Disclaimer: I don't own Bleach.
Bardzo dziękuję za komentarze i zapraszam na nieco dłuższy rozdział niż zwykle :)
ROZDZIAŁ III
Ocknęła się, przez krótką chwilę otumaniona od bólu, nie wiedziała, gdzie się znajduje. Dopiero, gdy jej rozmyte spojrzenie zatrzymało się na tlącym się ognisku, wydarzenia z ostatniej nocy stanęły jej przed oczami. Rozejrzała się wokół płochliwie, obracając przy tym cały tułów, aby nie nadwyrężać opuchniętej i rozpalonej szyi. Nigdzie go nie było. Nie zastanawiając się, poderwała się nagle. Choć ledwo powłóczyła nogami, napędzana przez strach, który od wczoraj nie był już tylko abstrakcyjnym lękiem, mozolnie szła naprzód. W pewnym momencie zachwiała się lekko, nie mogąc opanować drżenia kolan, osunęła się ciężko na ziemię. Nie poddając się, podniosła się na czworaka. Czuła, jak ostre kamienie przecinają jej dłonie, ale nie zmniejszyła nacisku, próbując raz jeszcze odepchnąć się rękami od podłoża. W końcu udało się jej wstać.
I wtedy go zobaczyła. Najpierw tylko gorejące w ciemności żółte ślepia, później już całą zastraszającą sylwetkę. Zamarła, czując na sobie ciężar jego spojrzenia. Jego obecność była namacalna i intensywna, elektryzowała całe powietrze. Nawet stojąc w pewnej odległości od niego, instynktownie kuliła się przed jego potęgą. Potwór na chwilę przymknął powieki. W tej samej chwili Orihime straciła go z oczu, jakby rozpłynął się w otaczającej ich ciemności. Odkręciła się, ale nie udało się jej odszukać mdłego światła ogniska. W powietrzu unosił się zapach dymu.
Spięta, stała tak bojąc się ruszyć, wiedziała, że gdzieś tam czaił się potwór. Co jakiś czas docierał do niej powiew powietrza, który musiał zostać wzbudzony przez krążącego wokół niej demona. Chciała uciekać, ale nie mogła się ruszyć. Drgnęła, gdy chłodna, chropowata powierzchnia jego pazura musnęła jej obolałą szyję. Jęknęła cichutko. Potwór ponowił czynność, jakby zafascynowany jej reakcją. Po chwili jego dotyk stał się coraz śmielszy i brutalniejszy.
Załkała gorzko, gdy warknął rozrywając jej suknię. Dopiero, kiedy pchnął ją na ziemię, nagle obudzona z ogarniającej ją niemocy, zdobyła się na ostatni desperacki krzyk, ale demon jedynie zamruczał podniecony i pochylając się nad nią prześledził językiem niezagojoną ranę na jej szyi, ani na chwilę nie spuszczając z niej swojego wygłodniałego spojrzenia.
Orihime otworzyła oczy. Zlana potem, przycisnęła płasko dłoń do piersi, czując szaleńcze bicie swojego serca. To był sen. Nie poczuła jednak nawet najmniejszej ulgi. Nadal była w jaskini. Szare światło poranka przez kilka wyłomów w skale przedostało się do środka, rozświetlając wnętrze smugami światła. Potwór siedział po drugiej stronie, drzemiąc z lekko przechyloną głową opartą o ścianę jaskini. Choć tego nie mogła być pewna. Ostrożnie, by nie narobić hałasu, usiadła. Stłumiła syk będący reakcją na przeszywający ból w szyi. Mokra szmatka zsunęła się jej na kolana. Chwilę zajęło jej zrozumienie, że ktoś zrobił jej zimny kompres na ranę po ugryzieniu. Potwór?
Spojrzała na niego raz jeszcze. Nie wiedziała, czy to tylko kwestia światła, ale wyglądał dziś inaczej. Niemal do złudzenia przypominał zwykłego młodzieńca. Nie miał dziś płaszcza, który wczoraj zakrywał całą jego postać. Z lekkim zaskoczeniem przekonała się, że z wyjątkiem braku butów jego strój wcale nie odbiegał zbytnio od ubioru mężczyzn z wioski. Nosił ciemne, powycierane spodnie oraz równie zniszczoną, pozaciąganą w niektórych miejscach, białą koszulę. Jednak choć ubrania nosiły ślady długiego użytkowania było widać, że są czyste.
Na moment wyobraziła sobie, jak te rzeczy mogły wejść w jego posiadanie i wciągnęła szybko powietrze, lecz równie prędko się opanowała. Nie pamiętała, by w ostatnich latach słyszała o czyimś zaginięciu. Potwór, jak dotąd, był słowny. Nie miała więc podstaw, by twierdzić, że było inaczej. Przede wszystkim jednak podobne rozważania napawały ją niepokojem, a stamtąd prowadziła już prosta droga rozpamiętywania tego, co się wczoraj wydarzyło. Wzdrygnęła się mimowolnie.
By o tym nie myśleć, skupiła wzrok na jego włosach. Uśmiechnęła się cierpko. To nie rdzawa krew nadawała im takiej barwy, jego włosy naprawdę były pomarańczowe. Nawet jej rudy kolor bladł przy zestawieniu z jego energetycznym, jaskrawym odcieniem. Ale to odkrycie natychmiast ustąpiło kolejnemu, o wiele bardziej szokującemu. Potwór miał rogi. Białe, rozstawione symetrycznie z tyłu głowy, zakręcały kanciasto po bokach, wysunięte do przodu, równolegle do profilu jego twarzy. Ostro zakończone, sięgały miej więcej wysokość jego kości policzkowych.
Właśnie taką Orihime, z lekko rozchylonymi ze zdziwienia ustami i wyraźnie analizującą jego wygląd, potwór zobaczył, kiedy uniósł powieki. Ich spojrzenia skrzyżowały się tylko na chwilę, bo zlękniona dziewczyna natychmiast opuściła odruchowo głowę w dół. Ten krótki moment wystarczył mu jednak, by w jej spojrzeniu dostrzec czysty strach. Bała się go, ale najgorsza była świadomość, że to on sam wczoraj dostarczył jej do tego dość powodów. Nie chciał tego, lecz zarazem nie umiał jej uspokoić.
Sam nie potrafił odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego ją oszczędził. Wczorajszą noc pamiętał jak przez mgłę. Zawsze tak było, kiedy kontrolę nad nim przejmował zwierzęcy instynkt. W momencie posilania się krwią jego ludzka część zostawała wygłuszona, całkowicie ustępując jego potwornym żądzom. Dlaczego więc tym razem było inaczej? I przede wszystkim, czy było warto, bo patrząc na skrzywdzoną i zlęknioną dziewczynę, czuł ukłucie winy, że nie wyrwał ją z tej nędzy, kiedy miał okazję. Z tego co mówiły kapłanki wynikało, że już wcześniej los nie był dla niej łaskawy. Najpierw śmierć brata, później gwałt, no i wreszcie on.
Potwór przez chwilę trzymał wzrok utkwiony ponad ramieniem Orihime. Choć miękkie światło poranka złagodziło nieco jego ostre rysy, to grymas na twarzy pozostał. Wreszcie spojrzał na nią przelotnie. W jego oczach kryła się głębia i świadomość, o jaką nie podejrzewałaby takiego stworzenia. Przeszył ją dreszcz na wspomnienie brzmienia jego głosu, kiedy wczoraj zadał jej pytanie. Niewątpliwie był istotą myślącą. To nasuwało Orihime druzgocące pytanie, czy właśnie teraz, tak po prostu, kiedy spoglądał nią zamyślony, ważyły się jej dalsze losy.
Potwór, nie łamiąc ciszy, podniósł się energicznie z posłania. Schylił się po leżący niedaleko mały stalowy dzbanek i zaczerpnął nim wody z koryta zrobionego z wydrążonego pnia drzewa, na które wcześniej nie zwróciła uwagi. Stojąc do niej bokiem wziął parę łyków. I nagle Orihime poczuła, jak bardzo wysuszone i spieczone było jej gardło. Oglądając go z profilu, spragniona patrzyła, jak jego grdyka porusza się w miarę opróżniania przez niego zawartości dzbanka. Przejechała zdrętwiałym językiem po zębach, na koniec oblizując spękane usta. Spróbowała przełknąć ślinę, ale była zbyt gęsta. Dopiero w tej chwili w pełni odczuwała skutki odwodnienia i utraty krwi.
- Chcesz się napić? – potwór spytał niespodziewanie, odwracając się w jej stronę.
Orihime nim jeszcze zdążyła pomyśleć lub zastanowić się czy to może jakiś podstęp, kiwnęła szybko głową. A potwór tak po prostu napełnił dzbanek wodą i ruszył w jej kierunku. Zatrzymując się tuż przed nią, na ułamek sekundy się zawahał, tak że przez chwilę pomyślała, że jego zamiarem od początku było tylko zabawienie się jej kosztem, lecz niemal natychmiast wyciągnął w jej stronę rękę z dzbankiem. Orihime ostrożnie, uważając by przypadkiem nie dotknąć jego dłoni, wzięła od niego naczynie. Nie tracąc czasu, łapczywie wypiła całą wodę, obawiając się, że potwór nagle zmieni zdanie lub rozdrażni go swoją opieszałością.
Dziewczyna piła zbyt gwałtownie i wreszcie się zakrztusiła. Stał nad nią bezradnie, nie wiedząc, jak jej pomóc. Jak mógł być tak niedomyślny. Biorąc pod uwagę ilość czasu od jej ostatniego posiłku oraz część krwi, której przecież sam jej pozbawił, musiała być ogromnie spragniona.
- Pij, ile chcesz – oświadczył, gdy nerwowo postawiła przed sobą puste naczynie.
Miał nadzieję, że rozwieje to wątpliwości dziewczyny i pomoże nieco się jej uspokoić.
- Dziękuję – wyszeptała cicho, potulnie nie podnosząc głowy. Czuł się nieswojo, gdy w strachu korzyła się przed nim, jakby dobrowolnie poddając się swojemu losowi. Już się nie buntowała, pokornie akceptując swoje przeznaczenie.
Wtedy po raz pierwszy spoglądając na nią, poczuł szacunek. Dotąd nie wiedział, czemu darował jej życie, ale teraz miał ku temu pewne przeczucie. Choć wczorajszej nocy dotkliwie ją zranił, to nie ten ból był przyczyną pustki w jej spojrzeniu. Drżała ze strachu przed nim, ale to nie sam lęk zgasił w jej oczach ostatnią iskrę nadziei. Jej dusza już na długo przed tym została rozbita, a niewinność utracona. Była piękna i młoda, a już tak mocno zmęczona i doświadczona przez okrucieństwa tego świata.
Jej mizerna, krucha postać, skulona w zmiętej szacie na ziemi była żałosna. Tak samo był żałosny on w swoim nieszczęściu. Rzeczywiście, byli do siebie zaskakująco podobni, obydwoje równie samotni, co przeklęci.
Nie, dla niej istniała jeszcze nadzieja, poprawił się w myślach. Postanowił ofiarować jej tę szansę, na którą sam nie mógł już liczyć. Zasługiwała na więcej.
Uklęknął przed nią, delikatnie ujmując jej dłoń. Jego żarliwe spojrzenie z początku ją wystraszyło, lecz po chwili pozwoliła sobie spojrzeć prosto w jego oczy. Mogła tylko zgadywać znaczenie cieni i iskier, które na przemian rozświetlały i pogrążały w mroku jego spojrzenie, ale czuła mrowienie na karku, gdy patrzył na nią w ten sposób.
- Obiecuję, że już więcej cię nie skrzywdzę. Nie jesteś dłużej więźniem, spełniłaś już swój obowiązek. Jesteś wolna. Możesz odejść, kiedy zechcesz. Nic ci nie zrobię. Nie zmuszę cię do powrotu.
Orihime wpatrywała się w niego, nie rozumiejąc. Ta sama istota, którą dotąd uważała za potwora, najwyraźniej oszczędziła jej życie i teraz wspaniałomyślnie zwalniała ją z obowiązku, zwracając wolność. Na takie oświadczenie mogła zareagować tylko w jeden sposób. Podniosłą się chwiejnie, a on o dziwo, odsunął się parę kroków, robiąc jej miejsce.
- Dlaczego ja?
Zwlekał z odpowiedzią, jakby ważąc słowa i to, ile powinien jej zdradzać.
- Przypominasz mi kogoś.
Zaintrygowana oświadczeniem, zamyśliła się. Może była podobna do jego byłej ukochanej. W końcu krążyły legendy, że potwór niegdyś był zwykłym człowiekiem.
- Kochałeś ją… - zaryzykowała.
- Nienawidzę – powiedział z pasją, choć z lekko rozświetlonymi oczami, jakby go to szczerze bawiło.
Orihime znów poczuła chłód. Demon naprawdę był szalony. Nagle wypowiedziane przez niego niedawne łaskawe słowa stały się odległe, a jej los znów niepewny. Co, jeśli potwór miał tylko chwilową zachciankę, by ją wypuścić, a za kilka dni przyjdzie do wsi upomnieć się o swoje. Nikt nie uwierzy jej zeznaniom, pomyślą, że stchórzyła i uciekła. Potwór nie miał w zwyczaju darowywać życia swoim ofiarom. Jaką więc miała pewność, że z nią postąpi inaczej? Co jeśli to zawsze się tak odbywało? Dziewczyny zbiegały szczęśliwe w dół zbocza, żeby czym prędzej dotrzeć do wsi, a potwór w tym czasie podążał za nimi, aby, gdy już będą pewne swojej wolności, brutalnie im ją odebrać.
Orihime nie miała zamiaru zostać zwierzyną łowną. Dyskretnie otarła pot z czoła. Nie chciała, by poczytał sobie za sukces to, jak bardzo była zdenerwowana.
- Zostaję – oznajmiła dość głośno i wyraźnie.
Nie zwlekając, wróciła na swoje miejsce z tak dużą godnością, na jaką było ją stać przy lekkich zawrotach głowy. Ten krótki spacer naprawdę ją wykończył. Gdyby nie te okoliczności, może odczułaby choć odrobinę satysfakcji, na widok nieskrywanego szoku, który w tej chwili malował się na twarzy potwora.
