Cath obudziła go dopiero całkiem wieczorem, żeby podać mu porcję leków, których naprawdę nie chciał brać. Antyseptyk na jego nodze zapobiegał zakażeniu. Nie potrzebował antybiotyków prewencyjnie, chociaż Danny upierał się, że zabójcze zarazki znajdujące się w dżungli na pewno dostały się pod jego skórę. Jego paranoja była jak zawsze rozbrajająca, ale przecież nie mógł mu tego powiedzieć w twarz. Z drugiej jednak strony zrobił to i został nagrodzony jednym z tych długich spojrzeń pełnych niedowierzania, a potem przyszedł wykład na temat higieny, w trakcie którego zasnął.
Nie wiedział nawet kiedy Danny opuścił jego dom.
- Ostatnia pigułka – obiecała mu Cath, więc posłusznie otworzył usta. – Grzeczny chłopiec – rzuciła, klepiąc go głowie.
Nie miał pojęcia dlaczego zdrętwiał, ale to mocno przypomniało mu o Dannym, a starał się nie myśleć o ostatnim tygodniu zbyt intensywnie, kiedy jego noga była w tym stanie. Cath często traktowała go jak dziecko albo półidiotę, ale to była po prostu część ich relacji. Nie stał za tym jad, niechęć i faktyczne nieprzyjemne uczucia. Nie mieli przeszłości, która dzieliłaby ich. Coś jednak w jej tonie zaniepokoiło go i nie bardzo potrafił określić co. Cath była dobra, ale nie mogła wiedzieć co robili z Dannym. Przyglądał się sobie dostatecznie długo w lustrze, żeby mieć pewność, że nie ma tego wypisanego na twarzy. I może Danny właśnie o tym mówił, kiedy siedzieli do pasa w oceanie, nadzy jak ich Pan Bóg stworzył. Cath nie wiedziała nic, ale to jego własna głowa bawiła się z nim w ciuciubabkę.
- Wszystko w porządku? – spytała jak zawsze widząc o wiele za dużo.
- Danny wrzeszczał na zatrzymanego o czwartej nad ranem przez ponad dwadzieścia minut. Myślę, że głównie dlatego, że chciał wypłoszyć z okolicy wszystkie pumy – westchnął, bo wspomnienia zaczynały do niego dopiero docierać falami.
- Na Oahu nie ma pum – odparła i tęsknił za jej rozsądkiem.
- Wiem, próbuję mu to powiedzieć od zeszłego roku – rzekł, zadowolony, że ktoś nareszcie go rozumiał.
- Może chciał po prostu kawy? – zaryzykowała Cath.
Co gorsza to było równie prawdopodobne. Widział jak Danny działał bez kofeiny i wyglądał jak zombie, które nie dostało dostatecznej liczby mózgów na śniadanie. Chin nigdy nie powinien był mu pokazywać tamtego serialu. Taka apokalipsa nie miała sensu bytu. Stany były zabezpieczone nawet przed atakami człowiekopodobnych wysysających ludzkie mózgi. Sam widział plany obrony i znał kilku chłopaków, którzy zostali odpowiednio przeszkoleni.
Położył się płasko na łóżku, czując nadciągającą migrenę. Nie kręciło mu się w głowie, ale leki zawsze mieszały z nim. To była kolejna forma utraty kontroli i to najgorszego sortu, ponieważ nie mógł walczyć z chemią, którą wstrzyknięto mu dożylnie. Łóżko ugięło się, gdy Cath położyła się obok, naciągając na nich kołdrę.
Nie był pewien kto wymienił pościel, ale na pewno była nowa. Cath położyła głowę ostrożnie na jego ramieniu, jakby badała teren. Oberwał w kamizelkę i chociaż przyjęła impet, miał dość wyraźnie ślady tam, gdzie kule mogły go przeszyć. Kiedy Danny dorwał ich zbiega, facet pewnie nie miał już ani jednego naboju w magazynku.
ooo
- Więc ty i Danny… - zaczęła Cath.
I to nie była pierwsza rzecz, którą chciał usłyszeć o poranku. Uśmiechała się do niego szeroko znad kubka z kawą. Mgliście przypominał sobie, że to nie byłby pierwszy raz, kiedy rozmawiali o ludziach, z którymi spali pomiędzy spotkaniami z sobą. Danny mylił się. Gdyby byli z Cath w związku przede wszystkim odczuwałby zazdrość na samą myśl, że ktoś inny dotykałby jej. Wymieniali jednak informacje jak dwoje najlepszych przyjaciół, którzy chcieli poniekąd pochwalić się swoimi podbojami.
- Zdarzyło się – odparł wymijająco.
Jej brew powędrowała naprawdę wysoko.
- Nie powiesz nic więcej? Nie zdradzisz mi czy jest równie głośny w łóżku co normalnie? – spytała z niedowierzaniem.
- Danny jest prywatną osobą – odparł. – Naprawdę nie chcę o tym rozmawiać – dodał.
I Cath bardzo powoli skinęła głową, jakby starała się to przyjąć do wiadomości. Niemal od razu na jej twarzy pojawiła się ta mina, którą dobrze znał. Cath myślała o czymś usilnie i nawet się nie kryła z tym, że się o niego martwi. A to oznaczało tylko więcej rozmów z migreną w tle. Danny miał rację co do jednego - potłukł głowę o wiele mocniej niż przypuszczał. To nie było wstrząśnienie, nie miał zawrotów głowy i nie mdliło go, ale miał się z tym pomęczyć jeszcze kilka dni.
- Był czas, że żałowałam, że kiedykolwiek zaczęliśmy ze sobą sypiać, Steve – przyznała Cath, szokując go trochę. – Wiesz, że dziewczyny marzą o mężu, dzieciach, domku z białym ogródkiem i psie – wymieniła jednym tchem. – Ale z naszymi godzinami pracy to szaleństwo. Wybraliśmy coś łatwiejszego, Steve i wiele dla mnie znaczysz, ale bywały chwile, że znaczyłeś więcej. Przez chwilę nawet sądziłam, że chciałeś się oświadczyć – dodała.
I pamiętał pewną noc przed Jemenem czy Azerbejdżanem, kiedy wyrwali się na ostatnią przepustkę przed misją. Sypianie z sobą w bazie było mocnym naruszeniem zasad, ale co robili poza niewiele wszystkich obchodziło. Nie oni jedni mieli układ, który znakomicie działał. A wtedy naprawdę potrzebowali odprężenia. Pamiętał jak leżał z nią w łóżku w jakimś tanim hotelu i nie rozmawiali, ponieważ nie mieli wiele do powiedzenia. Nigdy nie gadali przed misjami. Żadne nie wiedziało co się wydarzy za dwanaście godzin. I miał ochotę trochę przyrzec coś komuś – jej, komukolwiek – żeby mieć po co wracać.
Cath westchnęła.
- Chcesz znowu to zrobić? – spytała wprost. – Znowu wejść w łatwy układ? Wiesz chyba już, że z tego nie jest łatwo się wyplątać. Kiedy raz zaczniesz…
- Danny rozumie – wszedł jej w słowo.
Zaśmiała się.
- Oczywiście, że Danny rozumie. To ty nie rozumiesz, Steve – prychnęła i poklepała go po policzku. – Ten układ między nami miał sens, ponieważ nie wiedzieliśmy ile dni nam zostało. Czasem godzin. Nie wiedzieliśmy gdzie będziemy za tydzień. Nie jesteś już w aktywnej służbie i nie wiem co cię powstrzymuje teraz – przyznała. – Jesteś w domu, on jest na Oahu i nigdzie się nie wybiera – rzuciła.
Najchętniej uciekłby wzrokiem, ale to byłoby słabe. Ten ich układ nie był dla niego specjalnie męczący, ale z drugiej strony on zawsze był wysyłany na misje, gdzie nie miał dwóch minut, żeby pomyśleć. Cath pracowała w Wywiadzie, więc miała więcej czasu na życie. Nawet na lotniskowcu zacumowanym pośrodku Atlantyku. Rzadko wysyłano ją w teren, ale jeśli już to oznaczało, że Marynarka była w bardzo głębokim gównie. Ich jednostka ochraniała ją raz czy dwa.
- To nie jest takie proste – westchnął, przypominając sobie jak żywy Danny wydawał się, kiedy uprawiali seks.
A raczej, kiedy Williams wprowadzał go w całkiem nieznany świat doznań. Początek jego i Cath był czysto logicznym następstwem nerwów, budującej się między nimi więzi i wizji rychłej śmierci. Był bardziej świadom, kiedy ustalał zasady z Dannym i cofnięcie tego wszystkiego, kiedy Williams żył swoimi regułami wydawało mu się niemożliwe.
Nie widział też powodu, dla którego Danny miałby chcieć czegoś więcej z nim akurat.
- Nikt nie powiedział, że to będzie łatwe – zaśmiała się Cath. – Nie mówię, że masz od razu rzucać się na głęboką wodę, ale zastanów się czy za kilka lat nie będziesz żałował, że zaczęliście coś podobnego jak my. Nadal będziesz na Oahu i on również. Grace dorośnie.
Nagle widział to całkiem wyraźnie, ale jego już nie było na obrazku. Danny żywo interesował się płcią przeciwną, chociaż nie szukał dla Grace matki. Gabby wyjechała, ale Steve był pewien, że gdyby zdecydowała inaczej, byliby do tej pory razem, co dawało dobre dwa lata. I Danny'emu nie przeszkadzało to, że doktor Asano nie była tak do końca zainteresowana aktywnością seksualną w trochę innym wymiarze, więc to musiało być coś więcej. Steve widział jak dobry był Danny w te gierki i jaką radość mu to sprawiało. Doprowadził go do orgazmu, tylko instruując go swoim pewnym głosem. Jego palce nadal się trochę podwijały na samo wspomnienie.
- Nie mówię, że to co macie teraz nie jest dobre – ciągnęła Cath. – Znam cię, więc nieprzypadkowo wiem, że Danny na pewno wraca do domu zadowolony – zażartowała. – Ale może 'dobrze' to trochę za mało? Może czas celować w 'doskonale'?
- Nienawidzę, kiedy to robisz – westchnął.
Uśmiechnęła się do niego, mrużąc przy tym lekko oczy, jakby chciała powiedzieć, że cała przyjemność leżała po jej stronie.
ooo
Danny wpadł z Grace jeszcze tego samego dnia, bo najwyraźniej małej nie wystarczyły zdjęcia. Przyniosła mu nawet ananasa przewiązanego wstążką, chociaż miał dziwne wrażenie, że to był akurat pomysł jej ojca. Gdyby jeszcze nie rzuciła się w stronę jego zranionego uda, żeby się do niego przytulić, byłby najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
W końcu wiedział jak czuł się Danny, gdy z jednej strony chciał trzymać ją w ramionach jak najdłużej, a z drugiej miał ochotę ulżyć obolałej kończynie. Może faktycznie zbyt często jeden z nich kończył ranny.
- Okej, Grace. Myślę, że wujek już pamięta dlaczego miał spędzić dzisiejszy dzień na leżaku na swoim lanai – stwierdził Danny, zabierając małą. – Może pomożesz cioci Cath? – spytał. – Wiesz, pokroicie ananasa albo coś…
Grace nie wydawała się przekonana, ale jeden rzut oka na ojca powiedział jej, że Danny tak na poważnie chciał, żeby zostawiła ich samych. Williams zresztą poparł go, gdy tylko mała zniknęła z pola jego widzenia.
- Nie otworzyła rany? – upewnił się Danny, pomagając mu się usadzić na leżaku.
- Myliłeś się – stwierdził Steve. – Dałbyś radę mnie wynieść z tej dżungli – odparł.
Danny przewrócił oczami, jakby chciał mu powiedzieć, że to faktycznie byłoby możliwe, ale potrzebowałby do tego odpowiedniej motywacji. Pewnie groźby rychłej śmierci. Może z tutejszego zoo w przyszłości ucieknie jakaś puma i będzie miał okazję zobaczyć jak Williams radzi sobie z dzikimi kotami, których się tak panicznie boi.
- Widzę, że już ci całkiem lepiej – rzucił Danny. – Może kolejny spacerek po dżungli?
- W piątek będę o piątej biegał, chcesz się przyłączyć? – odbił piłeczkę.
- Mają aerodynamiczne kule? – zdziwił się Williams, a potem zmarszczył brwi. – Z tobą jest tak bardzo coś nie w porządku.
Steve jednak miał całkiem odmienne zdanie na ten temat. Miał wrażenie, że dopiero teraz wszystko zaczynało się układać.
ooo
Cath przyniosła mu kolejną porcję pigułek tuż przed snem i uśmiechnęła się do niego tym wszystkowiedzącym uśmiechem, którego nienawidził. Zawsze uważał się za trochę bardziej skomplikowanego, ale najwyraźniej wszyscy wokół rozgryzali go bez problemów. Może jeszcze kilka lat temu faktycznie byłby przerażony i skonfundowany, ale Cath miała rację. Zmieniły się jego realia i chociaż nadal pracował w terenie, ludzie, których ścigał nie byli nawet w połowie tak niebezpieczni i dobrze wyszkoleni jak jego dawni przeciwnicy. Wraz ze śmiercią Hessów mógł otworzyć nowy rozdział w życiu, ale może doszło to do niego z lekkim opóźnieniem.
Cath zaczęła się rozbierać, a potem otworzyła jedną z jego szuflad i naciągnęła na siebie koszulkę o kilka rozmiarów zbyt wielką. Śledził w milczeniu jej ruchy, czując się po raz pierwszy trochę nieswojo. Nie zaczął jeszcze niczego z Dannym, ale spanie z Cath wydawało mu się teraz mocno nieodpowiednie. Może zdradził go również wzrok, bo brew Rollins uniosła się odrobinę wyżej, kiedy ponownie na niego spojrzała.
- Na pewno nie będę spała na twojej kanapie. Jest niewygodna – poinformowała go.
- Danny wspominał – rzucił krótko, nie protestując, kiedy wsunęła się obok niego.
- Może to jest główny powód, dla którego postanowił zacząć z tobą sypiać? Stały dostęp do wygodnego łóżka – zakpiła.
Zepchnąłby ją z łóżka, gdyby miał chociaż trochę siły.
ooo
Nie zadawał zbędnych pytań, kiedy nieoznakowany SUV zatrzymał się na jego podjeździe. Cath była już spakowana i chyba dobrze, że załatwiła sobie podwózkę, bo jego noga nie była wcale w lepszym stanie. Może powinien był po prostu zgodzić się na wypożyczenie tych kul, które mu zaproponowano. Poruszanie się z nimi byłoby o wiele łatwiejsze.
Objął ją ciasno ramionami, zastanawiając się, kiedy następnym razem się zobaczą.
- Do widzenia Steve – powiedziała miękko jak zawsze.
- Aloha, Cath – odparł. – Tylko wróć do nas, bo masz gdzie wracać - dodał, ponieważ ktoś kiedyś powinien był to powiedzieć.
Spojrzała na niego zaskoczona, ale skinęła głową, w lot chwytając o co chodzi. Jej uśmiech stał się tylko szerszy.
- Będziemy czekać - rzucił, kiedy podeszła do drzwi samochodu.
Przez chwilę spoglądał za oddalającym się pojazdem. Z tego dziwnego transu wybudził go dopiero dźwięk telefonu. Danny zamierzał wpaść sprawdzić jak się czuje jeszcze przed pracą. Robili tak niezliczoną ilość razy, kiedy któryś z nich był na zwolnieniu. Danny nie miał nikogo prócz Five Oh na wyspie, kto mógłby mu dostarczyć zakupy do domu, a Steve nienawidził pigułek. Uzupełniali się idealnie.
ooo
Do pracy dotarł dopiero w środę, dzięki uprzejmości Danny'ego. Nie było sensu, żeby siedział w domu, nudząc się, kiedy jego noga pozwalała mu już na siedzenie. Równie dobrze mógł nadrobić papierkową robotę w swoim biurze. Danny z radością zresztą poprowadził tego ranka swój samochód, wypominając mu każde najmniejsze przewinienie drogowe, które Steve popełnił jakiś tydzień wcześniej, kiedy spieszyli się do pracy. To było przerażające jak bardzo pamiętliwy był Williams.
Policja przejęła ich zatrzymanych, ale podobno nie mieli problemów z wyciągnięciem od nich zeznań, odkąd Danny ich zmiękczył swoją tyradą. Williams nie przyznawał się do torturowania w celu pozyskania informacji, ale Steve wiedział lepiej. Danny był przerażający przed pierwszą kawą. Jego partner zresztą zmierzał już w stronę jego biura z dwoma kubkami w dłoniach. Kono i Chin pracowali z Groverem w terenie tego dnia i nie widzieli ich od dobrych dwóch godzin.
Danny postawił przed nim kubek z herbatą, a potem wyjął garść pigułek, które musiał zabrać dzisiaj rano z jego szafki w sypialni, kiedy Steve przygotowywał się do wyjścia. Odkąd nie mógł pływać ani biegać, jego dzień zaczynał się o wiele później i z niczym nie zdążał. Danny okpił już i to, twierdząc, że nie wierzył, że postrzał dopiero sprawił, że Steve stawał się człowiekiem. Podobno bardziej obstawiał ugryzienie. I Danny na pewno powinien przestać czytać 'Zmierzch', który zawrócił w głowie ostatnio Grace.
- Nic mi nie jest – powiedział.
- Wiem, że jesteś niezniszczalny, ale spraw mi tę przyjemność i po prostu to zażyj – poprosił Danny.
Spojrzał na pigułki i skrzywił się.
- To żadne przeciwbólowe ty maszyno, tylko antybiotyki – obiecał mu Danny.
Połknął je na raz, a potem prawie poparzył sobie usta gorącą herbatą. Najwyraźniej została świeżo zaparzona i Steve miał przyjemność pić jedną z Rachel. To ona musiała nauczyć Danny'ego tego i owego o herbatach, bo ta była znakomita.
- Jakieś wieści od Cath? – spytał jego partner.
- Nie, ale to jedna z tych misji, o których nie mogła powiedzieć ani słowa – odparł.
Jemu było łatwiej się pogodzić z tym brakiem informacji. Danny nawet po tylu latach ciągle tego samego drylu nadal nie wyglądał na przekonanego. Ich mała ohana rozrosła się jakoś z biegiem czasu. Kono wypadała z Cath do baru dla surferów, żeby poplotkować niemal zawsze, kiedy Rollins zostawała na dłużej.
Dawno już nie wyszli wspólnie wieczorem po prostu obgadać swoje prywatne sprawy, ale praca przeszkadzała im w zorganizowaniu czegokolwiek. Wiedział, że Kono i Chin starali się jakoś utrzymywać stały kontakt ze swoją liczną rodziną, co nie było łatwe. Tylko w ostatnim tygodniu nie zdążyli pojawić się na ślubie wspólnej kuzynki.
- Miałbyś ochotę zjeść ze mną kolację? – spytał, zaskoczony jak łatwo mu to poszło.
- Pizza czy włoskie? – zainteresował się Danny.
Steve wziął głębszy wdech, unosząc wyżej głowę, nieprzyzwyczajony do tego, żeby jego partner był od niego wyższy. Danny jednak nie usiadł na krześle, opierając się biodrem o jego biurko.
- Myślałem bardziej o restauracji na dachu Hiltona. Podobno mają świetny widok – przyznał, obserwując dokładnie jakie emocje pojawiały się na twarzy Danny'ego.
Od czystego zaskoczenia, przeszli do niespodziewanej podejrzliwości, ale kiedy Williams nie znalazł pułapki czającej się gdzieś w tle, przechylił głowę trochę w prawo, spoglądając na niego trochę pod kątem z lekkim uśmiechem w kąciku ust.
- Na ocean? – zakpił Danny i pewnie tego powinien był się spodziewać.
To nie była do końca odpowiedź, ale też nie usłyszał 'nie', którego obawiał się najbardziej.
- Coś się stało? To jedna z tych sytuacji, w których powiesz mi, że umierasz? Albo zostałeś ponownie powołany do służby? – spytał Danny prosto z mostu.
- Obiecałem, że nie wyjadę bez pożegnania – przypomniał mu.
- Tak i zostawiłeś list – odparł Danny.
Może to jednak nie była najlepsza droga obrony.
- Jestem w Rezerwie, ale za pół roku będę mógł przejść w stan spoczynku – poinformował Danny'ego, nie chcąc za bardzo nazywać tego emeryturą. – Chciałbym zaprosić cię na kolację – powiedział spokojnie.
Danny skinął, jakby chciał mu pokazać, że tę część przyjął do wiadomości.
- Potrzebuje kontekstu, Steve – przyznał Williams.
- Nie spaliśmy z Cath ze sobą w ten weekend. I nie będziemy ze sobą sypiać. Skończyliśmy z tym – oznajmił Danny'emu i Williams wydawał się naprawdę zaskoczony.
- Steve – jęknął Danny. – Proszę powiedz mi, że nie zrobiłeś niczego popieprzonego jak na przykład próba zapoznania Cath z elementami BDSM bez porozmawiania z nią – poprosił Danny, patrząc na niego błagalnie.
- Zwariowałeś? Moje jaja przestałyby być częścią mojego organizmu - poinformował go całkiem poważnie. – Nie mamy już powodów, żeby to ciągnąć. Ona znajdzie kogoś innego o ile już nie znalazła. Jesteśmy przyjaciółmi – dodał tak na wszelki wypadek, żeby wszystko było jasne. – Wiem, że źle zaczęliśmy, ale nie chcę, żeby to pomiędzy nami to było tylko pieprzenie w wolne popołudnie. Znam cię, a ty znasz mnie. Moglibyśmy to ciągnąć, ale… - urwał. – Chciałbym cię zaprosić na kolację. Wtedy pogadamy.
Danny wyglądał przez chwilę, jakby mu ulżyło.
- Dobra, ale to Hilton. Błagam cię nie zapomnij portfela. Nadal płacę alimenty – przypomniał mu mężczyzna.
