Czy chcieliście kiedykolwiek być kimś zupełnie innym? Czy kiedykolwiek nienawidziliście swojego życia tak bardzo, że to aż bolało? Zapewne to wszystko zależy od momentu, w którym ktoś zada wam takie pytanie. Jeśli ktoś tydzień temu, zapytałby mnie, czy lubię moje życie, odparłabym – Jest ciężko, życie wiele ode mnie wymaga i jeszcze wiele przede mną, ale nie mogłabym być kimś innym.

Obejrzenie przeze mnie feralnej taśmy, sprawiło, że moje zdanie uległo gwałtownej zmianie. Chciałam być kimś innym, bo to oznaczałoby, że nie będę musiała czuć w ten sposób, tak mocno, tak boleśnie. A musicie wiedzieć, że w okresie po śmierci Dorcas, za wszelką cenę unikałam bólu, jej śmierć wystarczającą krzywdę mi wyrządziła.

Moją pierwszą myślą było, żeby pobiec do domu Dorcas, opowiedzieć jej wszystko i błagać by powiedziała, że to co widziałam było jedynie iluzją, sennym majakiem, lub jedną z iluzji, które wywołuje gorączka. Zajęło mi kilka minut, by móc sobie uświadomić, że nie mogę iść do Dorcas, że moja przyjaciółka już nigdy mnie nie wysłucha, już nigdy mi nie doradzi.

Opadłam na ziemię, plecami oparłam się o dolną część kanapy, podciągnęłam nogi pod brodę i cicho pociągałam nosem. Choć miałam ochotę krzyczeć, wyć z bólu, nie robiłam tego. Możecie pytać ile siedziałam w tej pozycji, ale sama nie mam zielonego pojęcia. W końcu do mojej głowy wpełzł głos, który podejrzanie przypominał Dorcas. To ona zawsze dawała mi kopa w tyłek i zabraniała użalać się nad sobą. Wciąż cholernie ciężko mi uwierzyć, że już jej nie ma na tym świecie.

Wstałam z ziemi, otarłam rękawem policzki i przysięgłam sobie, że już nigdy więcej nie zapłaczę przez Jamesa Pottera. Skoro ja mu nie wystarczałam i musiał znaleźć pocieszenie w ramionach osoby, którą uważałam za przyjaciółkę, to trudno. I chociaż to cholernie bolało, nie zamierzałam błagać go o wyjaśnienie dlaczego to zrobił. Jakiś cichy głosik podpowiadał mi, że powinnam się tego spodziewać, że mężczyźni właśnie tacy są – z pewnością nie myślą głową.

Jednej rzeczy nie mogłam pojąć – dlaczego po tylu okropieństwach, które razem przeżyliśmy, dlaczego po tylu pięknych chwilach, które miały między nami miejsce, dlaczego on to wszystko zaprzepaścił, dlaczego tysiące razy zapewniał mnie, że jestem miłością jego życia, podczas gdy prowadzał się z Marleną?

Nie umiałam – a może nie chciałam – tego zrozumieć. No bo jak można zrozumieć to, że człowiek, któremu jeszcze wczoraj powierzyłbyś życie, tak po prostu cię zdradził. Może da się to jakoś wytłumaczyć, ale ja wcale nie zamierzam się nad tym zastanawiać.


Ludzie często zadają pytania – czasem tak skomplikowane, że udzielenie na nie odpowiedzi, jest dla nas nie lada wyzwaniem. Innym razem, pytanie jest tak oczywiste, że jego prostota nie pozwala nam dostrzec odpowiedzi. Dobrze jest mieć wtedy kogoś, kto ci w tym pomoże. Taką osobę najczęściej określa się mianem przyjaciela. Przyszłam do Alicji i Franka, bo ich adresu James nie zna, a ja nie mam ochoty na rozmowę z nim. Siedziałam przed drzwiami bite kilka godzin, w końcu usłyszałam znajome głosy. Zza roku wyłonili się Frank i Alicja, roześmiani od ucha do ucha.

- Lily? – zapytał zaskoczony Frank na mój widok.

- Lily? – powtórzyła po nim Alicja.

- Przygarniecie mnie na kilka nocy? – zapytałam żałośnie, czując się jak największa ofiara losu. Nienawidziłam przyznawać się do tego, że potrzebuję pomocy, nawet – a może szczególnie – przed własnymi przyjaciółmi.


- Dziękuję, że pozwoliliście mi się u was zatrzymać – powiedziałam cicho, wbijając wzrok w parującą herbatę, której kubek trzymałam w dłoniach. – Macie piękne mieszkanie. Dobrze, że się przeprowadziliście, będziecie mieli więcej miejsca dla dzieci. – Uśmiechnęłam się sztucznie, co natychmiast wyczuła Alicja. Przed moją przyjaciółką nic się nie ukryje.

- Frank, skarbie, mógłbyś nas zostawić na chwilę same?

- Jasne, i tak umówiłem się z Syriuszem, więc będę już leciał.

- Zaczekaj! – zawołałam. – Nie mów Syriuszowi, że tu jestem. On powie Jamesowi i… – zamilkłam w połowie zdania.

- Znów się pokłóciliście? – zapytał ze współczuciem Frank.

- Coś w tym stylu – mruknęłam cicho.

Frank pokiwał głową i dłużej mnie nie męczył. Chwilę po tym jak opuścił kuchnię, usłyszałam trzask drzwi wejściowych.

- Więc powiesz mi co się stało? Jeśli się nie mylę, to jeszcze rano wszystko było w porządku. Co Rogaty znowu przeskrobał? Zapomniał o rocznicy.

- Bardzo śmieszne, Alicja! Wiesz, że nie jestem tym typem dziewczyn, które obrażają się o taką bzdurę – syknęłam ze złością, starając się nie zacząć płakać. Ostatecznie byłam już dorosłą, poważną osobą i nie wypadało mi zalewać się łzami co pięć minut.

- To co się stało w takim razie?

- Zdradził mnie, jeśli tak bardzo chcesz wiedzieć – powiedziałam tak spokojnie, że zaskoczyłam nawet samą siebie.

- Zgrywasz się, prawda?

- A czy uważasz, że ten żart byłby dostatecznie śmieszny?

- Jesteś pewna, że cię zdradza, może ci się wydaje, może jesteś prze…

- Przewrażliwiona? – przerwałam jej i wybuchnęłam histerycznym śmiechem, który po chwili przerodził się w szloch. I diabli wzięli moje postanowienie. – Mam to na taśmie! Na pie****nej taśmie!

- Merlinie, ale skąd wytrzasnęłaś tę taśmę?

- Nie wiem, ktoś podrzucił mi ją pod drzwi. Z resztą, czy to ważne? Boże, Alicjo, on mnie zdradził. W życiu mu tego nie wybaczę.

- Może powinnaś z nim porozmawiać? No wiesz, dać mu szansę się wytłumaczyć?

- Co tu tłumaczyć?! Alicjo! Czy ty siebie słyszysz?! Zdradził mnie! Zdradził! Przespał się z tą… Och, a ja głupia miałam ją za przyjaciółkę.

- Lily, rozumiem, że jesteś wściekła, ale nie musisz wyżywać się na mnie, dobrze? Jeśli już to ustaliłyśmy, to powiedz kim jest ta kretynka, która śmiała to zrobić, a już ja się z nią policzę. Z ciężarnymi się nie zadziera.

- Nie chcę żebyś się z nią rozliczała – wychlipałam żałośnie.

Alicja wstała z krzesła i przyciągnęła mnie do ciasnego uścisku. Wtuliłam głowę w jej włosy, dziękując Merlinowi, że los nie odebrał mi chociaż jej.


Przez następne dwa tygodnie, bardzo skutecznie unikałam Jamesa. Nie chciałam mieć z nim już nic wspólnego. Nie po tym co mi zrobił. Ignorowałam więc setki listów, którymi mnie zasypywał. Znalazłam sobie nowe mieszkanie na obrzeżach Londynu. Nie czułam się w nim tak dobrze jak w poprzednim, ale było okej. Od Marleny również trzymałam się z dala, aż pewnego wieczoru dziewczyna zaczepiła mnie po pracy. Nawrzeszczałam na nią za wszystkie czasy i chyba złamałam nos, ale ona nadal miała czelność udawać, że nie wie o co mi chodzi.

W końcu przyszedł czas na spotkanie Zakonu. Przez całe jego trwanie, Marlena patrzyła na mnie błagalnie, a James natarczywie z nutą ciekawości. Pewnie jeszcze sobie nie uświadomił, że wszystko już wiem. Chciałam móc go nienawidzić, ale ilekroć spoglądałam w jego brązowe oczy przepadałam. Oczywiście za każdym razem wymierzałam sobie mentalne policzki, lecz to nie skutkowało. Myślałam więc o tym co było na taśmie, a to i owszem – działało, tyle, że miałam ochotę płakać.

Tego dnia Dumbledore wyznaczył mi moją pierwszą, większą misję. Miałam razem z Alicją i dziewczyną imieniem Emmeline, udać się do obozu Śmierciożerców, który był w górach i spróbować wykraść ich plany. Ciężka, ryzykowna, niebezpieczna – misja dokładnie taka, jaka teraz jest mi potrzebna.

- Nie! – krzyknął James, zrywając się z krzesła, kiedy Dumbledore tłumaczył nam na czym owa misja będzie polegać. – Nie możesz! To zbyt niebezpieczne.

- To już nie twój problem Potter, nawet nie próbuj się wtrącać – warknęła groźnie Alicja, stając w mojej obronie. Posłałam jej wdzięczny uśmiech i dałam dyrektorowi znak by kontynuował.

Spotkanie zakończyło się. Ruszyłam z Alicją w stronę drzwi, zażarcie dyskutując o szczegółach zadania.

- Lily! Lily, zaczekaj. – Usłyszałam za sobą ten cudowny okropny głos.

- Czego od niej chcesz, Potter? – zapytała Alicja, patrząc na niego gniewnie.

- Dziewczyny, o co wam chodzi? Co ja wam takiego zrobiłem. Lily, nie dostawałaś moich listów? Wysłałem ich całą masę. Martwiłem się. Byłem u ciebie w mieszkaniu, ale nikogo tam nie było.

- I ty się jeszcze śmiesz pytać, co takiego zrobiłeś?! – syknęła niebezpiecznie moja przyjaciółka. – Zdradziłeś ją z tą zdzi*ą i jeszcze się pytasz co zrobiłeś?

- O czym ty mówisz, Carter?! Nikogo nie zdradziłem! Lily, o czym ona bredzi? Hej, czekaj, porozmawiaj ze mną.

- Nie mamy o czym, James. Wracaj do Marleny, życzę wam szczęścia.

- Lily, wytłumacz mi to! Co ci strzeliło do głowy?! Nigdy w życiu nie tknąłem Marleny!

- Ma to na taśmie, dupku, nie wyprzesz się!

- Na jakiej taśmie?! O czym wy, do jasnej cholery, mówicie?! Lily, wolałbym umrzeć niż cię skrzywdzić, jesteś całym moim światem! Nie mógłbym cię zdradzić!

- Czyżby?! – Mój głos był pełen ogromnego bólu, ale i siły, która sprawiła, że James cofnął się o krok. Otworzyłam torebkę i wyjęłam z niej feralną taśmę, wzięłam ją specjalnie po to. Rzuciłam ją Jamesowi pod nogi.

- Co…?

- Obejrzyj to zrozumiesz, choć myślę, że to wspomnienie jest całkiem świeże.

- Lily! Lily, wracaj, jeszcze nie skończyliśmy!

- Ja skończyłam Potter… A właściwie to ty skończyłeś to co było między nami.


Siedziałam na zimnej, kafelkowej podłodze łazienki i z rosnącym przerażeniem, załzawionymi oczami patrzyłam na maleńki przedmiot w mojej dłoni. Nie… To nie może być… Dwie kreski… Nie, nie, nie, nie! Nie mogę być teraz w ciąży!