Danny chociaż dobre dwadzieścia minut udzielał mu wykładu na temat gołego tyłka w wodzie, nie był za bardzo skory do robienia niczego na plaży i bynajmniej tego powodem nie była wrodzona skromność Williamsa. Steve nie musiał przypominać sobie nawet jak bardzo mężczyzna nie znosił piasku. Mówił o tym codziennie, kiedy jechali do pracy.

- Jesteś ekshibicjonistą – stwierdził Williams.

- Cały czas to powtarzasz – prychnął, kierując się w stronę domu.

- I to wcale nie staje się mniej prawdziwe – powiedział Danny.

Może przepychanki słowne stanowiły u nich jakiegoś rodzaju chorą grę wstępną. W końcu Danny te kilka razy, kiedy gościł w jego fantazjach, zawsze gadał. Steve lubił dźwięk jego głosu, ale nigdy by się do tego nie przyznał. To była miła odmiana po latach milczenia na misjach. Zachowanie ciszy stawało się w dżungli wymogiem. Danny jednak przypominał mu, że są bezpieczni – z dala od terrorystów, tajnych misji ratowania świata i tajemnic, których nienawidził.

Weszli do środka i światło lamp faktycznie stanowiło różnicę. Może był odrobinę zirytowany, że Williams nie ogląda go całego, tak jak Steve patrzył na niego. Każdy facet przynajmniej raz ukradkiem zerkał na penisa swojego kolegi pod prysznicem, ponieważ na tym polegała ludzka ciekawość. Danny był przerażająco niezainteresowany i to sprawiało, że Steve miał ochotę się jednak ubrać. Ludzie przeważnie pożądali go. Był do tego przyzwyczajony. Zapewniał mu to wzrost, muskulatura i całkiem przyjemna twarz. Traktował to jako sprawę drugorzędną ,aż do tej pory. Nigdy nie czuł się bardziej wytrącony z równowagi i jeśli to była jakaś próba sił – Williams wygrywał.

Danny nie zrobił nic, żeby się ubrać. Stał po prostu i patrzył mu prosto w oczy. Pewnie trwało to nie dłużej niż kilka sekund, ale jemu wydawało się wiecznością.

- Chcesz, żebym cię pocałował? – spytał Williams, zaskakując go trochę.

Może faktycznie był amatorem, bo nie wiedział nawet, że to jednak mogło nie wchodzić w grę.

Danny zrobił krok w jego stronę, a potem kolejny i nagle stali twarzą w twarz, co nie było aż tak nowe. Williams uwielbiał konfrontacje i przeważnie do nich doprowadzał. Nigdy nie cofał się przed powiedzeniem komukolwiek prawdy prosto w twarz. Nawet jeśli ten ktoś był dobrą głowę wyższy.

Jego ręce zacisnęły się na bicepsach Steve'a delikatnie acz stanowczo. Nie czuł bólu, ale jednocześnie wątpił, aby udało mu się tak łatwo wyrwać. Prawdziwa siła jego ręki zaczynała się dopiero dobre trzydzieści centymetrów dalej, dlatego ten chwyt Danny'ego miał w sobie coś niebezpiecznego. Uwolnienie się nie byłoby łatwe.

- Wszystko będę musiał ci mówić, prawda? – zaśmiał się Williams nagle i nie wydawał się tym wcale zniechęcony. – Cofnij się, Steve. Aż do ściany za tobą. Chcę, żebyś znowu opierał się plecami o coś stałego – poinformował go.

Wczoraj wróciło w ciągu jednej sekundy. Ostrożnie zrobił kroków do tyłu, a Danny podążył za nim, trzymając go nadal za ramię. Williams wydawał się skradać, poruszał się tak miękko i pewnie. To był najdziwniejszy taniec, jaki przeżył. I zatrzymał się dopiero, kiedy chłodna ściana dotknęła jego tyłka.

- Ręce ponad głowę – polecił mu Danny spokojnie.

- Nie sięgniesz ich – odparł, bo widział kilka razy jak ktoś blokował nadgarstki swojego kochanka w ten sposób.

Różnica wzrostu między nimi była jednak nie ubłagana.

Danny nie mrugnął nawet okiem, czekając ,aż wykona polecenie. Uniósł więc ręce z pewną wątpliwością, czując się dziwnie, wyciągnięty na płaskiej powierzchni w ten sposób. Jego ciało jeszcze nie było całkiem suche i krople wody spływały po jego nogach na podłogę. Łaskotało, ale nie ryzykował opuszczenia rąk, kiedy Danny patrzył na niego w ten sposób.

Dłonie Williamsa dotknęły jego bioder i przeniosły się synchronicznie w górę po jego żebrach aż do ramion, których mięśnie napięły się nieznacznie podczas tej wędrówki. Danny zacisnął mocniej palce na jego bicepsach, dając mu chyba do zrozumienia, że zna sposoby na unieruchomienie nawet kogoś o jego wzroście. I to było dziwnie jak wiele można było przekazać bez słów. Steve zaczynał być ogromnym fanem, ponieważ mówienie naprawdę nie było jego mocną stroną. Świetnie jednak podążał i dostosowywał się do nowych sytuacji, więc rozsunął lekko nogi, kiedy Danny przylgnął do niego swoimi biodrami.

- Chcesz żebym cię pocałował? – spytał cicho mężczyzna. – Czy na przykład chciałbyś na to zasłużyć?

- Zasłużyć? – zdziwił się Steve.

- Możemy się pobawić w ten sposób, że zrobisz coś dla mnie i wtedy zasłużysz na coś ekstra – wyjaśnił Danny. – Wiem z dobrych źródeł, że działasz najlepiej, kiedy widzisz przed sobą marchewkę. Po prostu nie boisz się kija.

- A gdzieś jest kij? – spytał ostrożnie Steve.

Danny wziął głębszy wdech.

- Najgorszy kij, Steve – przyznał Williams. – Jeśli coś nie będzie działać, będziemy musieli to obgadać. Znaczy, że będziesz musiał użyć słów. To chyba jest dostatecznie odstraszające, co? – zakpił.

- Potrafię mówić – odparł.

- Naprawdę? Dlaczego nie odpowiedziałeś jeszcze na moje pytanie? – zainteresował się Danny. – Bardzo nie lubię się powtarzać, Steve, a ty masz problem z mówieniem o tym, czego pragniesz. Chcesz, żebym cię pocałował? – spytał ponownie.

- Tak – odparł krótko i stanowczo. – Ale co daje druga opcja? – spytał.

- Druga opcja to możliwości. To są zawsze możliwości, Steve. Ale to też zawsze pytanie wiszące w powietrzu. Czego chcesz i co jesteś skłonny za to ofiarować? – zastanawiał się Danny i to nie wydawało się pytaniem skierowanym bezpośrednio do niego. Ono po prostu zawisło. – Możesz powiedzieć mi wszystko, bo nie powtórzę tego nikomu. Rozpuść wodze fantazji, Steve – odparł.

- Fantazji – prychnął, ale to faktycznie miało sens.

W końcu dlatego znalazł się w tym punkcie, ponieważ chciał jednak eksperymentować, ale kiedy teraz próbował coś wymyślić w jego głowie ziała przerażająca pustka. Danny wpatrywał się w niego z rozczarowaniem w oczach, jakby spodziewał się po nim trochę więcej. Jakby sądził, że Steve znowu zaczyna to swoje emocjonalne zatwardzenie.

- Nie wiem od czego zacząć – przyznał szczerze. – Nie wiem… - zaczął i głos uwiązł mu w gardle. – Nie mogę nic wymyślić, ale jeśli coś przyjdzie mi do głowy, zapiszę to – obiecał mu solennie.

- Zapiszesz to? – powtórzył Danny i wydawał się trochę rozbawiony. – Chcę zobaczyć te twoje notatki – odparł Williams. – Co powiesz na ten pocałunek? I zobaczymy, gdzie nas to zaprowadzi? – zaproponował.

- Na kolana? – zażartował, bo tylko ten kierunek wydawał się mu prawidłowy.

Danny wydął usta.

- Jeszcze nigdy się nie całowaliśmy – przypomniał mu Williams. – Może chcesz zasłużyć na ten pocałunek? Może najpierw uklękniesz przede mną i będziesz sobie wyobrażał jak smakują moje usta? – zaproponował i ta myśl była naprawdę kusząca.

- Tak – powiedział krótko i Danny uśmiechnął się wyraźnie zadowolony z werbalnej odpowiedzi.

Mężczyzna cofnął się, robiąc mu trochę miejsca i Steve prawie żałował, że te dłonie zniknęły. Jego mięśnie nadal pamiętały palce w siebie wciśnięte i to było miłe wspomnienie.

Osunął się na kolana, ale Danny obrócił się do niego pośladkami i ruszył w kierunku swoich spodni. Nie tego się spodziewał i trochę niepewnie oparł dłonie na udach, obserwując jak Williams szuka czegoś usilnie po kieszeniach, a potem z wyrazem twarzy pełnym triumfu wyciąga prezerwatywę. Uczucie ulgi nie było mu obce, ale po raz kolejny zdał sobie sprawę jak bardzo niepewny jest tego wszystkiego.

Danny otworzył zębami opakowanie w drodze powrotnej do niego i serce Steve'a zabiło szybciej, kiedy mężczyzna z ewidentną wprawą wciągnął gumkę na swojego wzwiedzionego penisa, poruszając kilka razy w górę i w dół, żeby sprawdzić czy wszystko leżało odpowiednio. Stanął przed nim tak, jakby to była całkiem normalna sytuacja.

- Ręce za siebie, Steve – przypomniał mu Danny.

Ustawił się w żądanej pozycji, trochę zaskoczony, że jego palce samoistnie zacisnęły się tak mocno na jego własnym nadgarstku. Starał się rozluźnić, ale całe jego ciało napięło się w oczekiwaniu. Spoglądanie na Danny'ego od dołu było czymś całkiem nowym. Wiedział, że Williams jest solidnym mężczyzną. Miał szerokie barki i dość umięśnione uda i tylko przez wzrost nie doceniano go jako przeciwnika. Jego szczęka wydawała się bardziej kwadratowa z tego punktu widzenia i może dostrzegłby więcej, gdyby nie fakt, że miał przed oczami członek, który był odzwierciedleniem całego Danny'ego – krępy i solidny.

- Otworzysz dla mnie usta? – spytał Williams.

- Tak – odparł, czując się trochę bardziej ośmielonym, ponieważ Danny go faktycznie chciał.

To nie było tylko jednostronne. Miał dowód tego przed swoimi oczami, a to dawało mu dziwną siłę.

Ręka Danny'ego objęła jego twarz z tą zaskakującą delikatnością, chociaż przecież sam akt miał taki nie być. W tym był przecież cały sens. Wydawać by się mogło, że Williams testował wody – może równie niepewny co Steve, chociaż ich ostrożność wywodziła się z dwóch całkiem odrębnych źródeł.

- Jeśli będziesz chciał, żebym przestał, przypominam ci, że twoje ręce nie są związane – oznajmił mu Danny. – Wystarczy, że mnie odepchniesz. Nie obrażę się – zażartował, zaczepiając kciukiem o jego wargę.

Steve przygryzł ten palec, czując na nim lekko słonawy smak.

- Możesz trzymać mnie mocniej – odparł i Danny skinął głową.

- Postaram się zapamiętać – obiecał mu mężczyzna, ale Steve miał wrażenie, że już przyjął to do wiadomości, bo jego palce zacisnęły się mocniej na szczęce Steve'a.

Danny tym razem nie powiedział ani słowa, po prostu wypchnął swoje biodra trochę do przodu, sprawiając, że czubek jego członka dotykał jedynie ust Steve'a. Objął główkę wargami, nie do końca zadowolony ze smaku lateksu, który rozlał się na jego języku. Starał się oddychać przez nos, kiedy Danny powoli torował sobie drogę do jego ust. Pchnięcia nie były głębokie, więc starał się stworzyć z warg wąski tunel, ale to nie było takie łatwe, kiedy nie miał się jak podtrzymać.

Danny co prawda stabilizował go, jedną ręką na szczęce i drugą na ramieniu, która nie pozwalała mu na utratę równowagi, ale to wciąż było za mało. Zrobiłby to lepiej, gdyby mógł użyć rąk, a to nie wchodziło w grę.

Danny wyciągnął swojego członka z jego ust bez ostrzeżenia i pogłaskał kciukiem jego zaczerwienione wargi.

- Wszystko dobrze? – spytał mężczyzna.

- Tak, ale mógłbym… - zaczął Steve.

- Nie – przerwał mu Danny. – Rozluźnij się i nie przejmuj inicjatywy. Jest mi dobrze w ten sposób – wyjaśnił miękko, jakby czytał w jego myślach. – Zamknij oczy, jeśli ci to pomoże i pomyśl, że cię całuję. Przeszło ci to przez myśl w ogóle czy cały czas ścigałeś mojego fiuta? Nie ma wyścigu, nie ma mety, nie ma gonitwy, Steve – poinformował go całkiem poważnie. – Wiem, że proszę cię o najtrudniejszą rzecz, ale spróbuj raz być bezczynny – dodał.

Dobrze znany mu już kciuk rozchylił mu wargi, gdy Danny z powrotem wprowadzał swojego penisa do jego ust. Zamknął oczy, ponieważ obserwowanie kurczących się mięśni brzucha Williamsa rozpraszało go wcześniej. Zawsze sądził, że kontakt wzrokowy w tej pozycji podnieca najbardziej, ale kiedy odłączył jeden ze zmysłów, zalała go fala całkiem innych wrażeń. Na jego podłodze musiały leżeć drobinki piasku, które przynieśli z plaży. Danny pachniał jak wiatr i po prostu męsko. Czymś skomplikowanym, co nie miało nic wspólnego z wodą kolońską czy dezodorantem. Jego kciuk był słony jak ocean i może to był smak jego skóry, której nie mógł teraz lizać, bo pieprzona prezerwatywa mu to uniemożliwiała. Danny dostawał jednak punkty za myślenie o zabezpieczeniu, gdy jego mózg wywiesił białą flagę.

Penis mężczyzny w jego ustach nie do końca podobny był do języka, ale Danny robił wszystko, żeby nie wchodzić w niego głębiej. Ślizgał się w jego ustach, zanim wycofywał się na krótką chwilę. I Steve poruszył własnym językiem, żeby przetestować jedną teorię i usłyszał jak Williams wciąga powietrze głośniej do płuc. Jego szczęka sama się rozluźniła, gdy zaczął pracować nad tym, aby ten dźwięk pojawiał się tylko częściej. Jego język był mokry i wydawał się niezdarny, bo nigdy nie wiedział tak naprawdę kiedy Danny wejdzie w jego usta ponownie. Nie gonił penisa, ale poruszał jedynie językiem zdając się na ślepy los, czego przeważnie nie robił.

I nie wiedział, że rozluźnił się tak bardzo, dopóki Danny zamiast ruszyć własnymi biodrami, nie przyciągnął do siebie jego głowy. Wszystkie lampki ostrzegawcze zaświeciły się w jego głowie, chociaż w zasadzie Williams nie wszedł wcale głębiej. W zasadzie ledwo dostał się do jest ust, ale Steve zorientował się nagle, że jego ręka nie trzyma tej drugiej za plecami i odepchnął od siebie Danny'ego, który bez większego oporu zrobił spory krok w tył.

- Wszystko dobrze? – spytał Williams.

Jego głos był o oktawę niższy niż normalnie i jeśli to nie krzyczało seks, Steve nie miał pojęcia co mogłoby.

- Tak – odparł, nie wiedząc co się stało. – Po prostu…

- Tak wygląda utrata kontroli na jedną sekundę – wyjaśnił mu Danny spokojnie. – Zatraciłeś się na moment – ciągnął dalej. – Zdezorientowany? – spytał.

- Tak – przyznał szczerze Steve i spojrzał na niego w oczekiwaniu na jakiekolwiek wskazówki.

To nie było nieprzyjemne. Nie wiedział nawet czemu spanikował. Bawił się świetnie, jego fiut leżał ciężki na jego udach, a nawet go dzisiaj nie dotknął. Potrafił przeanalizować siebie pod względem fizycznym i był w świetnej formie. Danny nie stanowił zagrożenia i nigdy stanowić nie będzie. Byli partnerami. Byli przyjaciółmi.

A jednak coś w nim podniosło krzyk.
- Oddanie komuś kontroli nie jest łatwe, Steve – podjął Danny, zaskakując go trochę. – Chcesz zrobić przerwę i pogadać?

- Kijem mnie? – spróbował zażartować, ale wyszło to słabo. – Chcę sprawdzić co to jest – przyznał.

Danny uśmiechnął się krzywo.

- Dlaczego mnie to nie dziwi? – westchnął Williams. – To panika związana z utratą kontroli. Nie jesteś wystraszony? – spytał wprost.

Steve potrząsnął przecząco głową i ułożył dłonie za sobą tak jak poprzednio.

- Zrób to co wcześniej – poprosił go, starając się z całych sił znowu rozluźnić.

- Odepchnij mnie, jeśli to znowu będzie za dużo – odparł Danny, znowu pocierając kciukiem jego policzek.

Tym razem było trochę inaczej, bo wiedział czego się spodziewać. Nie zagryzł przysłowiowo zębów, starając się przełamać barierę czystą logiką. Mógł powierzyć Danny'emu swoje życie, więc ręce Williamsa zawiadujące jego ciałem nie powinny stanowić problemu. Początkowo te ostrzegawcze lampki świeciły się i czuł, że Danny zwolnił, że nie przyciąga jego głowy tak pewnie i silnie jak wcześniej. I może to przekonało go, że wszystko jest tak naprawdę w porządku. Williams nawet teraz upewniał się, że wszystko gra, chociaż przecież mógł poczekać ,aż Steve znowu go odepchnie. Wtedy jednak krążyliby w kółko, a to straszne uczucie, które pojawiło się na ułamek sekundy wcześniej, było również najcudowniejszym jakie przeżył. Jeśli tak wyglądała wolność – chciał jej dla siebie. Nieważne jak wiele strachu będzie go kosztować.

Nie zdawał sobie nawet sprawy, że Danny pieprzy swojego fiuta jego ustami, dopóki gdzieś nad nim nie rozległ się ten rozkoszny dźwięk. Williams stwardniał niemożliwie w jego ustach i Steve otworzył oczy, żeby sprawdzić co się dzieje, bo Danny dyszał tak głośno, wydając z siebie te małe ciche jęki, jakby z sobą walczył.

- Steve, Chryste – wychrypiał mężczyzna. – Jesteś taki piękny, kiedy się poddajesz – dodał, przełykając tak ciężko, że Steve słyszał ruch jego jabłka Adama.

Wszystko wydawało się o wiele wyraźniejsze, a ta dłoń na jego policzku, która prowadziła go tym razem pewnie i bez najmniejszej wątpliwości, promieniowała przyjemnym ciepłem. Była swego rodzaju zabezpieczeniem, w które najchętniej wtuliłby się, ale jego głowa cały czas była w ruchu.

Danny wpatrywał się w niego z niedowierzaniem, przez które przebijało coś jeszcze, czego Steve nie widział dotychczas w jego oczach. Williams pożądał go. Nie trudno było to odkryć w tej chwili. Oczy mężczyzny błyszczały pragnieniem, a może tak Danny po prostu wyglądał tuż przed orgazmem, bo w chwilę później Williams zacisnął palce na jego czaszce prawie boleśnie, kiedy dochodził ze wzrokiem wciąż wbitym w niego.

Nie pamiętał, aby kiedykolwiek czuł się centrum cudzego wszechświata.

ooo

Był trochę ogłupiały, co było dość dziwne, ponieważ to nie on doszedł. W zasadzie jego własny penis odstawał od jego ciała pod kątem dziewięćdziesięciu stopni, chociaż grawitacja walczyła z zesztywnieniem. Danny zsunął ze swojego fiuta zużytą prezerwatywę z miną pełną obrzydzenia i uśmiechnął się do niego lekko. Ukląkł przed nim i różnica wzrostu nadal nie była ,aż tak wielka.

Pocałunek był niemal muśnięciem – delikatny i niezobowiązujący. I może poczułby się rozczarowany, gdyby Danny nie przysunął się bliżej, pogłębiając jedynie kontakt między nimi. Skóra przy skórze była czymś, czego potrzebował w tej chwili i oddał się chwili bez wahania. Danny obejmował go tak ciasno i tak cudownie mocno. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że nadal trzyma dłonie za sobą w niemal żelaznym uścisku, dopóki Williams nie dodał do tego wszystkiego swojej własnej ręki, dodatkowo go krępując, chociaż to wcale nie było konieczne.

Steve i tak nie poruszyłby się.

Pocałunek trwał może nawet całe wieki i te ciche jęki musiał wydawać sam. Nie wiedział nawet czego chciał, ale miał nadzieję, że Danny mu to da i to prędko.