CZĘŚĆ II

Miałam już wszystkiego po dziurki w nosie! Nie dość, że Juvia wygadała wszystko, to przez ostatnie dni przeżywałam codzienne naloty na mój dom, no ale sama jestem sobie winna. Mogłam im odmówić tego gotowania! Na szczęście dzisiaj na pomoc mi przyszedł Gray i obydwoje wywaliliśmy Natsu z mojego mieszkania. Co za upierdliwy narwaniec! Jak on może włazić oknem ? Przecież od tego są drzwi! No, ale z tego co mówiła Lucy, to do niej też wchodzi oknem. Przynajmniej Gray, ku zdziwieniu Lucy, która mówiła, że jak przychodzi do niej to wchodzi kominem, do mnie wchodził normalnie. Pomógł mi trochę w opanowaniu po części telepatii, trochę teleportacji, telekinezy, kriokinezy i aerokinezy, ale i tak musiałam się jeszcze sporo nauczyć. No a co do Juvii, to z tego co powiedziała Erza, wtedy jak uciekła od nas, to wparowała roztrzęsiona i z wielkim płaczem do gildii, od progu zalewając ją wodą. Dopiero dzięki rozmowie z Mirajane się uspokoiła, no ale też wygadała co i jak. Tak jak mówiłam też nie przychodziłam do gildii przez tydzień, a teraz to już całkiem bałam się wejść. Jeszcze mi brakowało rozmowy z Mirajane i tych jej głupich wyskoków, no ale obiecałam Grayowi, że przyjdę, poza tym obiecałam też, że wybiorę się z nim, Natsu, Lucy, Erzą i Happym na misję i nie mogłam nie przyjść.
Tak oto z wielkim trudem przyszłam do gildii. Przez chwilę wahałam się czy otworzyć drzwi czy nie, ale nawet tego nie zdążyłam zrobić, bo te zostały wyważone przez różowego narwańca i mojego chłopaka. Wróć, jakby nie patrzeć, to tak właściwie jesteśmy zaręczeni, no ale na razie nikt o tym jeszcze nie wie i tak ma pozostać, przynajmniej do pewnego momentu. Już drugi raz Natsu wylądował na mnie twarzą w moim biuście, a ja na ziemi. Spaliłam buraka, wrzasnęłam odpychając Barbie i szybko wstałam zakrywając biust rękami. Zaraz też Natsu został potraktowany magią Graya i wylądował parę metrów dalej na jakimś budynku.
-Natsu! Jeszcze raz, a oberwiesz mocniej, pierniku! - wrzasnął wściekły - Wszystko w początku ? - spytał podchodząc do mnie i pomagając mi wstać. Zarumieniłam się jeszcze bardziej. Weszliśmy do gildii i od razu uderzył w nas gwar, hałas i huk jaki panował w pomieszczeniu. Podeszliśmy do stolika gdzie siedziała Lucy pijąca swój szejk i Erza, która jadła sernik - Przynieść ci coś ? - zapytał Gray - Herbatę, sok, szejk truskawkowy ?
- Yhy... - kiwnęłam głową - Szejk wiśniowy, jak możesz - poprosiłam i usiadłam koło dziewczyn, a Gray poszedł po mój napój.
- Juvia nie kłamała, na prawdę jesteście razem ? - spytała Lucy.
- Tak - uśmiechnęłam się zarumieniona.
- Z tego co nam mówił, to znacie się od dzieciństwa - odparła Erza.
- Hai, mieszkałam w tej samej wiosce co on i razem się bawiliśmy. Zawsze mnie bronił i podnosił na duchu, ale parę dni przed tą tragedią wyjechałam i już go nie zobaczyłam, aż do tej pory. Poza tym obiecaliśmy sobie coś... - spuściłam głowę, kurcze mogłam tego nie mówić.
- Nani ? - dopytywała się Lucy. Odpowiedzieć czy nie? Oj tam raz kozia śmierć, powiem cześć prawdy, przecież prędzej czy później dowiedzą się reszty.
- Że... Że gdy... Że gdy ponownie się spotkamy... To... to... - kurcze na prawdę jest mi aż tak trudno to powiedzieć ? AGHHH! Nie wysłowię się!
- Będziemy razem - wyjaśnił Gray stawiając na stole mój napój i uśmiechając się do mnie. Zobaczyłam szok wypisany na twarzach dziewczyn.
- Na-nani ? - wydukały.
- To co słyszycie - odparł i usiadł przy mnie. Zaczął bawić się szklanką z moim napojem suwając ją po stole i zamieniając w kółko miejscami ze szklanką z napojem Lucy. Nastała niezręczna cisza. Nawet ja nie wiedziałam co powiedzieć, bo strasznie się zarumieniłam. Nie wiele myśląc złapałam pierwszą z brzegu szklankę z napojem i wypiłam połowę zawartości. Zaraz chwila... Ten smak... To TRUSKAWKI! Ja mam uczulenie na truskawki! AAAA! Wyplułam zawartość na stół i gwałtownie wstałam. Poczułam jak skóra zaczyna mnie swędzieć, robi mi się duszno i zaraz chyba zacznę kichać, zaś w moich oczach stanęły łzy.
- Nie... Nie... NIE!
- Eliza! Co się dzieje ? - spytał przerażony Gray. Zaraz też spojrzał na stół i szklankę z napojem - Tylko nie mów, że wypiłaś...
- Kuso! A PSIK! - kichnęłam głośno. Wraz z moim kichnięciem powstał silny podmuch wiatru, który po roztwierał wszystkie okna na oścież - A PSIK! Mam A PSIK! uczulenie A PSIK! na A PSIK! truskawki! A PSIK! - kichałam. Złapałam się za nos próbując powstrzymać kichanie, gdyż w gildii zapanował istny chaos.
- Co tu się wyrabia ?! - wrzasnął blondyn, który razem ze swoją drużyną wszedł akurat do budynku. Spojrzałam w jego stronę i nie potrafiłam już dłużej powstrzymywać mojego kichania.
- AA PSIKKKK! - kichnęłam tworząc potężny podmuch wiatru, który uderzył w nich z całą swoją mocą i wyrzucił z gildii. Poczułam jak upadam na podłogę i nie potrafię złapać powietrza. Dusiłam się. Traciłam kontakt z rzeczywistością. Jak przez jakąś mgłę widziałam ludzi pochylających się nade mną i Graya, który coś do mnie mówił. Zamknęłam oczy odpływając w nicość.

- Eliza! Eliza! Słyszysz mnie ?! - ktoś zawzięcie próbował się do mnie dowołać. Lekko uchyliłam oczy, by zaraz je zamknąć, bo poraziło mnie światło - Eliza!- Słyszę! - warknęłam - Przecież nie umarłam! - burknęłam, czekaj chwila, a co jeśli ja...
- Żyjesz! A tak się bałem, że cię straciłem - poczułam jak ktoś mnie podnosi do pozycji siedzącej i przytula. Otworzyłam oczy. To Gray mnie przytulał, zaś wokół nas zgromadziło się sporo osób. Czy ja siedziałam na podłodze ? Chwilka, momencik. Ostatnie co pamiętam, to to że brakowało mi oddechu i jak upadłam na podłogę. Czyli, że musiało minąć dopiero parę minut - A to wszystko moja wina, gdybym nie zamienił tych szklanek nic by się nie stało. Dobrze, że Wendy szybko zareagowała i cię uleczyła. Gdyby nie to, ja...
- Oh! Zamknij się! - przerwałam jego wypowiedź. Odsunął się lekko ode mnie i spojrzał w oczy - Nic mi nie jest, więc się już nie zadręczaj. Jeszcze raz coś takiego powiesz, a nie wytrzymam i wykonam moją specjalna technikę... - zagroziłam. Uśmiechnął się, a ja przytuliłam się do niego.
- Khy! Khy! - usłyszeliśmy nad nami. Oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy w górę. Wokół nas byli prawie wszyscy członkowie gildii. Kuso! Zapomniałam! A niech to jasny, ciasny dunder świśnie! Spaliłam cegłę.
- Kyaa! - rozległ się krzyk Miry - Już to widzę... - ja pierdzielę, czy ona nigdy nie przestanie gadać o ślubie i dzieciach ? To już się robi nudne... I upierdliwe... I... I jeszcze jakieś tam! Chciałam stąd zwiać i to jak najszybciej! AGHH! Gdybym tylko mogła się telepor... Czekaj chwila przecież mogę. Nie, nie przeniosę się... Nie dam rady... Nie próbowałam przenosić się tak daleko. Za zwyczaj były to tylko parę metrów, a nie kilometrów! Poza tym nie próbowałam jeszcze wykonywać teleportacji z kimś. Spojrzałam na Graya, który patrzył na mnie błagalnym spojrzeniem, jakby chciał powiedzieć "Zrób coś! Zabierz nas stąd! Wiem, że potrafisz.". Uśmiechnęłam się. Postanowiłam, spróbuję. Przysunęłam się do niego i wzięłam go za rękę. Zamknęłam oczy wyobrażając sobie to nasze miejsce w lesie i skupiłam się. Poczułam jak coś ściska mi żołądek i jak ląduje w krzakach. Jęknęłam, cholera! Muszę nad tym popracować, bo znów wyląduję tam gdzie nie chciałam. Jakoś wygramoliłam się z tych głupich zarośli.
- Ał! - wyjąkał Gray wychodząc z krzaków. Nieźle się podrapał, poza tym znów zgubił gdzieś swoją koszulę. Nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać. Spojrzał na mnie zdziwiony - Co się stało ?
- Hahaha... Masz... Hahaha... Liście... Hahaha... We... Hahaha... Włosach... Hahaha... I twarz... Hahaha... W ziemi... - złapałam się za brzuch. Jeszcze nigdy się tak nie czułam. Nie dość, że mnie rozśmieszył, to czułam się szczęśliwa i bezpieczna przy nim.
- Ty też nie wyglądasz lepiej - mruknął zaczerwieniony, chyba ze wstydu i zaczął wyciągać liście z włosów, a ja dalej się śmiałam. Nagle coś poczułam. Coś zimnego na nosie. Co to ? Śnieg ? W środku lata ?
- Co jest ? - odparłam - Jakim cudem pada śnieg ?
- Nie jestem pewien, ale to chyba ty to sprawiłaś... - opowiedział Gray.
- Ja ? - otworzyłam oczy ze zdumienia.
- Jak się teraz czujesz ? - zapytał.
- Jestem szczęśliwa... - odparłam - Chwila, w tej drugiej książce pisało, że to może wywołać śnieg... - uśmiechnęłam się.
- Widzisz, jesteś niesamowita. Kocham cię - podszedł od mnie i przytulił mnie całując w czoło. Przytuliłam się do niego.
- Uuuu... Aż się wzruszyłem... - usłyszeliśmy czyjś głos i klaskanie. Spojrzeliśmy w stronę, z której dochodził. W naszą stronę szedł wysoki chłopak. Mógł mieć tak na oko dwadzieścia sześć... Może siedem lat. Jego długie, czarne włosy związane były w kucyk. Najbardziej przeraziły mnie jego oczy, widziałam w nich szaleństwo, pragnienie władzy i bezwzględność. Ponadto lewe oko miał niebieskie, zaś prawe czerwone. Jego czarny płaszcz łomotał na wietrze, który nie wiadomo kiedy się zerwał. Na plecach zaś miał metalową włócznię. Uśmiechał się jak wariat, którym za pewne był. Na prawdę gość mnie przerażał, takiego to tylko na leczenie wysłać - Wybaczcie, że będę musiał to przerwać kuzynie, ale ona będzie moja...
- NANI ?! - wrzasnęliśmy oboje. Kuzyn Graya ? WTH ?! Przecież...
- Jesteś moim kuzynem ? - spytał zszokowany Gray.
- To ty nic nie wiesz ? - zdziwił się - Oh, czyli twoi rodzice ci nic nie powiedzieli ? A właśnie gdzie oni są, bo jakoś nie mogłem ich namierzyć...
- Kim ty jesteś ? - spytałam. Spojrzał na mnie. Dobra mogłam trzymać język za zębami.
- Tatsugaya Fullbuster, Elizabeth Redriver, ostatnia członkini rodu Redriver i moja nadziejo na władzę nad światem - odparł zanosząc się szaleńczym śmiechem - Na prawdę o mnie nie wiesz Gray ? Przecież już raz się spotkaliśmy, jak miałeś sześć lat, byłem u ciebie na wakacjach. Teraz sobie przypominasz ? Grayuś - zaszydził. Gray opuścił głowę, by po chwili ją podnieść i obrzucić Tatsu... Tetsu... Kurcze jak on miał na imię ? Oj, tego szaleńca nienawistnym spojrzeniem.
- Ty ... Tatsugaya ...
- O! Pamiętasz mnie! - ucieszył się fałszywie - A teraz może wyjaśnię ci parę spraw, bo widzę, że o niczym nie wiesz. Ta tutaj pochodzi z pradawnego rodu Redriver i jest naszym wrogiem. Wiesz jaką posiada moc ? W jej żyłach płynie krew pradawnych istot, jednorożców - Gray spojrzał na mnie zszokowany jakby nie wierzył w to co słyszy, jakby czekał aż zaprzeczę to co mówi ten wariat. Spuściłam głowę i zamknęłam oczy. To co mówił to była prawda. Nikt nie miał się o niej dowiedzieć, nawet Gray - Co nie wiedziałeś ? Wiesz jaką moc i siłę można otrzymać po wypiciu jej krwi ? Nie dasz rady sobie tego wyobrazić! Dzięki niej zdobędę władzę, o jakiej od dawna marzyłem. Nie, nawet mnie nie powstrzymasz. Wybacz byłeś pierwszy, ale to ja zgarnę tą moc. A tak przy okazji, to ty nie masz już prawa nazywać się Fullbuster. Nie masz prawa nazywać się członkiem naszego rodu! - powiedział obrzucają go pogardliwym spojrzeniem - Splamiłeś honor rodziny zakochując się w niej. Moim zadaniem jest ciebie zabić za ten czyn, ale nie zrobię tego, wystarczy mi ona... - wskazał na mnie i jakimś cudem znalazł się przy mnie odpychając Graya, który upadł na ziemię. Sparaliżowało mnie. Wpatrywałam się w niego przerażona. Nie wiedziałam co robić. To jego spojrzenie... Bałam się ruszyć.
- Zostaw ją! - wrzasnął Gray - Gówno mnie obchodzi kim jestem, skąd pochodzę! Nie wiem czy mówisz prawdę, czy kłamiesz, ale mam to w nosie! Nie pozwolę ci jej skrzywdzić!
- Tak chcesz pogrywać ? Właściwie co mi szkodzi, mogę cię zabić - wzruszył ramionami. Odwrócił się w stronę Graya i zdjął z pleców swoją włócznię. Zakręcił nią trochę na głową i stanął w bojowej pozie.
- Lodowe Tworzenie: Eskalibur! - Gray stworzył lodowy miecz.
- O widzę, że nie próżnowałeś i nauczyłeś się rodowej magii, tyle, że ona na nic się zda przy mojej Mrocznej Zabójczyni. Podmiana: Kosa Boga Śmierci! - zmienił swoją włócznię w wielką kosę. Wzdrygnęłam się. Gray ruszył na niego, ten zamachnął się tylko swoją kosą. Wszystko potoczyło się jak w spowolnionym filmie. Zobaczyłam jak obie bronie zderzają się ze sobą, by po chwili lodowy miecz Graya rozsypał się na kawałki, a on sam został raniony kosą w brzuch. Poleciał na ziemię, a wokół niego zaczęła tworzyć się coraz większa kałuża krwi. Wrzasnęłam przerażona, w moich oczach pojawiły sie łzy. Upadłam na kolana szlochają. Ten Tetsagaya, czy jak mu tam, zaniósł się szaleńczym śmiechem i zaraz podszedł do mnie. Złapał mnie za ramię podnosząc do góry.
- Zostaw ją... - usłyszałam cichy głos Graya. Kaszlnął plując krwią.
- Za późno... Teraz już ona jak i świat należą do mnie - zadziałałam instynktownie. Zacisnęłam dłoń w pięść i uderzyłam tego szaleńca w brzuch. Puścił mnie i zaklął - Ty suko! - wrzasnął i uderzył mnie w twarz. Poczułam jak upadam na ziemię i uderzam głową w coś twardego. Potem nie czułam już nic. W głowie miałam tylko widok umierającego Graya, a potem ciemność.

Obudziłam się w jakimś ciemnym pomieszczeniu, chyba w jakimś lochu. Leżałam na zimnej posadzce związana jakimiś sznurami. Teraz już nic się dla mnie nie liczyło. Gray prawdopodobnie nie żył, a ja też za pewne nie długo pożegnam się z życiem. Nie wiem ile minęło czasu, ale miałam to w nosie. Nikt mnie nie uratuje i tak. Nie będą wiedzieli. Za nim znajdą Graya wszystko się skończy... Więc po co walczyć ? Po co ? I tak nie ma nadziei... Nagle usłyszałam jakiś głos. Rozejrzałam się, ale nikogo nie widziałam. "Ty się nigdy nie poddajesz, co Eliza-chan ? I właśnie za to cię lubię. Bądź taka na zawsze, nie poddawaj się mimo przeciwności losu, dobrze ?" Gray ? Nie, to tylko wspomnienie... Ale, on ma rację! Nie poddam się, nie za bardzo wiem, o co chodzi z tą moją mocą, ale nie oddam się bez walki! Wtem usłyszałam zgrzyt zamka i ktoś wszedł do pomieszczenia.
- O widzę, że się obudziłaś. Mocno uderzyłaś o ten korzeń, bo minęły trzy dni i się nie budziłaś - czyli byłam nieprzytomna, aż trzy dni ? Muszę się jakoś uwolnić. Może zdziałam coś moją mocą, chyba nie po to się uczyłam tyle - Nawet nie próbuj używać magii, bo ci się nie uda. To specjalne sznury. Niwelują wszelką magię. A tak przy okazji, to ten twój kochaś nie żyje, więc teraz należysz do mnie i nic nie możesz zrobić - uśmiechnął się szyderczo. Gray nie żyje ? Nie żyje ? Nie! Nie!
- NIE! - wrzasnęłam zalewając się łzami i mocują ze sznurami - To nie prawda!
- Prawda, a teraz dasz mi moc, której tak pragnąłem - złapał mnie za bluzę i podniósł do góry. Za bolało. Nie minęło parę sekund jak przerzucił mnie przez ramię i wyszedł wynosząc mnie z lochu. Nie wiem, gdzie mnie niósł, ale straciłam wszelkie chęci do walki. Trzymał mnie w żelaznym uścisku, więc nie mogłam się nawet ruszyć. Łzy spływały mi po policzkach. Nawet nie patrzyłam gdzie idziemy. W końcu zatrzymał się przed jakimiś drzwiami, które otworzył z kopniaka. Po chwili leżałam na jakimś prowizorycznym łóżku. Rozwiązał mnie, by szybko przywiązać do tego łóżka. Nawet nie miałam czasu jakoś zareagować, by się uwolnić. Moja lewa ręka zwisała poza łóżkiem. Nie wiem co chciał zrobić, ale gdy skończył ze związywaniem mnie, podszedł do stołu, który stał nie opodal. Wrócił z nożem i jakimś naczyniem. Spojrzałam na niego przerażona.
- Co ty... - wyszeptałam przestraszona.
- Co ja chcę zrobić ? - spytał - Chcę twojej krwi. Twoja krew ma potężną moc, bo zmieszana jest z krwią jednorożców, Opiekunko tych sworzeń. Jeśli ją wypiję nic mnie nie powstrzyma. Nikt nie będzie mógł się ze mną równać! - rozciął skórę na moim nadgarstku i podstawił naczynie, do którego zaczęła skapywać moja krew. Zapiekło mnie, a raczej zabolało. Zacisnęłam zęby, żeby nie krzyknąć. Zaśmiał się. Wtem usłyszeliśmy jakiś huk, wybuch, krzyk, wszystko się zatrzęsło - Co jest ? Nie mówcie mi, że oni... Phi! Teraz mogą mi podskoczyć. Mam to czego chciałem. Zabrał naczynie i podniósł do ust. Zaczął pić, a ja odwróciła głowę nie chcąc na to patrzeć. Nagle drzwi zostały wyważone i ktoś wbiegł, a raczej wpadł jak burza do pomieszczenia. Spojrzałam w tym kierunku i otworzyłam oczy zszokowana. Gray... On żyje... Ale nie tylko on był. Obok niego był jeszcze ten różowy narwaniec Natsu, Tytania Erza, upierdliwy kocur Happy, ta słodka dziewczynka Wendy, której tyle razy zawdzięczałam życie, ta jej kotka Carla oraz ten Żelazny Smoczy Zabójca Gajeel.
- Eliza! - krzyknął Gray. Uśmiechnęłam się słabo.
- Co ? To nie możliwe! Przecież nie mogłeś przeżyć! - wrzasnął Tatsu-coś-tam-dalej - Chociaż teraz to się nie liczy, bo posiadłem tą moc! Nie macie ze mną szans! - zaśmiał się jak szaleniec. W jednej chwili wszystko pociemniało, a cienie zaczęły kłębić się wokół niego.
- Zapłacisz za to co zrobiłeś naszej siostrze! - odparła Erza.
- Zapłacisz za skrzywdzenie Elizy!- dodał Gray.
- Ale się napaliłem! - wrzasnął Natsu - Zaraz skopię ci tyłek! - rzucił się na niego zapalając ogniem pięści. Zaraz też dołączył do niego Gajeel, Erza i Gray. Chociaż ich była czwórka, a z tego co wiem byli nawet silni, to i tak ten wariat znacznie ich przewyższał. Ciemność była na każde jego skinienie, mógł z nią robić co chciał. Tworzyć cieniste bicze, liny, które oplatywały kostki i rzucały ich na ściany. Chociaż przewyższał ich siłą, to i tak żadne z nich się nie poddawało. Dopadło ich jakieś szaleństwo. Chociaż byli na straconej pozycji, to ich szał bojowy nie pozwalał się im poddać. W tym czasie, gdy oni walczyli z Tatsu-coś-tam-dalej, Wendy uwolniła mnie z więzów i wzięła się za leczenie rozciętego nadgarstka. Jednak ja ją powstrzymałam. Nie pokonają go, gdyż posiadł siłę, którą dawał moja krew. Był tylko jeden sposób.
- Eliza-san, już i tak straciłaś dużo krwi, chcesz się... - zaczęła niebiesko włosa.
- Nie - przerwałam jej i wstałam. Zachwiałam się, ale jakoś złapałam równowagę. Zrobiłam krok do przodu. Musiałam jakoś podejść do Graya. Akurat jego kuzyn odepchnął go swoją mocą, tak, że Gray wylądował z hukiem przede mną. Podniósł się do pozycji siedzącej. Upadłam przy nim na kolana i wyciągnęłam w jego stronę rękę z rozciętym nadgarstkiem, z którego jeszcze płynęła krew. Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Co ..
- Pij - przerwałam mu - To jedyny sposób. Musisz stać się tak silny jak on. Musisz mieć tą samą moc, którą on otrzymał.
- Ale...
- Mówię ci pij! - rozkazałam. Zacisnęłam zęby, bo czułam, że zaraz nie wytrzymam i zemdleję. Niepewnie wziął moją rękę i spojrzał na mnie trochę przestraszony i niezdecydowany. Przez moment się wahał, ale widząc moje spojrzenie przyłożył usta do rany i zaczął ssać. Po chwili oderwał się i otarł usta dłonią krzywiąc się. Wyczułam, że się zmienił. Wstał pewniejszy siebie i swojej siły. Teraz gdy na niego patrzyłam, wiedziałam, że wygra. Przepełniała go jeszcze większa moc i siła niż Tatsu-jakoś-tam. Powietrze zrobiło się zimne. Gray ruszył w stronę walczących. Tam gdzie postawił nogę, posadzka pokrywała się lodem.
- Natsu, Erza, Gajeel... Odsuńcie się! - powiedział donośnym głosem.
- Nani ?! O czym ty mówisz ?! - wrzasnął Natsu, przez to, że odwrócił wzrok od przeciwnika oberwał i poleciał na ścianę.
- Proszę was, to sprawa między nami...
- Myślisz, że mnie pokonasz ? - zaśmiał się jego kuzyn - Zapomniałeś, że wypiłem jej krew ?
- Ja też to zrobiłem - odparł Gray.
- Co ? Nie mów mi, że... - spojrzał na niego przestraszony, jednak zaraz się opanował i zaśmiał - I tak mnie nie pokonasz! Mam jeszcze coś, czego tobie brakuje! - nagle zaczął się zmieniać. Otoczył go dziwny blask, a gdy znikł zamiast niego stał potężny dwumetrowy wilkołak o brązowo-szarej sierści - Jestem Zmiennokształtnym, a ty nie posiadasz tej mocy, nie odziedziczyłeś jej! MUAHAHA! - zaśmiał się przeraźliwie - Zobaczmy do kogo należy ostatnia z rodu. Komu jest przeznaczona jej moc. Kto będzie jej panem. Ty czy ja! - rzucił się na Graya. Ten uniknął ataku. Walczyli nie tylko magią, chociaż widziałam, że moc Graya jest silniejsza, że to on wygra.
- Nie pozwolę ci jej skrzywdzić! - krzyknął Gray uderzając swojego przeciwnika pięścią w brzuch i sprawiając, że miejsce uderzenia pokryło się lodem - Nie skrzywdzisz jej po raz kolejny! - znów go uderzył, tym razem w pysk - Nie skrzywdzisz mojej Iinazuke! Nie skrzywdzisz mojej ukochanej! Nie pozwolę Ci! - wyciągnął ręce krzyżując je. Wokół niego zaczął tworzyć się wir. Lodowe kryształki wirowały coraz to szybciej. Gray rozłożył ręce, by po chwili znów je skrzyżować - Lodowe Tworzenie: Igły! - lodowe kryształki zmieniły się w cienkie igły, które poszybowały w stronę wilkołaka wbijając się w jego ciało i odrzucając go w stronę ściany. Gray ponownie rozłożył ręce i znów wokół niego zebrały się kryształki lodu. Ponownie skrzyżował dłonie - Lodowe tworzenie: Ostre Kolce! - na ścianie utworzyły się lodowe kolce. Tatsu-jakoś-tam wpadł na nie. Ostre kolce przebiły jego ciało. Zmienił się, znów był człowiekiem. Z jego ran zaczęła sączyć się krew. Zakaszlał plując szkarłatną krwią.
- Nie możesz wygrać... - wyszeptał - Nie pokonasz mnie... Khy! Khy! Jestem od ciebie silniejszy... Khy! Khy! Jakim cudem ty... Khy! khy! Masz większą moc... - zakaszlał plując krwią. Ja też tego nie rozumiałam
- Żegnaj, Tatsugaya... - wyszeptał Gray. Wyciągnął prawą rękę w jego stronę - To było za to, że prawie mnie zabiłeś, a to będzie za to, że ją skrzywdziłeś... Lodowe Tworzenie: Włócznia! - stworzył lodową włócznię, która poszybowała w stronę Tatsu-jakoś-tam i przebiła jego pierś. Ten kaszlnął i wyszeptał tylko: "Ja nie mogę umrzeć..." i zamknął oczy wydając ostatnie tchnienie. Gray odwrócił się w moją stronę i spojrzał na mnie zmartwionym i zmęczonym spojrzeniem. Zaraz też znalazł się przy mnie upadając na kolana i przytulając. Wtuliłam się w niego, a w oczach stanęły mi łzy. Lekko odsunęłam się od niego i spojrzałam mu w oczy. Uśmiechnęłam się, a on pochylił się i pocałował mnie. Oddałam mu pocałunek. Czas jakby nagle stanął w miejscu. Liczyliśmy się tylko my i nic więcej. Oderwaliśmy się od siebie łapiąc powietrze i patrząc sobie w oczy. Gray oparł swoje czoło o moje i wziął moją twarz w dłonie ocierając kciukami łzy - Przysięgam ci. Już nikt z mojej rodziny cię nie skrzywdzi. Nie pozwolę na to - wyszeptał. Poczułam się szczęśliwa i bezpieczna przy nim. Moglibyśmy tak trwać wiecznie, gdyby nie pewno małe "Khy! Khy!". Obydwoje spojrzeliśmy w stronę, z której dochodził głos. Stali tam Natsu, który patrzył na nas zdziwionym i nic nie rozumiejącym spojrzeniem, Gajeel, którego tak właściwie to nie obchodziło, Erza, która lekko się zarumieniła i spojrzała na nas znaczącym spojrzeniem, i Wendy, która patrzyła gdzieś w bok onieśmielona, a nad nimi unosili się Carla, która mruczała pod nosem chyba, że nie mają gdzie i w jakim miejscu się całować, i Happy, który trzymał się łapkami za policzki i mamrotał: "Oni się luuuuuubią!" Zarumieniłam się.
- Skoro wszystko już jest dobrze... - zaczęła Erza - To może wracajmy.
- Yhy... - lekko kiwnęłam głową. Gray podniósł się i pomógł mi wstać, jednak ja była zbyt zmęczona tym wszystkim i do tego jeszcze "leciutko" wyczerpana, przez co zachwiałam się i byłabym zaliczyła bliskie spotkanie trzeciego stopnia z podłogą, gdyby nie Gray.
- Może tak będzie lepiej ? - spytał i wziął mnie na ręce w ślubnym stylu. Zarumieniłam się jeszcze bardziej. Wyszliśmy z pomieszczenia, no raczej to oni wyszli, bo ja zostałam wyniesiona przez Graya. Uśmiechnęłam się lekko i oparłam głowę o jego klatkę piersiową. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Przyśnił mi się taki piękny sen. Mój i Graya ślub...