jak Azog powala Thorina i
rozkazuje innemu goblinowi, żeby przyniósł głowę Dębowej Tarczy. Bilbo, siedząc na najniższej gałęzi ze wszystkich postanowił, w przypływie odwagi,
uratować Thorina. Zeskoczył z drzewa i zasłonił własnym ciałem krasnoluda. Pozostali widząc dzielne zachowanie hobbita, włączyli się do bitwy. Irrina
wiedziała, że jak nikt im nie pomoże, to wszyscy tu zginą. Spojrzała na czarodzieja, który był bardzo na czymś skoncentrowany. Chwilę później nadleciały orły.
Dziewczyna odetchnęła z ulgą. Orły zaniosły ich daleko poza zasięg watahy wargów. Gandalf podszedł do rannego i nieprzytomnego Thorina, i uzdrowił go.
Krasnoludzki król pytał o Bagginsa.
- Niziołek.
- Jest cały i bezpieczny.- powiedział czarodziej.
-Ty! Co ty sobie myślałeś?! Mogłeś zginąć! Powiedziałem, że będziesz zawadą. Że zginiesz w dziczy i nie masz miejsca pośród nas. –prawie krzyczał i powoli
zbliżał się do Bilba.- Nigdy wcześniej się tak nie pomyliłem.- przytulając niziołka, dodał- Przepraszam, że w ciebie wątpiłem.
Kompania zakrzyknęła radośnie.
- Sam bym w siebie wątpił. – powiedział Baggins.
Krasnoludy skierowały wzrok na wschód, gdzie ponad ogromną puszczą, wznosiła się Samotna Góra. Cel.
Irrina pierwsza zaczęła schodzić z Carroc. Powoli, żeby nie spaść z wąskiej ścieżki, posuwali się na dół. Odkąd wyszli z kopalni nie odzywała się wiele. U
podnóża góry znaleźli się późnym popołudniem. Niedaleko płynęła rzeczka. Dziewczyna zasugerowała odpoczynek i kąpiel. Krasnoludy pognały radośnie w
stronę rzeki, nie zważając na to, że kobiecie należałoby się pierwszeństwo. Irrina wzruszyła ramionami, niech się cieszą póki mogą. Potem mogą nie mieć takiej
okazji. Pierwsi wrócili Kili i Fili.
- Możesz iść się kąpać. My cię chętnie popilnujemy.
Dziewczyna przygryzła wargę. Uwielbiała tych dwóch łobuzów, ale nie pozwoliłaby im za nic w świecie na pilnowanie podczas kąpieli. Nie zauważyli, że ktoś
jeszcze wrócił znad rzeki.
-Przestańcie zachowywać się bezczelnie.- usłyszeli wściekły głos Thorina. Irrina wywróciła oczami. Zaczyna się od nowa.- Czy wy nie macie wstydu?
- My chcieliśmy cię tylko wyręczyć wuju.- zaczął Kili- Do obowiązków rodziny Królewskiej zalicza się dbanie o poddanych. I my chętnie zadbamy, żeby Irrina
bezpiecznie zażyła kąpieli.
Dziewczyna widziała, że chłopcy się drażnią z Thorinem, ale nie chciała kolejnych konfliktów.
- Dobrze. Poczekam na Bilba albo Gandalfa.
Thorin uznał, że nie przepuści okazji, żeby obejrzeć Irrinę bez ubrania. Przecież ona go widziała nagiego, to czemu nie miałoby to działać w dwie strony?
-Nie mamy czasu na czekanie, aż wróci Baggins albo Gandalf. Ja popilnuję twojego bezpieczeństwa. W końcu jestem przywódcą tej kompanii.
Irrina spojrzała na niego ze zdumieniem.
- Jak chcesz. – powiedziała i poszła w inną stronę niż kąpiące się krasnoludy.
Kili i Fili wybuchli śmiechem, kiedy para zniknęła im z oczu.
- Widziałeś go?- zaczął młodszy- On popilnuje jej bezpieczeństwa? Założę się, że będzie cały czas ją podglądał.
- Tak bracie, masz rację. A o nas mówi, że nie mamy wstydu.
Tymczasem Thorin usiał na skale i zaczął rozglądać się po okolicy. Nie mógł pozbyć się wrażenia, że są obserwowani. I to nie przez jego siostrzeńców. Nie mógł
jednak za bardzo się skupić, ponieważ niedaleko kąpała się Irrina. Spojrzał w stronę rzeki. Znalazła takie miejsce, że zanurzyła się po pas, wszędzie indziej
woda sięgała ledwie kostek. Ukryty za skałą, mógł podziwiać jej jedwabiste włosy i kremową skórę. Stała odwrócona tyłem, bardzo chciał zobaczyć więcej…
Jak na życzenie, Irrina odwróciła się, mając wrażenie, że jest obserwowana. Rozejrzała się i nie zobaczyła niczego podejrzanego. Thorina nie było w pobliżu,
pewnie uznał, że nie trzeba jej pilnować. Postanowiła wrócić na brzeg. Rozłożyła swoją opończę i położyła się, rozkoszując promieniami zachodzącego słońca. Z
daleka dochodziły ją wrzaski krasnoludów, pewnie postanowili zrobić sobie popas. Zamknęła oczy na chwilę. Jej słuch się wyostrzył. Słyszała niedaleko
przyspieszone bicie serca i ciężki oddech. Zaklęła. Jak mogła zapomnieć o Thorinie? Przecież on nigdy nie darowałby sobie takiej okazji, prawda? Mówił, że to
jego siostrzeńcy nie mają wstydu, a on nie lepiej się zachowuje. Pamiętała dobrze jego pełne pożądania spojrzenie, kiedy trzymał ją w ramionach. Poza
tym….Rivendell…fontanna. Kolejny raz zaklęła, ubierając się w pośpiechu. Jak mogła być tak nierozsądna?
Thorin uśmiechał się pod nosem, widząc jak Irrina zerwała się ze strachem z ziemi. Domyśliła się, że jest obserwowana. Nie czuł wstydu, ani też satysfakcji.
Wręcz przeciwnie, czegoś mu brakowało. Owszem, chciał więcej. Obserwacja z daleka mu nie wystarczyła. Ni teraz.
Obydwoje wrócili do obozowiska. Posilili się i ruszyli w drogę. Dotarli do ogromnego ogrodzenia.
-Kto tu mieszka? Wróg czy przyjaciel?- zapytał czarodzieja Thorin.
- Ani jedno ani drugie.- Gandalf skrzywił się – Albo nas przyjmie albo zabije.
- Jaki więc mamy wybór?- zapytał krasnoludzki król.
-Żadnego. – odpowiedział i spojrzał na Irrinę i hobbita- Wy dwoje idziecie ze mną pierwsi. Pozostali czekają na znak. Idziecie dwójkami. W równych odstępach
czasu. Zrozumiano?- krasnoludy skinęły głowami – Aha. Bombur. Ty się liczysz za dwóch. Pójdziesz więc sam na końcu.
Hobbit, czarodziej i kobieta poszli niepewnie w stronę bramy. Był już późny wieczór i gospodarz krzątał się po zagrodzie. Irrina jeszcze nigdy nie widziała tak
ogromnego mężczyzny. Gandalf powiedział im po drodze, że Beorn jest zmiennokształtnym. Była ciekawa jak mężczyzna zachowa się wobec krasnoludów. Nie
każdy jest do nich przyjaźnie nastawiony.
-Ekhm.- zaczął czarodziej- Dobry wieczór.
- Coście za jedni?- Beorn zapytał się, odwracając do przybyłych od swojego zajęcia.
- Jestem Gandalf Szary. A to Irrina z Czatowników i pan Baggins hobbit.
- Nigdy nie słyszałem o was.
- Może znasz mojego przyjaciela Radagasta Brązowego.
Beorn skinął głową i zapytał.
- Czego chcecie?
- Ja i moi kompani potrzebujemy odpoczynku.
- Trójkę nazywasz kompanią. Dziwne.
- Właściwie, to jest nas trochę więcej… Nie chcieliśmy ci się jednak narzucać. Widzisz mieliśmy ciężką przeprawę z goblinami.
- Z goblinami? Po co się pchać w łapy goblinów? Głupia rzecz.
- Zabłądziliśmy. Trafiliśmy na gobliny w Górach Mglistych. Nasi pozostali kompani...- zakaszlał – walczyli dzielnie, ale trochę zostali poturbowani…- w tym
momencie przyszli Dwalin i Balin.
-Krasnoludy?!- krzyknął Beorn.
- Tak właściwie, to większość z nas to krasnoludy.
- Dwóch krasnoludów nazywasz większością?- zapytał wkurzony Beorn. Czarodziej zakaszlał, chwilę później zjawili się Oin i Gloin. – Kontynuuj swoją opowieść
czarodzieju.
Gandalf znowu zakaszlał i zaczął.
- W Górach Mglistych złapały nas gobliny….
- To już mówiłeś. Co było dalej.
- Śpiewały piosenki o miażdżeniu kości i obdzieraniu ze skóry…- odezwała się Irrina.
-Taak?- Beorn odwrócił się, bo usłyszał szum. Przyszli Dori i Nori. – I co było dalej?
-Chcieli wziąć mnie na łamacz kości, żebym zdradziła cel ich wyprawy. Ale pojawił się Mitrandir, to jest Gandalf i oślepił ich światłem.
Gandalf zakaszlał, udawał skromnego.
- No i?
- Zabił króla goblinów.
- Króla goblinów powiadasz? Bardzo ciekawe.- Przyszli Kili i Fili. Beorn zdawał się nie zauważać tego. – I co dalej?
- Uciekliśmy. Ale to była ucieczka z patelni w ogień.
- Interesujące.
- Dopadła nas wataha wargów z Dol Guldur. Był wśród nich Azog.
- Azog?- zapytał Beorn. W jego oczach pojawił się ogromny gniew, ale i smutek. – I jak się uratowaliście?
- Wspięliśmy się na sosny. Gobliny czekały, aż się ściemni i zmęczymy się. Śpiewały wredne piosenki, żeby nas wykurzyć.
- Hmm. Raczej ich skrzek nie był przyjemny.
- Tak, zwłaszcza kiedy słyszy się o szesnastu ptaszkach na gałęzi. A potem o kurczakach na rożnie.
- Szesnastu? A was jest tylko… jedenaście. Gdzie pozostali?
- Nie chcieliśmy ci się narzucać!- powtórzył Gandalf.
- Bzdury. Dawać tu pozostałych. Możecie przenocować, ale tylko pod warunkiem, że dziewczyna skończy w spokoju historię.
Irrina siedziała na ogromnym fotelu przy ogniu i kończyła opowieść. Krasnoludy, najedzone i uspokojone, zaczęły szukać miejsca do spania. Beorn od dłuższego
czasu przyglądał się dziewczynie.
- Irrino, czy dobrze zgaduję, że twoją matką była Errin?
-Tak. Skąd wiesz?
- Jesteś do niej bardzo podobna.
- Znałeś ją?
- Tak. Miałem nadzieję, że mnie pokocha, ale wybrała twojego ojca.
Irrina milczała. Nie wiedziała co odpowiedzieć. Thorin przysłuchiwał się ich rozmowie. „Jeszcze tego brakuje, żeby ten potwór przeniósł uczucia z matki na
córkę". Beorn zdawał wyczuć myśli Thorina i zwrócił się do krasnoluda.
- Masz szczęście, że pomaga wam tak uzdolniona osóbka. Jej ojciec i obaj dziadkowie byli mężnymi wojownikami, mało jest takich obecnie.
Irrina podniosła wzrok, zdumiona słowami ich gospodarza.
- Nie ma się czemu dziwić kruszyno. Nie jestem wcale zazdrosny o twojego ojca. Linia potomków Numenoru to dobra partia. Szkoda tylko, że nie jest ceniona
tak jak dawniej. Twoje życie byłoby inne, gdyby okazywano należyty szacunek przodkom.
- Domyślam się, że chodzi ci o to, że orkowie nie zmietli by z powierzchni ziemi naszej osady?
- Orkowie nie przejmują się do jakiego narodu należysz. Ważne jest, żebyś była martwa. – spojrzał na Thorina – Azog jest tego bardzo dobrym przykładem,
prawda?
-Skąd o nim wiesz?
- Twoja towarzyszka wspominała, że natknęliście się na niego w górach. Wygląda na to, że na ciebie poluje. Dlaczego?
- Chce wymazać linię rodu Durina.
- Moją też prawie wymazał.
Bilbo siedział niedaleko i słuchał z przejęciem ich słów, nie wytrzymał i zapytał:
- To było was więcej?
- Dawniej tak. Żyliśmy w spokoju i dostatku.
- A teraz?
- Teraz widzisz, hobbicie. Zostałem tylko ja. I muszę bronić moich ziem przed tymi potworami. Czasy robią się coraz mroczniejsze, a ja coraz starszy. Wkrótce
moja rasa zniknie. Tak samo jak i inne w przyszłości. – dodał.
Irrina patrzyła w ogień, myślami była daleko. W końcu ogarnął ją sen.
Rankiem obudziła się na sienniku, przykryta wełnianym kocem. Nie wiedziała jak się tam znalazła. Krasnoludy i hobbit jeszcze spały. Postanowiła wyjść na
zewnątrz i odetchnąć świeżym powietrzem.
-Obudziłaś się kruszynko, może pomożesz mi zrobić śniadanie dla twoich towarzyszy?
- Oczywiście. Bardzo chętnie.
Krzątali się przy stole opowiadając sobie nawzajem różne historie z ich życia. Krasnoludy powoli wstawały. Po śniadaniu zbierali się do dalszej drogi. Beorn
dawał im instrukcje w jaki sposób mają dostać się do Samotnej Góry. Na chwilę jeszcze zawołał Gandalfa.
- Nadchodzą mroczne czasy. Coś czai się w Dol Guldur. Pamiętam dni, kiedy podobne wydarzenia miały miejsce. Czy mam rację?
- Saruman Biały twierdzi, że niemożliwe jest, żeby Sauron powrócił.
- A co rzecze Gandalf Szary?
-Ehh..
- Jedziesz Gandalfie?- zawołał Thorin.
-Przygotuj się do wojny…- powiedział czarodziej, odwracając się do towarzyszy.
Beorn patrzył w ślad za nimi. „Wojna. To by się zgadzało. Czy dożyję lepszych dni?". Pokręcił głową i zmienił się w czarnego niedźwiedzia. Towarzyszył kompani
do skraju Mrocznej Puszczy. Tam krasnoludy rozłożyły pakunki i puściły kuce z powrotem do domu. Gandalf sprawdził ścieżkę. Otrzymał jednak wiadomość od
Galadrieli, żeby wyruszył do Dol Guldur. Podszedł do Irriny i powiedział jej po cichu.
-Pilnuj krasnoludów, zwłaszcza Thorina. Miej baczenie, żeby nie zbliżał się do złota, jeżeli nie uda ci się go powstrzymać od wejścia do Góry. – Irrina kiwnęła
głową – W odpowiednim czasie zbierz tyle sił ile się uda. Musimy być przygotowani na wojnę. Postaraj się, żeby Esgaroth nie ucierpiało za bardzo kiedy smok
się obudzi. Wrócę jak najszybciej się da.
Czarodziej usiadł na koniu i zawołał do krasnoludów.
- Nie schodźcie ze ścieżki. Zaczekajcie na mnie przed wejściem do Góry. Pod żadnym pozorem nie wchodźcie do Góry!- wołał poganiając swojego konia.
Krasnoludy stały zdezorientowane, w końcu Thorin podszedł do Irriny.
- Dlaczego Gandalf nas opuścił?
- Ma coś ważnego do zrobienia.
- Co może być ważniejsze od naszej misji?- zapytał krasnoludzki król.
- Są sprawy, które nawet ty powinieneś dostrzec. Przyszłość Śródziemia zależy od tego czy Mithrandir zdąży.
-Nie obchodzą mnie sprawy Śródziemia.
- A powinny. – powiedziała ze złością, po czym dodała – No dalej ruszcie się musimy przejść traktem nim się ściemni i ścieżka zniknie.
