Danny pozwolił sobie odebrać kluczyki jak każdego ranka, chociaż Steve ten jeden raz się zawahał. Williams zerknął na niego podejrzliwie, siadając na miejscu pasażera i zaplótł dłonie na piersi.
- Co kombinujesz? – spytał mężczyzna.
- Nie wiem o czym mówisz – odparł Steve.
Danny wyszedł niedługo po tym jak dokończyli rozmowę i w zasadzie nie miał pojęcia co uzgodnili. Prócz tego, że najwyraźniej współdzielili sekret. Albo Danny miał równie dobry materiał do szantażu co on. Nie mógł teraz żartować z Williamsa, żeby nie zostać w to wciągniętym. I nie wiedział, że jego małe badania doprowadzą go do punktu, w którym faktycznie zacznie się interesować czymś podobnym. Sądził, że ma dostatecznie wiele testosteronu i adrenaliny w pracy, ale najwyraźniej jego głowa nie miała dość. I może Danny miał rację i był wariatem.
Pewnie gdzieś to leczyli. Nie wiedział tylko jak to nazwać.
- Słyszałeś… - zaczął Danny.
- Hm?
- Ciekawość podobno zabiła raz kota – odparł Williams lekko. – Chcesz przeprowadzić śledztwo? – zaproponował mu.
Steve uśmiechnął się do niego krzywo, ponieważ tylko na tyle było go stać.
- Wiedziałem, że coś się spapra. Ty zawsze przyciągasz kłopoty – prychnął Danny.
Steve mógł dalej udawać, że nie wie o co chodzi, ale coś mówiło mu, że Williams mu nie odpuści. Sam na siebie to ściągnął, zaglądając przez dziurkę od klucza. To co zobaczył po drugiej stronie jeszcze nie składało się w całość, ale wczorajszej nocy myślał o wszystkich ludziach, z którymi spał. I było ich więcej niż Cath i 'Cath-reaktywacja' jak kpił niekiedy Williams. Z kumplami z jednostki podchodzili do siebie ostrożnie, nie nadeptując sobie za bardzo na odcisk. Gdyby ktokolwiek wepchnął go w ścianę, zapewne dostałby w zęby, ale Danny wyglądał przez większość czasu tak niegroźnie. Widział jak Williams strzelał, trafiał w ludzi i nawet tłukł ich pięściami, ale w porównaniu do niego mężczyzna jednak nie krzywdził. Nie miał w sobie ukrytych pokładów agresji. A przynajmniej Steve odnosił do tej pory takie wrażenie.
Danny nie wepchnął go w ścianę. Po prostu przytrzymał go – Steve miał wrażenie, że o kilka minut zbyt krótko. To było jak zobaczenie czubka góry lodowej. Może tak czuła się załoga Titanica, zanim poszli na dno.
Danny dał mu posmakować czegoś, ale zabrał to zanim, Steve zdał sobie sprawę co to było tak naprawdę. Trochę go to irytowało, ponieważ miał wrażenie, że nie wszystko w nim zgrywało się tak jak powinno. Nie czuł się niekompletny - te idiotyzmy zostawiał gościom Oprah, ale jednak nie potrafił dojść do siebie. Do starego siebie. Problem tkwił w tym, że nie wyobrażał sobie Danny'ego jako dominującego nad nikim. A z drugiej strony cholernie chciał to zobaczyć, ponieważ Williams wydawał się mimo wszystko pasować dziwnie do takiej roli. Steve miał przeczucie też, że to oznaczałoby o wiele mniej krzyku i utyskiwania, w którym przeważnie ginął cały sens wypowiedzi Danny'ego. Wczoraj Williams wydawał się całkiem poskładany i to było coś nowego.
- Jestem ciekawy – przyznał Steve.
- Ciekawy czy martwy? – spytał Danny, pieprząc dalej o cholernym kocie.
- Ciekawy i nie zabije mnie to. Eksperymentowanie nie zabiło kota – dodał, chociaż był pewien, że zaraz usłyszy komentarz o najsłynniejszym zwierzaku w fizyce.
Danny jednak wydawał się zaalarmowany.
- Steve, nie możesz wyskoczyć z takimi rzeczami Cath bez zapowiedzi. Wiem, że nie ufasz moim związkowym radom, ale ty i Cath… - zaczął Williams.
- To nie ma nic wspólnego z Cath – warknął. – Cath nie będzie na wyspie przez kilka kolejnych tygodni. Poza tym nie jesteśmy razem – powtórzył uparcie, starając się nie zaciskać stopy na pedale gazu.
Danny zawsze to robił. Denerwował go, a potem narzekał na jego zbyt szybką jazdę. Nie chciał się znowu kłócić. Przynajmniej nie w tej chwili. Nie mieli wiele czasu zanim dotrą do pracy, a prowadzenie tej rozmowy tam nie wchodziło w grę.
- Wpadniesz na piwo dzisiaj? – spytał Steve.
- Drugi wieczór z rzędu? Czemu zawdzięczam ten zaszczyt? – sarknął Danny.
- Przeprosiłem – przypomniał mu Steve. – Nie zrobię tego drugi raz. Nie spędzaliśmy razem wieczorów przez ostatnie dwa tygodnie, więc nadrabiamy – dodał.
Danny zrobił tę minę, która mówiła, że totalnie tego nie kupował i czuł się urażony tym, że Steve próbował wcisnąć mu coś tak słabego. Ten wyraz twarzy plasował się bardzo wysoko w skali czyhającego niebezpieczeństwa i oznaczał, że Williams przejdzie zaraz do rzeczy, wyciągając od niego, co tylko będzie w stanie.
- Chrzanisz – powiedział Danny. – Dalej chcesz zadawać swoje głupie pytania, które zmącą spokój twojej niewinnej główki – dodał.
- Niewinnej – zaśmiał się Steve. – Niewinnej – powtórzył z niedowierzaniem.
Danny spojrzał na niego z pewnym wyzwaniem w oczach, któremu Steve jeszcze nigdy nie odmówił. I dlatego Williams zawsze wyłudzał od niego informacje albo gówniane tłumaczenia. Najbardziej wstydliwe wyznania wychodziły zawsze z takich sytuacji jak ta, ale Steve nigdy nie miał tak naprawdę wyboru. Nie, gdy chodziło o Danny'ego.
- Tak, chcę zadawać pytania – przyznał. – Nie powiedziałeś mi o czym myślałeś – przypomniał mu.
- Czyli jednak faktycznie zwierzamy się ze swoich seksualnych fantazji? Musiałem to wczoraj przegapić – zakpił Danny. – Albo nie… Dobra, zacznijmy dzielić się z klasą. Steven, fantazjujesz o mnie? – spytał Danny wprost i pewnie miało to wytrącić go z równowagi.
Steve jednak grał w tę grę o wiele dłużej. Znali się i to dawało mu pewną przewagę. Czuł, że jego mięśnie twarzy zaciskają się i spodziewał się lada chwila komentarza o anewryzmie, który zapewne się teraz ujawniał, kiedy próbował jakoś kontrolować swoją ekspresję.
- Zdarzało się – przyznał, trzymając swój ton niemal doskonale neutralny.
Danny milczał, co nie było dla niego normalne, więc zerknął w bok i zdał sobie sprawę, że Williams wpatruje się w niego szeroko otwartymi oczami.
- Ty tak na poważnie – wyrwało się Danny'emu.
- Tak – odparł Steve. – Myślałeś, że robię sobie z ciebie jaja? – spytał urażony.
- W zasadzie myślałem, że jesteś kotem, którego ratuję przed śmiercią – przyznał Danny ostrożnie. – Wczoraj trudno było zrozumieć o co ci chodzi. Czasami robisz to coś, wiesz… Wskakujesz z tematu na temat. Wydaje się, że nie jesteś zainteresowany, potem, że zniesiesz to jak dorosły, a potem zaczyna się sztorm. Na koniec ląduje z kulką w ramieniu i zerowym podziękowaniem za wyciąganie cię z kłopotów – prychnął Danny.
- Nie, ja tak na poważnie – sarknął Steve. – To o co wczoraj chodziło z wpychaniem mnie w ścianę? – spytał.
- Chciałem cię nastraszyć – odparł Danny. – Do dzisiejszego ranka byłbyś wściekły, ale zamiast tego pierwszy raz odkąd zaanektowałeś mój samochód, chyba zastanowiłeś się nad tym co robisz. Co jest alarmujące – przyznał Williams.
Steve wypuścił długie westchnienie, gdy zaparkował w końcu pod pałacem, wiedząc, że to jest właściwie koniec rozmowy. Do niczego również nie doszli, prócz tego, że Danny wczoraj żartował sobie z niego, starając się najwyraźniej obrócić wszystko tak, aby mógł z tego jakoś wybrnąć. A sądził, że byli z sobą cholernie szczerzy. Nagle rozumiał dlaczego Williams miał problem z tym, że Steve grzebał w jego życiu. Szczerość, która nie została odwzajemniona, smakowała dziwnie na języku. Prawie jak zdrada.
- Więc wczorajsza rozmowa… - zaczął ostrożnie.
- Mogła zostać poprowadzona inaczej – dokończył za niego Danny. – Naprawdę sądziłem, że znowu robisz to dziwne coś. Miałem momentami wrażenie, że prowadzisz przesłuchanie. Dlatego byłem defensywny momentami. Raz przepytywałeś mnie przez cały tydzień o Grace bez wyraźnego powodu i temat po prostu znikł. Do tej pory nie wiem po co była ci historia życia mojej córki – przyznał.
- A nie mogę wiedzieć o niej niczego? To twoja córka. Jesteś moim partnerem – przypomniał mu, podkreślając każde ze słów. – To powinno coś znaczyć.
- I znaczy – odparł Danny spokojnie. – Nie wiem tylko czego teraz chcesz ode mnie – przyznał. – Chcesz eksperymentować, Steve? Sprawdzić? Nie żartowałem z tym, że miewałem pewne myśli o tobie – dodał, uśmiechając się samymi kącikami ust. – Po prostu były czysto abstrakcyjne. Jak marzenie o dziewczynie, którą spotkałeś przypadkiem albo aktorze, którego widujesz w telewizji. Coś, czego nigdy nie spełnisz. I problem z fantazjami jest taki, że najczęściej nie chcesz ich tak naprawdę spełniać. A przynajmniej nie od razu. Nie mogłem ci powiedzieć, co chodziło mi po głowie, bo to były po prostu obrazy – wyjaśnił mu Danny.
- A ja nie jestem przypadkową osobą – stwierdził Steve.
- Nie, nie jesteś – przyznał Danny. – Dlatego nie chciałbym, żeby cokolwiek się popsuło.
- Dlaczego miałoby? – spytał Steve wprost.
Danny przewrócił oczami.
- Pewnie przez sposób komunikacji, a raczej jej brak – zaczął Williams.
- Mogę rozmawiać. Wczoraj mówiłem – przypomniał mu.
- Tak, wczoraj schrzaniłem ja – przyznał Danny bez mrugnięcia okiem. – Naprawimy to dzisiaj, jeśli chcesz.
- Jasne – rzucił, wysiadając z auta.
ooo
Kiedy dotarli do jego domu było już tak późno, że niemal spodziewał się, że Danny odbierze od niego kluczyki i wróci do siebie. Czuł nawet rozczarowanie rozlewające się goryczą na jego języku, gdy powstrzymywał się przed niezbyt subtelnym zaproszeniem. Nie kłamał kiedy mówił, że Danny pojawił się w jego głowie raz czy dwa w bardzo dwuznacznej sytuacji. Nigdy go to nie martwiło, ponieważ to nie oznaczało niczego. Nie musiało do niczego prowadzić. Nie wyobrażał sobie China nago, ale to była całkiem inna sprawa. Kelly pracował z jego ojcem, co definitywnie zabijało wszystkie erotyczne skojarzenia.
Danny wysiadł, co zaskoczyło go przyjemnie. Przeszli przez jego dom, rozstawiając klucze i akta sprawy, którą świeżo rozpoczęli, na stoliku w salonie. Przesunął się w stronę lodówki, żeby wyjąć piwo, ale Danny powstrzymał go, zatrzymując go delikatnie acz stanowczo w pół ruchu. Ręka na jego bicepsie była czymś nowym. Dotykali się sporo, cholera – nawet zdjął Danny'emu spodnie bez większego zastanowienia w poszukiwaniu ran, ale to było nowe terytorium.
- Nie pijemy. A przynajmniej nie teraz – rzucił Williams. – Możemy skusić się na piwo, jeśli później będziesz chciał.
- Rozmawiamy – upewnił się Steve, zapierając się w sobie, ponieważ jednak znajdowanie słów nie było takie łatwe.
Uczono go, żeby nie wyjawiał niczego. Miał postępować wbrew swojej naturze. Musiał się do tego odpowiednio przygotować. Nie wątpił też, że Danny doceni starania, nawet jeśli zawiedzie.
- Chcesz rozmawiać w oceanie? – spytał mężczyzna, zaskakując go kompletnie. – Nie miałem kiedy wziąć prysznica, a to piekło na ziemi sprawia, że mam ochotę nie wychodzić z wody. Spod prysznica – uściślił, jakby Steve brał jakąkolwiek inną możliwość pod uwagę.
Danny nie pływałby z własnej woli i dlatego węszył podstęp.
- Jasne, pójdę po szorty – rzucił. – Pożyczyć ci coś? – spytał.
- Nie – odparł Danny. – Na zewnątrz jest ciemno, może wykorzystamy to? – zaproponował Williams.
- Chcesz pływać nago? – upewnił się Steve.
- Masz coś przeciwko? – spytał Danny spokojnie.
- Znaczy nie rozmawiamy – stwierdził, nie wiedząc gdzie to ich stawia.
Danny westchnął.
- Rozmawiamy, tyle, że nago i z tyłkami w wodzie. Możemy również po prostu rozmawiać. Nie możemy po prostu się rozebrać – wyjaśnił Williams. – Masz do wyboru dwie możliwości z trzech – dodał.
Steve bez słowa zaczął ściągać koszulkę, zerkając na Danny'ego, który początkowo nie podążył. Nie zawahał się przy guzikach spodni, ponieważ faktycznie był trochę ekshibicjonistą albo po prostu marynarka nauczyła go, że nagość to nie problem. Szczególnie, kiedy w komunalnej łazience znajdowało się dwudziestu twoich kolegów. Nie obchodziło go kto patrzył. Jeśli miał zadanie do wykonania, nie miał czasu szukać jakiegoś dogodnego miejsca z zamkiem, żeby dokarmić własną skromność, której zresztą nie posiadał.
Williams odłożył na stolik swój zegarek. Opustoszył kieszenie, zanim skopał buty i rozpiął mankiety. Jego koszula była zmięta od długich godzin za biurkiem. Niestety nie mieli dzisiaj kogo przesłuchiwać i musieli skupić się na zeznaniach, które nie doprowadziły ich daleko. Steve nie znosił takich dni. Strzelanie pod pewnymi względami jednak było łatwiejsze.
Skończył się rozbierać jako pierwszy i nie wiedział czy powinien czekać. Danny nie spoglądał na niego, a przynajmniej nie przyłapał go na niczym podobnym. I to nie był pierwszy raz, kiedy był nagi, ale nagle zdał sobie sprawę, że jutro zobaczą się w pracy. Może to tak wiele zmieniało, ale niczego nie wyjaśniało.
Światła na lanai były zapalone, ale jego dom leżał zbyt daleko, aby ludzkie oczy miały szanse na wychwycenie szczegółów ich fizjonomii. Danny niespecjalnie wydawał się jednak przejmować swoją nagością, pomimo wcześniejszej reakcji na wieść, że Steve go rozebrał bez jego zgody i świadomości.
- Będziemy rozmawiać nago – powtórzył.
- Przeraża mnie, że brak ubrań mniej ci przeszkadza niż samo rozmawianie – prychnął Danny. – Będziemy rozmawiać nago, ale tak jakbyśmy nie byli nago. Jest noc. Woda będzie nam sięgała do pasa. Jaka to nagość, Steve? – spytał Danny.
Chyba faktycznie chciał odpowiedzi, bo uparcie czekał ,aż Steve coś powie. Nadal stali w jego salonie i oczy Williamsa nie zsunęły się ani razu w dół, czego nie mógł powiedzieć o sobie. Widział klatkę piersiową Danny'ego parokrotnie. Była pokryta włosami i nie wyglądało na to, że mężczyzna zamierzał je zgolić pomimo panującej na Hawajach mody. Był ponad to i część Steve'a cieszyła się z tego. Różnili się tak bardzo jak tylko mogli. I Steve spodziewał się podobnego gąszczu poniżej pasa, ale akurat w okolicy penisa włosy Danny'ego wydawały się krótsze. Istniały, nie zgalał ich, ale musiał je podcinać, co pewnie podobało się ludziom, z którymi sypiał. Nie było zatem tak głupie, ale cholernie praktyczne.
- Jaka to nagość, Steve? – powtórzył Danny.
- Nie wiem o co ci chodzi – przyznał.
- Próbuję ci pokazać coś bez pokazywania tego – odparł Danny.
- Wydaje mi się, że pokazujesz dostatecznie wiele – zażartował Steve i kąciki ust Williamsa drgnęły.
- Kiedy po ciemku jesteś bez ubrania do pasa w wodzie, tylko ty wiesz, że jesteś goły. Ja tego nie zobaczę. Każdy kto znalazłby się na plaży, nie wiedziałby, że jesteśmy nadzy – oznajmił mu Danny i to było cholernie logiczne. – Tylko ty masz świadomość tego czy jesteś nagi czy nie – ciągnął dalej Danny. – I kiedy znajdziemy się w wodzie, nie będę niczego widział. Mógłbyś na siebie naciągnąć szorty do pływania i nie miałbym o tym pojęcia. A jednak będziesz czuł się inaczej. Ty będziesz wiedział, że jesteś nagi, więc to wiele zmieni. Zmieni wszystko – wyjaśnił Danny.
- To logiczne, ponieważ ja będę wiedział i będę czuł, że jestem goły – odparł Steve.
- Dokładnie. Chciałem nawiązać do poranka. Nie zmieniłem się – podjął Danny. – Dalej będę narzekał na to jak prowadzisz moje auto. Zmienił się sposób tego jak mnie postrzegasz. Po prostu wyszliśmy z wody i jest jasny dzień, a ty nagle zorientowałeś się, że siedzieliśmy całą noc z gołymi tyłkami w oceanie – odparł.
Steve zamrugał, zastanawiając się kto uczył Danny'ego tak pokręconych metafor.
- Nie mogłeś tego po prostu powiedzieć bez rozbierania się? – spytał Steve.
- Odebrałbym połowę zabawy – przyznał Danny. - Poza tym to teraz zapadnie ci w pamięć – dodał, a potem ruszył w stronę plaży bez ostrzeżenia.
Steve podążył za nim, czując się trochę dziwnie, bo jednak była noc, to była jego prywatna plaża, a jednak wiatr wiejący po jego klejnotach rodowych wytrącał go z równowagi. Może nie był jednak nudystą jak Danny zarzucał mu niemal przez cały czas. Co dziwniejsze, Williams wydawał się kompletnie nie zaniepokojony brakiem swojego ubrania.
Zanurzyli się w wodzie, ale Danny jedynie spryskał swoje ciało, nie planując najwyraźniej odpływać.
- Pytaj – rzucił Williams, przysuwając się do niego bliżej.
Steve nie mógł widzieć jego twarzy, ale wyobrażał sobie minę jaką Danny miał. Po głosie wiedział, że Williams skupił całą swoją uwagę na nim.
- Czy skoro jesteśmy nadzy to się przeniesie gdzieś? – spytał całkiem szczerze, bo nie mógł się pozbyć tej myśli z głowy.
- Zdajesz sobie sprawę, że cały czas wracasz do jednego i tego samego? – odparł Danny. – Cały czas chcesz wiedzieć kiedy albo dokładnie co. To się może przenieść do twojej sypialni, kuchni, lanai czy nawet po prostu plaży. To ty tutaj jesteś amatorem. Nie chcesz wiedzieć niczego? Nie chcesz spytać? Nie chcesz upewnić się, że nie jestem sadystą, który marzy o tym, żeby nakłuwać twoje jądra igłami? – zainteresował się Danny.
- Nie zrobiłbyś tego – stwierdził Steve i naszła go nagła wątpliwość. – Prawda?
Danny prychnął.
- Sadyzm nie – przyznał Williams. – Ale mógłbym. Ocenianie kogoś po nie wiadomo jakich faktorach nie powie ci niczego i jego zainteresowaniach czy fetyszach. Pozwoliłbyś mi nakłuć swoje jądra igłami? – spytał całkiem poważnie.
- Nie – odparł Steve bez zastanowienia.
- A na co byś mi pozwolił w tej chwili? – spytał ciekawie Danny.
Nie potrafił dać jednoznacznej odpowiedzi i może właśnie o to chodziło Williamsowi wcześniej.
- Co cię zainteresowało najbardziej, kiedy prowadziłeś swoje badania? – spytał Danny po chwili najwyraźniej nie przejmując się brakiem odpowiedzi. – Triskelion symbolizuje trójcę. Praktyki BDSM dzielą się na trzy dziedziny. Można je mieszać. Można w nich przebierać. Można je łączyć lub nie. Zdrowe jest jednak, żeby masochiści praktykowali z sadystami. Widzisz chyba nadciągającą katastrofę, gdyby w ręce sadysty dostał się ktoś, kto bólu nie lubi i nie uznaje? – spytał retorycznie Danny. – Co przyciągnęło twoją największą uwagę?
- Chcesz się zorientować czy jesteśmy kompatybilni? – upewnił się.
- Eksperymentujesz, a to znaczy, że nie zrobimy niczego zaawansowanego. Niczego ciężkiego – odparł Danny. – To po prostu krok dalej od wanilii.
- Czyli to samo co zwykle tylko bardziej? – spytał, nie wiedząc jak to nazwać.
- Nie jestem Cath – przypomniał mu Danny. – Jeśli chcesz do eksperymentów kobietę, to znam kilka – dodał.
- Wiem, że nie jesteś Cath – prychnął. – Nie wiem jak miałoby to działać. Pytałeś na co ci pozwolę, ale jeśli to ja chciałbym coś zrobić? Powiedzmy cię ssać? – spytał.
Danny nawet nie drgnął, a przynajmniej nie zauważył żadnej reakcji w tych cholernych ciemnościach i przestały mu się podobać. Może miały stworzyć bardziej intymną atmosferę, ale bez słów nie potrafił rozgryźć co dzieje się w głowie Williamsa. I może to miała być jakaś lekcja dla niego. W ciemności nie mógł porozumiewać się z Dannym spojrzeniami jak przeważnie to czynił.
- Wtedy powiem ci, żebyś przykląkł przede mną i złapał lewą ręką swój prawy nadgarstek za plecami. I nie puszczał – odparł Danny spokojnie. – Trzymałbym twoją twarz dłońmi, kiedy otworzyłbyś dla mnie usta. Nie wszedłbym daleko i sprawdzilibyśmy jak daleko by nas to poprowadziło – wyjaśnił.
Steve był cholernie szczęśliwy, że woda w oceanie była chłodna. Lodowato zimne Morze Północne byłoby lepsze, aby zwalczyć jego erekcję, ale to też nieźle dawało radę.
- To jest coś, co faktycznie rozważasz? – spytał Danny. – Skoro jesteś zainteresowany BDSM to kręci cię balans kontroli, władzy. To podstawa, która się rozszerza. Wszystko opiera się na tym jednym fundamencie. Czasem dodawany jest ból. Czasem dodawana jest kontrola nad ruchomością, ale to jest sedno wszystkiego. Wezmę od ciebie dokładnie tyle, ile będziesz chciał oddać – dodał Danny.
- I mogę powiedzieć w każdej chwili stop – stwierdził.
- Wolałbym, żebyś nie mówił z ustami na moim fiucie, ale będziesz miał wolne ręce – odparł Danny.
- A gdy będę miał je związane? – spytał.
- Wtedy wymyślimy inny sposób. Są dzwonki, które można trzymać w dłoniach – wyjaśnił Williams spokojnie.
Steve w zasadzie nie chciał być związany w tej chwili. Nawet przez Danny'ego. Chociaż to mogło się zmienić, ale tak wiele się już stało, że to był najmniejszy problem. Kolejna zmiana, która mogła nadejść nie postawiłaby jego życia na głowie.
- Kiedy miałeś fantazje o mnie… - zaczął Danny.
- Mam jeszcze jedno pytanie – rzucił, przerywając Williamsowi.
- Strzelaj – odparł mężczyzna.
Steve przysunął się do niego bliżej, bardziej budując napięcie niż potrzebując kontaktu. Nie mógł się jednak zdecydować co do tej ciemności. Cieszyło go, że Danny go jednak nie widzi. Więc może następnym razem pytania powinien zadawać, gdy jarzeniówka będzie świeciła Williamsowi prosto w oczy.
- Myślisz, że piasek bardzo wciska się w kolana? – zainteresował się.
Danny przez krótką chwilę nie powiedział ani słowa, a potem ciemność wypełnił jego śmiech.
- Nie wiem, ale czy nie miałeś eksperymentować? – zakpił Williams.
