ROZDZIAŁ 5
Nick szedł wzdłuż pokładu widokowego, przyglądając się małym, tropikalnym wyspom, które mijali. Oparł się u poręcz i wyjął swój notes. Poczuł jak ktoś puka go po ramieniu. Odwrócił się i ujrzał Jack'a, wpatrującego się w zegarek na łapie lisa.
-Czego chcesz pasiasty?
-Muszę ci coś powiedzieć…
Złapał go za marynarkę i odciągnął w mały kąt, przy wejściu do kuchni.
-Ten królik to zamachowiec. Sprawdziłem jego dane i zadzwoniłem do szefa.
-Dlatego tu jesteś? Zostałeś wysłany z misją?
Spytał Nick.
-Tak. Prawdopodobnie to z jego polecenia tyle statków zatonęło, a jestem prawie pewien, że i ten pójdzie na dno. Gość ma ładunki wybuchowe i broń. Załoga mu się nie przeciwstawi…
-Zostajemy ty, ja i Judy.
-Nie. Ty i ja. Ona nie da rady z nim walczyć, ciągle go ma za przyjaciela.
-Więc co proponujesz?
Jack zerknął jeszcze raz na Rolexa.
-Mój „zegarek", który wygrałeś, posiada wbudowany GPS i ładunek burzący o sile rażenia do sześciu metrów. Mamy dwa wyjścia. Albo złapiemy tego królika na gorącym uczynku… Albo wysadzamy go wraz z paroma innymi pasażerami.
Nick spojrzał na Wściekłego, jednak szybko zwrócił oczy ku zegarkowi.
-Niby nienormalne, ale jedyne dobre na ocalenie wszystkich zwierząt… Możliwe, że ciągle ze sobą nosi jakąś bombę.
-Nie mam dużo czasu. Za dwa dni dotrzemy do portu, w każdej chwili ten Poldek może zejść i to wszystko wysadzić w…
Przerwał mu odgłos głośnego śmiechu. Zerknęli w stronę rufy i ujrzeli Judy, przechadzającą się z jakimś wysokim, tęgim lwem. Ten widok spowodował u lisa szybki skok adrenaliny. Nie zważając na trzymającego go za marynarkę Jack'a, ruszył w stronę żony.
-…Tak więc wtedy postanowiłam zamieszkać…
-Witam.
Przerwał wypowiedź Judy.
-A to mój mąż, Nickolas Bajer.
Zwróciła się do towarzysza.
-Miło mi. Eric Wenrover. Pańska żona to świetna słuchaczka i towarzyszka…
-Nie wątpię.
Wymamrotał, spoglądając ze wściekłością na Judy. Ona odwzajemniła spojrzenie i skierowała głowę ku lwu.
-Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.
Powiedziała, podchodząc niepewnie do Nick'a.
-Także w to wierzę. Do widzenia!
Gdy tylko Eric odszedł na bezpieczną odległość, lis natychmiast chwycił za rękę króliczki, prowadząc ją do kajuty. Przez cała drogę nic nie mówił, jedynie groźnie powarkiwał.
-Co ty sobie myślisz? Że możesz flirtować z kim chcesz?!
-To nauczka za to, jak mnie potraktowałeś!
-Wiesz ile lisic jest na tym statku? Zależy mi na tobie, więc powstrzymuję się od większego kontaktu z nimi, a ty wybierasz pierwszego, lepszego lwa i wychodzisz sobie z nim na spacer?!
-Pocieszył mnie gdy usłyszał, że płaczę!
-Wpuściłaś go do kajuty?!
Nick pośpiesznie zerwał z siebie marynarkę i pchnął nią na jeden z foteli. Rozpiął także parę guzików w swojej koszuli, aby mógł odbierać więcej powietrza.
-Co w tym złego? Nic nie ukradł. Tylko chyba zapomniał swojej walizki…
Lis z przerażeniem spojrzał na przedmiot leżący przy łóżku. Chwycił za nią i z całej siły rzucił w stronę wody, aby znalazła się najdalej od okrętu.
-Co ty…
Wybuch w tafli wody, przerwał jej wypowiedź. Zerknęła na Nick'a, który ocierał pot z czoła.
-Masz… Zakaz…
-Czego?
Oburzyła się.
-Wychodzenia z tego pokoju, aż do końca rejsu.
-Ale…
-Nie! Przez twoją nieuwagę, mogliśmy zginąć!
Tym razem to jego słowa, zabolały Judy. Do pokoju wbiegli Jack oraz kapitan z oficerami. Po wyjaśnieniu całej sytuacji, odeszli. Nick ruszył z Jack'iem do baru pokładowego, a króliczka została sama, roniąc cicho łzy. Spojrzała w lustro i zobaczyła za sobą wysoką, czarną postać. Wyglądała jak stojący wilk w ciemnym, zakapturzonym płaszczu. Ze środka ujrzała dwa świecące się wilcze oczy. Gdy jednak się obejrzała, nikogo nie było. Po ponownym spojrzeniu na lustro, była ona w nim sama.
DUM DUM DUM… Dlaczego Eric próbował zabić Judy i Nick'a? A może to nie była jego walizka? Kim była dziwna postać w lustrze, jaką ujrzała Judy?
Odpowiedź jest jedna… Ale, nie chce mi się jej wam wyjawiać.
Do zobaczenia ;)
