Może i Danny miał rację, twierdząc, że jest z nim coś nie tak. Nie potrafił jednak nie myśleć o poprzedniej nocy w innych kategoriach jak 'kiedy zrobią to znowu' oraz 'dlaczego musi tak długo czekać'. Williams jak każdego ranka podjechał po niego i wyszedł z samochodu, oddając mu kluczyki, kiedy się przesiadali. Jego dłonie mrowiły. Nie miał za wiele okazji do dotykania, a najchętniej sprawdziłby jak to jest mieć ciało Danny'ego pod opuszkami palców.
- Wieczorem piwo? – spytał, odpalając samochód.
Danny spojrzał na niego, jakby nawet przez chwilę mu nie wierzył.
- Wieczorem seks? – spytał lekko zirytowany.
Kąciki ust Danny'ego drgnęły prawie niezauważalnie, kiedy Williams walczył z uśmiechem. A potem mężczyzna spojrzał na niego tak, jakby Steve powiedział coś skandalicznego. Nie miał takiego talentu do słów jak Danny. Na samo wspomnienie tego, co Williams do niego mówił wczorajszego wieczoru, krew szybciej krążyła w jego żyłach. Może nawet ważniejsze było to jak Danny to robił, patrząc na niego z taką uwagą, jakiej Steve'owie nie poświęcał nikt wcześniej.
Seks zawsze był czymś, co robił z czysto fizycznych względów. Nie był aseksualny, potrzebował od czasu do czasu orgazmu, który oczyściłby mu umysł. Czegoś, co odprężyłoby go chociaż na chwilę, ale przeważnie skupiał się na celu i dążeniu do niego. Bywało, że mieli z Cath tylko pół godziny, zanim musiała wypływać ponownie na nie wiadomo jak długo. Nigdy nie byli specjalnie finezyjni, chociaż lubił myśleć, że te chwile, kiedy stacjonowała w Pearl dłużej wykorzystywali o wiele lepiej.
Danny udowodnił mu, że jednak nie wiedział zbyt wiele i o dziwo nawet go to nie gryzło.
- Pewnie nie powinienem był cię wczoraj tak zachęcać – westchnął Williams z udawanym cierpieniem. – Jeśli jednak zamierzasz być dalej tak bezpośredni, jestem na pokładzie, marynarzu – odparł.
Steve zerknął na niego z ukosa i uśmiechnął się szeroko.
- Pocałujesz mnie? – spytał, ponieważ to wydawało się znakomicie działać.
- Nie, bo jedziemy do pracy, a ty prowadzisz. Jeśli mnie dzisiaj nie zabijesz, to dostaniesz coś specjalnego wieczorem – rzucił Williams żartując tylko w połowie.
Steve znał już ten ton i oznaczało to tyle, że jeśli się postara, czeka go nagroda. Spojrzał na Danny'ego z wyczekiwaniem, ale mężczyzna uparcie spoglądał na krajobraz za oknem.
- Nie powiesz mi co to będzie? – spytał wprost, ponieważ Williams chciał się z nim komunikować, więc Steve ten jeden raz mógł to przeciągnąć na swoją korzyść.
- Nie – odparł Danny spokojnie.
- Dlaczego nie? – zainteresował się.
- Bo jeśli ci powiem, będziesz przygotowany. Znam cię, Steve. Jesteś świetnym harcerzykiem, ale tutaj nie chodzi o to, że masz przed sobą tajną misję, którą musisz wykonać. Nie chodzi nawet o to, żebyś nie miał kontroli. Chodzi o to, żebyś mi ją oddał – przypomniał mu Danny. – Wczoraj miałeś piętnaście minut wolności. Jak było? – spytał wprost Williams, ale to wydawało się być pytaniem retorycznym, bo na ustach Danny'ego pojawił się znowu ten uśmiech samozadowolenia.
I może to i lepiej, ponieważ nie bardzo wiedział jak wyrazić słowami to co czuł. Temat dalej wydawał mu się lepki, ale to nigdy wcześniej go nie powstrzymało i wątpił, aby tak miało być teraz. Danny'emu ewidentną przyjemność sprawiło doprowadzenie go do stanu, kiedy jego zmysły były przeładowane. Kiedy nie dotykali się prawie w ogóle, początkowo gdy klęczał, nie chciał niczego więcej, tylko poczuć skórę przy skórze. A kiedy Danny w końcu zaczął go dotykać to było jak niebo. Williams nie spieszył się i pewnie jeszcze niedawno bawiłaby go myśl, że samo muskanie klatki piersiowej doprowadzi go do szaleństwa, ale po wczorajszym wieczorze nie marzył o niczym innym.
- Było interesująco - przyznał ostrożnie. – Patrzyłeś na mnie – dodał i pewnie powinien był to przemyśleć, bo ta uwaga brzmiała słabo nawet w jego własnych uszach.
- Podobało ci się, że na ciebie patrzyłem – podchwycił Danny niemal od razu, ale brakowało tam kpiny. – Lubisz, kiedy ktoś zwraca na ciebie uwagę – stwierdził, analizując go tu i teraz. – Chodzi o to, że na ciebie patrzę tak po prostu? Czy chodzi o to, że czujesz się wtedy bardziej pewny siebie?
Steve zacisnął mocniej dłonie na kierownicy. Miał niejasne podejrzenia, że cokolwiek teraz powie zostanie wykorzystane przeciwko niemu. Z drugiej strony był również pewien, że to mu się spodoba i obróci się na jego korzyść.
- Powiedziałeś wczoraj… - zaczął i urwał, bo to było trochę głupie.
Nawet nie chodziło to co wyrwało się Danny'emu, ale jak Williams to z siebie wyrzucił. Jakby to sprawiało mu ból. Pewnie nie powinien wracać do tego, co mówili podczas seksu. Była chyba nawet taka zasada, że nie należało używać tego przeciwko komuś. Endorfiny mieszały w głowie.
- Powiedziałem, że jesteś piękny – podchwycił jednak Danny, kompletnie nieskrępowany, co było dziwne, bo przeważnie warczał na niego za wyciąganie takich rzeczy.
Najwyraźniej jednak mogli spokojnie i otwarcie rozmawiać o tym w co zaangażowani byli obaj. Danny nie chciał opowiadać o innych ludziach, z którymi robił cokolwiek i to było w porządku. To nawet było cudowne, bo to oznaczało, że nikt nigdy się nie dowie o Stevie.
- Tak – przyznał.
- Czułeś się piękny? – spytał Danny całkiem poważnie. – Chcesz, żebym sprawił, żebyś poczuł się tak po raz kolejny? – upewnił się.
I ta rozmowa nagle nie podobała mu się już tak bardzo. Jeśli Williams zamierzał dawać mu to, co uważał, że Steve'a kręciło, to posuwali się trochę za daleko. Nie był marionetką, nie chciał się czuć jak jedna. Nie chciał, żeby Danny znalazł wszystkie punkty w nim, którymi mógł nim z łatwością sterować według własnych upodobań.
- Nie, jeśli to nie jest prawdziwe – powiedział w końcu.
- Nie będziemy mieli z tym problemu – odparł Danny bez chwili zawahania. – Nie okłamałbym cię. Nie powiem ci nigdy niczego, czego o tobie nie myślę. Do tej pory nie miałem w tej kwestii zahamowań i nic się nie zmieniło – dodał, mrugając do niego porozumiewawczo.
Faktycznie dostatecznie często skakali sobie do gardeł z tego powodu. Danny miał irytujący sposób komentowania jego życia i Steve jakoś wątpił, aby to się miało zakończyć.
Weszli do siedziby Five O ramię w ramię jak zawsze i Kono spojrzała na niego wyraźnie uspokojona. Może sądziła, że jakikolwiek konflikt powstał między nimi wcześniej, został skutecznie rozwiązany.
- Dobra ludzie. Danny obiecał, że jeśli nie zostanie dzisiaj postrzelony, zabiera nas wszystkich na piwo – rzucił w ramach wstępu.
Williams rzucił mu zirytowane spojrzenie, ale nie zaprzeczył.
ooo
Nie przepadał za okłamywaniem siebie, więc nawet nie próbował udawać, że nie jest zdenerwowany. Nie potrafił znaleźć sobie miejsca w domu. Sprawa zajęła im o wiele za mało czasu, więc do wieczora zostało kilka okropnych godzin, które spędził włócząc się z kąta w kąt. Zastanawiał się czy nawet nie posprzątać, ale prawie nie mieszkał w domu, więc wszystkie powierzchnie wyglądały na nietknięte. Wojsko nauczyło go odkładania rzeczy na swoje miejsce, czego Danny również nie pojmował.
Camaro zatrzymało się przed jego domem i Williams jak zawsze bez pukania wszedł do środka. Uśmiechnął się na jego widok szeroko, kiedy odkładał piwo na kuchenną ladę.
- Grace wygrała eliminacje w tenisie do jakiegoś miejscowego turnieju – poinformował go Danny, wypinając pierś z dumy.
- Kono mówiła też o eliminacjach w surfingu –podrzucił niepewnie. – Mamo zamierza urządzić zawody gdzieś pod koniec tego miesiąca.
Danny spojrzał na niego spode łba.
- Świetnie – mruknął Williams. – Moja córka w kostiumie kąpielowym na oczach wszystkich.
- A czym się to różni od twojej córki w mini spódniczce? – spytał Steve.
- Ona nie… - zaczął Danny i otworzył usta w szoku. – Chyba nie chodzi w tych krótkich… - urwał ponownie. – Dlatego to zawsze Rachel odbiera ją po treningach. To jest zmowa – stwierdził.
- Danny, ona ma…
- Ona jest za młoda na mini spódniczki. I na pewno żadnego bikini – wszedł mu w słowo mężczyzna, celując w jego stronę palcem, jakby to Steve był winien temu, że Grace dorastała. – I żadnego seksu do trzydziestki.
Steve nie mógł się nie zaśmiać.
- Hipokryta – zarzucił mu.
- To nie hipokryzja. To się nazywa rodzicielstwo i jest prawnie usankcjonowaną hipokryzją, co stanowi ogromną różnicę, Steven – poinformował go całkiem poważnie Danny. – Rodzicielstwo to świadomość wszystkich niebezpieczeństw, które mogą czaić się na moją małą dziewczynkę. A bikini to jedno z tych niebezpieczeństw, ponieważ prowadzi do gapiących się dupków, z których żadnego nie będę mógł zastrzelić.
- Kono nauczyła ją surfować, Kono może nauczyć ją jak się bronić przed tymi dupkami – rzucił tylko.
I Danny spojrzał na niego tak, jakby właśnie przyniósł mu pizzę prosto z New Jersey, nadal ciepłą.
- Jutro pogadam z Kono – zdecydował Williams, siadając w końcu koło niego. – Chcesz piwo? – zaproponował mu. – Należy ci się. Czasami masz genialne pomysły.
- Czasami? Zdajesz sobie sprawę, że właśnie zaproponowałem, żeby Kono nauczyła twoją małą córeczkę jak skopywać tyłki chłopców, a ty się zgodziłeś? – upewnił się.
- Grace dorasta – westchnął Danny, jakby to faktycznie stanowiło ogromną różnicę. – Poza tym to nie tak, że ty ją nauczysz zabijania ludzi kciukami – dodał.
- Nie umiem… - zaczął, ale urwał, ponieważ w zasadzie to było możliwe.
Danny spojrzał na niego z niedowierzaniem, które graniczyło z przerażeniem.
- Jesteś nienormalny – stwierdził Williams bez cienia wątpliwości w głosie.
A potem w jego wzroku pojawiło się coś nowego, czego pewnie Steve nie rozszyfrowałby jeszcze kilka dni temu, ale po wczorajszym wieczorze miał sporo nagromadzonych danych. Danny obserwował go uważnie jak zawsze, ale też z dziwnym spokojem, który pewnie powinien go martwić.
- Co będziemy robić? – spytał, czując się niezręcznie.
- Jesteśmy trochę pomiędzy – odparł Danny. – Normalnie albo są to pełnowymiarowe sceny albo eksperymentowanie z partnerem, którego znasz od dłuższego czasu. My znamy się długo, ale nie sypialiśmy z sobą. Czy jeśli powiem, żebyśmy przenieśli się do sypialni to będzie okej? Czy wolisz jakąś grę wstępną? I udawanie, że dotarliśmy tam przez przypadek? – spytał Danny całkiem serio, ale Steve mógł się tylko szerzej uśmiechnąć.
- Oprowadzić cię po domu? – zażartował i Williams przewrócił oczami, podnosząc się z kanapy.
Nie wbiegli po schodach, ale też nie szli specjalnie wolno. W jego szufladzie spoczywały trzy buteleczki lubrykantu i kilka paczek prezerwatyw. Kiedy kupował je po pracy, kobieta przy kasie spoglądała na niego, jakby pojęcia nie miała co teraz ma zrobić. Może faktycznie był cholernym harcerzykiem, ale lepiej było się przygotować niż potem pluć sobie w brodę.
Danny otworzył drzwi jego sypialni, wchodząc tam pewnie i Steve zamknął za nimi, mając jednocześnie wrażenie, że przestrzeń jego pokoju zmniejszyła się. Nie mógł oderwać wzroku od mężczyzny, który usiadł na jego niepościelonym łóżku, skopując niemal od razu buty. Skarpetki w paski pewnie powinny go rozbawić, ale jakoś dziwnie pasowały do Danny'ego. I mogły być kolejnym prezentem od Grace.
Sięgnął po brzeg swojej koszulki, ale Danny podniósł do góry dłoń, jakby chciał go powstrzymać.
- Czekaj – powiedział jeszcze Williams, tylko potwierdzając jego przypuszczenia. – Poddałeś mi dzisiaj myśl – przyznał Danny. – Co myślisz o tym, żeby zrobić dla mnie małe show? – spytał.
- Jak striptiz? – wyrwało mu się.
Nie do końca wiedział co o tym myśleć. Jeśli Danny miał patrzeć na niego tak jak wtedy, gdy klęczał z jego członkiem w ustach, był na pokładzie, chociaż Williamsowi było daleko do zostania żeglarzem.
- Nie, ale to zostawiam w obwodzie – przyznał Danny. – Chciałbym, żebyś położył się na łóżku i pokazał mi jak się dotykasz, jeśli to nie będzie krępujące. Jeśli nie czujesz się z tym komfortowo… - urwał sugestywnie.
Steve nie musiał się nad tym długo zastanawiać. Nie miał też wiele do zdjęcia, bo prócz luźnych spodni i koszulki nie miał nic na sobie, więc położył się na łóżku kompletnie nagi, trochę zaskoczony tym, że Danny potrafił jednak zajmować o wiele mniej miejsca, kiedy tego chciał.
- Możesz zacząć kiedy chcesz. Chcę tylko zobaczyć, co ci się podoba – powiedział Williams, co pewnie miało go zachęcić.
Steve miał jednak kompletną pustkę w głowie. Danny chciał show, a wszystko to co robił normalnie wydawało mu się teraz cholernie mało seksowne. Nie wiedział czy to żałosne czy po prostu smutne, że jego życie seksualne ograniczało się do kilkuminutowego obciągania pod prysznicem. Przesunął dłoń po swoim brzuchu, żeby zrobić cokolwiek, ale Williams złapał go za nadgarstek, zatrzymując w pół ruchu.
- Teraz jesteś skrępowany – stwierdził Danny. – Jeśli nie chcesz…
- To nie to – przyznał.
Brew Williamsa uniosła się, z potem pojawiła się na jego czole głęboka zmarszczka.
- Zasada trzyminutowych pryszniców – przypomniał sobie Danny.
- Są kompletnie racjonalne – próbował się bronić, ale Williams zacisnął tylko palce mocniej na jego nadgarstku.
- Nie osądzam cię – poinformował go spokojnie Danny. – Chcesz, żebym powiedział ci, co mógłbyś zrobić? Albo co chciałbym zobaczyć? Gdzie chciałbym cię dotknąć, ale zastąpią mnie twoje dłonie? – zaproponował mu, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
To nie był też taki najgorszy pomysł.
- Tak – odparł, przypominając sobie niejasno o komunikacji.
Danny skinął głową, przyjmując to do wiadomości i nareszcie puścił jego nadgarstek.
- Powinienem był przypuszczać, że lubisz się katować. Sam jestem hedonistą. Nie wiem dlaczego niemiałbym dojść cholernie mocno, skoro mogę – przyznał Williams, wędrując wzrokiem po jego klatce piersiowej. – Połóż dłoń płasko na brzuchu i poczuj jak twarde są twoje mięśnie. Nie wiem czy ściągasz tak często koszulkę po to, aby mnie torturować, ale opanowałem do perfekcji bieganie z erekcją – zażartował Danny.
Jego skóra była przyjemnie ciepła, ale ręka, która leżała na jego brzuchu prawie parzyła. Nie wiedział, że wypromieniowuje tak wiele energii. I może to było związane z tym, że faktycznie czuł mięśnie pod swoimi palcami. Ukształtowały się wyraźnie i mógłby wyśledzić ich linie, gdyby chciał.
- Połóż drugą dłoń obok i przesuń je po swoim ciele ,aż zatrzymają się na twojej szyi – polecił mu Danny. – Zaciśnij palce na swoim karku i okrężnymi ruchami rozsuwaj je na boki ,aż dotrzesz do ramion – dodał.
Steve prawie oderwał się od łóżka, kiedy jego dłonie zaczęły rozmasowywać napięte mięśnie. Może robił to odrobinę mocniej niż powinien, ale to było cudowne uczucie. Nie do końca podniecające, ale na pewno rozluźniające. Danny milczał przez kilka minut, obserwując go przez ten cały czas, więc Steve utkwił w nim wzrok, nie wiedząc, gdzie indziej miałby się podziać. Czuł jak jego klatka piersiowa unosiła się z każdym wdechem. Bryza znad oceanu wkradała się przez okno, ale na Hawajach nigdy nie było chłodno. Nie rozumiał więc jakim cudem na jego ciele pojawiła się gęsia skórka.
- Dłonie na kości biodrowe i przesuń paznokciami w górę ,aż dotrzesz do sutków – polecił mu Danny, nie brzmiąc już wcale tak spokojnie.
Steve nawet się nie zawahał, drapiąc niezbyt mocno. Dreszcz, który przeszedł mu wzdłuż kręgosłupa nawet wyjątkowo go nie zaskoczył. Wbił pięty w łóżko, starając się za wiele nie ruszać, ale jego fiut powoli zaczynał interesować się sytuacją, leżąc ciężko na jego udzie. Danny'emu nie umknęło i to. Steve widział dokładnie, gdzie wędrował wzrok Williamsa od czasu do czasu.
- Złap delikatnie palcem lewy sutek, ściskaj go lekko ,aż stwardnieje. To będzie dobre, Steven, czuję to – zapewnił go Danny.
I nie mógł zobaczyć czy Williams ma wzwód, ale jakoś był o tym cholernie przekonany. Głos Danny'ego stał się głębszy, pewniejszy. Gdyby nie znał Williamsa lepiej, pomyślałby, że słyszy ekscytację w jego słowach. Czuł podobnie, kiedy masował swój sutek palcami. Jego zakończenia nerwowe wydawały się stać w ogniu. Miał wrażenie, jakby wszystkie doznania bardziej uderzały w jego fiuta niż w mózg. Wiedział, że to jego klatka piersiowa teraz znajdowała się w sferze uwagi Danny'ego, ale to jego fiut napełniał się coraz bardziej krwią, jakby istniało magiczne połączenie pomiędzy tymi dwoma punktami.
Przestał na krótką chwilę, zaskoczony, że jego oddech nie jest już tak spokojny jak wcześniej.
- Drugi sutek, Steven – rzucił Danny, najwyraźniej niezdolny do wypowiadania pełnych zdań i totalnie go rozumiał.
Nie sądził, aby był w stanie sformułować w tej chwili jakiś zadziorny komentarz. Jego prawy sutek stwardniał zanim zdążył go dotknąć i kiedy jego palce zacisnęły się na guzku, musiał przełknąć nadmiar śliny w ustach. To było o wiele zbyt dobre. Danny wspominał o hedonizmie, ale to wykraczało poza wszystko, co Steve potrafił sobie wyobrazić. Jego penis był w pełni w grze, a nie zdążył go nawet dotknąć. Napełnione nasieniem jądra ciążyły mu nieprzyjemnie, a on maltretował swój nadwrażliwy sutek nie do końca pewien czy bardziej chce przestać, żeby złapać dech, czy chce kontynuować i sprawdzić czy może dojść tylko od tego.
- Trąć oba paznokciami – powiedział Danny.
Jego biodra drgnęły, kiedy to zrobił. Próbował się powstrzymać, ale to było silniejsze od niego. I Danny chłonął każdą jego reakcję, jakby nie widział nic bardziej fascynującego niż jego ciało pokrywające się na zmianę kropelkami potu i gęsią skórką od doznań, które mieszały się ze sobą.
Jego sutki były twarde, nadwrażliwe i wyobrażał sobie jako dwa opuchnięte guzki. Danny nie kazał mu przestać, więc zrobił to ponownie i to było jeszcze lepsze niż pierwszy raz. Przez jego ciało przeszło coś na kształt impulsu elektrycznego. Był zawieszony pomiędzy 'za wiele' i 'niedostatecznie'. Jego penis drgnął, przypominając o sobie, ale on tylko wpatrywał się w Danny'ego, którego wzrok zaczynał ciemniał powoli. Niebieskie zwykle tęczówki powoli zostawały zastąpione przez rozszerzające się coraz bardziej źrenice. Wydawali się oddychać równie szybko i nierówno. I Danny polizał swoje wargi, suche od wypuszczanego powietrza.
- Poliż palce i chwyć nimi sutki – polecił mu Williams bez cienia litości w głosie.
To było za wiele. Steve już teraz czuł się kompletnie na krawędzi, ale Danny patrzył na niego z wyczekiwaniem. Może Williams był przyzwyczajony do dotykania się w ten sposób, ale jego ciało wydawało się przeładowane.
- Danny – zajęczał, nie wiedząc w zasadzie o co prosi.
- To będzie dobre, Steve – poinformował go Williams.
W zasadzie ryzykował tylko tyle, że dojdzie, ale przecież taki był tego cel.
Jego palce były słone od potu. W jego oczach pojawiły się łzy, kiedy dotknął palcami sutków. Piekły i ślina wcale niczego nie ułatwiła. Jego mięśnie napięły się, kiedy z sobą walczył i Danny długo nie mówił nic, patrząc na niego tak po prostu. Obraz rozmywał mu się odrobinę, ale i tak nie potrafił zamknąć oczu.
- Zsuń dłonie powoli w dół i zatrzymaj je na biodrach – powiedział Williams.
Steve w tej chwili bez dyskusji przyjąłby nawet rozkaz od niego. I Danny musiał o tym wiedzieć, bo przysunął się do niego bliżej. Nie na tyle, żeby się dotykali, ale mógł czuć zapach jego szamponu, o wiele za ciężki i męski.
- Zsuń dłonie niżej na swoje uda – podjął Danny. – Musisz rozsunąć nogi szerzej. Jeśli lubisz dotykać swojego tyłka, kiedy sobie obciągasz, droga wolna – ciągnął dalej. – Ale staraj się jedynie naciskać płasko na swoje wejście. Podrażnij mięśnie bez wchodzenia głębiej. Nie daj się sobie przyzwyczaić do tego wrażenia – poinstruował go. – Dotknij się, Steve – polecił mu i w zasadzie to były słowa, na które czekał od nie wiadomo jakiego czasu.
Spodziewał się westchnienia ulgi, kiedy obejmie swojego fiuta, ale z jego gardła wydarł się jedynie jęk. Rozsunął nogi trochę szerzej, ponieważ potrzebował miejsca. Nie robił tego przeważnie, ale chciał wszystkiego. Jego ciało już drżało, więc docisnął swój kciuk na ukrytym za jądrami wejściu i prawie zadławił się śliną. Może patrzył na Danny'ego z desperacją, którą czuł, ale nie potrafił przyspieszyć.
- Właśnie tak – pochwalił go Williams.
Zabrał palec, ale nie wycofał ręki, obciągając sobie niespiesznymi ruchami, które mocno kontrastowały z tym jak się czuł. Jego palce zaczynały się podwijać, kiedy fale przyjemności uderzały w niego i czuł na wyciągnięcie ręki orgazm, który mu się prawnie należał, ale nie potrafił po niego sięgnąć.
Docisnął palec mocniej, prawie w siebie wchodząc i jego pięty wbiły się w łóżko, unosząc go lekko.
- Już wiesz dlaczego łatwo nie oznacza dobrze? – spytał miękko Danny.
Ale on nie był w stanie odpowiedzieć, kiedy na jego czole perliły się krople potu. Dyszał tak, jakby wbiegł Schodami do nieba na sam szczyt, a jego dłoń nadal trzymała ten fatalny rytm. Nie pamiętał kiedy ostatni raz był tak twardy. Nie był pewien czy kiedykolwiek był tak podniecony.
- Jeszcze raz, Steve – powiedział mu Danny, więc naciskał na swoje wejście, rozsmarowując drugą ręką nasienie na swoim kutasie. – I nie przestawaj – polecił mu całkiem niepotrzebnie.
Nawet gdyby grożono mu bronią, pewnie miałby to w nosie. Mięśnie jego twarzy musiały się napinać, bo nie panował nad całym swoim ciałem. Trochę ciemniało mu przed oczami, ale nie odrywał wzroku od Danny'ego, który chłonął go całego. Od nabrzmiałych sutków, które przypominały o sobie, gdy przypadkowo oddychał w ich stronę, po fiuta, który groził erupcją w każdej chwili. Danny nie mógł jedynie zobaczyć jego tyłka i kiedy tylko wyobraził sobie siebie samego na klęczkach, wystawiającego się na widok Williamsa, jego oczy obróciły się do tyłu głowy. Jego biodra szarpnęły się, kiedy dochodził z palcami u stóp podwiniętymi tak bardzo, że to sprawiało mu ból. Miał wrażenie, że ktoś wyrwał z niego ten orgazm, a jednocześnie to było po prostu coś. Ciepło i przyjemność rozlewały się po jego ciele falami, kiedy lepka sperma oblewała jego klatkę piersiową i piekące sutki. Miał wrażenie, że miał nawet trochę nasienia na szczęce, ale to mógł być pot.
- Chryste. Tak doskonały – szepnął Danny albo to było tylko jego popieprzona fantazja.
