Disclaimer: I don't own Bleach.
Od autorki: Zapraszam na kolejny rozdział :)
ROZDZIAŁ II
Orihime pomimo ciemności zorientowała się, kiedy wkroczyli na nieznane, zupełnie obce jej tereny. Cała wieś wiedziała, że demon zamieszkiwał okolice północnych gór, dlatego nikt nie śmiał się tu zapuszczać aby nie zakłócić spokoju potwora. Była tu po raz pierwszy, ale była pewna, że gdyby było jej dane żyć nieco dłużej, nigdy nie pomyliłaby tej złowrogiej aury z niczym innym.
Nie śmiała zbyt długo wpatrywać się w plecy idącego przed nią demona, żeby nie ściągnąć na siebie jego wzroku. Sprawiał wrażenie nie zwracającego na nią uwagi, przeczuwała jednak, że choćby jeden fałszywy krok z jej strony, który w jego uszach zabrzmiałby na próbę ucieczki, natychmiast wyprowadziłby go z równowagi. A Orihime za wszelką cenę nie chciała go rozzłościć.
Kiedy przekroczyła próg jaskini, a pod stopami poczuła twarde, skalne podłoże, zrozumiała, że wszystkie drogi ucieczki są już dla niej zamknięte. Pamięć o zmarłym bracie, która dała jej siłę, aby dojść aż tutaj, powoli zaczynała ją opuszczać. Potwór zauważył jej zawahanie. Wciągnęła gwałtownie powietrze, gdy w ciemności błysnęły jego żółte ślepia. Po chwili jednak, jakby nic się nie stało odwrócił głowę i wznowił marsz. Orihime lekko oszołomiona swoim szczęściem, niemal się potknęła, kiedy wyrwała do przodu, by go dogonić.
Po kilku minutach Orihime dostrzegła światło palącego się w oddali ogniska. W bijącym od niego migotliwym blasku, pozwoliła sobie po raz pierwszy od wejścia tutaj opuścić ręce, którymi dotąd próbowała się asekurować. Szybciej niż by tego chciała, ich podróż dobiegła końca. Orihime ostrożnie się rozejrzała. Wbrew prowadzącemu tu wąskiemu tunelowi, jaskinia okazała się ogromna. Z pewnością, gdyby ktoś zadał sobie trudu, by zagospodarować tę przestrzeń, miejsca byłoby dość, by zaimprowizować skromne mieszkanie.
Ponad jej głową rozciągała się nieprzejrzysta ciemność. Widocznie sklepienie musiało sięgać na tyle wysoko, że światło ogniska, nie było w stanie rozproszyć jego mroku. Poza rozciągniętymi na ziemi skórami zwierząt, które musiały służyć demonowi za legowisko, nic więcej nie przykuło jej uwagi.
Zbyt pochłonięta tym, co w oddali, dopiero po dłuższej chwil dostrzegła to, co przez cały ten czas, znajdowało się zaledwie kilka kroków od niej. Wrzasnęła, odskakując przerażona na widok przytwierdzonego do ściany jaskini łańcucha, zakończonego obręczą, która z powodu swojej wielkości, mogłaby raczej uchodzić za obrożę. Zaczęła gwałtowniej oddychać, chwiejnie wycofując się na miękkich nogach. Ziemię wokół łańcucha pokrywały, już niemal zatarte przez czas, ślady krwi. Dotąd sądziła, że potwór był niczym więcej niż tylko drapieżnym zwierzęciem chcącym zaspokoić swoje pragnienia. Jak mogła, będąc świadkiem tego, że potrafi mówić i jest zdolny do myślenia zapomnieć, że demon miał w sobie coś z człowieka. Chorego i pokręconego...
Zadrżała, myśląc tylko o tym, jak się stąd wydostać. Zbyt zaabsorbowana swoim odkryciem i szukaniem drogi ucieczki, nie zauważyła, że potwór zaszedł ją od tyłu. Nie spodziewając się, że stoi tuż za nią, cofając się, gwałtownie zderzyła się z jego piersią. Chciała pośpiesznie odskoczyć, potwór jednak przewidział jej ruch. Jego ręce zacisnęły się boleśnie na jej ramionach, skutecznie uniemożliwiając jej dalszą ucieczkę.
Nie chciała uwierzyć, że tak to już koniec. Dotąd, gdy potwór prawie nie poświęcał jej swojej uwagi, mogła się jeszcze łudzić. Chwilami niemal udawało jej się zapomnieć, po co tak naprawdę została tu przyprowadzona. Teraz jednak, kiedy była unieruchomiona, przez jego ręce trzymające ją mocno w zaborczym uścisku, jej najgorsze obawy stały się rzeczywistością.
Nagle poczuła jego ciepły oddech na swojej szyi. Zamarła, czekając na to, co miało nadejść. Przez sekundę wydawało jej się, że demon się zawahał, po chwili jednak wszystko przesłonił ogromny ból. Z jej gardła wydobył się nieludzki krzyk, który jednak szybko przerodził się w zbliżony do rzężenie jęk. Pulsujący ból rozlewał się falami, po jej ciele, a jego ugryzienie mogło się jedynie równać z przypalaniem szyi rozgrzanym żelazem. Wygięła się próbując za wszelką cenę się wydostać. Demon przywarł jednak do niej całym ciałem, w odpowiedzi jedynie jeszcze mocniej dociskając ją do ściany.
Po czasie, który dla niego mógł być tylko chwilą, ból ustał. Zemdlona, osunęła się po ścianie. Ciężko dysząc, spojrzała z autentycznym lękiem na górującego nad nią potwora. Była zbyt wyczerpana, by uciekać, dlatego nie próbowała nawet protestować, kiedy demon schylił się, żeby podnieść ją z ziemi. Musiała mocno ze sobą walczyć, by nie poddać się fali znużenia, które zaczynało ją ogarniać. Ostatkiem sił zmusiła się do otworzenia oczu, chcąc się dowiedzieć, gdzie potwór ją zabierał.
Coś osiadło jej ciężko na żołądku, gdy poczuła, że demon kładzie ją na czymś miękkim. Z wysiłkiem podniosła ciężkie powieki, potwierdzając swoje najgłębsze lęki – potwór zaniósł ją na swoje legowisko. Zrobiło jej się niedobrze.
- Nie teraz... – udało się jej wychrypieć. – Proszę.
Straciła przytomność na jego rękach. Delikatnie wyswobodził ją ze swojego objęcia, po czym gwałtownie się od niej odsunął. Jego twarz wykrzywił grymas wstrętu, a jego oczy, w zapadającej wokół ciemności, nabrały dziwnego blasku.
Myślała, że chce ją zgwałcić. Ze złością uderzył pięścią w ścianę, tworząc głębokie pęknięcie w skale. Ale czemu się dziwił... To, co powiedziała wtedy kapłanka, kiedy przestraszyła się, że przez to, że dziewczyna nie jest dziewicą, nie zechce przyjąć jej w ofierze. I już samo to, w co była ubrana. Cienka i zwiewna, ale jednocześnie tam gdzie trzeba, doskonale podkreślająca jej kobiece kształty szata, głęboki dekolt, wreszcie całkowicie odsłonięta, niewątpliwie umyślnie, szyja dziewczyny.
Warknął. Ludzie byli chorzy. Opacznie zinterpretowali jego słowa, patrząc na nie przez swój własny pryzmat. To prawda, że żądał, by ofiary stanowiły wyłącznie młode dziewczyny, które jeszcze nigdy nie były z mężczyzną, kiedy jednak ustalał te warunki, kierował się zupełnie czym innym niż myśleli wszyscy mieszkańcy.
Nie chciał osłabiać zdolności obronnej wsi, więc postanowił nie zabijać dla krwi ani mężczyzn, ani tym bardziej chłopców. Tych pierwszy dlatego, że nie dość, że mogli być wojownikami, to jeszcze raczej pewne, że posiadali rodziny. Zaś co do chłopców zakładał, że czekała ich podobna przyszłość. Pozostawały jedynie kobiety, które jednak również mogły mieć już mężów, czy nawet dzieci. Uznał więc, że pewność, że nie będzie przyczyną odebrania dzieciom ich matki, da mu tylko jedna rzecz. Żądanie, aby tylko dziewice mogły być przeznaczone na ofiarę dla niego. Właśnie dlatego zastanowiło go to, że kapłanki nie znając prawdziwego powodu jego decyzji, pozwoliły zostać ofiarą dziewczynie, która nie była dziewicą.
Spojrzał na niespokojnie śpiącą dziewczynę, jakby jej drobna, zwinięta ochronnie w kłębek postać, mogła udzielić mu odpowiedzi. Czuł się podle, że zadał jej tyle bólu, ale wiedział, że było to konieczne. Nie potrafił jednak wybaczyć sobie, że poddał się temu chwilowemu uczuciu, które go ogarnęło i nie zdołał jej zabić. Nie miał pojęcia, co z nią zrobić, zwłaszcza że wyraźnie czuł niedosyt świeżej krwi w swoim ciele. Była to wystarczająca ilość, by przeżyć i zatrzymać proces gnicia jego ran, ale wątpił aby najpoważniejsze z nich zagoiły się całkowicie.
Westchnął, postanawiając na razie zostawić wszystko własnemu biegowi. Zerkając jeszcze raz na dziewczynę i upewniając się, że jeszcze dużo czasu minie zanim się obudzi, opuścił jaskinię, chcąc zmyć z siebie wreszcie cały brud, na który, od tygodnia żyjąc jak zwierzę w oczekiwaniu na upragnioną krew, przestał zwracać uwagę.
