ROZDZIAŁ 2

Nick i Judy spacerowali wzdłuż okrętu, delektując się wschodem słońca. Byli jednymi z tych pasażerów, którzy najwcześniej wstają. Jedynie w godzinach od 22:00 do 04:00 pokład widokowy jest zamknięty. Lis zerkał momentami na potężny komin statku, z którego ulatywały duże ilości szarego dymu. Nie był on do końca szary, bowiem momentami przypominał po prostu mgłę.

-Nick, chodźmy do kapitana. Chyba chcesz wypytać o wiele rzeczy…

Uśmiechnęła się króliczka, pokazując na sylwetkę misia polarnego w oddali. Podeszli do niego i przywitali się.

-Widzę, że pan kapitan również lubi wcześnie wstawać.

-Tak, muszę być na mostku codziennie o piątej-trzydzieści.

-To wspaniały okręt. Czym go napędzacie?

Spytał lis, opierając się o reling.

-Posiada on dwa rodzaje napędu. Pierwszy to rzecz jasna węglowy, lecz aby zminimalizować jego zużycie, dorzucamy energię z reaktora.

-Reaktora? Macie tu reaktor?

Zdziwiła się Judy, chwytając swoje długie uszy i ściskając dookoła głowy z przerażenia.

-Spokojnie… To nie typowy reaktor, stosowany jest teraz na większości okrętów towarowych, ale pierwszy raz używany jest na pokładzie statku pasażerskiego.

Odparł niedźwiedź, biorąc łyk kawy.

-Niebywałe.

-To prawda… Natomiast drugi rodzaj napędu to system słoneczny. Przez cały dzień gdy panele są otwarte, energia magazynuje się i gdy mamy jest pełny zapas, włączamy jej napęd w nocy. Wszystkie cztery turbiny szybko ją wyczerpują ale na parę godzin rejsu starcza i działa bez zarzutów.

Rozmowę przerwał odgłos kroków. Całą trójka natychmiast ujrzała pierwszego oficera, biegnącego do kapitana z jakimś listem.

-Kapitanie!

Oznajmił lampart, podając niedźwiedziowi kartkę.

-Depesza z portu w Remsey! Ostrzegają, że niedaleko naszej trasy zatonął tankowiec. Nie wiadomo czemu, lecz przypuszczają, że doszło do wybuchu! Mógł to być także zamach. Czy mam przeszukać pasażerów i ich bagaże?

-Nie, Rigodon. Nie mamy powodu do obaw. Jeśli chcesz możesz ewentualnie sprawdzić całą załogę, ale pasażerów zostaw w spokoju! Nie po to płacili za nasz rejs, aby teraz czuć się jak podejrzani jakiegoś zamachu… Zaraz będę na mostku.

Oficer jedynie zasalutował i wrócił za drzwi, z których przybył.

-Przepraszam was, ale musimy skończyć naszą pogawędkę. Obowiązki wzywają, jednak możemy dokończyć ją dzisiejszej kolacji. Zapraszam.

Powiedział, po czym odmaszerował w stronę mostka. Nick przypatrzył się swojej żonie, która z zaciekawieniem wpatrywała się w horyzont morski. Widział, że coś ją niepokoi.

-Może chciałbyś pójść do spa?

-Nie… Ale znowu zrobiłam się głodna.

Wysiliła się na mały uśmiech, po czym ruszyli w stronę stołówki.

PIĘĆ GODZIN PÓŹNIEJ

Okręt dobił do portu przy małej wyspie Lespreia. Tam na pokład wsiadło ponad sto nowych pasażerów. Podczas postoju, większość zwierząt miała okazję zwiedzić port, oraz małą dżunglę ulokowaną w sercu wyspy. Nick i Judy z przyjemnością odwiedzili też muzeum portowe, w którym poznali się z wieloma nowymi pasażerami. Jednak zaraz po rejestracji wszystkich gości, okręt odpłynął w stronę otwartego morza, kierując się do Remsey. Załoga już od rana przygotowywała sale na wieczorną kolację. Cały pokój był wykonany w głównej mierze z drewna dębowego. Dach był zakryty szklaną kopułą, która wystawała na środku statku. Do środka prowadziły dwa główne wejścia, jedno normalne z pierwszego pokładu, a także drugie ze schodami na drugi i trzeci pokład. Całość robiła niezwykłe wrażenie. Dookoła porozstawiano stoły i krzesła, na środku znajdowały się między innymi stół do pokera oraz bilard, a na balkonie przed głównymi schodami, stały wieszaki i ozdobne lampy. Judy przygotowując się na ten wspaniały wieczór ubrała swoją ulubioną czarną sukienkę. Nick natomiast skorzystał z okazji aby założyć swój nowy garnitur, który zakupił przed rejsem. Tym razem jednak zamiast krawatu, założył muszkę, co dla króliczki wydawało się cudem.

-Karotko… Ma karotko… Tyś mą karotką… Na wieczny czas…

Lis zaczął nucić jedną z piosenek weselnych jakie był zmuszony śpiewać. Pomimo tego jednak bardzo mu się one podobały.

-Nick… Czy ty aby nie chcesz czegoś ode mnie?

-Tak sobie tylko pomyślałem, że można powtórzyć.

-Co powtórzyć?

Zdziwiła się Judy.

-No, a co robiliśmy pierwszego dnia po weselu?

Rumieniec oblał jej twarz, jednak gdy tylko spojrzała na obrączkę, którą nosiła na palcu, od razu dotarło do niej, że w małżeństwie przyda się nieco rozrywki.

-Dziś po kolacji. Tylko warunek jest jeden.

-Słucham?

Lis jakby głaz, stanął wryty i przysłuchiwał się Judy.

-Masz przez cały wieczór nie zdejmować muszki. Seksownie w niej wyglądasz.

Uśmiechnęła się i chwyciła go za ramię, po czym oboje ruszyli w stronę sali głównej.

Dzisiaj krótko, ponieważ ciągle zaczyna przybywać mi spraw na głowie. Oczywiście będą kolejne rozdziały, ale jeśli chcecie aby były dłuższe, wiąże się to z dłuższym czekaniem. Na razie mam tylko to, następną cześć zacznę pisać dopiero jutro po południu.