Disclaimer: I don't own Bleach.


Od autorki: Zmieniłam tytuł, a mówiąc ściślej, powróciłam do pierwotnego. Lepiej pasuje, lepiej brzmi i ogólnie bardziej mi się podoba. To tyle :D


ROZDZIAŁ I

Od tamtego pamiętnego dnia minęło kilka lat. Wiosna jak zwykle była piękna. Trawa przybierała najprzyjemniejszą dla oka barwę soczystej, świeżej zieleni, a wiatr niósł delikatną i przyjemną woń kwitnących drzew i kwiatów. Ludzie, którzy pracowali w polu lub przemykali tylko ulicami osady, wyjątkowo nie pasowali do tego sielskiego obrazu. Na ich twarzach gościł jakiś niezrozumiały żal i smutek, a oczy patrzył na świat dziwnie zamglonym wzrokiem.

To już dziś. Dziś, jak każdej wiosny, kapłanka poda imię dziewczyny, którą wyrocznia wyznaczyła na ofiarę dla potwora. Wszystko odbyło się jak zawsze. Około południa samotna postać kapłanki opuściła świątynię. Każdy dom, obok którego przechodziła na chwilę zamierał, wstrzymując oddech i modląc się, aby to nie na ich córkę zapadł ten okrutny wyrok. Kapłanka dobrze wiedziała, dokąd zmierza, szła jednak wolno i nieśpiesznie, jakby chciała darować kolejnej nieszczęsnej dziewczynie choć tych kilka minut niewiedzy dłużej.

W końcu się zatrzymała. Nie musiała długo czekać, bo po chwili drzwi sklepu lekko się uchyliły. Przez powstałą, niezbyt szeroką szparę, wychyliła się głowa mężczyzny
w kapeluszu w zielono-białe paski.

- Droga kapłanko chyba pomyliłaś drogę. Ururu jest jeszcze dzieckiem, a Jinta jak na razie nie wykazuje oznak, by przestał być chłopcem – przywitał ją swoim zwykłym melodyjnym głosem. Kapłanka nie poczuwając się w obowiązku, aby włączyć się w niepoważną konwersację ze sklepikarzem, milczała, doskonale zdając sobie sprawę, że za tą zwykłą powierzchownością Urahary Kisuke, tym razem krył się prawdziwy strach.

Nagle twarz Kisuke wyraźnie spoważniała. Bez słowa otworzył drzwi na pełną szerokość, wpuszczając kapłankę do środka. Od tygodnia oprócz Ururu i Jinty pracowała tu młoda dziewczyna – Inoue Orihime.

Urahara wyślizgnął się cicho z pokoju, pozwalając Orihime zmierzyć się ze wszystkim w samotności. Dopiero jednak, kiedy wydał losowe polecenia Ururu i Jincie, pozwolił sobie zdjąć swoją maskę spokoju. Orihime nie powinien spotkać taki los i tak życie już dość ją doświadczyło. Najpierw śmierć brata, który był dla niej jedyną rodziną, a później... Twarz Urahary stężała. Ten, który jej to zrobił, powinien już dawno nie żyć. Gdyby tylko znał jego imię, zadbałby o to osobiście. Zgwałcił ją, doszczętnie niszcząc jej wrażliwość i piękne serce. Choć wbrew pozornej kruchości Orihime była naprawdę silna, tym razem straciła ducha walki.

Kisuke przygarnął ją. Wiedział jednak, że nie zdoła nawet w niewielkim stopniu, zastąpić jej zmarłego brata. Orihime zamknęła się w sobie. Taka sytuacja trwała rok i właśnie teraz, kiedy tydzień temu postanowiła wreszcie zrobić pierwszy krok naprzód i poprosiła go, by pozwolił jej pomagać w sklepie w zamian za okazaną jej dobroć, spadło na nią kolejne nieszczęście. Urahara zacisnął mocno pięści. Potwór żądał, by w ofierze składano mu wyłącznie dziewice. Kapłanka doskonale o tym wiedziała, dlaczego więc nie powiedziała o tym wyroczni? I dlaczego w pierwszej kolejności wyrocznia, wiedząc o utraconym przez Orihime dziewictwie, mimo wszystko ją wybrała?

Orihime stała w milczeniu poddając się zabiegom kapłanki. Nie mogła jednak powstrzymać się od dreszczu, gdy gładki materiał chłodnej szaty musnął jej skórę i nie miało to nic wspólnego z zimnem, jakie czuła. Kobieta nie patrząc jej w oczy zaczęła podpinać wysoko jej włosy, odsłaniając szyję i dość głęboki dekolt. Orihime zacisnęła mocno oczy w nieudanej próbie powstrzymania napływających łez.

Zamglone od bezgłośnego płaczu oczy nie pozwoliły jej zbyt dobrze przyjrzeć się w stojącym obok lustrze. Widziała jednak wystarczająco dużo, by zrozumieć, że szata, którą miała na sobie, nie była może wyzywająca, ale wyraźnie zachęcająca. Może wszystko byłoby odrobinę łatwiejsze, gdyby nie to, że zbyt dobrze pamiętała swoje poprzedniczki, by nie dostrzec, że tylko jej włosy zostały spięte w górze, aby całkowicie odsłonić szyję.

Wszyscy wiedzieli, że potwór żywił się krwią. Kapłanka musiała więc zrobić to umyślnie, być może w ramach rekompensaty za jej utracone dziewictwo. Orihime zadrżała. Co, jeśli potwór będzie pragnął nie tylko jej krwi, ale i... Bała się dokończyć tej myśli. Podświadomie jednak, nawet jeśli nie chciała się do tego sama przed sobą przyznać, wiedziała, że za żądaniem, aby młode dziewczyny były dziewicami, mogło się kryć tylko jedno.

Dopiero, kiedy kapłanka położyła jej dłoń na ramieniu, zrozumiała, że cała dygocze. To nie był jednak pocieszający gest wynikający ze współczucia, Orihime bardzo szybko pojęła, że kobieta chciała jej tylko oznajmić, że to już czas, aby iść.

Poprowadziła ją w milczeniu pogrążonymi w mroku nocy ulicami osady, kierując się w stronę graniczącego z wsią północnego lasu. Orihime już z daleka mogła zobaczyć ostateczny cel ich wędrówki. Rozjaśnionej pochodniami, które przynieśli ze sobą ludzie, polany nie dało się nie zauważyć. Gdy tylko zebrani dostrzegli, że nadchodzą, natychmiast rozstąpili się, pozwalając im dostać się w głąb bez przeszkód.

Kapłanka dała jej znak, by się zatrzymała. Orihime posłusznie to zrobiła, nie pytając nawet dlaczego nie dano jej wierzchniego okrycia. Noce, choć już niemal letnie, wcale nie były ciepłe i każdy powiew nieco chłodniejszego powietrza przyprawiał ją o gęsią skórkę. Kapłanka wycofała się wtapiając się w resztę zgromadzonych ludzi, którzy stojąc w dość dużej odległości od niej, zaczęli tworzyć półokrąg. Każdy na własne oczy chciał zobaczyć potwora. Wszyscy czuli się bezpiecznie, demon nigdy dotąd nie złamał danego słowa. Orihime kątem oka łapiąc w tłumie kilka postaci kapłanek, nie mogła pozbyć się wrażenia, że nie podzielają tej pewności. Spuściła głowę w nagłym zrozumieniu. To dlatego, że nie była dziewicą.

Nagle usłyszała szelest. Po zebranych z tyłu ludziach zorientowała się, że niczego nie usłyszeli, ona jednak stała znacznie bliżej. Przestąpiła nerwowo z nogi na nogę, kiedy niewątpliwie dźwięk czyichś kroków stał się wyraźniejszy. Nie potrafiła niczego dostrzec, ściana lasu pozostawała nieruchoma. Szuranie stawało się jednak coraz głośniejsze i na tyle wyraźne, że mogła wyłowić w panującej ciszy każdy jego pojedynczy krok. Nie wiedziała, czy demonowi nie zależało na cichym poruszaniu się, czy może wręcz taki był jego zamiar. Zaskoczyło ją tylko trochę to, że jego chód wydawał się nierówny i ociężały.

Prawie podskoczyła, kiedy gałęzie znajdujących się zaledwie kilkanaście kroków od niej zarośli rozchyliły się niespodziewanie. W ciemności zamajaczyła wysoka postać. Na chwilę przystanęła, by spojrzeć wprost na nią. Orihime bała się nawet drgnąć, czując, że potwór właśnie ją ocenia. W końcu poruszył się, powolnym, jakby zmęczonym krokiem, zbliżając się do niej. Kiedy tylko wyszedł na polanę, blade światło księżyca, a także blask pochodni, pozwolił jej trochę lepiej się mu przyjrzeć.

Przy tak słabym oświetleniu nie można było dostrzec zbyt wiele, ponieważ zarówno jego twarz jak i całe ciało zakrywał czarny płaszcz. W oczy rzucało się jednak w jak bardzo złym jest on stanie. Spod kaptura wystawały także splątane i brudne włosy, których kolor naprawdę ciężko było ustalić. Serce Orihime zabiło gwałtowniej, gdy w mdłym świetle pochodni, przez chwilę wydało się jej, że jego włosy są czerwone, jakby oblepione zeschłą krwią.

Zaczęła niekontrolowanie drżeć, kiedy potwór podszedł do niej na tyle blisko, że gdyby tylko wyciągnął rękę, mógłby bez trudu jej dotknąć. Musiał chyba uznać, że to odpowiednia odległość, bo się zatrzymał. Tłum zaszemrał lekko, w napięciu oczekując, jaki będzie następny ruch demona. On wydawał się jednak pochłonięty dokładnym studiowaniem stojącej przed nim dziewczyny. Nagle pochylił się nad nią tak, by móc spojrzeć jej prosto w oczy. Orihime nie była już w stanie kontrolować szalonego rytmu jej serca. Była niemal pewna, że potwór mógł je usłyszeć.

Cofnęła się nagle. Prawie zapomniała, że demon żywił się krwią. Przyśpieszone bicie jej serca musiało mu się wydać zachęcające i dlatego się zbliżył. Orihime zamknęła oczy pragnąc, by zabił ją tu i teraz, by nie musiała już dłużej przeżywać tego koszmaru. Stało się jednak coś zupełnie innego, czego nikt nie mógł się spodziewać. Potwór przemówił.

- Czy jesteś dziewicą? – jego gardłowy głos rozszedł się po polanie niczym groźba.

Orihime wiedziała, że czeka na odpowiedź. Nie potrafiła się jednak zdobyć choćby na otworzenie ust. Powietrze zadrżało, kiedy jego rozeźlone warknięcie rozniosło się po okolicy, przepełniając wszystkich lękiem. Wtedy dopiero do przodu wystąpiła jedna z kapłanek.

- Tak to prawda, ona nie jest dziewicą. Jednak jest młoda i piękna i z pewnością cię zadowoli. Lecz jeśli w zamian za to, że nie jest dziewicą, żądasz czegoś jeszcze, mów. Spełnimy wszystkie twoje rozkazy.

Łzy zsunęły się po policzku Orihime. Kapłanka niczego nie ukrywała, a jej słowa pozwoliły w końcu zrozumieć Inoue, jaki dokładnie czekał ją los. Potwór nie tylko pragnął jej krwi, ale i pożądał jej ciała. Przeszedł ja dreszcz. Rany były zbyt świeże, by mogła zapomnieć. Nie była dziewicą, czy więc demon potraktuje ją jako niewartą jego uwagi, czy może nie uznając jej jako kompletnej ofiary obejdzie się z nią jeszcze brutalniej niż z innymi.

Słysząc szelest, otworzyła gwałtownie oczy, w sam raz by uchwycić ruch potwora. Powoli wyciągnął w jej stronę rękę. Orihime sparaliżowana strachem mogła tylko obserwować w zaskoczeniu, jak jego dłoń, wbrew jej przewidywaniom, zamiast podnosić się w kierunku twarzy, przesuwa się niebezpiecznie w dół. Orihime skuliła się myśląc tylko o jednym, dlatego niemal podskoczyła, kiedy ręka demona spoczęła na jej brzuchu. Jej oczy mimowolnie się rozszerzyły się, gdy z tak bliska przyjrzała się jego dłoni. Jego skóra miała niezdrowy odcień szarości, a jego długie kościste palce zakończone były paznokciami, którym bliżej było jednak do pazurów zwierzęcia.

Na tle jej śnieżnobiałej szaty, każdy szczegół mocno rzucał się w oczy. Zamarła, w ostatniej chwili powstrzymując się, by nie krzyknąć ze wstrętu na widok jego dłoni. Cała jego ręka usiana była drobnymi, gnijącymi ranami. Największa zaczynała się na granicy rękawa płaszcza. Orihime jakoś wiedziała, że to nie było jeszcze wszystko. Nie mogąc się otrząsnąć z obrzydzenia, ledwie zrozumiała jego następne pytanie.

- Czy nosisz dziecko? – Kiedy jednak w końcu dotarło do niej o co pyta, niemal spojrzała mu w twarz, chcąc się upewnić, że dobrze rozumie.

- Nie jestem w ciąży – wyszeptała drżącym głosem tak, że tylko stojący naprzeciwko niej demon był w stanie ją usłyszeć.

Oddalona od niej kapłanka, nie mogła jednak wiedzieć, że Orihime udzieliła już dopowiedzi i pośpieszyła z szybkimi wyjaśnieniami.

- Dziewczyna nie jest w ciąży i nigdy nie była – po chwili dodała jeszcze, jakby chcąc go ostatecznie upewnić. – Zgwałcono ją niespełna rok temu.

Potwór poderwał niepodziewanie głowę, obnażając długie kły. Orihime mogąc z tak bliska być świadkiem drzemiącej w nim agresji, nie panując nad ogarniającą ją paniką, zaczęła się cofać. Nawet nie zwrócił na nią uwagi, skupiając swoją uwagę wyłącznie na tłumie zgromadzonych za nią osób.

- Inoue stój. Zobowiązałaś się do tego wobec nas i całej wsi. To twój święty obowiązek. Czy jeszcze tego nie pojęłaś? Nie będąc dziewicą powinnaś chociaż starać się, by zaakceptował cię jako zapłatę. Naprawdę chcesz w ten sposób zawieść swoich zmarłych rodziców i brata?!

Orihime zawahała się. Trwało to tylko chwilę, kiedy prostując się zaczęła iść w kierunku przyglądającego się jej w bezruchu potwora. Gdy znalazła się od niego w takiej odległości, na jaką to on uprzednio się przed nią zatrzymał, stanęła pochylając nisko głowę.

- Proszę, wybacz mi moje wcześniejsze niegodne zachowanie i pozwól mi wypełnić powierzony mi obowiązek.

Czuła na sobie jego badawcze spojrzenie, starała się jednak nie myśleć ani o nim, ani o czekającym ją losie. Chciałaby, by Sora mógł być z niej dumny. Po czasie, zdającym się być wiecznością, demon się odezwał.

- Przyjmuję twoją ofiarę.

Podniosła powoli głowę, czując niezrozumiałą ulgę, że dała radę to zrobić. Potwór nic więcej nie mówiąc ruszył w kierunku lasu. Nie pozwoliła sobie obejrzeć się za siebie czując, że gdyby to zrobiła, nie znalazłaby już w sobie siły, by za nim podążyć.


Jeśli ktoś to w ogóle czyta, to niech da znać, bo mam w szkicach kolejny rozdział i nie wiem, czy się niepotrzebnie nie produkować skoro nawet ja sama zaczynam tracić serce do tego opowiadania.