Danny zamrugał, a potem zaplótł dłonie na swojej piersi.

- Kiedy dokładnie ściągnąłeś mi spodnie? – spytał Williams.

Steve nie spodziewałby się akurat tego pytania.

- Myślałem, że mamy pewne granice, ale ściąganie moich spodni, kiedy najprawdopodobniej byłem nieprzytomny… - grzmiał Danny.

- Kiedy oberwałeś – wszedł mu pospiesznie w słowo, ponieważ ostatnim razem Williams narzekał ponad trzydzieści minut zanim dopuścił go do głosu. – I przepraszam, ale musiałem sprawdzić czy twoje tętnica udowa nie jest uszkodzona. Konieczny byłby zacisk – wyjaśnił.

I cholera, ale tętnica znajdowała się w całkiem innym miejscu niż biodro, ale Steve nie myślał wtedy trzeźwo. Zobaczył jedynie krew i nieprzytomnego Danny'ego. Tyle w zasadzie wystarczyło, żeby wysłać jego szkolenie i doświadczenie w boju daleko od Oahu.

Danny wyglądał na trochę mniej wściekłego, ale nadal na niego patrzył, jakby oczekiwał wyjaśnień. Wzrok Steve'a sam zsunął się na miejsce, w którym ukryty był tatuaż i kiedy podniósł oczy, Williams wydymał usta jak zawsze, gdy nie wiedział co z nim zrobić.

- No więc… - zaczął Steve.

- Widziałeś mój tatuaż – podrzucił mu Danny. – I? – spytał, ale Steve nie potrafił jakoś kontynuować. – Jako że cię znam, zapewne zabrałeś się za sprawdzanie mojego triskeliona, prawda? Dobrze zgaduję, Steven? – spytał zaskakująco twardo.

Steve skinął głową.

- Czy wiesz już dlaczego niektóre sekrety powinny zostać tajemnicą? – pytał dalej Danny. – Nauczyło cię to czego?

Steve podrapał się po głowie.

- Nie wiem dlaczego mi nie powiedziałeś – przyznał, czując się nadal trochę zdradzonym.

I może to był ten brakujący element. Mówili sobie wszystko, a przynajmniej Danny mówił, więc Steve uznał, że ma już wszystko, co może. A tymczasem zostały odkryte całkiem nowe pokłady. I to taka część Williamsa pozostawała w ukryciu, że nie wiedział dokładnie czy się nie mylił w stosunku do Danny'ego. Jakoś nigdy nie zastanawiał się nad życiem seksualnym Williamsa. A przynajmniej miał w sobie ten luz człowieka, który jednak zaliczył w swoim życiu to i owo. Nie prowadzili jakiś rankingów, ale nieoficjalnie czuł się pewnie na tym gruncie. Chłopaki z HPD żartowali zresztą z Danny'ego i jego ciągłego szukania związku. Większość z nich pewnie sądziła, że bycie singlem otwierało drogę do jednorazowych przygód, z których Williams powinien korzystać w imię męskiej solidarności. Albo w imieniu ich marzeń.

- Może zacznijmy od tego, że to prywatne, Steven? – spróbował Danny. – Chociaż nie. Przecież ty nie rozumiesz znaczenia tego słowa. Po prostu nie chciałem ci powiedzieć, bo nie – odparł. – Muszę ci o wszystkim mówić?

- Mówisz mi o wszystkim – powiedział, czując się nagle jakoś dziwnie.

Danny wiszący w ten sposób nad nim nagle zyskiwał na wysokości. Może powinien był wstać do prowadzenia tej rozmowy, ale nie mógł się teraz na to zdobyć. Danny naprawdę wydawał się wściekły.

- Nie, nie mówię ci o wszystkim – warknął Williams i zbił usta w wąską kreskę. - Dobra, do tematu. Powiedziałeś, że widziałeś mój tatuaż. I? – spróbował jeszcze raz.

Tym razem jednak nie oferował nic od siebie, czekając na reakcję Steve'a.

- I nic – odparł.

- I nic? – powtórzył Danny z niedowierzaniem. – Dlatego nie mogę z moim kumplem wypić piwa wieczorem? Dlatego mnie unikałeś przez dwa tygodnie? – spytał. – To jest nic?! – zagrzmiał ponownie i to tak głośno, że Kono zatrzymała się zszokowana na korytarzu. – Grzebiesz w moim życiu prywatnym. Ponownie! – warknął Danny. – I nic? Jeśli sądzisz, że tym razem się z tego tak łatwo wywiniesz…

- Prowadziłem badania – wszedł mu pospiesznie w słowo, ponieważ najwyraźniej problem stanowił brak wieczornego piwa.

A to mógł naprawić. Kupiłby nawet piwo – tak dla odmiany.

- Badania? – spytał Danny podejrzliwie.

- No wiesz… - mruknął i zaczął machać dłońmi. To trudno było wyjaśnić. – Badania.

- Badania? – powtórzył Danny i westchnął. – Co wybadałeś Steven? Sprawdziłeś z kim sypiam? Dzwoniłeś do Rachel? Do mojej matki? Wziąłeś wymaz mojego DNA z kubka do kawy? – spytał.

- Uhm, czytałem – przyznał ostrożnie.

I miał ochotę zarzucić Danny'emu lekką paranoje, ale biorąc pod uwagę ostatnie tygodnie nie miał za bardzo podstaw. Jego metody śledcze nie należały też do najbardziej czystych moralnie, więc Williams miał podstawy podejrzewać go o najgorsze. Picie herbaty z Rachel zapewne też nie pomagało jego sprawie, ale ta kobieta była naprawdę urocza, kiedy się człowiek z nią nie rozwiódł.

- Czytałeś – powtórzył Danny i najwyraźniej teraz bawili się w nową grę.

- Czytałem – potwierdził. – O tym co robisz – dodał ostrożnie.

- A co ja według ciebie robię, Steven? – spytał Danny i przeniósł ciężar ciała z prawej nogi na lewą, wgapiając się w niego z prawdziwą ciekawością, która była podszyta dobrym rozbawieniem.

- Uprawiasz seks – powiedział.

- Aaaaach, i to było takie zaskakujące, że zajęło ci dwa tygodnie? – spytał Danny.

- Nie, to znaczy tak – zaczął. – Na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi. Robisz to specjalnie – oskarżył go. – Wiesz o co chodzi.

- Wiem – odparł Danny, zaskakując go kompletnie. – Ale kajaj się i kombinuj – powiedział odrobinę ostrzej mężczyzna. – Ponieważ musisz się nauczyć, że nie wchodzi się z buciorami w cudze życie. Na pewno nie moje – dodał.

- Danny, wiesz, że nie chciałem – zaczął, nie wiedząc jakiej linii obrony użyć.

- Gdzie widzisz brak premedytacji w działaniu? Przypadkowo wyszukiwałeś informacji o moim tatuażu? Przypadkowo prowadziłeś 'badania'? – spytał Williams, robiąc znak cudzysłowu w powietrzu koło swojej głowy.

Steve wypuścił długie westchnienie, wiedząc, że zaczyna przegrywać i zawsze tak było, kiedy dopuszczał Danny'ego do słowa.

- Dobra, chciałem – przyznał w końcu. – Po prostu nie wiem dlaczego mi nie powiedziałeś – dodał z wyrzutem.

- Może dlatego, że nie chciałem, żeby coś się pomiędzy nami zmieniło? I zmieniło się, Steven, ponieważ się odciąłeś – przypomniał mu Danny.

- Mój błąd – przyznał. – Dzisiaj wychodzimy na piwo. Ja stawiam – dodał.

Danny wziął głębszy wdech.

- Co chcesz, żebym powiedział? - spytał Steve. – Przeprosiłem. To nic nie zmienia. Jestem trochę zaskoczony, ale przecież każdy by był – dodał. – Jesteśmy kumplami.

- Tak, kumplami, którzy nie szperają w swoim życiu seksualnym – przypomniał mu Danny cierpko. – Mówię ci wiele rzeczy i nie przeszkadza mi nawet, że nie odwzajemniasz się tym samym, Steve, ale nie wszystko jest przeznaczone dla twoich uszu i oczu.

Polizał spierzchnięte nagle wargi. Musiał je przygryzać nerwowo. Wiedział, że trochę przegiął, ale przecież jednak nie pobrał DNA Danny'ego, więc musiało mu się to liczyć na plus. Miał wrażenie, że powinien mu podarować coś w zamian, bo Williams faktycznie nie ukrywał przed nim niczego. Prawie niczego jak się okazało. Miał jednak prawo do sekretów. Steve nie mógł się z nim dzielić szczegółami misji, ale to nie było nic nowego. Danny też nigdy przesadnie nie nalegał, narzekając trochę co prawda, ale zostawiając temat, gdy widział, że nic z tego. A przecież miał podobne możliwości co on i mógł z łatwością zażądać jego akt medycznych choćby po Korei. A jednak nigdy tego nie zrobił.

- Okej – powiedział w końcu.

- Co okej? – spytał Danny, marszcząc nagle brwi.

- Zrozumiałem – przyznał, odchrząkując. – Naprawdę zrozumiałem – powtórzył dla pewności, spoglądając Danny'emu prosto w oczy.

- Zrozumiałeś? – spytał z powątpiewaniem Williams. – Ale co Steve? Podstawy BDSM z internetu? Ciarki mnie przechodzą na samą myśl. Zrozumiałeś, że przegiąłeś? Jakaś mi pociecha. Nie obiecałeś, że więcej tego nie zrobisz i nie umknęło to mojej uwadze - prychnął mężczyzna. – Wychodzę – rzucił jeszcze.

- Wpadnij wieczorem na piwo! – krzyknął za nim, nie mogąc się zebrać do tego, żeby powstrzymać Danny'ego siłą.

ooo

Williams pojawił się na jego lanai dość późno, ale wyglądał na mniej wściekłego. Już z piwem w dłoni zajął swój leżak i rozluźnił krawat, co Steve uznał za dobry znak. Kono rzucała mu nieprzyjazne spojrzenia przez całe popołudnie, jakby szósty zmysł podpowiadał jej, że znowu coś nabroił. Możliwe, że jego ciekawość bywała zbyt wielka i zajmował się inwigilacją życia Danny'ego w znacznym stopniu, ale robił to bezinteresownie i bez złych intencji.

- Nigdy bym tego nie wykorzystał – poinformował Williamsa poważnie. – Na znak dobrej woli… - zaczął i wziął głębszy wdech. – Cath i ja…

- Czekaj, czekaj – powiedział pospiesznie Danny. – Zamierzasz mi naprawdę opowiedzieć o seksie z Cath? Nie wpadłeś na to, że ona też ma granice? Że nie chciałaby, żebym wiedział o niej pewne rzeczy? Łóżkowe rzeczy? – spytał, potrząsając głową, jakby mu się to w głowie nie mieściło.

Steve odchrząknął.

- To co mam zrobić? – spytał zirytowany. – Nie mogę ci opowiedzieć o tajnych misjach, a całą resztę znasz – przyznał.

Danny spojrzał na niego i przewrócił oczami.

- Nic się nie stało, Steve – powiedział w końcu Williams, jakby wiele go to kosztowało. – Twoje emocjonalne zatwardzenie może spokojnie trwać dalej. Wściekłem się, bo dziesiątki ludzi widziało ten tatuaż i ty jeden postanowiłeś przeprowadzić śledztwo. Mało tego, wiedząc co oznacza ten tatuaż, w ogóle zacząłeś ten temat. Zamierzasz zadawać mi jakieś idiotyczne pytania? – zainteresował się Danny, krzywiąc się lekko.

Steve miał zamiar zaprzeczyć, ale w zasadzie chciał zadawać pytania i w tym chyba tkwił problem. Wziął więc łyk piwa, żeby kupić sobie czas, ale Danny jeszcze nikomu nie pozwolił umknąć i powinien był wiedzieć lepiej.

- Oczywiście, że musisz wiedzieć wszystko – prychnął Williams. – Jak długo szperałbyś po necie? – spytał.

Steve wzruszył ramionami.

- Boli, że nie wiesz nic, prawda? – zakpił Danny, wydając się nagle całkiem rozbawiony. – Ale cię to musiało gryźć – ciągnął dalej, potrząsając głową. – Już sobie wyobrażam jak zastanawiałeś się co robię, którą stroną jestem, czy mam kogoś na stałe.

- Myślałem, że zerwałeś z Gabby – powiedział lekko zaskoczony.

Danny westchnął.

- Gabby nie była zainteresowana tym co ja – wyjaśnił mu Williams zaskakująco spokojnie. – Nie wszyscy są i to jest w porządku.

- I co? Wtedy masz kogoś na boku? – upewnił się.

- Nie, wtedy po prostu jest seks. Mężczyźni dominują w łóżku przeważnie tak czy siak. To kwestia też dynamiki par. Czasem to kobiety wolą być na górze, ale sam wiesz – urwał sugestywnie Danny.

I co dziwniejsze Steve faktycznie wiedział. Cath lubiła, kiedy się nią zajmować. I nie miał nic przeciwko. Nigdy nie myślał o pozycjach, które zajmowali w ten sposób, ale może faktycznie przejmował kontrolę.

- Gabby nie była zainteresowana wchodzeniem w nic głębiej. Podobnie jak Rachel – wyjaśnił mu Danny. – To nie jest tak, że jest setki tysięcy osób z podwójnym życiem. Nie prowadzimy podwójnego życia. To jest część naszego życia, po prostu nie wszyscy lubią z tym paradować na wierzchu – dodał zgryźliwie.

Steve wziął kolejny łyk i zerknął na niego z ukosa, ale Danny wpatrywał się w niego ze spokojem.

- Pytaj – rzucił Williams.

- Poważnie? Myślałem, że nie chcesz pytań – przypomniał mu ostrożnie Steve.

To równie dobrze mogła być pułapka.

- Im szybciej przez to przejdziemy, tym szybciej się ciebie pozbędę – odparł Danny. – Więc pytaj – powtórzył cierpliwie.

- Dlaczego? – rzucił, odkładając butelkę na trawę.

Możliwe, że potrzebował kolejnego, ale nie mógł zmusić się do tego, żeby wstać.

- Ponieważ taki jestem – odparł Danny i wzruszył ramionami. – Poza tym z tobą u boku, człowiek ma mało kontroli.

- Czyli przeze mnie? – zdziwił się.

- Nie. Nie przez nikogo. U nas w domu zawsze panował chaos. Nigdy nie można było nad niczym zapanować na dobre. Mam włoskie korzenie. Ma zawsze powtarzała, że mężczyzna powinien być mężczyzną, ale to trochę trudne, kiedy wokół masz ludzi twojego i Kono pokroju – przyznał Danny. – Po prostu wpasowałem się w to środowisko. Mogę nad czymś panować.

Steve zamrugał trochę zdziwiony, ale to miało swój sens. Zresztą poznał siostrę Danny'ego, która wyglądała jak chaos na dwóch nogach. Williams lubił wiedzieć co się dzieje i chciał, żeby Steve przestrzegał zasad, co nigdy się nie udawało. I musiało frustrować, bo Danny wydzierał się na niego całymi tygodniami.

- Próbujesz nade mną zapanować – stwierdził, czując się dziwnie z tym, że to go nawet nie przerażało.

Prowadzili z sobą taką małą gierkę, w której Danny wspominał o wsparciu, a Steve rzucał go na głęboką wodę. Czuł jak popychali się obaj, ale kiedy znał źródło, to dawało mu tylko większą satysfakcję.

- O widzisz, dlatego właśnie ci nie powiedziałem – prychnął Danny. – Zawsze macie te same pomysły. Nie, nie próbuję cię kontrolować. Próbowałeś powstrzymać huragan płotkiem z domku dla lalek? – spytał retorycznie.

- Próbujesz mnie kontrolować. Cały czas na mnie naciskach i próbujesz…

- Nie – wszedł mu w słowo Danny. – Normalnie jestem taki. Normalnie mnie wkurzasz. Gdybym chciał cię kontrolować, gdybym chciał cię zdominować, uwierz mi na słowo, że wyglądałoby to całkiem inaczej. I nie miałbyś możliwości robienia co ci się żywnie podoba bez konsekwencji. Mógłbyś albo zrobić coś po mojej myśli i zostać. Albo odejść. Nie ma innych opcji, Steven, dlatego sytuacja jest taka cudowna i dlatego tak bardzo różni się od układu, który mamy teraz – wyjaśnił mu.

Steve podrapał się nerwowo po ramieniu i odchrząknął.

- Znaczy sugerujesz, że wolałbyś mnie kontrolować? – zdziwił się Steve i coś na twarzy Danny'ego powiedziało mu, że całkiem przypadkiem trafił w dziesiątkę.

Albo Williams nie planował powiedzieć tak wiele.

- Chciałbyś – dodał pospiesznie z większą pewnością siebie.

Danny prychnął, biorąc głębszy łyk piwa i zapadła między cisza. Znał tę zagrywkę, bo wcześniej kupował tak czas.

- Chciałbyś – powtórzył, czując się tak, jakby coś wygrał.

- Chciałbym – przyznał Danny. – Ale nie robię tego, ponieważ szanuję twoje granice w odróżnieniu od ciebie – przypomniał mu z naciskiem.

Steve zignorował całą długą część, ponieważ nauczył się już, że Danny próbował przykryć pewne rzeczy swoim zwyczajowym narzekaniem. I kiedy się je już odseparowało, pozostawała naga prawda, która akurat w tym szczególnym przypadku go zaskoczyła. Nie wiedział też tak dokładnie co powinien zrobić z tym fantem. Danny nie był przypadkową osobą napotkaną w barze i w jego głosie było coś, co rzucało Steve'owi wyzwanie – jak zawsze zresztą. Williams nie kpił z niego, ale przyznał się otwarcie tylko dlatego, że sądził, że to nie pójdzie dalej, gdy Steve się znudzi grą w dwadzieścia pytań. Kiedy dostanie wszystkie swoje odpowiedzi.

- Chciałbyś – stwierdził, badając tę myśl bardziej skrupulatniej. – A z czym się to wiąże? – spytał ciekawie i usta Danny'ego rozchyliły się lekko. – Wiem tyle, co przeczytałem. Czyli raczej niewiele. Nic nie ma sensu – przyznał.

- Steve – westchnął Danny.

- Powiedziałeś, że mogę pytać – przypomniał mu. – Wiem, że chciałbyś. Mnie? Czy mnie kontrolować? Jak to się mówi? – spytał ciekawie.

- Dominować – poprawił go spokojnie Danny. – I to nie jest kwestia słów. To się nie wiąże z niczym.

- Z niczym? Musiałeś myśleć o czymś konkretnym, skoro chcesz. Chcienie nie wywodzi się z niczego – odparł, ciesząc się, że jego wywód logiczny ma ten jeden raz sens i to on rozdaje karty.

- Nie ma takiego słowa – odparł Williams.

- Danno – zajęczał.

- Steve, powiem ci, a ty ześwirujesz. Po cholerę chcesz wiedzieć takie rzeczy? Chwilę temu sądziłeś, że rozciągam nad tobą złowrogie macki kontroli – prychnął Danny. – I nie nazywaj mnie tak – dodał ostrzej.

- Och, czyli to byłaby kwestia tego, żebym nie mówił ci Danno? – spytał Steve ciekawie. – Nie wiem dlaczego chcę wiedzieć. Po prostu chcę wiedzieć. To jest coś nowego – przyznał. – Interesującego. I chcę wiedzieć co myślisz.

- To skomplikowane – odparł Danny. – Nie mogę ci powiedzieć tego ot tak. To nie jest coś konkretnego. Czasem chciałbym, żebyś mnie tylko posłuchał – przyznał, robiąc kolejnego sporego łyka.

- Czyli co? Ja cię słucham, a ciebie to… - urwał, nie chcąc za bardzo używać słowa podnieca.

Tego właśnie nie rozumiał. I sądząc po minie Danny'ego, nie rozumiał niczego w odpowiedni sposób.

- Nie wszystko jest seksualne – prychnął Williams. – Ludziom takim jak ty powinno się odcinać dostęp do sieci – sarknął. – Nie wszystko jest seksualne – powtórzył. - Nie wszystko musi być seksualne. Kiedy wykonujemy swoją pracę czujesz satysfakcję, ale ci nie staje, bo złapaliśmy kolejnego dilera. A jednak to przyjemne uczucie, prawda? – spytał retorycznie. – Jest podobnie, tylko źródło jest inne. I zanim zapytasz, tak… Seks też może być tego częścią. Wtedy to bardziej skomplikowane albo mniej, zależy jak na to spojrzeć. Dominowanie fizyczne jest prostsze, ponieważ możesz użyć siły. Balans między kobietami i mężczyznami zawsze istniał i będzie istniał. To też element. Seks sam w sobie też jest bardziej skomplikowany, ponieważ odpowiadasz za cudze spełnienie, a to oznacza, że musisz kogoś bardzo dobrze znać. Z dominowaniem bez seksualnych podstaw jest dokładnie tak samo. Ma swój łatwiejszy aspekt i tą trudniejszą stronę. Wszystko można mieszać i łączyć, wybierać. To kwestia predyspozycji, pragnień – urwał Danny, biorąc kolejny łyk.

Steve zmrużył oczy, spoglądając na Williamsa baczniej.

- I jak chciałbyś dominować mnie? – spytał, chociaż miał wrażenie, że znał odpowiedź.

Danny nie odpowiedział początkowo i przyglądał mu się jedynie. Miał wrażenie, że głównie się obserwują, co byłoby zabawne, gdyby nie fakt, że gdzieś w połowie zaczęli prowadzić wojnę podjazdową. I nie miał nawet pojęcia o co walczyli.

- Powiedzmy teoretycznie, że chciałbym jedynie, żebyś mnie posłuchał… - urwał sugestywnie Danny nie spuszczając z niego oka.

I Steve poczuł dziwny zawód. Oraz cholerne zdziwienie, ponieważ miał wrażenie, że temperatura między nimi opadła. A potem Danny odstawił niedopitą butelkę piwa na trawie i usiadł, wpatrując się w niego z o wiele bliższej odległości.

- A co, gdybym powiedział, że to byłoby coś więcej – dodał Williams i Steve chciał zażartować, ale miał wrażenie, że przegapił moment, w którym to jeszcze zdałoby egzamin.

Dlatego Danny zaczął od bezpieczniejszej wersji i on dał się wciągnąć w pułapkę.

- Ja… - zaczął i słowa uwięzły mu w ustach.

- Nie musisz nic mówić – oznajmił mu Danny. – Nie zmuszę cię do odpowiedzi – uściślił. - Ale jeśli chcesz dalej pytać, uznajmy, że nie jestem już wściekły – dodał i Steve miał wrażenie, że nagle cała uwaga Williamsa skupiła się tylko na nim, co było dziwne, bo Danny przeważnie gadał, ruszając rękami i rzadko nawiązywali kontakt wzrokowy tak długo.

Zdarzało im się zawisnąć w tym bezsłownym porozumieniu, które zawierali podczas akcji, ale najwięcej gadali, kiedy padały strzały, a wtedy Danny narzekał na niego i jego fatalne plany, starając się namierzyć napastników.

I teraz, kiedy Williams dawał mu wolną rękę, nie wiedział tak naprawdę od czego zacząć.

- Myślę, że wiem już wszystko co chciałem – skłamał i Danny uniósł do góry brew.

Przez chwilę nawet sądził, że Williams rzuci mu to w twarz, ale mężczyzna sięgnął ponownie po swoje piwo.

- Nie naciskasz – stwierdził, nie wiedząc dlaczego nie czuł się usatysfakcjonowany tym, że udało mu się wymknąć.

Nie był pewien dlaczego chciał, aby Danny jednak mu nie odpuścił tym razem.

Williams dopił spokojnie swoje piwo i wstał z leżaka, udając się najwyraźniej w stronę domu. A to oznaczało, że wychodził bez słowa. Steve miał jednak wrażenie, że w jego chodzie było coś innego, jakby dawał mu czas na zmianę decyzji, którą najwyraźniej nieświadomie podjął. I Steve zerwał się z leżaka, zastanawiając się co do cholery robi.

- Danny! – zawołał i Williams odwrócił się w jego stronę z całkiem neutralnym wyrazem twarzy, który nie dawał mu żadnych podpowiedzi. – Dobra, chcę wiedzieć. Nie wiem czemu. Chcę wiedzieć i… - urwał. – Seksualne jako… Tam były dziwne rzeczy – przyznał. – I dlaczego ktokolwiek miałby pozwalać ludziom na coś takiego? Jakie to uczucie? Jesteś z kimś? Kiedy zacząłeś? – zarzucił go pytaniami, które do tej pory nie padły.

I Danny uśmiechnął się lekko, jakby był kompletnie usatysfakcjonowany.

- Nie ludziom, ale konkretnym osobom. Komuś, komu ufają – wyjaśnił mu Williams. – Nie wiem co nazywasz dziwnymi rzeczami. Musisz to sprecyzować – dodał. – Uczucie? O której stronie mówisz? Mnie przynosi to satysfakcję. Przyjemność to płytkie słowo, ale też pasuje. Odprężenie. Nie jestem z nikim. W college'u, jak wszyscy eksperymentowałem – wyjaśnił. – Jakie masz jeszcze pytania?

Steve miał raczej mętlik w głowie. I może nigdy nie powinien był ściągać jego spodni.

- Jak to działa? – rzucił w końcu.

Danny zmarszczył brwi.

- Normalnie spotyka się dwójka ludzi… - zaczął i Williams się uśmiechnął.

- Normalnie spotyka się dwójka ludzi w barze – podjął za nim Danny. – Normalnie rozmawiają i zapoznają się ze sobą. Potem idą do łóżka i kiedyś w jakiejś przyszłości jedno wpada na myśl, że chce coś sprawdzić. Drugie zgadza się lub nie. Jeśli robią coś, potem decydują czy im to odpowiada. Czasami spotyka się dwójka ludzi poprzez wspólnych znajomych, ponieważ odkryli czego chcą i chcą to zrealizować wspólnie. Czasami ma wiele scenariuszy. Niekoniecznie jest to dwójka ludzi – dodał i Steve przewrócił oczami. – Czasami ktoś jest bardzo ciekawski i odkrywa coś o sobie, czego może nie chciał odkryć i spokojnie może się wycofać w każdej chwili. Pytania nie przynoszą kłopotów. Nawet eksperymentowanie nie przynosi kłopotów - dodał Danny i to zapewne miało dać mu furtkę, co było śmieszne, bo Williams zmusił go kilka minut temu go podjęcia decyzji.

- Mówiłeś o naturalnej przewadze fizycznej mężczyzn… - zaczął Steve niepewnie.

Danny odchylił głowę na bok, jakby oceniał go i Steve powstrzymał chęć wyprostowania się.

- Kobiety też dominują. To kwestia naturalnych predyspozycji. Chciałem ci po prostu wyjaśnić, że w normalnych związkach ten balans też jest zauważalny, chociaż w mniejszym stopniu. Nie jest tak świadomy – odparł Danny. – Nie zaczynam od przyznawania się, że kręci mnie coś podobnego. Czegoś takiego nie mówi się na pierwszej randce. Gabby po prostu to nie interesowało. Wystarczało jej to co robiliśmy w łóżku – przyznał mężczyzna. – Do tego dochodzisz w czasem. Ostrożnie – dodał Danny, jakby ta uwaga przede wszystkim była skierowana do niego.

I Steve skinął głową, ponieważ miał wrażenie, że mężczyzna właśnie na to czeka.

- Więc o czym dokładnie myślałeś, kiedy myślałeś o mnie? – spytał wprost i kąciki ust Danny'ego drgnęły.

- To jest twoje ostrożnie? – prychnął Williams. – Dlatego martwisz się fizycznymi aspektami? – zakpił. – Steve, wiesz jak to będzie. Powiem ci, że myślałem o wielu rzeczach, ale nie dostaniesz ode mnie tego czego chcesz, dopóki ja nie dostanę tego, czego chcę.

- A czego chcesz? – spytał Steve. – Myślałem, że chcesz mnie – dodał, żeby upewnić się, że się jednak nie pomylił.

- Tak, ale chcę wiedzieć co o tym myślisz. Twoje zainteresowanie tematem może być równie krótkie co nagłe. Chcesz sprawdzić co cię kręci? Chcesz tego, bo chcesz znowu wyciągnąć ode mnie informacje, których nie oferuję? – spytał Danny. – Wymagasz ode mnie przedstawienia ci pełnego obrazu tego, co nie jest dla twoich oczu. Jakim prawem?

- Prawem zainteresowanego – odparł. – W sprawdzeniu o co chodzi – dorzucił. – Z tobą w sprawdzeniu – dodał na wszelki wypadek i Danny przewrócił oczami.

- Dalej chcesz wiedzieć co z tą różnicą wzrostu? – spytał mężczyzna, robiąc krok w jego stronę. – Oprzyj się plecami o ścianę domu – polecił mu i Steve nigdy jeszcze nie ruszał się tak żwawo, a przynajmniej miał takie wrażenie.

Danny nie spieszył się i kiedy w końcu znalazł się na centymetry od niego, pierś Steve'a unosiła się i opadała gwałtownie. Williams przylgnął do niego całym ciałem, przyszpilając jego nadgarstki do twardej powierzchni ściany. I ta logiczna część jego mózgu wiedziała, że mógł odepchnąć Danny'ego w każdej chwili. Miał świadomość, że mężczyzna nie był dla niego żadnym zagrożeniem, ale jednocześnie nie mógł się ruszyć. Dokładnie tak jak rano w biurze, kiedy Danny był na niego wściekły.

Williams odsunął się od niego o wiele za szybko, ale uczucie mrowienia na jego skórze pozostało, przyjemnie o sobie przypominając.

- To nie jest wygodne, ale mniej więcej o to chodzi – powiedział Danny, dając mu odrobinę więcej przestrzeni. – Nie mogę ci tego wytłumaczyć, Steve. To nie jest coś, co się tłumaczy. Albo to czujesz, albo nie. I teraz tylko pytanie czy to czułeś? – rzucił mężczyzna niby niezobowiązująco, ale nie spuścił z niego oka.