CZĘŚĆ I
Była noc. Księżyc świecił w pełni. Szłam jakimś lasem. Bałam się, to wszystko napawało mnie takim lękiem. Nie wiedziałam co robić, gdzie jestem, ani jak się tu znalazłam. Nagle usłyszałam jakiś ciszy szelest między drzewami. Wzdrygnęłam się. Powoli odwróciłam się i cofnęłam przerażona , gdy z pomiędzy drzew ktoś wyszedł, a raczej coś i to coś szło w moim kierunku. Chciałam uciec, ale nie wiedziałam dokąd. Nie mogłam się nawet ruszyć. Jakaś siła kazała mi stać w miejscu. Nagle to coś przemówiło.
- Nie bój się dziecino. To tylko ja... – usłyszałam piękny, melodyjny głos.
- Kim jesteś ? – spytałam. Po chwili księżyc oświetlił tą istotę. Otworzyłam oczy ze zdumienia. To nie możliwe... Przecież skąd się wziął tu jednorożec ? I do tego jaki piękny... Jego sierść lśniła jakby była obsypana diamentowym pyłem, srebrny róg odbijał światło księżyca, które nadawało mu blasku i te złote kopyta... Po prostu jak z jakiejś bajki – Nie... To jest sen prawda ? - spytałam łapiąc się za głowę - Jednorożce przecież nie istnieją! Albo ja nie żyję i trafiłam do jakieś durnej krainy...
- Masz rację dziecko, to sen. Dobry sen – uspokoił mnie – Nie długo się przebudzisz.
- To dobrze, że to tylko sen – odetchnęłam z ulga, ale chwila skoro to sen, to czemu jest taki dziwny ? Czemu czuję jakby działo się to na prawdę ?
- Tak dziecko. Mam mało czasu. Muszę ci tyle powiedzieć. Tyle wyjaśnić... A mam tak mało czasu, tak mało… - mówiło z przejęciem stworzenie.
- O czym ty mówisz ? – spojrzałam na niego zdziwiona.
- Posłuchaj mnie uważnie Elizabeth, bo od tego co teraz usłyszysz, będzie zależeć twoje życie - moje życie ? O co mu chodzi ?
- Ale dlaczego ? Jak ? Po co ? Co się stanie ? – dopytywałam się. Podszedł do mnie bliżej.
- Elizabeth Redriver, posłuchaj mnie uważnie, a nie zadajesz tyle pytań, na które nie mam czasu ci odpowiedzieć – zganił mnie jednorożec, a ja jeszcze bardziej się zdziwiłam. Jeszcze nigdy nikt nie zwrócił się do mnie "Elizabeth Redriver". To nie moje nazwisko. Jestem Elizabeth Farview. Już miała mu to powiedzieć, ale jego spojrzenie powstrzymało mnie od tego.
- Dobrze, już słucham – odparłam.
- Tak, więc uważaj. Niedługo całkowicie się przebudzisz. Otrzymasz szczególną moc, Dziecię Jednorożców. Dostaniesz potężny dar. Przyjmij go z radością, a on uratuje Ci życie. Dam ci radę, zawsze kieruj się sercem. Pamiętaj o obietnicy złożonej dawno temu, ona odegra znaczną rolę. Nigdy nie wybie… - nie zdążył skończyć. Księżyc zasłoniły chmury. Coś wyskoczyło zza drzew. Pisnęła na widok potężnego wilka.
- Twój czas minął – przemówił do stworzenia i skoczył. Jednorożec szybko dotknął rogiem mojego czoła. Na chwilę oślepiło mnie jasne światło. Krzyknęłam ze strachu, cofając się w tył. Potknęłam się o wystający korzeń i się przewróciłam. Ostatnie co zobaczyłam to jak wilk skacze na jednorożca i rani go, a następnie coś uderzyło mnie w głowę. Potem już była tylko ciemność.
Obudziłam się z krzykiem. Z początku nie wiedziałam gdzie jestem. Dopiero po chwili zrozumiałam, że znajduję się w swoim pokoju. Co za dziwny sen. O co mu chodziło z tą mocą ? Phi! Czemu śnią mi się jednorożce ? Przecież nie jestem dzieckiem! Ale to przebudzenie i obietnica złożona dawno temu... Czyżby miał na myśli tą ?
~~Retrospekcja~~
- Gray-kun! Gray-kun! - na małej polance w lesie stała ośmioletnia dziewczynka i nawoływała przyjaciela - Gdzie jesteś ?!
- Za tobą - odezwał się dwunastolatek, który cichutko podkradł się do niej.
- Aaaa! - pisnęła ze strachu - Gray-kun! Nie strasz mnie. Ty zawsze mnie straszysz... - powiedziała odwracając się do niego i rumieniąc się.
- Bo wtedy tak słodko się rumienisz - odparł uśmiechając się do niej. Ta jeszcze bardziej się zarumieniła.
- Gray-kun... - zaczęła i spuściła głowę.
- Słucham - odparł.
- Ja muszę ci coś powiedzieć - wyznała - Gray-kun... Ja... Ja...
- No powiedz wreszcie - mruknął zniecierpliwiony. Dziewczynka podniosła głowę i spojrzała mu w oczy.
- Ja wyjeżdżam stąd - wyszeptała i samotna łza spłynęła jej po policzku - Mama znalazła nową pracę i wyjeżdżamy...
- Nie... Nie... - nie mógł uwierzyć w to co słyszy.
- To nasze ostatnie spotkanie - odparła i rozpłakała się. Objęła go w pasie i przytuliła się do niego płacząc. Sam też ją objął i pocieszał - Gray-kun ja nie chcę wyjeżdżać... Ja... Ja chcę zostać... Z tobą... - mówiła szlochając - Kocham cię Gray-kun! - chłopak zesztywniał i spojrzał na nią zszokowany. Taka mała dziewczynka, do tego ośmioletnia. To nie mogło być prawdziwe. Mogła być nim zauroczona, ale kochać ?
- K-koch-chasz ? - wyjąkał. Odsunęła się lekko od niego.
- Tak, Gray-kun! Kocham Cię! - uśmiechnęła się przez łzy.
- Nie, nie prawda, to nie miłość - zaprzeczył - Zobaczysz, dorośniesz i zmienisz zdanie - odparł. Odsunęła się od niego. W jej oczach zebrały się nowe łzy.
- Gray-kun! Ty... Ty mnie... Ty mnie nie kochasz ? - spytała.
- To nie tak... - zaczął, ale ta rozpłakała się i odwróciła.
- Nie kochasz mnie! - powiedziała i ruszyła biegiem przed siebie. Gray poczuł się źle. Zranił ją. Kochał ją. Może to była tylko szczenięca miłość, ale czuł, że jest dla niego bardzo ważna. Nie chciał jej skrzywdzić, miała tylko osiem lat, co ona wiedziała o miłości ? Co on o niej wiedział ? Nic. Szybko podjął decyzję. Ruszył za nią.
- Eliza-chan! Eliza-chan! Zaczekaj! To nie tak! - krzyczał za nią. Lecz ona nie chciała się zatrzymać, tylko biegła. Dogonił ją i złapał za rękę. Przyciągnął do siebie i przytulił. Płakała w jego ramionach - Eliza-chan, to nie tak. Lubię Cię. Nawet bardzo, ale to może być tylko szczenięca miłość. Nierealna - powiedział. Przestała płakać i spojrzała mu w oczy.
- Lubisz mnie ? Kochasz mnie ? - spytała. Zarumienił się i skinął głową - Naprawdę ? - zapytała uśmiechając się.
- Ale skoro to co mówiłaś było prawdą, to to jest nasze ostatnie spotkanie - odparł. Posmutniała.
- Gray-kun! Ja... Ja obiecuję ci, że zawsze będę cię kochać. Nawet jeśli będziemy daleko od siebie, to ty zawsze będziesz w moim sercu. Przysięgam ci! A ty ? - zapytała. Wyciągnęła rączkę w jego kierunku i wystawiła mały palec. Zrobił o samo. Złączyli swoje małe palce.
- Przysięgam - odpowiedział - Może kiedy ponownie się spotkamy, będziemy mogli być razem... - odparł rumieniąc się - Nawet jeśli różni nas cztery lata.
- Tak! I weźmiemy ślub! - uśmiechnęła się szeroko zarumieniona. On też się uśmiechnął.
- Tak, to będzie nasza obietnica - odparł.
- Jeśli złamiesz obietnice zmuszę cię do połknięcia 100 igieł lub oberwiesz 1000 ciosów pięścią - wypowiedzieli jednocześnie. Puścili się, a ona odsunęła się od niego. Wyciągnęła z kieszonki w sukience dwa naszyjniki. Ten z zawieszką w kształcie krzyżyka podała jemu.
- Proszę. Mama kupiła mi go na moją prośbę. To będzie przypominać ci o mnie i o naszej obietnicy - wziął od niej naszyjnik i obejrzał go dokładnie. Zwyczajny srebrny krzyżyk, jednak w miejscu skrzyżowania się ramion jakby czegoś brakowało. Spojrzał na nią pytającym spojrzeniem. Na co ona pokazała mu drugi naszyjnik, który trzymała. Ten miał zawieszkę z niebieskim klejnocikiem - Spójrz - przyłożyła klejnocik do pustego miejsca w krzyżyku - Ty masz jedną część, a ja drugą.
- Eliza-chan... Dziękuję - wyszeptał i przytulił ją - Niech te naszyjniki przypominają nam o obietnicy.
- Oczywiście Gray-kun - odparła.
- Nigdy cię nie zapomnę. Przy następnym spotkaniu będziemy razem - spojrzała mu w oczy uśmiechając się słodko. Przez chwilę stali wtuleni w siebie, jednak ona musiała już wracać. Odsunęli się od siebie. Nie wiedzieli, co powiedzieć.
- Żegnaj Gray-kun - wyszeptała.
- Nie mów żegnaj. Pożegnanie znaczy odejście, a odejście zapomnienie... - odparł.
- To do zobaczenia Gray-kun - poprawiła się.
- Do zobaczenia Eliza-chan - obdarzyła go swoim najładniejszym uśmiechem. Odwróciła się i ruszyła przed siebie, kierując się w stronę wyjścia z lasu. Patrzył jak odchodzi. Odwróciła się i spojrzała na niego jeszcze raz, po czym biegiem ruszyła do domu. W dłoni ścisnęła naszyjnik i przycisnęła rękę do piersi. Samotna łza spłynęła jej po policzku. "Będę na ciebie czekała Gray-kun" - pomyślała.
~~Koniec retrospekcji~~
Wyciągnęłam spod bluzki naszyjnik z niebieskim kamieniem. Ah, minęło już trzynaście lat. Nadal miałam nadzieję, że go znajdę, że będziemy razem. Nigdy nie przestałam go kochać. Gray... Ciekawiło mnie jak teraz wygląda. Czy zmienił się tak bardzo ? Teraz powinien mieć dwadzieścia pięć lat. Może stał się magiem i należy do jakieś gildii ? Może poznał jakaś dziewczynę i zakochał się ? Może zapomniał o obietnicy ? Nie, on taki nie jest. Nie zapomniałby. Nie złamałby danego słowa. Nie potrafiłby.
Wstałam z łóżka. Wyjęłam jakieś ciuchy z szafy i poszłam do łazienki. Po dziesięciu minutach wyszłam i skierowałam się do kuchni. Postanowiłam usmażyć sobie jajecznicę. Krzątałam się po kuchni, ale nie zauważyłam, że położyłam ścierkę zbyt blisko palnika. Skutek mały pożar. Spanikowałam i, w którymś momencie machnęłam tak jakoś ręką, że woda, która była w szklance wyleciała z niej i ugasiła płonącą ścierkę. Stałam i wpatrywałam się w to zjawisko zszokowana. To nie było normalne. A może to mi się tylko zdawało ? Wzięłam szklankę i nalałam do niej wody. Postawiłam na stole i przez chwilę wpatrywałam się w nią nie wiedząc co robić. Wyciągnęłam rękę i machnęłam nią. Woda wyleciała z naczynia i rozbryzgała się na szafce. Pisnęłam i spojrzałam na swoje dłonie. Co jest ? To nienormalne. Ja posiadam jakąś moc ? Bo to na pewno była magia. Chwila, zaraz. Ja użyłam magii ? Nie, to nie możliwe! Ał! Syknęłam łapiąc się za głowę. Przeszył mnie taki ból, że upadłam na kolana. Tak szybko jak się pojawił, zniknął. Co to było ? Czemu mnie tak piecze czoło ? Wstałam i udałam się do łazienki po drodze potykając się o różne rzeczy. Jak zwykle zresztą. Weszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. To co ujrzałam wprawiło mnie w jeszcze większy szok. Na moim czole lśniła srebrna gwiazda. Dotknęłam ją dłonią i potarłam. To nie zwidy, była tam na prawdę. Kurcze co się ze mną dzieje ? Szybko wyszłam z łazienki i wybiegłam z mieszkania zamykając je za sobą. Wypadłam na chodnik i zaczęłam biec przed siebie. Chciałam uciec, ale właściwie czemu ? Po co biegnę ? Kurcze, już sama nie wiem co się ze mną dzieje. Czemu uciekam ? ŁUP! Wpadłam na kogoś i wylądowałam na ziemi. Ał! Mój tyłek.
- Chikushou! - zaklęłam podnosząc się z ziemi.
- Uważaj jak leziesz kobieto... - usłyszałam czyjś niemiły głos.
- Ja ? - spytałam i dopiero teraz przyjrzałam się osobie, na którą wpadłam. Przede mną stał wysoki, muskularny, można powiedzieć, że był nawet ładny, blond włosy mężczyzna z blizną w kształcie błyskawicy, która przecinała mu prawe oko. Jego włosy zaczesane do tyłu jako liczne kolczaste pasma i słuchawki oraz ten płaszcz zakończony futrem, wszystko to dodało mu drapieżnego uroku. Kurcze i ten wzrok. Gdybym spotkała go w ciemnym pomieszczeniu czułabym się jak antylopa co spotkała na swej drodze jakiegoś drapieżnika. Tygrysa, panterę czy lamparta. A do tego wszystkiego strasznie mnie irytował.
- No chyba nie ja - odburknął - Wymagałoby przeprosić.
- Po co ? Nie zamierzam Cie przepraszać Złotowłosa - odparłam. Przez tą całą sytuację z rana, to moje dziwne zachowanie, miałam ochotę na kłótnie, a ten gościu od razu mnie wkurzał. Jego postawa, ton były takie irytujące...
- Jak mnie na zwałaś ? - spytał, kurcze wkurzył się.
- Tak jak słyszałeś - odburknęłam - A co ? Wolisz Blondynka czy Iskierka ?
- Nie zaczynaj ze mną zadzierać, rudzielcu! - odparł. Phi! Nie mógł wymyślić czegoś lepszego ?
- Tylko na tyle cię stać ? - odparłam kpiąco - Wymyśl jakąś inne przezwisko, bo to wywołuje u mnie tylko śmiech - zaśmiałam się.
- Laxus-sama! Laxus-sama! - usłyszałam czyjeś wołanie. Nim się obejrzałam przybiegła jakaś trójka dziwolągów. Jeden zielonowłosy, ubierał się jak jakiś arystokrata i miał po bokach głowy odstające kosmyki włosów jak jakieś antenki w kształcie błyskawic. Drugi gostek, to już całkiem dziwoląg ubrany jak rycerz w przyłbicy zakrywającej mu połowę twarzy. Wywalał ten swój jęzor jak piesek, który po dłuższym biegu siedział zziajany. Czy on na tym języku ma jakiś tatuaż ? Co jest z nim ? Kto o zdrowych zmysłach robi sobie tatuaż na języku!? Wokół niego latały jakieś dziwne drewniane głowy totemów. I powtarzały "Laxus-sama! Laxus-sama!". Kurcze to coś żyje ? Nierealne... A na dokładkę brunetka w okularach, w skąpej, zielonej sukience z wachlarzem w ręku i doczepianymi skrzydłami. Pewnie próbowała upodobnić się do wróżki, co jej raczej nie za dobrze wyszło. Doszłam do wniosku, że chyba jestem tu najbardziej normalną osobą w tym gronie. No bo, Arystokrata z antenkami, Psowaty rycerz z drewnianymi totemami, Pseudo wróżka i do tego ta Tygrysowata Złotowłosa. Lepiej być nie mogło prawda ?
- Laxus-sama ? Gdzie byłeś ? Szukaliśmy ciebie - zwrócił się do niego zielonowłosy arystokrata. I to jeszcze takim tonem. Gość chyba musi go bardzo lubić. Kurcze a jeśli to homoseksualiści ?! Cholera! Nie cierpię yaoi!
- A nie mówiłam, żeś Złotowłosa ? - nie mogłam się powstrzymać i musiałam to powiedzieć - Złotowłosa i trzy misie - dodałam. Dobra chyba przesadziłam, bo wokół niego zaczęły strzelać błyskawice, a ten gość z antenkami obrzucił mnie morderczym spojrzeniem. Czyżby byli magami ? W mordę jeża wkopałam się jak nie wiem co! - Yyy... - zaczęłam - To ja spadam! - powiedziałam i szybko ich wyminęłam. Zaczęłam uciekać. Słyszałam ich krzyki. Przyśpieszyłam. Spojrzałam za siebie, kurcze gonili mnie. Co ja najlepszego zrobiłam ? Wkurzyłam magów ? Oni używali magii. Co ja mogłam przy nich ? Przecież nie mam mo... Chwila, zaraz mam moc! A może jednak nie ? Zatrzymałam się gwałtownie. A może... Z rozmyślań wyrwał mnie czyjś krzyk i pisk opon. Jasny gwint nie zauważyłam, że uciekając przebiegałam przez ulicę i zatrzymałam się na jej środku. Ostatnie co zobaczyłam to to, jak samochód uderza we mnie i zostaje odrzucona. Przeszył mnie ból, a potem była już tylko ciemność.
Obudził mnie straszny ból głowy i czyjaś rozmowa. Ktoś się z kim kłócił. Po głosie poznałam tego blondyna i musiał być z nim jakiś staruszek czy coś. Usłyszałam jak ktoś im przerywa i wygania ich wrzeszcząc: "Jak macie zamiar tak się kłócić i zakłócać spokój, to wypad mi stąd!". Ta babka mnie przeraża już samym głosem. Otworzyłam oczy. Znajdowałam się w jakimś dziwnym pomieszczeniu. Chyba już gdzieś takie kiedyś widziałam. Pomyślmy... Jasnobeżowe ściany, biały sufit, biała pościel, drewniana komoda, krzesło przy łóżku na którym leżałam... Czułam się jak w jakimś szpitalu, ale brakowało tych wszystkich kabelków i urządzeń. Gdzie ja do cholery, jestem!? Ktoś wszedł do pokoju. Spojrzałam w tamtą stronę. W drzwiach stała dziewczynka, miała może dwanaście, trzynaście lat, długie niebieskie włosy, ubrana w pomarańczową sukienkę, a do niebieskich sandałów doczepione miała białe skrzydełka. Podeszła do mnie nieśmiało. Wydawała się taka niewinna.
- Obudziłaś się już, pani - zwróciła się do mnie. Pani ? No bez przesady! To, że mam dwadzieścia jeden lat, nie znaczy, że jestem aż tak stara.
- Eliza po prostu - odparłam - Gdzie ja jestem ? - spytałam.
- W gildii magów Fairy Tail - odpowiedziała mi - Laxus-san cię tu przyniósł, po tym jak wpadłaś pod samochód. Podobno to po części jego wina...
- Ah czyli to, dlatego się tak kłócił z kimś ? - odparłam.
- Tak, Eliza-san. Jak się czujesz ? - zapytała.
- Po pierwsze, mówiłam, żebyś mówiła do mnie Eliza, bez żadnych dodatków, a po drugie dobrze - opowiedziałam. Próbowałam wstać. Lekko się skrzywiłam, bo zabolał mnie brzuch i głowa też dała o sobie poznać, ale jakoś wstałam.
- Eliza-san nie powinnaś jeszcze wstawać - zaprotestowała yyy... No właśnie jak ona ma na imię ?
- Ale ja chcę - mruknęłam - A do tego nie wiem jak masz na imię, bo ja jestem Farview, Elizabeth Farview - przedstawiłam się.
- A ja Marvel, Wendy Marvel - kurcze, zaleciało mi tu tym filmem "James Bond i coś tam...". Dobra mam słabą pamięć do tytułów filmów.
- Tak, więc Wendy, chcę stąd wyjść, bo to pomieszczenie kojarzy mi się ze szpitalem, a ja nie cierpię szpitali - odparłam - Zbyt często tam trafiałam - dodałam cicho, tak, że tylko ja powinnam to usłyszeć.
- To tłumaczyło by twoje blizny na ręku, nodze i czole - powiedziała Wendy. Spojrzałam na nią zdziwiona. Czyta mi w myślach czy co ? Wyszłyśmy z tego niemiłego pokoju i zeszłyśmy schodami na dół, gdzie panował totalny chaos. Wszystko latało, od części ubrań, po naczynia, kończąc na stołach i krzesłach. Co to ma być ? Spojrzałam na dziewczynkę pytającym i przerażonym wzrokiem - Przyzwyczaisz się. Takie jest właśnie Fairy Tail - przyzwyczaisz się ? Takie właśnie jest ? Nie ja chcę stąd uciec! Nie chce tu być! Mamuś ratuj mnie! Niech ktoś mnie stąd zabierze!
- Obudziłaś się już ? - spytał mnie ktoś. Spojrzałam w dół. Przede mną stał jakiś niski, wąsaty staruszek w śmiesznym ubraniu, w czapce klauna z kuflem w ręku. Kolejny dziwoląg ? Oprócz Wendy, bo ta wyglądała na całkiem normalną - Jak się czujesz ?
- Yyy... Dobrze, a czy mogłabym stąd już pójść ? Mam jeszcze parę spraw do załatwienia - dobra, skłamałam. Staruszek spojrzał na mnie, a ja poczułam się jak na jakimś przesłuchaniu. Jakby czytał mi w myślach.
- Najpierw musimy porozmawiać - odpowiedział.
- Uwaga! - krzyknęła Wendy. Jak w spowolnionym tempie odwróciłam głowę i ujrzałam lecący w moją stronę stół. Instynktownie podniosłam rękę i wykonałam taki ruch, jakbym chciała kogoś lub coś odepchnąć. Stół został odrzucony podmuchem wiatru i rozbił się na ścianie. Zaległa cisza i wszyscy wpatrywali się we mnie, a ja na swoją dłoń. Znów poczułam ten ból co rano, lecz tym razem był silniejszy i trwał dłużej. Poleciałam na podłogę i złapałam się za głowę. To było nie do zniesienia. Wrzasnęłam z bólu. Jednak po chwili on zniknął. Dyszałam ciężko trzymając się za pierś. Podniosłam się do pozycji siedzącej.
- Co się stało Eliza-san ? Nic ci nie jest ? - pytała Wendy. Spojrzałam na nią.
- Nie to nic - odparłam.
- Eliza-san... Co ty masz na czole ? - spytała z szokowana dziewczynka.
- O co ci chodzi ? - spytałam zdezorientowana.
- Nie możliwe... - wyszeptał wąsaty staruszek - Ty należysz do rodu Redriver.
- Redriver ? Co to za ród Redriver ? Wytłumaczy mi ktoś ? Najpierw ten jednorożec we śnie się do mnie tak zwraca, potem ty. Jeszcze do tego to coś co mam na czole! A i te dziwne zjawiska, które tworzę! CHIKUSHOU CO JEST ZE MNĄ NIE TAK! - wrzasnęłam podnosząc się z podłogi. Wkurzało mnie to, że nic nie wiem. A oni coś wiedzieli. Ten staruszek na pewno coś wiedział. Na 100%!
- Ród Redriver ? - spytała jakaś cycata blondynka w skąpych strojach. Następny dziwoląg - Gdzieś już o nich czytałam... - zamyśliła się.
- Ja chyba coś o nich wiem, ale musiałabym sprawdzi to w bibliotece - powiedziała niska, niebiesko włosa dziewczyna w czerwonych okularach. Chyba właśnie czytała jakąś książkę. Widać było po niej, że wszystko wie, taka chodząca encyklopedia. Wstała i podeszła do mnie i staruszka.
- Dobrze idziemy do biblioteki. Chodź z nami... Yyy... - zaczął wąsaty dziadek. A no tak, nie wiedział jak mam na imię.
- Elizabeth - przedstawiłam się.
- Tak, chodź z nami Eliza - cóż miałam robić ? Ruszyłam za nimi. Zeszliśmy krętymi schodami na dół. Z nudów zaczęłam liczyć stopnie, ale zgubiłam się po 158. W końcu dotarliśmy na sam dół. Zapalili światła i weszli do jakiegoś pomieszczenia, no a ja za nimi. Jacie ile tu książek! Wszędzie książki! Na półkach, regałach, nawet na ziemi leżało kilka. A ponadto dawno tu chyba ktoś nie sprzątał, bo gdy tylko wzięłam pierwszą z brzegu podniosła się chmura pyłu i zaczęłam kichać, a z każdym moim kichnięciem znikąd pojawiał się poryw wiatru, który wzniecał jeszcze więcej kurzu i przy tym zrzucał książki z regałów. Kartki, książki i kurz opanowały całe pomieszczenie. Zapanował istny chaos, a w samym jego środku kichając ja.
- Solidny Rękopis: Spokój! - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko ucichło. Wiatr znikł, kurz opadł i wszystko wróciło do normy, no raczej wszystko, bo panował tu jeszcze większy bałagan niż był.
- P-przep-praszam - wyjąkałam pocierając nos.
- Nic się nie stało - odparł staruszek - Po proszę kogoś później, aby tu posprzątał.
- Znalazłam! Mistrzu! Eliza! Ma coś! - wykrzyknęła Levy z drugiego końca biblioteki. Po chwili była już przy nas - Mam coś na temat Rodu Redriver. To bardzo stary, pradawny ród - zaczęła czytać - Posługiwali się oni psychokinezą przy pomocy umysłu czy siły woli, a czasami nawet za pomocą gestów lub emocji. Podobno też byli opiekunami jednorożców, które im służyły, ale od bardzo dawna nikt o nich nie słyszał. Słuch o nich zaginął, tak jak o tych pięknych stworzeniach. Najczęściej ich moc całkowicie przebudzała się w wieku 21 lat objawiając się srebrną gwiazdą na czole, wcześniej miewali oni przebłyski mocy, ale te ujawniały się w trakcie jakiegoś zagrożenia, albo przy niekontrolowanych wybuchach - kontynuowała. Gdy teraz tak pomyślę, to czasami miewałam coś takiego. A to w przypływie złości podpaliłam firanki, albo obrzuciłam ziemią tego co mnie wkurzył, albo też coś nieświadomi przesunęłam, ale nie zwracałam na to takiej uwagi. Z jednej strony nie chciałam jej wierzyć, bo jak to ? Że niby ja jestem z tego rodu ? Ale z drugiej... To mogło tak być - Przebudzenie następowało nieświadomie po pierwszym użyciu mocy, co wiązało się z bólem głowy. O całkowitym przebudzeniu świadczył większy ból i gwiazda, która nie znikała z czoła oraz po raz trzeci użyta moc. Tu jest jeszcze napisane, że naturalnymi wrogami Rodu Redriver byli magowie posługujący się magią lodu i tak zwani dzieci ciemności, czyli zmiennokształtni, inaczej zwani wilkołaki. A za największych uchodził pradawny Ród Fullbusterów, który łączył w sobie magów lodu i zmiennokształtnych i po którym też słuch zag... - urwała i spojrzała na nas zdumiona - Zaraz! Chwila! Fullbusterowie ? Ale numer! - nie rozumiałam o co jej chodzi.
- Masz na myśli jego ? - spytał mistrz - Graya ?
- Możliwe, ale to się okaże. Tu jeszcze pisze, że prawdopodobnie w żyłach członków Rodu Redriver płynie krew jednorożców, a zabicie kogoś z tego rodu, albo zabicie jednorożca lub wypicie ich krwi daje potężną moc. Często byli napadani, ale rzadko zabijani. Najczęściej byli porywani i przetrzymywani dla krwi - co ? Czyli, że mogą mnie porwać ? Nie, nie, nie! Ja tak nie chcę! Jęknęłam.
- Czyli nie mam szans na normalne życie ? - spytałam sama siebie.
- Nie bój się. Zostaniesz z nami. U nas będziesz bezpieczna - odparł wąsaty staruszek - Levy najlepiej będzie jeśli nikt nie dowie się o co chodzi z Rodem Redriver.
- Hai mistrzu - przytaknęła ruchem głowy dziewczyna - Proszę - podała mi jakieś dwie książki. Wzięłam je nic nie rozumiejąc - To pomoże ci w opanowaniu twoich mocy - spojrzałam na tytułu: "Psychokineza - co to jest i jak ją opanować", "Niecodzienna magia - Kontrola pogody za pomocą uczuć i emocji"
- Dzięki - podziękowałam.
- Dobra a teraz chodźcie. Elizabeth dołączysz do gildii - czemu to zabrzmiało jak twierdzenie, a nie pytanie ? Westchnęłam zrezygnowana. Chyba nie mam wyboru. Skinęłam głową na zgodę. Wyszliśmy z tej durnej biblioteki i ruszyliśmy schodami na górę. Nawet nie próbowałam ich liczyć, bo i tak bym się pogubiła. Weszliśmy do głównej sali, w której znów panował harmider.
- CISZA! - wrzasnął mistrz. Wzdrygnęłam się. Nie tylko mnie to wystraszyło. Zapadła cisza i każdy skupił swój wzrok na nas - Ogłaszam, że mamy nowego członka w gildii. Dołącza do nas Elizabeth Redriver. A teraz... CZAS NA IMPREZKĘ! - odpowiedziało mu chóralne "HURRRRA!". Zaraz też rozpoczęła się impreza, a raczej rozpierducha. Alkohol lał się litrami, wszyscy bawili się i śmieli. Wybuchały nowe kłótnie i sprzeczki, a ja stałam nie wiedząc co począć. Cholera i ja mam z nimi wytrzymać ? Toż to apokalipsa się szykuje. Ja tutaj nie wytrzymam! Chcę do mamy! Mamuś, czemu musiałaś odejść z tego świata ?! Nie wytrzymałam, miałam ochotę stąd wyjść i z takim też zamiarem udałam się do wyjścia. Jednak musiałam przejść przez środek tego całego chaosu. Toż to prędzej zginę niż wyjdę stąd. Jęknęłam. POMOCY!
- Eliza! - usłyszałam czyjeś wołanie. Odwróciłam się w moją stronę zmierzała ta sama cytata blondyna co zastanawiała się skąd słyszała o moi rodzie. Za nią leciał niebieski kot. Chwileczkę. Czy ten kot lata ? Czy on jest niebieski ? Kto widział latającego kota ? I w dodatku, kto widziała NIEBIESKIEGO, LATAJĄCEGO KOTA!?
- Nazywam się Lucy Heartfillia - przedstawiała się. Heartfillia ? Lucy Heartfillia ? Czy aby tak nie miała na imię ta słynna dziedziczka Heartfilliów ? Bogaczka, a na taką nie wygląda. Nie wiedziałam też, że w tej rodzinie byli magowie.
- A ja nazywam się Happy - przedstawił się niebieski kot.
- To coś gada ?! - spytałam wskazując na niego palcem i otwierając oczy zszokowana - Czym ty jesteś ?! Jesteś nienormalny! - szczęka opada do samej ziemi. Blondyna zaśmiała się.
- Aye! - przytaknął kot - Jestem Ekceedem, nie żadnym czymś! - naburmuszył się i odleciał do jakiegoś różowowłosego, który właśnie tłukł się z jakimś czarnowłosym chłopakiem - Natsu, a ona nazwała mnie czymś! - poskarżył się. Głupi kot. Skarży się o byle gówno. Zaraz tez różowy odepchnął swojego rywala i znalazł się przy mnie.
- Jesteś tu nowa ? - spytał - Jesteś silna ? Ale się napaliłem! Walcz ze mną! - zaśmiał się i zaczął energicznie podskakiwać. Co za typ. Ma ADHD czy co ? Narwaniec jakiś. A do tego te jego różowe włosy. Od razu na myśl przychodzi mi moja lalka Barbie z dzieciństwa.
- Nie, Barbie - odparłam stanowczo. Nie mogłam się powstrzymać od dodania tego przezwiska. Blondyna, ten chłopak, z którym walczył różowy i jakaś czerwono włosa dziewczyna w zbroi roześmieli się.
- Jak... Jak go... Jak go nazwałaś ? - spytała Lucy między wybuchami śmiechu.
- Barbie. Nie moja wina, że te jego włosy przypominają mi moją lalkę Barbie, którą miałam w dzieciństwie i, której przefarbowałam farbami włosy na różowo - odparłam.
- Hahaha - zaśmiał się czarnowłosy - Ale ci dowaliła - spojrzałam na niego. Kogoś mi przypominał. Czułam, że to ktoś ważny, ale nie mogłam sobie przypomnieć kogo. Przyjrzałam mu się dokładnie, też na mnie spojrzał.
- Coś się stało ? - spytał i zdjął koszulę.
- Nie nic - mruknęłam - Ale z kolei ty przypominasz mi Kena, obaj macie czarne włosy, jesteście wysportowani i ładni - odparłam. Dopiero po chwili kapnęłam się co powiedziałam. Spaliłam buraka. Zrobiło się cicho - Yyyy... To nie tak... Yyy... Nie to miałam na myśli... - zaczęłam się tłumaczyć. Kuso! Co ja najlepszego powiedziałam ? Kuso! Kuso! Kuso! Różowo włosy przyglądał się nam zdezorientowany. To patrząc na jedno, to na drugie.
- O co wam chodzi ? - podrapał się po głowie nic nie rozumiejąc. Spojrzałam na niego zdziwiona. Czy on jest taki głupi, czy takiego udaje ? On chyba na prawdę nic nie rozumie. Jak można być tak tępym ? Widocznie można... Znów spojrzałam na czarnowłosego. Teraz stał w samych bokserkach, które zamierzał zdjąć.
- ZAŁÓŻ UBRANIA CHOLERNY EKSHIBICJONISTO! - wrzasnęłam zakrywając dłonią oczy.
- Co ? AAAAA! - krzyknął - Kiedy ?!
- Hahaha - zaśmiał się różowy - Znów pogubiłeś swoje ciuchy, striptizerko!
- Jak mnie nazwałeś, jaszczurko ? - spytał czarnowłosy.
- Tak jak słyszałeś, mrożonko! - odparł mu różowy narwaniec.
- Zamknij się marna podróbo lalki Barbie! - wydarł się na niego używając przy tym użytego przeze mnie przezwiska.
- Nie jestem Barbie! Sam żeś nieudana podróbka Kena! - odwarknął mu narwaniec. Przez chwilę wściekli stykali się głowami szykując do kolejnej walki.
- Czekaj, chwila - czarnowłosy odsunął się od niego o dobre parę kroków - Jak ja to Ken, a Ty to Barbie to... - przez dłuższą chwilę wpatrywali się w siebie - różowy zdziwiony i nic nie rozumiejący, czarnowłosy przerażony i zszokowany. Natsu chyba w końcu zrozumiał, bo tęczówki obojga rozszerzyły się w szoku, strachu i niedowierzaniu. Chwycili się obaj dłońmi za policzki.
- Nosz ja pierdziele! - ryknęli wspólnie.
- Co Ty wymyślasz, Gray ?! - spytał różowy.
- Co Ty insynuujesz, Natsu ?! - wrzasnął czarnowłosy. Zrobili się zieloni na twarzy i czym prędzej pogonili do łazienki. Nie wytrzymałam ryknęłam takim śmiechem, że aż zwijałam się na podłodze łapiąc się za bolący brzuch. Nie no od dzisiaj będę ich widzieć jako Ken i Barbie. Chyba dopiero po dziesięciu minutach się uspokoiłam. Z wielkim trudem wstałam i usiadłam na jakimś krześle.
- To moja miejscówka - usłyszałam. Spojrzałam w kierunku, z którego dochodził głos. Kogo ujrzałam ? O tuz tą samą Złotowłosą, przez która tu jestem.
- O! Złotowłosa przyszła - mruknęłam sarkastycznie - Gdzie twoje niedźwiadki ?
- Hę ? - spytał czerwony ze złości.
- No ten Arystokrata z antenkami - zaczęłam wyjaśniać - Psowaty rycerz z drewnianymi totemami i ta Pseudo wróżka - odparłam - No skoro ty jesteś Złotowłosa, to oni są niedźwiadkami. Nie czytałeś tej bajki "Złotowłosa i trzy misie ?" - spytałam nie dowierzając - To co ty czytałeś w dzieciństwie ?
- Na pewno nie jakieś durnoty! - odburknął - A teraz złaź stąd, bo to moje miejsce.
- Hmm... - zastanowiłam się. Wstałam wzięłam krzesło i obejrzałam je dokładnie, jednak nic na nim nie znalazłam. Wzruszyłam ramionami i odstawiłam je z powrotem na miejsce - Nie widzę żadnego podpisu, tak więc mogę tu siedzieć do woli - odparłam. Już miałam usiąść, gdy zabrał mi krzesło, a ja z hukiem uderzyłam tyłkiem w podłogę.
- Ała! - jęknęłam - Ty dupku żołędny! - wrzasnęłam na niego. Wstałam rozcierając bolące miejsce. Ał, co za typ!
- Baka! Yaro! Temee! Bakayaro! Usuratonkachi! - co raz to inne wyzwiska leciały w jego stronę. Wkurzyłam się na maksa. W oczach zebrały mi się łzy. Zacisnęłam pięści ze złości - A niech cię piorun jasny trafi! - zaklęłam i tupnęłam nogą. W jednej chwili rozległ się głośny huk i w gildię uderzył piorun, który trafił Laxusa. Siła z jaką piorun w niego trafił była potężna, bo odrzuciło mnie do tyłu. Złapałam się za pierś i uderzyłam plecami w stół. Jęknęłam z bólu. Kurde, chyba coś sobie złamałam. Ała! Boli! Podniosłam się do pozycji siedzącej. Spojrzałam na Laxusa. Oprócz pod fajczonych ubrań i sterczących na wszystkie boki włosów, nic mu nie było.
- Co tu się dzieje ?! - usłyszałam wściekły głos mistrza - Laxus! Ile razy ci mówiłem, abyś nie używał swojej magii w gildii ?!
- Tym razem to nie ja! - zaprzeczył i zaczął rozcierać ramiona - Cholera! Co to było ? Jeszcze żaden piorun mnie tak nie urządził - wpatrywałam się w niego zszokowana. Jeszcze żaden ? Kim on jest ?! Potwór!
- Nie ty to kto ? Tylko ty używasz magii błyskawicy - odparł mistrz.
- Mówię, że nie ja! To ona! - wskazał na mnie. A ja nadal Siedziałam zszokowana. I że niby ja tak potrafię ?
- To... To było... To było nie zamierzone - wyjąkałam - To przez Złotowłosą - wskazałam palcem na blondyna i skrzywiłam się z bólu. Złapałam się za obojczyk. Chyba mam wybity. Chwila zaraz, gdzie mój naszyjnik. Próbowałam go wymacać na szyi. Nie ma go! Przeraziłam się. Nie ma mojego naszyjnika! Z trudem wstałam i zaczęłam rozglądać się poszukując zguby - Gdzie on jest ? Gdzie on jest ? - mruczałam pod nosem poszukując go. Łzy stanęły mi w oczach. Mój naszyjnik!
- Zgubiłaś coś ? - spytała mnie czerwonowłosa kobieta w zbroi, tym razem rycerz-kobieta. Całe szczęście, że nie miała przyłbicy na twarzy i nie wywalała języka.
- Tak! - odparłam nerwowo - Naszyjnik z niebieskim klejnocikiem. jest dla mnie bardzo ważny. Ja... Ja... Ja nie mogę go zgubić! - wyjąkałam. Przez łzy było mi go coraz trudniej szukać, bo obraz mi się rozmywał, do tego ten ból wybitego obojczyka. Upadłam na kolana i zaczęłam szlochać. Poczułam jak ktoś kładzie mi rękę na ramieniu. Podniosłam głowę. Przede mną uklękły Wendy, Lucy, Levy, a tą co trzymała mnie za ramię była ta czerwonowłosa.
- Nie płacz znajdziemy go - odparła Lucy uśmiechając się przyjaźnie. Dodawały mi otuchy. Zaraz też Wendy uleczyła moje ramię i wszyscy zaczęli poszukiwania. Jednak nikt nie mógł go znaleźć. Gdzie on się podział ?
~~Parę godzin później~~
W końcu się znalazł. Okazało się, że wpadł do kufla z piwem tej cholernej Złotowłosej. Tylko jak ? Chyba wtedy jak mnie odrzuciło musiałam złapać się za niego i przez przypadek zerwać i wyrzucić. Lepiej być nie mogło, ale odetchnęła z ulgą, gdy się znalazł. Otrzymałam też zielony jak moje oczy znak gildii, który widnieje teraz na moim lewym obojczyku. Poznałam też parę innych członków. Na przykład tego Żelaznego Smoczego Zabójcę, Gajeela, który notorycznie żarł sztućce i wszystkie żelazne rzeczy w zasięgu jego wzroku. Może i umiał grać na gitarze, ale za całe Fiore nie potrafił śpiewać. Wył jak pies do księżyca. Chociaż to było gorsze od wycia. Nie byłam jedyną osobą, która rzuciła w niego pierwszą rzeczą jaką miała pod ręką. Podkochiwała się w nim ta niebiesko włosa, niska kujonka, Levy. Ale co ona w nim widziała ? Jak dla mnie to ma za dużo tych kolczyków i ten jego śmiech "Gihi" oraz ta cała postawa i wzrok, kurcze facet normalnie mnie przerażał! Gorzej było z Elfmanem, bratem tej barmanki Demonicznej Swatki Mirajane - niech tylko dowie się kto komu podoba, to zrobi wszystko aby byli razem. Czasami sama łączy pary i nie dociera do niej, że ktoś się z kimś nienawidzi. Boję się tej kobiety. Niby sprawia wrażenie słodkiej, wydaje się być dla wszystkich starszą siostra, albo dla każdego chce być matką, to gdy przyjdzie co do czego zmienia się w demonicę! - oraz tej słodkiej, taa słodkiej... Wygląda na słodką, ale jak zobaczy Lucy gadającą z Natsu, wszystko pryska. Jakby mogła zabijać wzrokiem, Lucy dawno by już nie żyła - Zazdrośnicy-Złośnicy Lissana'y. Co o Elfmanie ? Napakowany typek, dla którego wszystko jest męskie. Nie ważne czy to facet, czy kobieta, czy dziecko, czy kot. Wszystko i wszyscy to mężczyźni. Niczego się nie boi. Błąd! Chyba tylko Erza go przeraża. Czekaj! Nie, jest jeszcze ta pseudo wróżka. Niby zaprzeczają, ale to widać, że coś ich przyciąga do siebie. Jest jeszcze Jet i Droy. Ten drugi cierpi na nadwagę, no ale co się dziwić ? Facet je wszystko i wszędzie. Obaj podkochują się w Levy, ale ta tego albo nie zauważa, albo ignoruje. Może to i dobrze ? Przecież goście są od niej sporo starsi. Jak na razie do gustu przypadła mi rodzinka Connell, Bisca i Alzack oraz ich słodka córka Asuka. Dobra, z początku jak się przedstawiła usłyszałam "Suka", no ale nie powiedziałam tego na głos. Na szczęście. Są bardzo fajni i życzliwi. Posługują się magią broni, czy coś takiego. Ubierają się jak kowboje z Zachodu. Podoba mi się ten ich styl. Poznałam jeszcze Romeo'a, syna Macao, byłego czwartego mistrza. Nawet też jest fajny, dopóki nie zacznie wychwalać Natsu. On chyba chce się od niego upodobnić. Oby nie, bo wtedy, to już będzie totalna masakra. Dwóch Natsu brrr... Jest jeszcze Nab - który w życiu nie wziął żadnej misji, albo wziął, w połowie drogi się rozmyślił i wrócił, Max - który prowadzi sklepik, w którym sprzedaje różne rzeczy związane z gildią - figurki członków, kubki z wizerunkiem znaku gildii, koszulki ze znakiem i napisami i tym podobne, Warren - który czasem nie może się powstrzymać od powiedzenia czegoś przy użyciu telepatii wszystkim członkom gildii, Laki - która jest trochę, a raczej mocno zwariowana. Daje bardzo dziwne nazwy czynnościom, na przykład ktoś nie idzie, czy porusza się wolno, tylko żółwiowo, Reedus - genialny malarz, namalował mój portret, na którym wyglądałam jak żywa! Utalentowany jak żaden inny artysta, no i jest jeszcze Vijeeter - tancerz, który w każdej chwili tańczy i tworzy jakieś tańce, albo dobre, albo głupie, albo zwariowane, co chcesz i nie chcesz. A i jest jeszcze Kinana, która pomaga Mirajane roznosić zamówienia. Najczęściej powtarzane słówko to "kina". Podobno kiedyś była zamieniona w węża, ale dzięki mistrzowi powróciła do swojej prawdziwej postaci. Są jeszcze te koty, Ekceedy czy jak im tam. Niebieski Happy - cały czas mnie wnerwia, czarny Lily - przypomina mi raczej pandę, a nie kota i strasznie uwielbia kiwi oraz biała kotka Carla - do wszystkich odnosi się z takim chłodem, umie przepowiadać przyszłość, miewa takie wizje czy coś takiego oraz jest sympatią Happy'iego, ale sama go widocznie nie cierpi, bo nim gardzi. Jest też jeszcze kilku innych członków, ale akurat nie ma ich w gildii, są misji czy coś.
Siedziałam właśnie przy stole razem z tą blondyną Lucy, co okazała się być nawet fajna i miła oraz potrafiła przywoływać Gwiezdne duchy, tym różowym narwańcem i pajacem Natsu, który był Ognistym Smoczym Zabójcą, z Erzą, tą kobietą-rycerz, która zajadała się sernikiem, chyba jest od nich uzależniona, a jej magia opierała się na przemianie zbroi, a do tego każdy w gildii sie jej bał, w tym ja. Wystarczyło jedno jej spojrzenie, aby przeszły mnie ciarki, a Natsu i Gray się uspokoili. No on też z nami siedział i rozpinał koszulę. Był magiem Lodowego Tworzenia i cierpiał na wzmożony ekshibicjonizm. Obok niego siedziała Juvia, która była dziewczyną od deszczu, zakochana do szaleństwa w Grayu, klejąca się do niego jak rzep do psiego ogona i obrzucająca mnie nienawistnym spojrzeniem, przy czym mruczała jeszcze pod nosem "rywalka w miłości", kiedy tylko przyglądałam się Grayowi próbując przypomnieć sobie skąd go znam. O kimś zapomniałam. Ah tak. był jeszcze ten przebrzydły, niebieski kocur, który latał nad naszymi głowami. Całkiem normalnie nienormalne grono w negatywnym i częściowo pozytywnym tego słowa znaczeniu. Chyba tylko ja i po części Lucy jesteśmy całkiem normalne w tej grupie. Po raz kolejny spojrzałam na Graya. Był już bez koszuli, która tuliła do siebie ta deszczowa kobieta. Czekaj, co on ma na szyi ? Ten naszyjnik... Czyżby to był... Nie, to niemożliwe!
- Co to za naszyjnik ? - spytałam go. Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Chodzi ci o ten - odparł i wziął go do ręki - Dostałem, a co ?
- Czy przypadkiem nie brakuje w nim czegoś ? - zapytałam zżerana przez ciekawość i zdumienie.
- Hę ? Co masz na myś... - urwał i przyjrzał mi się dokładnie. Juvia gotowała się ze złości obrzucając mnie nienawistnym spojrzeniem. Wokół niej zebrała się czarna aura, jednak my na to nie zwracaliśmy uwagi - Skąd wiesz ? - spytał. Wyciągnęłam swój naszyjnik. Oboje wstaliśmy i wpatrywaliśmy się w siebie zszokowani.
- Gray-kun ? - zapytałam.
- Eliza-chan ? - spytał mnie. Otworzyłam oczy ze zdumienia. Nie możliwe. To on ? Powinien mieć z dwadzieścia parę lat, a wyglądał na osiemnaście! Jakim cudem ?
- Niemożliwe! Jakim cudem ? Czemu wyglądasz na osiemnaście, a nie na dwadzieścia parę lat ? - spytałam.
- To długa historia - odparł - W skrócie, to utknęliśmy na siedem lat w czasie i tak wyszło...
- Czyli teraz ja jestem od ciebie starsza o... - zamyśliłam się chwilę - Hmm... Trzy lata. A pamiętasz o...?
- Czy ty podejrzewasz mnie o to, że zapomniałem ? - uśmiechnęłam się promiennie - To się nie zmieniło wca...
- Czy ktoś mi powie o co chodzi ?! - wrzasnął Natsu przerywają mu.
- Nie twoja sprawa napaleńcu! - odwarknął mu Gray
- Co żeś powiedział gołodupcu ?
- To co słyszałeś padalcu - i znów rzucili się na siebie rozpoczynając bójkę.
- Oni tak zawsze ? - spytałam.
- Tak - odparła Lucy.
- Trzysta sześćdziesiąt pięć przecinek dwieście czterdzieści dwa tysiące sto dziewięćdziesiąt dziewięć dni w roku, siedem dni w tygodniu, dwadzieścia cztery godziny na dobę, sześćdziesiąt minut w godzinie, sześćdziesiąt sekund w minucie, tysiąc milisekund w sekundzie, sto mikrosekund w milisekundzie, sto nanosekund w mikro...
- Stop! Stop! Stop! Zgubiłam się po sekundzie - przerwałam jej wpatrując się w nią z otwartą buzią i szeroko otwartymi oczami. Za dużo tych liczb! Cholera, po co mi wiedzieć ile jest milisekund w sekundzie albo na-coś-tam w ma-coś-tam. Skąd ona to wie ? Nawet ja o tym nie wiem, a ona ? Chyba miałam racje co to tej jej mądrości. Istna kujonka! Nie zdziwiłabym się jeśli wiedziała jaka jest piętnasta cyfra po przecinku liczby pi.
- Znasz piętnastą cyfrę po przecinku liczby pi ? - spytałam. Cholera, mogłam się ugryźć w język. Niebiesko włosa spojrzała na mnie i zaczęła wyliczać.
- Trzy przecinek jeden cztery jeden pięć dziewięć dwa sześć pięć trzy pięć osiem dziewięć siedem dziewięć trzy dwa trzy osiem cztery sześć dwa sześć cztery trzy trzy osiem trzy dwa siedem dziewięć pięć zero dwa osiem osiem... - wyliczała jeszcze dalej ale ja jej już nie słuchałam. Przestałam po pierwsze ósemce. W końcu chyba zauważyła, że jej nie słuchałam bo się uciszyła.
- Dobra, to ja spadam, bo jeszcze chcę poćwiczyć moją moc. Wolę uniknąć tych nie kontrolowanych wybuchów. Ja ne! - pożegnałam się z dziewczynami i wstałam. Swe kroki skierowałam do wyjścia lecz zostałam brutalnie odepchnięta w bok. To ta głupia Złotowłosa tak zawzięcie szła do baru, że mijając mnie potrąciła o wiele za mocno. Mój bark! Ał!
- A przepraszam to gdzie ? - zwróciłam się do niego - Kultura nie obowiązuje ?
- Hę ? Mówisz do mnie ? - spytał. On udaje, czy co ?
- A widzisz tu jakąś inną Złotowłosą ? - odparłam pytaniem na pytanie.
- Mówiłem, żebyś mnie tak nie nazywała! - oburzył się.
- A co zabronisz ? Z-Ł-O-T-O-W-Ł-O-S-A - nie mogłam się powstrzymać od przeliterowania tego przezwiska.
- Przestań, bo nie ręczę za siebie - zagroził. Podparłam się rękami po bokach i przechyliłam lekko głowę w bok. Przez chwilę tak się mu przyglądałam.
- Zrobisz mi coś ? - wskazałam palcem na moje prawe oko - A leci mi tu smok ? - spytałam ironicznie.
- Nie zaczynaj ze mn...
- To ty zaczynasz! - przerwałam mu.
- Kto się czubi ten się lubi! - znikąd pojawiła się Mira, która niosła jakieś zamówienia. Czy ona powiedziała, to co powiedziała ? Czy ona myśli, to co myśli ?
- Ja go nie lubię! - zaprzeczyłam.
- Co ty wymyślasz Mira - odparł wściekły blondyn.
- Ja tam swoje wiem - pokiwała palcem i uśmiechnęła się słodko do nas - Pasujecie do siebie. Tak słodko razem wyglądacie, gdy się kłócicie. Jeszcze lepiej wyglądaliście jakby bylibyście parą... KYAAA! Już to widzę... - no i zaczęła mamrotać coś o ślubie i dzieciach. Czy ona sądzi, że ja się z nim ożenię ? Że go kocham ? Chyba jej na mózg padło!
- Mira! Ja już mam kogoś kogo darzę takim uczuciem! - odparłam podniesionym tonem, zbyt podniesionym. Ta demoniczna swatka spojrzała na mnie zdziwiona lecz zaraz wydała jeszcze większy okrzyk "KYAAA!".
- Ah! Kto to ? Będzie zazdrosny ? Silny jest ? - dopytywała się - Będzie o ciebie walczył ? Ah! Jakie to byłoby piękne, jakby się o ciebie bili... - Aghh! Nie wytrzymam! Gotowałam się cała ze złości i zażenowania. Do niej nic nie docierało. Żadne zaprzeczenia, ani prośby.
- Jasny Holender! - zaklęłam - Złotowłosa! Pomóż mi przemówić jej do rozsądku! - wrzasnęłam na blondyna. Spojrzał na mnie unosząc brwi i patrząc jak na idiotkę - Co się tak ga...
- UWAGA! - wrzasnął różowo włosy, który leciał w naszą stronę. Nim w jakikolwiek sposób zareagowałam różowy wpadł na blondyna, który wpadł na mnie. Jakoś nie wylądowaliśmy na podłodze, ale jego usta spotkały się z moimi. Spojrzałam na niego przerażona i zaraz też odepchnęłam go od siebie. Cofnęłam się i zaczęłam pocierać usta i pluć. Cholera pocałowałam Złotowłosą! Blee! Nie możliwe! Mój pierwszy pocałunek skradła ta cholerna Złotowłosa. Blondyn nic sobie z tego nie robił, tylko uśmiechał się szyderczo. Nie wytrzymałam po raz kolejny i z całą zebraną w sobie furią podeszłam do niego. Nie spodziewał się tego, kiedy zamachnęłam się i z całej siły uderzyłam go prawym sierpowym w twarz. Odrzuciło go o dobre parę metrów. Za nim zdążył podnieść się dobrze z podłogi już byłam przy nim. Jeszcze nigdy w swoim życiu nie byłam tak wściekła.
- To było za to, że skradłeś mój pierwszy pocałunek, który był przeznaczony dla kogo innego - wycedziłam przez zęby - A to za to, że jesteś takim cholernym draniem - ponownie się zamachnęłam i uderzyłam go pięścią. Na pewno będzie miał podbite oko. Ponownie wylądował na podłodze, a ja wkurzona na maksa, z zadartą do góry głową i dostojnym krokiem wyszłam z gildii. Dopiero kiedy znalazłam się na zewnątrz emocje po części opadły, ale i tak pozostała ta wściekłość. Mój pierwszy pocałunek zarezerwowałam dla Graya, a nie dla tej przeklętej Złotowłosej - A niech go piorun jasny trafi -warknęłam zaciskając dłonie w pięści i tupiąc nogą. Jak na komendę w gildię uderzył piorun i usłyszałam okrzyki przerażenia i zdumienia oraz trzy głosy, które krzyczały "Nic ci nie jest Laxus-sama ?" i już wiedziałam, że po raz drugi oberwał piorunem. No, ale co ? Należało mu się. Tylko teraz lepiej będzie jeśli przez przynajmniej tydzień nie będę pokazywać się w gildii, bo mi się oberwie i to porządnie.
Obudził mnie jakiś hałas. Jęknęła i z trudem zwlokłam się z łóżka. Au! Jak mnie wszystko boli. Trochę przesadziłam z wczorajszym treningiem, no ale postępowałam według instrukcji zapisanych w książce i trochę za wiele od siebie wymogłam. Nie narzucając nic więcej na siebie, w czerwonej koszuli w kratę i koronkowych czarnych bokserkach udałam się w kierunku hałasu. Nie dość, że coś waliło w okno to jeszcze to pukanie do drzwi. Ktoś się mocno niecierpliwi. Najpierw poszłam otworzyć drzwi. Otworzyłam oczy ze zdumienia. Co tu robią Erza, Lucy, Gray i Wendy ?
- Ohayo Eliza! - przywitała się blondynka.
- Yyy... Co tu robicie ? - spytałam.
- A wpadliśmy cię odwiedzić - odparła Erza. Zaprosiłam ich do mieszkania. Kurde co mi tak w okno wali ? Podeszłam do niego i otworzyłam je.
- OHAYO! - przywitał mnie okrzyk tego narwańca, który wpadł do mieszkania razem z tym latającym kotem i oczywiście wylądowali na mnie.
- Hmm... Co to ? - mruknął Natsu i poczułam jak obmacuje mnie po biuście - Jakie miękkie...
- AAAAAAAA! - wrzasnęłam i brutalnie zepchnęłam go z siebie. Różowy wylądował na ścianie przy czym rozbił stolik, który stał nie daleko niej - JAK ŚMIESZ MNIE OBMACYWAĆ! - wydarłam się i zaraz spaliłam buraka.
- NATSU! - wrzasnęła Erza. Ta to ma głos. Spojrzała na niego morderczym wzrokiem, jeju, aż przeszły mnie ciarki normalnie. Nim ktokolwiek coś zrobił wykopała go przez okno w siną dal. Jak tak dalej pójdzie to całkowicie zdemolują mi dom! Wcześniej stolik, a teraz wybite okno. Najgorsze jednak było to, że przypomniałam sobie w co jestem ubrana. Jeszcze bardziej się zarumieniłam, no a Gray zrobił się czerwony na twarzy i zaraz odwrócił do mnie plecami. Szybko poderwałam się z podłogi i ruszyłam do pokoju.
- Rozgośćcie się - rzuciłam na odchodnym - Yyy... Czujcie się jak u siebie w domu! - wparowałam do pokoju jak burza. Szybko złapałam jakieś ciuchy z szafy i biegiem ruszyłam do łazienki. W tempie ekspresowym ubrałam się i uczesałam włosy. Splotłam je w kłosa i wyszłam z łazienki. Udałam się do kuchni i gdy tylko się tam znalazłam stanęłam jak skamieniała. Erza, Lucy, Gray i Wendy siedzieli przy stole, przy czym Erza jadła moje ulubione ciastko wiśniowe, Gray zajadał moje pistacjowo-miętowe lody, a Lucy i Wendy piły herbatę. Zaś Natsu, ciekawe kiedy wrócił, buszował w lodówce, a Happy siedział na blacie kuchennym i zajadał rybę. Pisnęłam, a oni spojrzeli na mnie.
- Co wy robicie ? Mówiąc "Czujcie się jak u siebie w domu", nie miałam na myśli lodówki! - krzyknęłam.
- Wybacz - odparła Erza odstawiając talerzyk z nadjedzonym ciastkiem. Spuściła głowę - Możesz mnie za to ukarać - powiedziała, na co ja otworzyłam oczy ze zdumienia.
- Yyy... Nie, nie! Nie mam zamiaru cię karać! - zaprzeczyłam machając rękami - Różowy wara od mojej lodówki! - podeszłam do niego i odepchnęłam go.
- Ale głodny jestem -mruknął. Hmm... Właściwie to nic się nie stanie jak i im zrobię coś do jedzenia.
- No to wara od lodówki, a ja coś upichcę! - warknęłam. Wow, posłusznie usiadł pomiędzy Lucy i Wendy przy stole, a ja zabrałam się za gotowanie. Zajrzałam do lodówki. Hmm... Co tu zrobić ? Dobra nie ma czasu na zastanawianie się. Wyciągnęłam z lodówki jajka, rybę - ku uciesze Happy'iego - i parę innych składników. Z szafki wyciągnęłam jeszcze ryż, a z drugiej garnek, patelnię i tym podobne. Zabrałam się za przyrządzanie śniadania. Byłam w swoim żywiole. Od małego uwielbiałam gotować i piec. Matka nauczyła mnie wszystkiego co potrafiła, a później sama się dokształcałam. Zapomniałam o bożym świecie, tak dałam się pochłonąć gotowaniu. W końcu skończyłam. Przygotowałam ryż, tamagoyaki, smażoną rybę, zupę miso, owoce - kiwi polane jogurtem oraz kilka rodzajów onigiri. Moje typowe śniadanie.
- Rilliana-san, pachnie smakowicie - odezwała się Wendy wdychając zapachy. Uśmiechnęłam się i postawiłam ostatni talerz na stole.
- Dziękuję. A teraz itadakimasu!
- Itadakimasu! - odparli. Natsu od razu rzucił się na jedzenie. Widać było, że mu smakowało.
- Pycha! - wykrzyknął z pełną buzią - Od dziś będę przychodził do ciebie! - spojrzałam na niego zdziwiona. Katem oka zauważyłam jak Gray się wścieka.
- Hn ? - mruknęłam.
- Świetnie gotujesz! Od dziś będziesz mi przygotowywać jedzenie! - czemu to zabrzmiało jak twierdzenie, anie pytanie ? Gray wściekł się, Erza zamknęła oczy, a z jej twarzy nie można było wyczytać żadnych emocji, Wendy i Lucy patrzyły zażenowane, a Natsu uśmiechał się szeroko jakby to było nic i zaraz powrócił do jedzenia.
- Czemu mam przeczucie, że zbankrutuję ? - mruknęłam sama do siebie. Z tego nie mogło wyniknąć nic dobrego. Po śniadaniu Gray ogłosił, że też będzie przychodził, a co za tym poszło to Lucy i Erza zrobiły to samo. Jęknęłam, a mogłam się sprzeciwić. Chcieli, abym poszła z nimi do gildii i byłabym tak zrobiła, gdybym sobie nie przypomniała wczorajszego incydentu. Szybko zrezygnowałam i wymigałam się treningiem. W końcu po wielu prośbach poszli. Uff... mam chwilę spokoju. Udałam się na tą polanę z sadzawką w lesie niedaleko stąd. Znów zajęłam się treningiem. Najpierw rozgrzewka i parę ćwiczeń rozciągających, a potem ćwiczenia wyciszające i medytacja. Nie minęła godzina, jak przyszedł Gray. Ciekawe jakim cudem mnie znalazł ?
- Co tu robisz ? - spytałam.
- Myślałem, że się ucieszysz na mój widok - odparł. Zarumieniłam się. Podszedł do mnie - Słuchaj! Ja nigdy nie zapomniałem o naszej obietnicy - wyciągnął dłoń i odgarnął mi niesforny kosmyk za ucho. Zarumieniłam się jeszcze bardziej, a jego spojrzenie jakby mnie hipnotyzowało - Nigdy! Byłaś, jesteś i będziesz najważniejsza dla mnie! Ai shiteru Eliza-chan... - wyszeptał i pochylił się zbliżając swoją twarz do mojej. Otworzyłam oczy zdumiona i lekko rozchyliłam usta. Nie zapomniał! Kochał mnie! Lekko musną moje usta swoimi. Zarzuciłam mu ręce na szyje, a on pocałował mnie już tym razem bardziej namiętnie. Czułam jakbym miała nogi z waty i jakbym miała zaraz upaść. Objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Jęknęłam, gdy przeniósł się z pocałunkami na moją szyje. Nigdy w swoim dotychczasowym życiu tak się nie czułam! To było takie nieziemskie uczucie. Oderwał się od mojej szyi tylko po to, aby znów wbić się w moje usta. Na pewno zaszłoby to trochę dalej, gdyby nie pewne uczucie. Coś mnie tknęło. Czułam się tak jakbyśmy byli przez kogoś obserwowani. Lekko odepchnęłam Graya od siebie. Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Coś jest nie tak... - wysapałam - Ktoś nas obserwuje... - otworzył oczy z przerażenia i wtedy to usłyszałam. Cichy szelest za plecami. Machinalnie spojrzałam do tyłu. Tam na pewno ktoś był. Zadziałałam instynktownie. Szybko wyrwałam się z objęć Graya i odwróciłam się we wypatrywanym kierunku. Zamknęłam oczy i skupiłam się. Przypomniałam sobie wczorajszy trening i udało mi się wyłapać czyjeś nikłe myśli. Nie opanowałam tego do końca, ale usłyszałam jakieś pojedyncze myśli jakiegoś typka, a raczej typeski.
"- Gray-sama... Juvia nie wierzy, że... Juvia nie pozwoli, żeby Gray-sama... Rywalka w miłości zapłaci za... Kocha Juvię... Juvia nie może pozwolić by... Rywalka Juvii w miłości musi... Juvia ją zniszczy za..." - i już wiedziałam kto to. To ta deszczowa kobieta. Otworzyłam oczy i spojrzałam na Graya.
- Deszczowa maniaczka musiała cię śledzić - szepnęłam.
- Juvia ? - spytał - JUVIA! - wrzasnął wściekły i zażenowany jednocześnie. Z krzaków wyszła podglądaczka, otoczona mroczną aurą i do tego obrzucająca mnie morderczym spojrzeniem. Odruchowo schowałam się za Grayem.
- Gray-sama... Juvia nie...
- Ile razy ci mówiłem, żebyś za mną nie łaziła! Przecież dość jasno się wyraziłem, że nie pasujemy do siebie! - kurcze on na prawdę się na nią wściekł. Jakoś tak zrobiło mi się lepiej, a lekki uśmiech zagościł na mojej twarzy. Juvia spojrzała na niego zdziwiona i smutna.
- Ale Gray-sama, Juvia cię kocha!
- A ja ciebie nie! I dla twojej świadomości powtórzę jeszcze raz! Nie kocham cię, bo już mam osobę, z którą chcę być! - przez chwilę stała jeszcze wpatrując się w nas zszokowana, by zaraz wybuchnąć głośnym szlochem i uciec stąd. Gray westchnął - Może w końcu da mi spokój - przytuliłam się do jego pleców.
- Kocham cię Gray - wyszeptałam. Odwrócił się i przytulił mnie mocniej. Staliśmy tak w swoich objęciach jeszcze parę minut, ale zaraz Gray powiedział, że może pomóc mi w treningu i tak rozpoczęło się moje mordercze szkolenie.
