Obudziłam się jak wchodzili do gildii. Najpierw zrobiło się cicho, by zaraz podniósł się taki wrzask, pisk i okrzyk szczęścia.
- Moje uszy tego nie wytrzymają - mruknęłam.
- Obudziłaś się - odparł Gray. Spojrzałam mu w oczy.
- Ten hałas obudziłby umarłych, a ja nie chcę inwazji zombie...
- Chyba powinniśmy coś ogłosić, co nie ? - spytał stawiając mnie na podłodze. Kiwnęłam głowa - CISZA! PROSZĘ O UWAGĘ! - wrzasnął na całe gardło Gray. Ja pierdykam, ale ma głos, aż skrzywiłam się i złapałam za uszy. Zaraz mi bębenki popękają - Gomen - wymamrotał i zaśmiał się chyba z mojej miny. W gildii zapanowała cisza, wszyscy wpatrywali się w nas. Zarumieniłam się, bo nie lubiłam być w takim centrum zainteresowania, no ale sytuacja tego akurat wymagała. Myślałam, że po prostu im powie, ale tego akurat się nie spodziewałam. Gray sięgnął do kieszeni w spodniach i wyjął małe niebieskie pudełeczko i przyklęknął przede mną na kolano. Usłyszałam piski co, nie których dziewczyn. Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia na widok srebrnego pierścionka z szafirem.
- Ale przecież... - zaczęłam, ale nie dane było mi skończyć.
- Tak wiem, że obiecaliśmy sobie to w dzieciństwie i niby już jesteśmy zaręczeni, ale chciałbym, żeby to było jak należy - spojrzał mi w oczy - Elizabeth Redriver, wyjdziesz za mnie ?
- TAK! - wrzasnęłam i po prostu rzuciłam mu się na szyję. Oboje wylądowaliśmy na podłodze. To jest najszczęśliwsza chwila mojego życia. Nie spodziewałam się, że to uczyni. Łzy szczęścia popłynęły mi z oczu. Jakoś podnieśliśmy się do pozycji siedzącej. Zaraz też inni członkowie zaczęli bić brawo, krzyczeć i życząc nam szczęścia oraz wiwatować.
- CO TO ZA HAŁASY! - usłyszałam czyjś głos. Oboje z Grayem spojrzeliśmy w stronę, z której dochodził. W drzwiach stała Złotowłosa wraz ze swoją grupą niedźwiadków - I czemu pada śnieg w środku lata i to jeszcze w środku budynku ? - spytał tym swoim gburowatym tonem. Dopiero też wszyscy spostrzegli, że lecą delikatne śnieżynki osadzając się na krzesłach stołach, ogólnie na wszystkim. Razem z Grayem podnieśliśmy się z podłogi. W między czasie mój narzeczony, bosz jak to fajnie brzmi, założył mi pierścionek na palec. Pasował idealnie. Dobra muszę wyjaśnić to i owo.
- To ja - odparłam cicho. Każdy spojrzał na mnie nic nie rozumiejąc. Gray uśmiechnął się, wiedział o co kaman - Jestem szczęśliwa, a to wpływa na to, że pada śnieg - wyjaśniłam.
- Hę ? - spytał blondyn patrząc na mnie nic nie rozumiejąc. Bosz... Co za tępak!
- Ręce opadają do samej ziemi - mruknęłam zwieszając je teatralnie - Ty naprawdę jesteś głuchy, czy co ? Mówiłam, że to ja robię. Nie kontroluję tego jeszcze za dobrze. Po prostu moje emocje, uczucia, odruchy wpływają na pogodę - zwróciłam się do Złotowłosej - Gdy jestem zła, wściekła strzelają pioruny, gdy płaczę pada deszcz, gdy kicham tworzą się podmuchy wiatru, albo gdy jestem przerażona lub czegoś się boje też wieje wiatr, zaś gdy jestem szczęśliwa pada śnieg. Czaisz bazę, czy nadal nic nie kumasz Złotowłosa ? - spytałam, co jak co, ale dziś mi nie popsuje humoru.
- Mówiłem, żebyś nie nazywała mnie Złotowłosa, Krasnoludku! - szybkim krokiem podszedł do mnie. Krasnoludek ?
- Nie jestem Krasnoludkiem! - wrzasnęłam. Dobra, miliłam się. Jednak mi psuje dobry humor.
- Jesteś mała, nie sięgasz mi nawet do podbródka, a do tego masz czerwone włosy. Istny Krasnal - uśmiechnął się złośliwie. No tak, ja mu się odpłacę pięknym za nadobne...
- NIE JESTEM MAŁA! - wrzasnęłam - Mała to jest twoja pała! Ja jestem duża! - warknęłam - Jak będziesz miał dziewczynę, to sobie do niej mów "mała", a ode mnie się odwal, bo nie ręczę za siebie! - zdębiał, chyba nie spodziewał się takiej riposty z mojej strony. Tak, ja taki mistrz ciętej riposty...!
- Oni się luuuuubią! - rozległo się ponad naszymi głowami. Happy! Jak ja nie cierpię tego KOCURZYSKA!
- Kyaaa! - pisnęła ta Demoniczna Barmanka, Mira - Szykuje się trójkącik...
- Urusai Mira! - zwróciłam się do niej - Ja go nie lubię i nigdy nie polubię! Poza tym, ja jestem ZARĘCZONA! I nic tego nie zmieni! - złapałam Graya za rękę - Chodź stąd, bo nie wytrzymam i zaraz komuś się oberwie! - pociągnęłam go w stronę drzwi wymijając Złotowłosą. Udaliśmy się do mojego domu. Co jak co, ale chciałam uspokoić się i odpocząć od tego wszystkiego.
~~parę tygodni później~~
Od rana panowało niezłe zamieszanie. Tak dzisiaj ten dzień. Wielki dzień! Mój i Graya ślub. Nad wszystkim czuwała Erza i Mirajane. Obydwie od samego początku zadeklarowały, że to one wszystko przygotują, a ja nawet nie miałam nic do powiedzenia. Urwanie głowy z nimi. Co mnie jednak ucieszyło, to to, że tydzień przed ślubem w końcu pogodziłam się z Juvią! Tak! Z nią! Hip hip hura! Jakoś się udało. Od dnia zaręczyn robiła mi cały czas na złość. Najczęściej to przez przypadek byłam oblewana wodą, no ale jakoś to znosiłam, ale w końcu miałam tego wszystkiego dość. Pogadałyśmy poważnie i wszystko zostało wyjaśnione. W końcu zrozumiała, że nie miała szans, a co więcej to okazało się, taa... Raczej sama doszła do wniosku, że to było tylko zauroczenie. Odetchnęłam z ulgą, że to się skończyło, a co do Laxusa, to zawiesiliśmy nasz topór wojenny, co więcej stał się moim starszym bratem. A to wszystko dzięki Mirajane, Natsu, Lucy, Freedowi i Erzie, no bez wiedzy Graya, bo ten by się nie zgodził na to co oni wymyślili. Podczas naszej kolejnej kłótni, która mało co nie doprowadziła do kolejnej walki, zostaliśmy wepchnięci do magazynku i tam zamknięci. Nie pomogły groźby i krzyki. Nawet drzwi się nie dało rozwalić, ani nie mogłam użyć teleportacji, bo Freed założył runy i mieliśmy tam tak siedzieć dopóki się nie pogodzimy. W końcu po kilku godzinach zaczęliśmy rozmowę. Najpierw jakoś słabo to szło, ale później było już lepiej. Zaczęliśmy nawet żartować. Całkiem wiele mieliśmy ze sobą wspólnego, no a jak dla żartów nazwałam wtedy Laxusa, tak czasem już mówię mu po imieniu, onii-san, to tak zostało. Nawet się sam zgodził, żebym tak do niego mówiła. Nawet już się tak nie wścieka jak nazwę go Złotowłosa, raz się nawet zaczął z tego śmiać! SZOK! Totalny SZOK! Wieczorem, gdy wrócił Gray, był na jakiejś misji, zleconej przez mistrza, to najpierw się trochę powściekał, ale uspokoił się i już nie drążył tematu, chociaż nie za bardzo pasowało mu to, że Laxus stał się moim bratem. No, ale teraz wszystko układało się dobrze. Wyjaśniały się też jeszcze dwie sprawy. Pierwsza to czemu Gray okazał się silniejszy od swojego kuzyna. Chodziło o to w jaki sposób pozyskali moją krew. Tatsu-jakoś-tam, nadal nie pamiętam jego imienia, uzyskał ją siłą, przemocą, bez mojej zgody, a Grayowi pozwoliłam, a raczej nakazałam się napić. To też zgubiło jego kuzyna, bo krew uzyskana bez mojej zgody dawała słabszą moc niż ta otrzymana za moją zgodą. Jednak efekt nie trwał wiecznie i po kilku godzinach osłabł, aż w końcu zniknął. Nigdy bym nie pomyślała, że to może mieć aż taki wpływ i przeważy szalę zwycięstwa na naszą korzyść i uratuje nas. Zaś druga sprawa to jakim cudem Gray przeżył. Po prostu Carla miała wizję i dzięki niej szybko znaleźli Graya i udało się Wendy go uzdrowić. Potem już pomogła Cana i jej magia kart, dzięki czemu zdobyli miejsce lokalizacji siedziby kuzyna Graya.
- Eliza, mówiłam, że byś się nie ruszała, bo moja praca nad twoim makijażem pójdzie na marne - skarciła mnie Lucy.
- Hai, hai - mruknęłam. Ta pociągnęła jeszcze raz tuszem moje rzęsy i odsunęła się przyglądając się swojemu arcydziełu.
- No, skończone. Jeju, jak ty wyglądasz przepięknie - zachwyciła się.
- Juvia też już skończyła - odparła Juvia doczepiając jeszcze welon. Lucy zaproponowała, że fryzurę może mi zrobić jej Gwiezdny Duch Cancer, ale Juvia się uparła, po za tym już jej obiecałam, jak i to, że będzie moją druhną i tak zostało.
- No a teraz suknia - powiedziała Levy trzymając w rękach przepiękną białą suknię ślubną. Pomogły mi ją założyć. Niby taka zwyczajna, ale miała swój urok. Nie chciałam jakiejś takiej wystrzałowej. A ta od razu mi się spodobała. Prosta, bez ramiączek z niewielkimi ozdóbkami, rozszerzana ku dołowi. Była idealna, a do tego białe buty na nie za wielkim obcasie. Dopiero jak dziewczyny dokonały ostatnich poprawek pozwoliły mi obejrzeć się w lustrze. Stanęłam wryta na swój widok.
- T-to je-jestem j-ja ? - wydukałam. włosy spięte w kok z kwiatkiem z boku, makijaż podkreślający moje oczy... Wyglądałam jak księżniczka, jak nie ja...
- Coś nie tak ? - spytała Levy.
- Ja tak wyglądam ? - odparłam pytaniem na pytanie - Nie poznaję siebie! - spojrzałam na dziewczyny i niespodziewanie je przytuliłam - Arigatou - wyszeptałam czując, że w oczach stają mi łzy.
- No już, no już. Bo ci cały makijaż spłynie i wszystko pójdzie na marne - powiedział Lucy.
- A do tego zniszczysz sobie sukienkę - dodała Levy. Puściłam je i delikatnie otarłam łzy.
- Arigatou wam. Jesteście niesamowite - podziękowałam jeszcze raz.
- Skończyłyście już bo wszyscy czekają - spytała Erza wchodząc do pokoju - Kyaa! - czy ona właśnie pisnęła "kyaa" ? -Wyglądasz przepięknie! - uśmiechnęłam się.
- Arigatou - podziękowałam.
- No to jak już gotowa to idziemy - odparła i wyszła. Zrobiłam krok, ale dopiero wtedy poczułam tremę.
- Stres ? - spytała Levy. Kiwnęłam głową.
- Oddychaj i nic się nie bój. Wszystko przecież jest już dopięte na ostatni guzik i nie masz o co się martwić - dodała mi otuchy Lucy. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam. Po drodze wzięłam bukiet kwiatów, który leżał na stoliku. Orchidee moje ulubione kwiaty... Wyszliśmy z pokoju. Zeszliśmy schodami w dół, musiałam uważać, żeby się nie potknąć, ani nadepnąć przypadkiem na sukienkę, bo to by była wtedy z gleba. Uroczystość miała się odbyć w pobliskim kościele. Wyszłyśmy z mieszkania Lucy na ulicę, gdzie czekał już powóz. Dziewczyny pomogły mi do niej wsiąść i same też wsiadły. Powóz ruszył w drogę. Nie minęło dziesięć minut jak dojechaliśmy. Najpierw wysiadły dziewczyny, a za nimi ja. Gdy wyszłam z powozu podszedł do mnie Laxus, który zadeklarował, że to on mnie poprowadzi. Uśmiechnęłam się. Całkiem mu było ładnie w tym smokingu.
- Weź, proszę pilnuj, żebym się nie przewróciła - wyszeptałam do niego.
- Dobrze - odparł. Wziął mnie pod rękę i ruszyliśmy. Weszliśmy do kościoła przy wtórze marszu weselnego. Gdy tylko ujrzałam Graya miałam ochotę od razu do niego podbiec, ale powstrzymywał mnie od tego Laxus, przy czym lekko się zaśmiał. Zarumieniłam się. Zebrani członkowie i zaproszeni goście patrzyli na mnie jak na jakiś ósmy cud świata. Trochę mnie to peszyło, jednak gdy spojrzałam na Graya o wszystkim zapomniałam. Tak jakby nic nie istniało oprócz nas. Podeszliśmy do niego, zagrały ostatnie akordy, Laxus puścił mnie i odszedł na bok. Gray wziął mnie za rękę i obydwoje odwróciliśmy się w stronę kapłana.
- Wyglądasz prześlicznie - wyszeptał jeszcze Gray i zaczęła się uroczystość.
~~jakiś czas później~~
Wyszliśmy z kościoła przy wtórze oklasków i okrzyków. Eliza Fullbuster. Prawda, że ładnie brzmi ? I jak pasuje! Tak szczerze to miałam dość już tego rzucanego ryżu, który miałam nawet we włosach. Z kościoła powozami pojechaliśmy do gildii, gdzie odbyło się przyjęcie. Erza i Mirajane odwaliły kawał dobrej roboty nadzorując przygotowania wesela, jak i dekorowania gildii. Sala wyglądała magicznie. Najpierw każdy składał nam gratulacje i życzenia, nie tylko członkowie gildii Fairy Tail, ale też zaproszeni goście z innych gildii. Większość poznałam wcześniej, resztę dopiero dzisiaj. Następnie rozpoczęła się zabawa. Pierwszy taniec należał do mnie i do Graya. Kurcze nie wiedziałam, że potrafi tak dobrze tańczyć, ale później się okazało, że brał lekcje u Lucy. Najlepsze było jak rzucałam welonem, a Gray krawatem. Welon złapała Juvia, co mnie ucieszyło, a krawat Lyon! To były jaja. Stał jak wryty wpatrując się w trzymaną rzecz, jakby nie dowierzał, a Juvia oblała się szkarłatem. Gdy musieli razem zatańczyć, to ona cały czas się rumieniła, a Lyon wpatrywał się w nią jak w obrazek, szczęśliwy tak, że chyba mógłby dokonać niemożliwego. Wyglądali razem tak słodko. Widziałam wyraz twarzy Miry. Coś czułam, że ma ich na celowniku od jakiegoś czasu i dzisiaj dopnie swego. Zapewne już jutro będą parą. W połowie zabawy prawie wszyscy byli pijani. I tak zaczęły się bójki. A wszystko przez Natsu i Stinga, którzy chcieli udowodnić, który to jest silniejszy. Gdy zaczęli bójkę, Natsu potrącił Gajeela, który wpadł na Elfmana, zaś ten na Hibikiego ? A może to był Ren ? Mniejsza z tym, na pewno to jeden z nich, ten zaś na jakąś dziewczynę, a ta na kogoś tam jeszcze i tak po kolei. Wybuchła taka rozpierducha jakiej jeszcze nie widziałam. Wszystko latało, stoły krzesła, naczynia, jedzenie, a nawet co nie które osoby. Nawet Erza dołączyła, tylko po to by ukarać tych co zrzucili jej sernik truskawkowy ze stołu. Nim się obejrzałam, a Gray też dołączył. Po prostu zdjął koszulę i zniknął w tym cały chaosie. Normalnie ręce opadają, ale on chyba już taki zostanie. Kątem oka zauważyłam w kącie siedzącego Laxusa, kłócącego się o coś z kimś. Chyba poszło o pioruny, bo z tego co sobie przypominam to tamten był tym magiem... jak to szło ? Zabójca Bogów Pioruna ? Błyskawicy ? Jakoś tak. Szczerze, to miałam powoli tego dość. Lekko szumiało mi w głowie od po pierwsze emocji, po drugie hałasu, a po trzecie alkoholu. Miałam ochotę się stąd urwać, ale nigdzie nie widziałam Graya. Nagle ktoś objął mnie w pasie. Pisnęłam i podskoczyłam przestraszona.
- Nie bój się. To ja - szepnął mi do ucha Gray. Odetchnęłam z ulgą.
- Chodźmy stąd - odparłam.
- Dobra - kiwną głową. Już mieliśmy ruszać, ale ja wpadłam na lepszy pomysł.
- Czekaj, nie przedrzemy się przez ten huragan. Lepiej będzie się prze teleportować - skupiłam się. Ostatnio sporo ćwiczyłam, więc teraz mogłam teleportować się na większe odległości i przychodziło mi to dużo łatwiej niż na początku. Nie minęła chwila jak poczułam uścisk w żołądku i byliśmy w naszym mieszkaniu. Co się tam później działo wyjawiło się dwa miesiące później. Przez kolejne miesiące to był totalny koszmar dla Graya, w jego mniemaniu, bo ciągle spełniał te moje dziwne zachcianki. No ale to nie moja wina, że o trzeciej nad ranem zechcę naleśników z dżemem wiśniowym. W tym czasie odbył się też ślub Juvii i Lyona. Miałam rację, że Mira dopnie swego. Laxus też postanowił się oświadczyć swoje dziewczynie, tak to był szok dla wszystkich, gdy wyszło to na jaw. O tuż jego wybranką - nawet ja o tym nie wiedziałam, za co mu się oberwało ode mnie, no jemu i jej, że to ukrywali przez bite trzy miesiące - okazała się być Lucy! Tak Lucy Heartfillia! Podobno zaczęło się to wszystko od pewnej misji. Coś tam słyszałam jak kiedyś mówił, że podoba mu się Lucy, ale nie sądziłam, że to wszystko się tak potoczy. Nie tylko ode mnie im się oberwało, Mira też była zła, że jej nie powiedzieli. Wszystko wydało się przez przypadek, gdy Levy będąca na randce z Gajeelem - tak ostatnio się spotykają - zobaczyła ich razem i obydwoje postanowili ich śledzić.
Dzień narodzin naszego dziecka zapamiętam chyba do końca życia. Akurat wtedy Gray, Natsu, Erza, Gajeel, Wendy, Lucy, Happy, Lily i Carla zostali wysłani na jakąś poważną misję i właśnie z niej wracali. Byli jakieś dwie czy trzy godziny drogi od Magnolii. Z tego co mi opowiadali później, to gdy dostali wiadomość od Miry poprzez lakrymę, która obwieściła Grayowi że odeszły mi wody i rodzę, to najpierw nie wiedział co robić, potem zaczął wariować i mówił coś do siebie przestraszony, a następnie zemdlał. Zaś gdy go ocucili to zerwał się i biegiem, jakby go wściekłe psy goniły, ruszył do Magnolii. Mieli z niego niezłą polewkę później (szczególnie Natsu się z niego nabijał, a Gray odpłacił się mu trzy lata później, gdy na świat przychodził syn Natsu i Lissany. Wtedy różowy zareagował o wiele gorzej...). Dotarł w tym czasie, gdy dostałam pierwsze skurcze. Za nim jednak wszedł na salę zemdlał po raz kolejny. To się Laxus wkurzył. Najpierw to brutalnie go ściągnął do świata żywych - nabiłam braciszkowi później niezłego guza na głowie, gdy się dowiedziałam skąd Gray zdobył tego siniaka pod okiem - a potem tak na niego nawrzeszczał, że chyba cały szpital go słyszał. No, ale poskutkowało i Gray ochłonął i się opanował. Szczerze to myślałam raczej, że to kobiety bardziej przeżywają narodziny swojego dziecka, niż ich mężowie. Urodziłam śliczną, zdrowa córeczkę. Otrzymała imię po nauczycielce Graya, która była dla niego jak matka, Ur. To były najszczęśliwsze chwile mojego życia. A później było ich jeszcze więcej...
Ale to już inna historia...
