Danny całował go długo i Steve czuł jak coś zaczyna budować się w jego klatce piersiowej. Williams musiał być twardy od dłuższego czasu, ale nie wyglądało na to, żeby zamierzał przenosić to na jakiś wyższy level. Jego usta były przyjemnie miękkie, wilgotne i jednocześnie wymagały od Steve'a koncentracji, ponieważ trudno było za nimi nadążyć, kiedy przechodziły od delikatnych muśnięć po ssanie jego dolnej wargi aż zaczynała puchnąć i piec. Prawie tak mocno jak jego nabiegłe krwią sutki.
Nie byłby zdziwiony, gdyby jutro nadal je czuł.
To nie do końca przypominało wszystko co widział w internecie. Sądził, że będzie w tym więcej wiązania, krzyczenia i rozkazów, które pewnie rozbawiłyby go, ponieważ słyszał groźniejszych ludzi, wyższych rangą, którzy w latach zamierzchłej młodości potrafili go przestraszyć swoim krzykiem. Żaden facet w skórzanych spodniach i gołą klatą nie miały na niego takiego wpływu.
Danny nie krzyczał, a jednak skutecznie dostawał się pod jego skórę centymetr po centymetrze jak cienka igła, którą pobierano krew do badań. Steve nie miał jednak złudzeń – Williams miał pozostać tam o wiele dłużej niż kilka sekund. Jego orgazm był zaledwie kilkusekundowym sprzężeniem, ale jego ciało jeszcze nie do końca doszło do siebie. Był rozleniwiony jak nigdy i nie miał najmniejszej ochoty się podnieść. Jeszcze z Dannym ,całującym go w ten sposób, ta myśl nie przeszła mu nawet przez głowę, co pewnie powinno go przerazić, ponieważ zawsze szybko zbierał się do kupy.
- Nie chcesz – zaczął, przesuwając dłoń w stronę krocza Danny'ego, ale Williams zdjął jedną dłoń z jego policzka i unieruchomił jego nadgarstek, zanim zdążył sięgnąć celu.
Szaleństwem było to, że mężczyzna miał nadal na sobie ubranie i prawie się nie dotykali. Co gorsza logicznie rzecz biorąc mógł się oswobodzić z tego niezbyt mocnego uścisku. Był SEAL, ale to niewiele znaczyło dla Danny'ego normalnie i chyba straciło dla niego całą swoją moc. Nigdy nie czuł się tak ciężki i lekki zarazem. Każdy ruch kosztował go wiele energii. I przede wszystkim najpierw musiał przekonać swój mózg, że faktycznie należało zdecydować się na ten wysiłek.
- Jesteś tak głęboko, że szkoda byłoby to psuć – przyznał Danny i Steve nie miał pojęcia o czym mówił. – Wyglądasz cudownie. Wiesz, że drżysz trochę? Jeszcze nie doszedłeś do siebie, ale widzę jak próbujesz i przegrywasz.
- Jestem SEAL – odburknął.
Danny zaśmiał się niezbyt głośno, jakby powstrzymywał się przed zrobieniem zbyt wielkiego hałasu, co na pewno nie było normalne.
-Tak, SEAL, który potrzebował odpuścić – odparł Williams bez cienia drwiny w głosie. – Chciałem trochę to przeciągnąć – przyznał Danny. – Całowanie cię, gdy jesteś tak podatny, to naprawdę coś, ale jeśli chcesz wrócić, Steve… -zaczął i przysunął się do niego.
Pierwsze zetknięcie z szorstkim materiałem jego spodni i koszuli wywołało u niego niemal szok. Danny obejmował go mocno, przeczesując palcami jego włosy, które musiały być po prostu wilgotne od potu, bo czuł wyraźnie jak mokry był. Nasienie zaschło nieprzyjemnie tam gdzie wylądowało, ale jakoś nie bardzo potrafił uznać to za odrażające.
Nie miał pojęcia, że masaż głowy faktycznie miał takie efekty, ale ochota, żeby wtulić się w rękę, która wykonywała okrężne ruchy na jego skalpie rosła. Danny jak na faceta, który nie lubił, żeby zadzierać z jego włosami, nie miał żadnych hamulców jeśli chodziło o cudze głowy.
Nie był kotem, więc nie mruczał, ale wcisnął nos w ramię Williamsa, chcąc ukryć przynajmniej swoją twarz. Doszedł na oczach Danny'ego z ręką na swoim fiucie i palcem tak daleko, że na pewno przekroczyli granicę jakiegoś pieprzonego tabu. Nie wydawało mu się to tak problematyczne jeszcze kilka minut temu, ale było coś nie tak w tym, że Danny wiedział teraz, że Steve nawet masturbuje się krótko i bez kompletnej finezji.
- Nie jestem w tym ,aż tak kiepski - powiedział, czując ciepło na swoich policzkach.
Musieli sobie wyjaśnić chociaż tyle, bo Danny nie robił mu przyspieszonego kursu z seksu. Steve nie był niedorajdą, pieprzonym nieudacznikiem, który nie był w stanie nawet zaspokoić siebie. Nigdy nie mieli czasu i to był największy problem. Marynarka nauczyła go, że jego ciało było narzędziem, więc zmiana myślenia tak mocno zakorzenionego w jego podświadomości nie mogła być kwestią jednego dnia.
Co dalej nie zmieniało faktu, że nie był pieprzonym amatorem i Cath zawsze podobało się to co robili.
- Steve – westchnął Danny w jego włosy. – Czy słyszysz w moim głosie krztę oceny? Nie możesz po prostu przyjąć do wiadomości, że powinniśmy się skupić na tym jak powinieneś być rozluźniony, ale nie jesteś, bo oczywiście twoje myśli wędrują w najgorszym z możliwych kierunków?
- Nie – stwierdził krótko.
Danny zaśmiał się lekko.
- Jesteś cholernie uparty – stwierdził Williams. – Niszczysz sobie całkiem fajny orgazm – dodał. – Słyszałeś o postkoitalnym rozluźnieniu? – spytał ewidentnie retorycznie, bo po chwili uniósł się na łokciach i przerzucił nogę przez jego biodro, wisząc teraz zaledwie kilka centymetrów nad nim. – Twoja potrzeba udowodnienia mi twojej seksualnej sprawności jest ,aż tak wielka? – spytał z niedowierzaniem. – Nie musisz mi niczego udowadniać.
Byli twarzą w twarz, a to oznaczało, że nie miał za bardzo się gdzie ukryć. A Danny faktycznie oczekiwał od niego tym razem jakiejś reakcji. Nie był niepewny, po prostu chciał pokazać Williamsowi, że zna jedną sztuczkę lub dwie. I teraz to wydawało mu się faktycznie śmieszne, bo przecież to nie był wyścig. Ani zawody. A nawet jeśli to obaj w tym wygrywali.
Może nie do końca Danny, którego rozszerzone źrenice wskazywały na to, że co prawda był podniecony, ale jednak wyciągał z tego coś więcej, czego Steve nie pojmował. Jego dłonie mimowolnie ułożyły się na wypiętych pośladkach Williamsa i mężczyzna wydął usta bardzo powoli potrząsając głową, jakby mówił mu 'nie'. i co dziwnie żadne słowo nie padło, a on zabrał ręce, kładąc je z powrotem wzdłuż ciała.
Może jednak magia istniała, bo miał wrażenie, że uderzono w niego jakimś potężnym zaklęciem. Grace miała ostatnio fazę na Harry'ego Pottera, więc znał ich kilka.
- Lubię cię takiego – powiedział Danny rozbrajająco szczerze i to nie powinno być seksowne.
Steve dopiero co doszedł, a jednak mógł poczuć, że coś w nim drgało.
- Sprawdzasz jak szybko wrócę do gry? – spytał wprost.
Nie przypominał sobie, aby kiedykolwiek był tak bezpruderyjny, ale Danny sprawiał, że ta sytuacja wydawała się całkiem naturalna. Prowadzili najnormalniejszą rozmowę w życiu, problem w tym, że on nie przepadał za gadaniem. Cath potrafiła wyciągnąć z niego najwięcej, ale znali się tak długo, a ona przeszła szkolenie w wydobywaniu informacji. Wystarczyło, żeby Danny spojrzał na niego i coś w nim stawało otworem. Może powinien był zauważyć, że w zasadzie było tak od zawsze, bo Williams nigdy nie wahał się powiedzieć mu prawdy prosto w twarz. Nawet tej cholernie nie wygodnej.
- Myślę, że powinieneś się przespać – przyznał Danny.
Może jego rozczarowanie pokazało się na jego twarzy, bo Williams zaśmiał się lekko.
- Dzisiaj było o tobie – oznajmił mu Danny.
- To daj mi udowodnić, że mogę być naprawdę dobry – rzucił Steve nie zastanawiając się nawet nad tym jak to brzmi.
Uśmiech Danny'ego powiedział mu, że został jak najbardziej opatrznie zrozumiany, ale nie przyszła za tym żadna kpina. Willliams pocałował go jedynie delikatnie i tak cnotliwie, że coś przewróciło się w jego żołądku ponownie.
- Nie potrzebujesz mojej aprobaty – poinformował go Danny.
Chyba trochę jednak jej chciał, bo nie dawało mu to spokoju. Seks nie powinien być jednostronny. Nie przemawiało do niego, że Danny chciał jedynie jakiegoś złudzenia kontroli, którą oddawał mu na zaledwie kilka minut. I nie podobała mu się myśl, że Williams wróci do siebie, a potem pewnie obciągnie sobie niespiesznie rozpalając się do czerwoności. Steve mógłby to zrobić za niego i nie miał z tym kompletnie problemu.
Danny zmarszczył brwi, chyba wyczytując w jego upartym milczeniu jak zawsze odrobinę więcej niż Steve chciał z siebie dać.
- Okej – powiedział Williams i to nie bardzo odnosiło się do czegokolwiek. – Ale zrobimy to na twoich zasadach.
- Na moich zasadach? – spytał.
- Chcesz mi pokazać jak wygląda seks po twojemu i jestem na pokładzie, ale to oznacza, że przejmujesz prowadzenie – zastrzegł Danny. – I nie robimy niczego przy ścianie, bo jestem za stary na takie numery – dodał.
Steve spojrzał na niego nie za bardzo nadążając. Danny przewrócił więc oczami i to nie powinno nigdy mieć miejsca, kiedy znajdowali się w łóżku nago. Kiedy on był całkiem goły, bo nie pozbył się nawet skarpetek Williamsa, co nagle wydawało mu się całkiem zabawne.
- Wyjaśnię ci to powoli, bo najwyraźniej nie nadążasz – podjął Danny. – Zobaczymy się jutro, jeśli nie padniemy na twarz po ciężkim dniu. Przyjadę wieczorem i spróbujesz mnie oczarować, a ja poudaję łatwego, ponieważ twoje braki w komunikowaniu się z ludźmi nie są nawet w połowie tak urocze jak sądzisz. A potem przyjdziemy tutaj i pokażesz mi swoją magię – rzucił Danny.
- I nie będziesz gadał? – prychnął Steve z lekkim niedowierzaniem.
- Och, to może być dość problematyczne, bo jestem całkiem wokalny, kiedy ktoś mnie pieprzy – odparł Danny i Steve w zasadzie wgapiał się w niego, nie wiedząc co powinien zrobić.
A raczej na czym się skupić, bo ten plan przedstawiał się cholernie dobrze w jego głowie. Z drugiej strony zaraz w tle zapaliły się lampki pod wielkim transparentem z napisem, że będzie pieprzył Danny'ego. Williams zresztą w najlepsze również schodził z niego, chyba decydując, że czas wrócić do domu.
- Wyśpij się superSEALu – rzucił Danny, cmokając go przelotnie w czoło.
Brakowało tylko, żeby nakrył go kołdrą.
ooo
Steve nienawidził kiedy gubernator dzwonił do niego osobiście. Rozłączyłby się również, gdyby Danny nie przyglądał się tak wymownie jego komórce, która wydawała jękliwy dźwięk. Istniała nikła szansa, że Denning się znudzi, ale obaj wiedzieli, że to nie wchodziło w grę.
W dziesięć minut później mieli sprawę, której nie chciał w bogatej dzielnicy, której nienawidził. Stan minął ich swoim samochodem, kiedy wyjeżdżał do pracy.
- Będziemy musieli przesłuchać Rachel – stwierdził Steve.
- Pogadam z nią sam – westchnął Danny. – Lepiej, żeby wiedziała o włamaniach w tej okolicy. Mają całkiem niezły system alarmowy, a Stan dodatkowo ustalił z firmą ochroniarską, że przejeżdżali przed ich domem dwa razy częściej, ale wolałbym, żeby byli bardziej ostrożni. Kono musi sprawdzić w ilu domach uruchomiły się alarmy wcześniej. Może trenowali zanim im się udało – stwierdził.
- Dobra myśl – rzucił, wychodząc z samochodu.
Karetka pogotowia zaniepokoiła go od razu. Denning nie mówił o rannych, ale kobieta miała jedynie sporego guza na głowie. Musiała zaskoczyć włamywacza, ale to akurat była dobra wiadomość dla nich. Złodziej nie zabijał, jeśli nie był do tego zmuszony. Ogłuszona ofiara zapewne nie była szczęśliwa, ale Steve nie wymagał od niej radości, a jedynie zeznań.
Danny uśmiechał się już do kobiety uspokajająco, przejmując prowadzenie w naturalny sposób. Zawsze miał lepsze gadki, więc Steve czekał na odpowiedni moment, aby się wtrącić. Kobiety wolały rozmawiać z Dannym pewnie przez tę aurę ojcostwa i troski, którą roztaczał wokół siebie. Może chodziło też o kwestię wzrostu. Williams nie wyglądał na kogoś, kto mógłby zagrozić komukolwiek. Steve odmawiał przyznania, że chodziło również o ich styl ubierania się.
- Widziała pani jego twarz? – spytał rzeczowo.
Kobieta spojrzała na niego tak, jakby zobaczyła go po raz pierwszy i wyraźnie się spięła.
- Spokojnie, proszę nie starać się przypominać sobie niczego na siłę – wtrącił Danny.
Skinęła głową, trochę uspokojona. Nadal jednak gniotła w dłoniach chusteczkę, którą zapewne wcześniej próbowała zatamować krwawienie.
- Wydaje mi się, że było ich dwóch. Ten, który mnie uderzył, pojawił się tuż za mną. Zeszłam, bo wydawało mi się, że coś słyszałam. Miałam wrażenie, że ktoś próbował schować się za kanapę, ale później jedyne co pamiętam to ból i Jenny krzycząca – powiedziała kobieta i załamał się jej głos. – Jenny – dodała.
Steve odwrócił się i dostrzegł mniej więcej dziesięcioletnią dziewczynkę w ramionach gosposi.
- Ma pani bardzo dzielną córkę – poinformował ją poważnie Danny. – Małej należy się medal. Pierwszorzędnie zawiadomiła policję i podała adres. Sam mam córkę w jej wieku. To ważne, żeby dzieci czuły się bezpiecznie w domu, więc proszę powiedzieć jej, że złapiemy tych łobuzów – obiecał jej Danny.
Steve skinął tylko głową nie dodając, że pewnie również nie wrócą dwa razy w to samo miejsce, skoro okradli już ten dom. To wcale nie podnosiło niczyjego morale jak wypomniał mu Danny jakiś milion razy. Najgorsze było to, że śledztwo zapowiadało się na długie i żmudne.
- Nienawidzę tego – jęknął, kiedy jego komórka wydała znowu ten żałosny dźwięk.
- Bo nie będziemy musieli nikogo postrzelić? – zakpił Danny. – Zabiorę cię na poligon jeszcze w ten weekend, żebyś mógł powysadzać sobie trochę rzeczy.
Opanował chęć pokazania mu środkowego palca. Denning dzwonił po raz drugi, pewnie chcąc spytać o postępy w śledztwie. Steve wziął głęboki wdech i odebrał, starając się brzmieć w pełni profesjonalnie. Był tylko trochę zawiedziony, że nie będą musieli nikogo postrzelić. Z drugiej strony te dupki mogły spróbować ucieczki, kiedy w końcu poznają ich nazwiska. To oznaczało bieganie po dżungli, a to była trzecia z kolei najlepsza rzecz, która przychodziła wraz z tą pracą, według jego prywatnego rankingu, który Danny pewnie i tak rozgryzł parę lat temu.
Sprawdził magazynek swojego pistoletu, kiedy tylko Kono zameldowała im, że faktycznie zdarzały się wcześniej podobne incydenty.
- Z tobą jest tak bardzo coś nie okej – westchnął Danny i zaczął zakładać kamizelkę kuloodporną.
ooo
Wrócili skonani. Osiedle Rachel było koszmarne. Jedna z kobiet otworzyła im w bikini i nawet nie ukrywała, że zamierza z nimi flirtować. Pewnie nie powinni byli przychodzić wtedy, kiedy ich mężowie byli w pracy, ale nie bardzo mieli wybór. Denning żądał rezultatów, a to oznaczało wielu przesłuchanych mieszkańców. Rachel nie była zadowolona, widząc ich po raz kolejny na swoim progu.
Danny opadł na jego kanapę i wyciągnął przed siebie nogi, starając się przeciągnąć nie wstając. Był to manewr, który starał się zrobić przynajmniej raz w tygodniu i nigdy się nie powiódł. Steve podał mu piwo, nie próbując nawet tłumaczyć na czym polegają ćwiczenia oraz w jakiej pozycji należy je wykonywać, aby było to jak najbardziej efektywne. To było jak rzucanie kamieniami w palmę kokosową.
Stuknęli się piwami i zamknął oczy, starając się poukładać w swojej głowie cokolwiek. Nikt oczywiście niczego nie widział ani nie słyszał. Monitoring był do dupy. Ktokolwiek instalował te kamery, był pieprzonym amatorem. Dlatego nie przepadał za cywilami pracującymi w ochronie. Brakowało im doświadczenia i rozeznania.
A potem przypomniał sobie, że w zasadzie pieprzona sprawa nie była jego jedynymi planami na wieczór i zerknął na Danny'ego, który wydawał się całkiem dobrze czuć z piwem w dłoni na jego kanapie. Williams podniósł odrobinę głowę, jakby wiedział, że jest obserwowany i ich oczy spotkały się na chwilę.
- Jeśli zamierzasz zaprosić mnie na górę, wiedz, że to misja samobójcza – poinformował go Danny. – Ostatni raz tyle chodziłem, kiedy byłem cholernym krawężnikiem.
- Ostatni raz przeszedłem tyle… - zaczął i urwał, a potem wydął usta, robiąc tę minę, która doprowadzała Danny'ego do szału. – Ściśle tajne.
Williams przewrócił oczami, ale nie ciągnął dalej tematu. Musiał być nieziemsko zmęczony, ale Steve sam czuł się tak, jakby uciekał przed stadem rekinów. Wielkiej różnicy nie robił fakt, że miały na sobie bikini i wysokie obcasy. Najchętniej położyłby się prosto do łóżka. I Danny też wyglądał na kogoś, kto przyjąłby kilka godzin snu z ulgą. Jutro czekał ich kolejny koszmarny dzień. Myśl, która pojawiła się w jego głowie jakoś nie chciała odejść, więc spojrzał na Danny'ego, kiedy brał kolejny łyk piwa i Williams zmarszczył brwi, jakby podejrzewał podstęp. Całkiem zresztą słusznie.
- Zostaniesz na noc? – spytał, kompletnie bez podtekstu. – Jeśli wolisz dowłóczyć się do samochodu…
- Nie zamierzam brać trzyminutowego prysznicu – wszedł mu w słowo Danny.
Najwyraźniej byli na etapie warunków, więc udał, że się zastanawia, zanim bardzo powoli skinął głową.
- Okej, ale wstaję o piątej, żeby popływać – ostrzegł go lojalnie.
Danny przetarł twarz, a potem ziewnął przeciągle, poddając się zmęczeniu.
- Dobra, ale chociaż spróbuj mnie nie obudzić – poprosił Williams.
