- Imię i nazwisko?
- Nie wiem…
- Rok i miejsce urodzenia?
- Nie znam…
- Imiona rodziców?
- Nie pamiętam…
Zabawne, że na podstawie tak banalnych pytań można stwierdzić, iż ktoś odebrał ci całe życie.
Przychodzili i odchodzili. Zadawali pytania, na które nie znałam odpowiedzi. Nie wiedziałam co się dzieje i nikt nie chciał mi tego wyjaśnić, aż do chwili postawienia ostatecznej diagnozy.
Podobno straciłam pamięć. Dziwne… Nie czuję się, jakbym coś straciła.
Podobno nazywam się Lily Evans i mam dziewiętnaście lat. Myślę, że podoba mi się to imię, ale chyba czuję się na nieco starszą. A może młodszą? Nie wiem.
Podobno jestem czarownicą – nie wiem dlaczego, ale przyjęłam tę informację ze stoickim spokojem. Bo to wydawało mi się naturalne.
Przyszła do mnie jakaś kobieta i opowiadała mi o Hogwarcie – szkole, do której podobno chodziłam. Chciała wyjaśnić mi zasady panujące w tym świecie, ale przerwałam jej. Wiedziałam wszystko, o czym mi mówiła. Wiedziałam czym jest Hogwart, wiedziałam jakie zaklęcie za co odpowiada, jak dostać się na ulicę Pokątną. Po prostu nie wiedziałam, jak ta wiedza znalazła się w mojej głowie – ale była tam i już!
Kilka godzin po wizycie tej kobiety odwiedził mnie młody chłopak, który prawdopodobnie był w moim wieku.
- Nie pamiętasz mnie, prawda? – zapytał ze smutkiem. – Nic nie szkodzi. Nazywam się James Potter.
- Znamy się? – zapytałam. – To znaczy, czy byliśmy przyjaciółmi.
- Przez jakiś czas byliśmy nawet małżeństwem, ale wszystko się pochrzaniło i unieważnili nasz ślub. Ale kochaliśmy się, bardzo.
- Och… – tylko tyle z siebie wykrztusiłam.
- To ja cię znalazłem. Trochę się pokłóciliśmy. Chciałem wyjechać na wakacje, ale ty nie chciałaś. Wyszłaś, trzaskając drzwiami. Właściwie dość często to robisz. Przez okno widziałem, jak wchodzisz do lasu za domem. Pobiegłem za tobą, chciałem przeprosić, ale nie mogłem cię znaleźć. A kiedy cię znalazłem…
- Ten kto wymazał mi pamięć, już mnie dopadł, tak? – domyśliłam się.
Chłopak skinął głową i przeczesał dłonią włosy. Miałam wrażenie, że w jego oczach błyszczą łzy, lecz mogło mi się tylko wydawać.
- Przepraszam – powiedział. – Gdybym nie nalegał, nie pokłócilibyśmy się i nie poszłabyś do tego lasu. Godryku, tak mi przykro.
Nasze spojrzenia się spotkały i kiedy miałam powiedzieć, żeby się nie obwiniał, poczułam wyjątkowo mocny zapach czekolady zmieszanej z cytryną i stało się coś dziwnego. Przed oczami stanął mi pewien obraz…
- Potter, lepiej, żebyś miał ważny powód do tarmoszenia mną, bo inaczej znów ci coś złamię!
- To się okaże, Evans – szepnął mi do ucha, a mnie przeszły słodkie dreszcze, gdy poczułam na szyi jego oddech. Sekundę później poczułam jego usta na moich i po prostu odpłynęłam. Czułam, że miękną mi kolana, więc objęłam go ramionami, a dłonie wplątałam w jego włosy. Odsunął się szybciej, niżbym sobie tego życzyła. Spojrzałam w jego czekoladowo-brązowe oczy, zamglonym spojrzeniem. I nagle dotarło do mnie co się stało. Wymierzyłam mu siarczysty policzek, na co odsunął się delikatnie, a ja ruszyłam biegiem przed siebie.
- I tak będziesz moja, Evans – krzyknął za mną.
Zamrugałam zdezorientowana. Co to, do cholery, było?
- Lily? – zapytał z niepokojem chłopak.
Spojrzałam na niego, czując w sobie ogromną niepewność. Jeśli się nie myliłam, to właśnie odzyskałam pierwsze wspomnienie, które dotyczyło tego właśnie chłopaka. Mój umysł zaczął przetrawiać to, czego się dowiedziałam i niedopowiedzeniem byłoby stwierdzenie, że czułam się dziwnie. Miałam męża? Jakim cudem?! Kto normalny wychodzi za mąż w wieku dziewiętnastu lat?
- Lily? – powtórzył chłopak, a ja zdałam sobie sprawę, że powinnam mu odpowiedzieć.
- Wybacz… przez chwilę wydawało mi się… nieważne. Po prostu dziwnie mi z tym, że powinnam cię pamiętać… że mam wrażenie, iż cię znam, a tak naprawdę nie wiem, kim jesteś.
Chłopak poczochrał sobie włosy z lekkim zakłopotaniem, a ja… ja miałam wrażenie, że ten gest jest mi znajomy. Szybko odgoniłam od siebie tę myśl.
- Nic nie szkodzi, Lily, pomogę ci, przypomnisz sobie – mówił cicho, jakby w jakimś transie. – Opowiem ci o wszystkim, obiecuję.
- Naprawdę? – zapytałam z lekką irytacją, która wezbrała we mnie z nieznanych mi powodów. – Opowiesz mi o wszystkim co straciłam? Opowiesz mi kim są moi rodzice, moi przyjaciele? Opowiesz mi o mojej pracy, o tym jaka byłam w szkole, jak zaczęliśmy się spotykać? Opowiesz mi, kto i dlaczego wymazał mi pamięć? Nie możesz tego zrobić do diabła, więc dlaczego oferujesz mi nadzieję, że może być jak dawniej?! Nie może tak być! Nie jestem dziewczyną, którą znałeś, którą kochałeś. Przykro mi.
Zaskoczenie i delikatny ból pojawił się w czekoladowych oczach, a mi nagle zrobiło się żal chłopaka. Przecież on w niczym nie zawinił, chciał tylko pomóc. To nie jego wina, że nie wiedziałam kim jest i kim właściwie byłam ja sama. Spodziewałam się, że obróci się na pięcie i trzaśnie mi przed nosem drzwiami. Ale nie zrobił tego. Tylko stał w miejscu i patrzył na mnie, a ja miałam coraz większe wyrzuty sumienia.
- Nawet teraz zachowujesz się, jak stara ty – skwitował w końcu. Uśmiech, który mi posłał wydawał się tak bardzo wymuszony.
- Przepraszam. – Westchnęłam. – Nie wiem, co mnie napadło.
- Daj spokój. – Machnął ręką. – Przylazł do ciebie obcy chłopak, który twierdzi, że wie o tobie więcej niż ty sama… i w dodatku jest natrętny. Też bym się wkurzył.
Tym razem uśmiechnął się nieco szczerzej, a ja po prostu musiałam odwzajemnić ten uśmiech.
- Wypiszą mnie stąd najdalej jutro, ale nie mam pojęcia dokąd iść. Możesz mi opowiedzieć o moich mieszkaniu – powiedziałam, siadając na łóżku.
Chłopak poszedł w moje ślady, powoli rozglądając się po pomieszczeniu. Chyba zrobił to po raz pierwszy, bo lekkie zniesmaczenie pojawiło się w jego oczach. Właściwie wcale mu się nie dziwiłam, w pokojach szpitalnych świętego Munga nie było nic przyjemnego – wszystko miało kolor bieli i wprawiało w przygnębiający nastrój.
- Cóż, twoje mieszkanie z całą pewnością jest urządzone w lepszym guście niż ten pokój, ale nawet nie myśl, że pozwolę ci tam wrócić. Mam ogromny dom po rodzicach, który zresztą bardzo lubisz. A moja gosposia cię ubóstwia. Kontakt ze znajomym otoczeniem dobrze ci zrobi – tak mówią Uzdrowiciele. Poza tym, po tym co ci zrobił jakiś psychol, nigdy w życiu nie zostawię cię samej.
- Daj spokój, przecież ja cię nawet nie znam.
- Więc będziemy musieli nad tym popracować. Jak już mówiłem nazywam się James, James Charles Potter. Jestem młodszy od ciebie o jakieś dwa miesiące…
Pokręciłam głową z uśmiechem, ale nie przerwałam mu. Jeśli mam być szczera, to podobał mi się jego głos, był taki przyjemny dla ucha.
James wyszedł ode mnie wieczorem, obiecując, że wróci rano i zabierze mnie do domu. Podobno razem z przyjacielem, który nazywa się Syriusz (jak ta gwiazda?) mieli spakować moje rzeczy i zabrać je do mojego nowego domu. Czułam się z tym co najmniej dziwnie. Chociaż chłopakowi usta niemal się nie zamykały i wydawał mi się naprawdę miły, to wciąż dręczyło mnie uczucie, że mam zamieszkać z kimś zupełnie mi obcym. Niezbyt podobał mi się ten pomysł i obiecałam sobie, że kiedy tylko sytuacja nieco się unormuje wyprowadzę się. Czując się zmęczona, położyłam się spać dość wcześnie. Nim zasnęłam znów zaczęły męczyć mnie setki pytań. Czy dawna ja lubiłam kłaść się wcześnie, czy może wręcz przeciwnie, siedziałam do nocy? Wiedziałam, że póki co nie mam szansy, by uzyskać odpowiedzi na jakiekolwiek z moich pytań, lecz było to silniejsze ode mnie. Koniec końców zasnęłam około dwunastej w nocy.
- Zaklęcie, którym została pani uderzona, czyli zaklęcie Obliviate, było naprawdę silne, lecz rzucone ze swego rodzaju niedbałością, jakby ktoś robił to po raz pierwszy.
- To chyba dobrze, prawda? – zapytałam z wahaniem.
- Nie do końca. – Uzdrowiciel westchnął. – Aby złamać zaklęcie zapomnienia, jest tylko jedna, sprawdzona metoda – trzeba zabić tego, kto je rzucił. Dlatego właśnie w skrajnych wypadkach rzucenie zaklęcie Obliviate może być karane śmiercią.
- Rozumiem, ale jaki to ma związek ze sprawą?
- A taki, proszę pani, że nawet jeśli zaklęcie nie zostało rzucone poprawnie, nie przyniesie nam to większych korzyści. Póki żyje osoba, która rzuciła zaklęcie, nie odzyska pani pamięci; co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Ale niepoprawność tego zaklęcia może przyprawić pani niemałe problemy.
- To znaczy?
- To znaczy, że będą panią męczyć różne wizje, swego rodzaju wspomnienia sprzed utraty pamięci, ale, jak już mówiłem, nie odzyska jej pani całkowicie. A wizje często bywają męczące, dezorientujące, w skrajnych przypadkach bolesne. Te wizje nie przynoszą nic dobrego, proszę mi wierzyć…
- Czyli… – Zamknęłam oczy i dotknęłam dłońmi skroni. – Czyli nie ma żadnej szansy, na to, żebym w pełni odzyskała pamięć, moje wspomnienia?
- Nic nie mogę powiedzieć na pewno, lecz aktualnie wdrażamy sesje z legilimentami.
- Z kim?
- Z ludźmi, którzy dostają się do czyjegoś umysłu. Terapia polega na tym, iż legilimenta próbuje odnaleźć i uwolnić wspomnienia, które z pozoru są stracone.
- Chyba niezbyt rozumiem.
- Mam na myśli to, iż Obliviate tak naprawdę wcale nie usuwa wspomnień, ono je blokuje, sprawia, że są poza naszym zasięgiem. Legilimenta może spróbować je odblokować, lecz ten sposób leczenia jest niebezpieczny, kosztowny i bardzo bolesny w aspekcie psychicznym.
- A czy jest skuteczny?
- Metoda zadziała na jednej czwartej osób, które zostały jej poddane. Żadna nie odzyskała pamięci w pełni.
- Rozumiem – odparłam.
Czułam, że głowa zaraz pęknie mi z bólu. W takim stanie z pewnością nie mogłam podjąć żadnej sensownej decyzji.
- Muszę to przemyśleć. Skontaktuję się z panem, kiedy tylko podejmę decyzję.
- Proszę to dobrze przemyśleć. – Mężczyzna odwrócił się w stronę drzwi, jednak kiedy miał już wychodzić, przypomniał sobie o czymś. – Moja asystentka zaraz przyniesie pani wypis. Rozumiem, że ktoś panią odbierze?
- Tak, mój… znajomy powinien być tu niebawem.
- W takim razie do widzenia, liczę, że nie spotkamy się prędko, a przynajmniej nie w szpitalu.
- Ja też na to liczę, do widzenia.
Mężczyzna opuścił pomieszczenia, a ja rozpaczliwie próbowałam uspokoić dziki galop myśli w mojej głowie. Mój spokój nie trwał długo; kilka sekund później rozległo się głośne pukanie do drzwi. Skrzywiłam się ostentacyjnie, czując, że bolesne pulsowanie w mojej głowie przybiera na sile.
- Gotowa, Lily? – zapytał James.
Cóż, chyba nie tylko ja miałam ciężką noc – chłopak wyglądał, jakby ktoś zabił go, ożywił, jeszcze raz zabił i ponownie ożywił. W skrócie wyglądał koszmarnie, ale postanowiłam tego nie komentować.
- Gotowa – odparłam z westchnięciem.
Ani trochę nie czułam się gotowa, ale na to co nieprzyjemne człowiek nigdy nie czuje się wystarczająco gotowy, prawda?
