Telefon obudził go nagle i niespodziewanie. Danny poruszył się niespokojnie, a potem otworzył oczy patrząc na niego w ciemności. Byli tak blisko, że widział dokładnie, że Williams unosi do góry brwi, które pewnie są tak zmarszczone, że tworzą jedność.
- Steven, powiedziałeś o piątej – jęknął mężczyzna, kradnąc mu spod głowy poduszkę i układając ją na swojej głowie.
Sięgnął za siebie po komórkę i bez wahania odebrał.
- McGarrett- rzucił krótko.
W piętnaście minut później byli już w samochodzie Danny'ego ubrani i uzbrojeni. Williams dopinał swoją kamizelkę kuloodporną z wprawą, która pewnie nie powinna go dziwić. Niezliczoną ilość razy musieli sięgać po broń. Przynajmniej tym razem nie wzięto zakładników.
- Jaki jest plan działania? – spytał Danny rzeczowo.
- Wystraszyli włamywaczy. Tym razem mieli broń – poinformował go Steve.
Dzieciaki szybko uczyły się nowych sztuczek, a to oznaczało ofiary w najbliższym czasie.
- Postrzelili jedną osobę i uciekli, kiedy hałas zwabił sąsiadów. Weszli w dżunglę na wysokości Hale'maumau i podążyli na północ. Grover wysłał za nimi swoich ludzi – ciągnął dalej. – Wejdziemy z drugiej strony i przetniemy im drogę.
- Spacer przez dżunglę o trzeciej nad razem, tylko tego mi brakowało – jęknął Danny, wysiadając z samochodu.
Kono i Chin sprawdzali już broń, więc zabezpieczył krótkofalówkę na wysokości swojego ramienia, żeby nie musiał po nią sięgać za każdym razem, kiedy będzie chciał się skontaktować ze swoimi ludźmi. Danny swoją zawsze trzymał o wiele niżej, woląc trzymać ją w dłoni, kiedy nawiązywał łączność.
Kono spojrzała na Williamsa, marszcząc lekko brwi i Steve zdał sobie sprawę, że Danny miał na sobie ubranie z wczoraj. Nie byli u niego w domu, więc nie zdążył się przebrać. Jego włosy po prysznicu nie zostały odpowiednio ułożone, więc zsuwały się na wysokie czoło miękkimi kosmykami to wyglądało przekomicznie. Danny z łatwością wyglądałby jak członek boys bandu z lat 90. i przestało go dziwić, że Williams miał takiego świra na punkcie swoich blond włosów.
Kono spojrzała na niego, szukając poszlak i faktycznie on zmienił swoje ubranie. Widział jak pracowały trybiki w jej głowie. Odpowiedzieli na wezwanie w dość krótkim czasie.
- Nie zdążyłem się przebrać – przyznał Danny, przerywając niezręczną ciszę, która zapadła. – Ale jest trzecia w nocy, a ja mam wejść do dżungli, czyli regularnego lasu w tym piekle z SEALem, który pewnie widzi po ciemku bez noktowizora. Nie jestem w stanie wymyślić wiarygodnej wymówki o tej porze, więc po prostu może nie dajmy się dzisiaj zabić i złapmy tych dupków jak najszybciej, bo jeśli zaraz się nie położę… - urwał sugestywnie.
- Prawie mam nadzieję, że to Danny dorwie ich wcześniej – rzuciła Kono. – Zawsze bardzo kreatywnie wyjaśnia podejrzanym dlaczego jest tak wściekły.
Danny uśmiechnął się w jej stronę, ale przypominało to bardziej grymas.
- Dobra. Kontakt co piętnaście minut. Kiedy ich namierzycie, krótki meldunek, a potem cisza radiowa. Nie chcemy ich spłoszyć – powiedział krótko, odbezpieczając swój karabin.
Danny w tym czasie walczył z włosami, które nie chciały się poddać jego woli. Spojrzał na zegarek, próbując określić kiedy mniej więcej wstanie słońce. Paradoksalnie mieli większe szanse znaleźć dzieciaki po ciemku z jego wyszkoleniem i z tym jak Chin i Kono świetnie znali wyspę.
- Szlag – warknął Danny w końcu się poddając.
- Nie wyglądasz źle – pocieszył go Steve. – Poza tym w środku nocy w dżungli raczej żaden podejrzany nie doceni twojego profesjonalnego ubioru – dodał, ponieważ był dupkiem. – Trzymaj się po lewej na odległość głosu. Przystajemy co kilka metrów i nasłuchujemy.
Mężczyzna jedynie skinął głową i zniknął w ciemności.
ooo
Minęła godzina i zaczynało szarzeć. Słońce jeszcze nie wstało, ale nie miało to zbyt wielkiego znaczenia. Widział wyraźnie zarysy drzew i nawet blond włosą głowę Danny'ego, który od dobrych piętnastu minut już nawet nie narzekał za każdym razem, kiedy wszedł w coś, co według niego nie powinno znajdować się na jego drodze jak drzewa czy krzewy. Chociaż przecież byli w pieprzonej dżungli.
Williams spojrzał na niego i uniósł rękę, dając mu znak, że powinni się przesunąć bardziej w lewo. Steve mimowolnie wytężył słuch, ale nie docierało do niego nic podejrzanego. Przybliżył się do partnera, starając się robić jak najmniej hałasu, chociaż jeśli dzieciaki do tej pory nie zorientowały się, że Danny znajduje się blisko, pewnie nawet słoń przebiegający przez środek lasu nie zwróciłby ich uwagi.
- Są na północ od nas – zameldował cicho.
Chin nie odpowiedział tym razem, ale wiedział, że był dobrze słyszany. I to był jego błąd, bo w chwilę później dostał dwie kule prosto w kamizelkę kuloodporną. Podejrzani musieli się znajdować o wiele bliżej albo zaczaili się na nich o wiele wcześniej. Steve liczył, że rozdzielili się całkiem nieświadomie zwiększając ich szanse, ale najwyraźniej nie byli ,aż tak bardzo amatorami. Siła odrzutu sprawiła, że zatrzymał się na najbliższym drzewie bez tchu. Musiał uderzyć głową w twardą korę, ale to nie miało znaczenia, bo usłyszał wyraźny krzyk, kiedy Danny trafił dzieciaka pomimo słabej widoczności. Dopiero wtedy spojrzał w dół i zdał sobie sprawę, że jego spodnie przesiąkły krwią.
Usłyszał za sobą szelest i wycelował bez wahania, ale dzieciak, który wyszedł stamtąd wyglądał na przerażonego. Jego ręce były uniesione do góry i nie miał broni. Pobladł tylko bardziej, kiedy dostrzegł krew na jego bojówkach.
- Steve?! – krzyknął Danny.
- Tutaj!
Williamsa było słychać z kilku metrów, gdy wśród przekleństw wracał tam, gdzie się rozłączyli. Dzieciak, którego trzymał na muszce, mógł mieć nie więcej jak siedemnaście lat. Właśnie tak profilowali obu złodziei. Na młodych i spanikowanych. Pojęcia nie miał dlaczego nagle przeszli do etapu strzelania do funkcjonariuszy prawa, ale tajemnica się rozwiązała, kiedy Danny pchnął przed siebie typa, który musiał być dobrze po dwudziestce i sądząc po tatuażach miał kilka wyroków na koncie. Jego ramię krwawiło, ale nie wyglądało na nic poważnego. O wiele gorzej wyglądała jego obita twarz. Danny musiał nie być zadowolony z pościgu, do którego był zmuszony.
Williams spojrzał na jego nogę i jego oczy rozszerzyły się z przerażenia.
- To tylko draśnięcie. Kamizelka przyjęła wszystko – uspokoił go. – Skuj go, Danno – dodał, starając się uśmiechnąć.
Dzieciak nawet usłużnie podał swoje dłonie. Danny usadził obu zatrzymanych obok siebie, dodatkowo przywiązując ich do drzewa, chociaż to była zbytnia przesada.
- Nie uciekną ci – powiedział Steve.
- Zamknij się – warknął Danny, przyklękając przy nim, a potem przystawił krótkofalówkę do ust. – McGarrett jest ranny, podobnie jak jeden z podejrzanych. Obaj są z nami. Potrzebny mi lekarz, teraz – powiedział krótko. – Jak szybko możecie być u nas?
- Dwadzieścia minut – zameldował Chin. – Jak źle?
- Rana jest powierzchowna, ale krwawi…
- Mogę iść – wtrącił.
- Dostał w głowę waszą dżunglą i majaczy – powiedział Danny, posyłając mu zirytowane spojrzenie.
Chin miał czelność się roześmiać.
Danny zerknął za siebie, upewniając się, że tamci nigdzie się nie ruszyli. Dzieciak wyglądał na znajdującego się w szoku. Pewnie nawet nie spodziewał się, że kradzież skończy się ucieczką po dżungli oraz strzelaniną. Steve nie sądził, aby planował cokolwiek takiego. Wybrał sobie po prostu kiepskiego partnera do popełnienia przestępstwa.
Danny rozciął nogawkę jego spodni, a potem obejrzał ranę, która może była odrobinę głębsza niż Steve przypuszczał.
- Tętnica nie jest uszkodzona – zawyrokował Williams, wyciągając z kieszeni swojej kamizelki całkiem nowy bandaż.
- Nosisz coś takiego? – spytał z niedowierzaniem.
- Zamknij się – jęknął Danny. – Byłem pewien, że skręcę kostkę, a wiem, że masz tylko taśmę klejącą. Odmawiam obwijania obolałej kostki taśmą klejącą – poinformował go, tworząc w międzyczasie dość solidnie wyglądający opatrunek, który natychmiast przesiąkł krwią.
Danny nie wydawał się nawet trochę zaniepokojony. Kolejna warstwa bandaża została nałożona o wiele mocniej. Ewidentnie nie nosił z sobą opaski uciskowej, ale potrafił jedną stworzyć, kiedy musiał.
- Taśmy klejące i rany nie przynależą do siebie – ciągnął dalej Williams. – Wiem, że jesteś pieprzonym neandertalczykiem, ale wszystko ma pewne granice.
A potem nagle urwał i odwrócił się w stronę starszego z zatrzymanych, który przyglądał im się niepewnie.
- W ogóle dlaczego strzelałeś do niego a nie do mnie? To przez wzrost? – spytał Danny niemal od razu. – Nadaje się lepiej jako tarcza strzelnicza, bo jest większy? Muszę cię poinformować, że to był twój cholerny błąd, bo jeśli krew sprowadzi tutaj jakieś dzikie zwierzęta na pewno zostawię cię im na pożarcie. Nie bardzo kooperuję, kiedy muszę zwracać uwagę na więcej niż McGarretta. Uwierz mi na słowo, kiedy mówię, że to jest praca na całą dobę. Pełen zegar. I wiesz co? – rzucił Danny zirytowany jak nigdy. – Dbałem o niego. Upewniałem się, żeby nie jadł tylko niskokalorycznego świństwa, sypiał w miarę regularnie i nie wyciągał broni częściej niż to potrzebne, a ty to spaprałeś. To był nasz nowy SEAL – warknął Danny.
- Tutaj nie ma dzikich zwierząt, które chciałyby nas zjeść albo które nie wystraszyłyby się tego hałasu, który robisz – uspokoił go.
- Nie przeszkadzaj, kiedy przesłuchuję podejrzanego – jęknął Williams, a potem cała jego uwaga została skierowana w stronę mężczyzny, który nie wyglądał wcale na tak pewnego siebie.
Danny czasem bardziej niż on podawał na wariata. Pewnie nie zdawał sobie sprawy, ale kiedy tracił panowanie nad sobą i zaczynał mamrotać w połowie nieskładnie, ich podejrzani łamali się o wiele szybciej, ponieważ nie byli pewni czy Williams nie uszkodzi ich w porywie ułańskiej fantazji.
- Five Oh – wyrwało się facetowi.
- Teraz się boisz? – zakpił Danny. – Myślałeś, że kogo za wami puszczą, skoro okradaliście bogate dzielnice? – spytał i spojrzał na faceta jak na idiotę. – Obudzili nas o trzeciej w nocy. Wiesz co robię o trzeciej w nocy? Śpię. Każdy szanujący się normalny człowiek śpi o tej porze, ponieważ noc jest od snu. I wiesz, że musiałem wstać z ciepłego łóżka, a potem przemaszerować pół dżungli z neandertalczykiem, którego nogi są długości całego mojego ciała, żebyś mógł go na koniec postrzelić?! – warknął. – Nie mogłeś celować w rękę? Musiałeś w nogę? Gdybyś trafił mnie, ty tłuku, to bylibyśmy już w połowie drogi do domu. Znaczy twój martwy korpus leżałby w dżungli w jakimś miejscu, w którym Steve podrzuciłby GPS, ale za to ten oto tutaj SEAL byłby przygotowany do przeniesienia mnie całą drogę z powrotem – poinformował go Danny, jakby mówili o pogodzie i facet wyraźnie pobladł. - Widzisz różnicę wzrostu między nami? Ja go nie odniosę, a to oznacza, że spędzimy tutaj dwadzieścia minut czekając na nasz oddział, który muszę wam powiedzieć, że nie będzie zadowolony z tego, że postrzeliliście jego dowódcę. I ten cały czas będziemy tutaj siedzieć bez porannej kawy – zakończył takim tonem, jakby wulkan nagle ogłosił swoją aktywność i mieli zaraz zginąć.
Steve uśmiechnął się szeroko, nie mogąc się nawet opanować. Włosy Danny'ego były niemożliwie potargane i lepiły się do spoconego czoła. Nie miał w oczach szaleństwa, bo ewidentnie poczuł się lepiej, kiedy się wygadał, ale ich zatrzymani nie wiedzieli, że Williams to więcej ujadania niż gryzienia.
Nie był też nawet trochę zdziwiony, gdy z prawej dobiegł go śmiech Kono. Nie wiedział jak daleko było słychać Danny'ego, ale może faktycznie mówił przez pełne dwadzieścia minut nie zdając sobie z tego nawet sprawy.
ooo
Danny pomógł mu wejść do domu i Steve był mu naprawdę wdzięczny. Może nie do końca mógł chodzić jak mu się początkowo wydawało. Mięsień został uszkodzony, co oznaczało rehabilitację. Miał tygodniowe zwolnienie, ale zamierzał je i tak wykorzystać na nadrobienie papierkowej roboty.
Opadł na kanapę, bo zdecydowali, że to będzie pierwszy przystanek. Nie spali zbyt długo i teraz zmęczenie zaczynało się na nim odbijać. Albo znieczulenie mięśniowe do końca sparaliżowało jego nogę, która naprawdę była mu konieczna do chodzenia.
- Przyniosę ci wodę – zaproponował Danny, klepiąc go po ramieniu.
- W szafce jest kawa, którą lubisz – rzucił.
- Dzięki Bogu – jęknął Danny jak zawsze nie zawodząc, jeśli chodziło o uwielbienie do kofeiny.
ooo
Ocknął się, kiedy Danny potrząsnął nim niezbyt delikatnie. Jego powieki wydawały się niesamowicie ciężkie. Danny jednak nie dawał za wygraną, więc otworzył oczy, wpatrując się wprost w błękitne tęczówki Williamsa.
Nie mógł odpłynąć na więcej niż dwie minuty, ale miał wrażenie, że minęła cała wieczność.
- Okej, zmiana planów. Wchodzimy do góry – poinformował go Danny. – No chodź, superSEAL. Czas do łóżka.
- Mam wrażenie, że tym razem wcale mnie tam nie zabierasz z odpowiednich pobudek – stwierdził.
Danny posłał mu szeroki uśmiech.
- Czyli dzielimy pobudki na dobre i złe? – zakpił mężczyzna. – Podziękujesz mi później, że nie zasnąłeś na kanapie.
- Podziękuję ci teraz, jeśli pozwolisz mi tutaj zostać – odparł, chociaż to było głupie.
Wiedział, że Danny ma rację i powinien się położyć, ale nie miał sił na nic.
- Gdybyś się wcześniej nie wyrywał medykom, nie dostałbyś końskiej dawki leków przeciwbólowych – oznajmił mu Danny.
I pamiętał dokładnie tę podejrzaną igłę, która znalazła się w jego ramieniu. Powinien był podejrzewać spisek od samego początku. Nie mógł jednak jakoś uwierzyć w to, że Danny naprawdę pozwolił go naćpać.
- Nie patrz tak na mnie – powiedział Williams, zabierając się za podnoszenie go, więc Steve odepchnął się od kanapy, pozwalając części swojego ciężaru spocząć na barkach Danny'ego.
- Musimy się umyć - stwierdził.
- To też jest moja erotyczna fantazja, ale na razie niedostępna. Co powiesz na to, że rozbierzemy cię, położymy w łóżku i wytrę ręcznikiem resztkę krwi? – zaproponował Williams.
Danny miał zawsze znakomite pomysły.
ooo
Kiedy obudził się po raz kolejny, czuł się o wiele lepiej. Musiało minąć kilka godzin, bo słońce stało naprawdę wysoko na niebie, a on był piekielnie głodny. Trochę zaskoczyły go odgłosy dobiegające z kuchni, więc zabrał zapasowy pistolet. Danny mógł się kręcić po jego domu, ale równie dobrze mógł być to ktokolwiek inny. A Steve nie miewał wielu gości.
Williams odwrócił się w jego kierunku, kiedy tylko pojawił się na parterze. W jego rękach był kubek pełen kawy i miał na sobie świeżą koszulę. Jednak to nie to zaskoczyło go najbardziej.
- Cath? – spytał z niedowierzaniem.
Uśmiechnęła się do niego szeroko, wyciągając w jego stronę pudełko z pizzą.
- Danny mówił, że będziesz piekielnie głodny, kiedy się obudzisz – rzuciła.
Faktycznie jego żołądek wydał z siebie dość głośny dźwięk, który był nie do pomylenia z żadnym innym.
- Kiedy wróciłaś? – spytał, siadając na jednym ze stołków.
- To tylko na weekend – uprzedziła go, nie wdając się w szczegóły. – Miałam cię nawet nie kłopotać, ale w wiadomościach podano, że jeden z Five Oh został ranny, więc… - urwała sugestywnie spoglądając na niego.
- Nic mi nie jest – uspokoił ją.
Danny prychnął.
- Ma w udzie wyrwane połowę ciała i stracił sporo krwi. Potłuczone żebra, uraz głowy i tak go naćpali, że uśmiechnął się do gubernatora, kiedy ten powiedział, że chce pełen raport na poniedziałek – poinformował ją Williams, nie robiąc nawet najmniejszej przerwy na zrobienie wdechu. – Nie podejrzewają wstrząśnienia, ale dobrze byłoby od czasu do czasu sprawdzać czy wszystko w porządku. Pewnie zresztą znasz ten dryl – dodał, spoglądając na nią wymownie.
Cath uśmiechnęła się, jakby współdzielili właśnie jakiś moment, gdzie porozumienie spływało bez słów. Steve miał dziwne wrażenie, że dotyczy to jego licznych ran, które faktycznie opatrywał Danny z Cath na zmianę.
- Nie przesadzajcie – powiedział, ale żadne z nich nie wyglądało, jakby byli pod wrażeniem jego cichego protestu.
- Zatrzymujesz się tutaj czy w jednostce? – spytał rzeczowo Danny.
- Muszę wrócić po rzeczy – odparła.
- Weź mój samochód – zaproponował Danny. – Zostanę tutaj trochę dopóki nie wrócisz, a potem muszę skoczyć do Grace, zanim zacznie rozpaczać, że jej ulubiony wujek jest w opłakanym stanie.
- Zrób mu zdjęcie z dzisiejszą gazetą – podrzuciła Cath.
I tak akurat postępowali porywacze oraz terroryści. A on nie był przetrzymywaną ofiarą, chociaż Danny najwyraźniej skrzętnie zaplanował podrzucenie mu strażnika i niańki w jednym na cały weekend. Spodziewał się, że będzie dziwniej, kiedy spotkają się we trójkę, ale żartowali normalnie. Cath musiała wiedzieć, że coś się między nimi zmieniło, ponieważ jednak istniały powody, dla których pracowała w Wywiadzie przez tyle lat. On był dobry, ale ona posiadała coś więcej niż wyszkolenie.
Ku jego zgrozie Danny faktycznie wyciągnął swoją komórkę z kieszeni spodni i wykierował aparat w jego stronę.
