A/N: Witam,
Guest: Cieszę się, że początek przypadł ci do gustu.
hik: Na pewno będzie kilkanaście rozdziałów. Zwykle dobijam do 25-27 w opowiadaniach, więc to pewnie też będzie w takich granicach. Może dłuższe, bo mam kilka pomysłów na nie.
Dominikamaja: Postaram się, Cię nie zawieść! A co do komentarza pod 'Przyjemności...' to parsknęłam śmiechem, jak przeczytałam o Dumbledorze.
Dziękuję za komentarze, polubienia, śledzenia.
Bohaterowie należą do uniwersum Marvela.
Miłego czytania.
Asgardzki pałac powinien zostać nazwany złotym pałacem. Gdzie Tony nie spojrzał, widział ściany i kolumny, ociekające złotem. Stark przypomniał sobie, mimowolnie, o jednej z wizyt w pałacu króla Indii, lata temu – jego pałac też ociekał złotem.
- Ruszać się. – Jeden ze strażników popchnął go i kobietę do przodu. Kobieta ledwo, co trzymała się na nogach po staniu cały dzień w słońcu Vanaheim. Jeszcze chwila i zemdleje w pałacu, a inżynier zakładał, że strażnicy i tak jej nie pomogą, a co gorsza, że mogą ją wtrącić do lochu, jak jemu się to przytrafiało za niesubordynację w królestwie Thanosa, a potem na Xandar. Było wiele rzeczy, których Tony nie pamiętał stamtąd i zgadywał, że to działanie tego niebieskiego kamienia, którego Inny na nim użył. Tego samego kamienia, który często blokował jego zdolność mówienia o określonych rzeczach. Tego samego kamienia, który ograniczał jego wolę.
Tony chwycił ramię kobiety i zarzucił sobie na szyję, a drugą ręką chwycił ją w pasie, przyciągając bliżej siebie, by kobieta częściowo się na nim opierała. Strażnicy nic na to nie powiedzieli, tylko nakazali przyspieszyć kroku, dodając coś pod nosem w języku, którego Stark nie znał.
Poprowadzili ich długim korytarzem ku sali, skrytej za ogromnymi, drewnianymi drzwiami. Ta część pałacu, również była pokryta złotem i Tony powoli dochodził do wniosku, że w tym pałacu wszystko jest ze złota. Strażnicy niemal wepchnęli ich do ów Sali, w której znajdowała się spora grupa istot wyglądających na ludzi. Spojrzeli na Tony'ego i kobietę przy jego boku ze zdziwieniem w oczach. Jedna z kobiet, odziana w niebieską suknię, z rudo-posiwiałymi włosami, spiętymi w kok, podeszła do nich. W jej zielonych oczach malował się stoicki spokój, gdy spojrzała na strażników stojących za Tony'm i kobietą.
- To nowi niewolnicy przywiezieni z Vanaheim. Kobieta ma pracować przy przyrządzaniu posiłków. Jemu - wskazał końcem swojego miecza na Tony'ego – musisz wyznaczyć zadanie, Anarah.
- Oczywiście, skonsultuję się z Królową, może ona znajdzie odpowiednie zadanie dla niego. – Strażnicy kiwnęli głowami i opuścili salę. Wtedy to Tony zdał sobie sprawę, że jest mu gorąco, że coś go parzy. Jego oczy powędrowały na kobietę przy jego boku i dostrzegł, że jest na skraju zemdlenia i to od niej bije to gorąco. – Powiedz mi…
- Myślę, że jej jest potrzebna pomoc. – Nie dał dokończyć Anarah zdania. – Lekarska pomoc.
- Wezwać Irihen. – Jedna z dziewczyn wybiegła z sali, a dwie inne podeszły, by zabrać osłabioną kobietę z ramion Starka. Poprowadziły ją na jedną z rzeczy, które przypominały kozetki z gabinetów lekarskich, których Tony nienawidził. – Z którego królestwa przybywasz?
- Ziemia. – Tony widział, że kobieta chciała zapytać o coś jeszcze, jednak przerwało jej nagłe wtargnięcie wysokiej i dość starej kobiety, wyglądającej na około sześćdziesiąt lat. Tuż za nią wbiegła jeszcze jedna kobieta, o blond włosach z blizną biegnącą przez niemal cały policzek – od lewego oka do kącika ust. Wraz z Anarah, kobiety podeszły do leżącej na kozetce kobiety, a Tony skierował się w róg Sali, zauważywszy schody, na których w końcu mógł usiąść.
- Więc jesteś z Midgardu? – Piskliwy, dziewczęcy głosik odezwał się tuż obok niego, niemal przyprawiając go o zawał serca. Tony musiał wziąć trzy głębokie wdechy, by uspokoić serce, które waliło jak młot w tym momencie. – Jaki on jest?
- Co jest?
- Midgard. – Stark w końcu spojrzał na właścicielkę piskliwego głosu. Kobieta, dziewczyna nie wyglądała na więcej niż dwadzieścia lat. Była piękną, czarnowłosą istotą o elektryzująco niebieskich oczach, różowych ustach i małym nosie, który teraz marszczył się uroczo, gdy spoglądała na Tony'ego. – Ja przybyłam tu z Álfheim.
- Ziemia…Midgard, czy jak tam to nazywacie, to wspaniałe miejsce. – W głosie mężczyzny dało się słyszeć smutek i tęsknotę za domem, do którego tak pragnął wrócić. Gdyby tylko istniał jakiś sposób? – Da się stąd jakoś uciec?
- Z pałacu? – Tony przytaknął. – Nawet gdyby ci się udało, to z Asgardu nie ma ucieczki.
- Wiem, przez ich ochronę magiczną. – Dziewczyna pokręciła głową.
- Bariera wokół Asgardu to nie to, co powstrzyma cię przed ucieczką. – Tony spojrzał na nią zaskoczony. – Jedyną drogą do opuszczenia Asgardu, jest Bifrost.
- Co?
- Most, Bifrost. A jego strzeże Heimdall, który widzi wszystko i wszystkich. – Uśmiechnęła się smutno. – Jedynie możesz zostać uwolniony przez Wszechojca, chyba że zostaniesz sługą któregoś z książąt, wtedy to oni decydują o twoim losie.
- Czyli mamy przerąbane – westchnął ciężko, przeczesując swoje zbyt długie już włosy. – Jestem Tony.
- Przedziwne imię. Mnie zwą Eir. – Tony był coraz bardziej pogubiony w tym wszystkim. – Przez lata byłam wierną sługą księcia Thora. A pochodzę z Alfheim.
- Przez lata? Wyglądasz na dwadzieścia kilka maks.
- Och, w każdym wymiarze czas płynie inaczej. Ile ty masz lat?
- Zanim opuściłem Ziemię, miałem 40 lat, ale nie wiem, jak długo mnie tam nie ma.
W sali zapadła głucha cisza, gdy drzwi otworzyły się z impetem. Do środka weszła kobieta, choć właściwie Tony był pewien, że unosi się nad ziemią i płynie, jak piękny łabędź po tafli jeziora. Była ubrana w złotą suknię, z zielonymi akcentami. Jej włosy upięte jak we francuskich żurnalach, powodowały, że wyglądała niezwykle dostojnie, jakby była królową.
- Spuść głowę i wstawaj. – Eir stuknęła go w ramię. – Nie patrz im w oczy.
- Co to za jedni? – Tony szepnął w jej stronę.
- Królowa Frigga i jej świta. – Nagle kobieta stanęła przed nimi. Eir ukłoniła się jej, omijając patrzenia w oczy. Tony nie bardzo wiedział, czy ma również się ukłonić, czy po prostu stać ze spuszczoną głową. – Wasza wysokość.
- Eir, moja droga, przygotuj służbę. – Oczy królowej powędrowały w stronę mężczyzny. – Więc ty jesteś tym przybyszem z Midgardu. Jego też przygotuj, Eir, będzie uczestniczył w uczcie.
- Jak sobie życzysz, Pani.
- Każ przygotować najlepsze dania. Mój syn powrócił do domu. – Z całą swoją gracją opuściła pomieszczenie, zostawiając niewolników samych sobie.
- Słyszeliście królową, przygotować się do uczty.
- Raczej nie będziemy na niej jeść, prawda? – Tony rzucił w stronę Eir. Kobieta spojrzała na niego z niewielkim uśmiechem na twarzy.
- Będziesz miał szczęście, jeśli się spodobasz komuś w pałacu. Jeśli okażesz się nieprzydatny, jutro wylądujesz z powrotem na targu na Vanaheim, a wierz mi, Asgard jest bardzo przyjazny dla swoich niewolników. – Uśmiech zniknął jej z ust. – W przeciwieństwie do innych królestw. Szykuj się Tony, bo dziś jest wielki dzień. Będziemy ucztować do białego rana. Książe Loki powrócił.
- Kim on jest?
- Będzie dla ciebie łaskaw albo stanie się zmorą twego żywota. – Tony się zaśmiał na słowa kobiety.
- Wierz mi, Eir, nikt nie może być zmorą mego życia, musiałby mieć większe ego niż ja, a to raczej niemożliwe. – Nic nie odpowiedziała. – Pewnie to jakiś wymoszczony chłopczyk, którego wszyscy tu czczą. Nie z takimi się spotykałem.
- Jeśli pragniesz pozostać żywym w tym pałacu, nie wymawiaj ani jednego złego słowa o księciu Lokim. Nie takich jak ty pozbawił życia za choćby krzywe spojrzenie w jego stronę.
Eir ruszyła w stronę wielkich, pozłacanych drzwi, sygnalizując Tony'emu, by podążał za nią. Stark, ze zniechęceniem ruszył za nią, raz po raz oglądając się na pozostałych niewolników, którzy teraz krzątali się po całym pomieszczeniu, ubierając coraz to kolorowsze i ładniejsze szaty. Eir zatrzymała się przy starej, drewnianej skrzyni z przedziwnym symbolem, jakby odwróconej piramidy na zamku. Otworzyła ją i wyciągnęła niebieską koszulę i skórzane spodnie. Jednym okiem spojrzała na Tony'ego i mruknęła coś pod nosem. Po chwili spodnie, które miały zbyt długie nogawki, skurczyły się, a koszula, uprzednio niebieska, zmieniła kolor na czerwony. Kobieta rzuciła ciuchy na Tony'ego i z wyczekującym spojrzeniem, kazała mu się przebrać.
- Słuchaj, ja zawsze jestem chętny na rozbieranie się przed kobietami - powiedział do niej, uśmiechając się szelmowsko – ale znamy się dopiero dwadzieścia minut i jest tu kupa ludzi. Może i jestem ekshibicjonistą, ale bez przesady…
- Przebieraj się, tu nikt nie zwraca uwagi na to, jak wyglądają słudzy. - Westchnęła i obróciła się do niego plecami, mrucząc pod nosem coś w stylu 'midgardczycy, dziwna rasa'.
Tony rozejrzał się po sali, rzeczywiście, pozostali naturalnie przebierali się w swojej obecności i nikt na nikogo nie patrzył. Toteż Stark wzruszył ramionami i ściągnął z siebie porwane ciuchy i kilkoma zwinnymi ruchami (ze spodniami skórzanymi zabrało mu to kilka minut, ale to, dlatego, że nie nosił ich od pamiętnych czasów liceum i imprezy w akademiku z dziewczynami z klubu cheerleaderek) założył ciuchy od Eir. I pewnie wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jego osobista lampka w piersi.
- Eir? – szepnął na tyle głośno, by go usłyszała. Kobieta obróciła się do niego, z niemym pytaniem w oczach. – Muszę to jakoś zakryć. - Wskazał palcem na swój reaktor. Oczy Eir rozszerzyły się w zaskoczeniu i zdziwieniu owym przedmiotem w piersi Tony'ego. Kilkakrotnie otwierała i zamykała usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale nie wiedziała do końca co. – Opowiem o tym później, teraz pomóż mi to ukryć.
Eir przytaknęła, otwierając skrzynię ponownie i wyciągając z niej jakiś biały materiał, przypominający bandaż. Kazała Tony'emu ściągnąć koszulę, a gdy stał przed nią nagi od pasa w górę, zaczęła owijać ostrożnie, ale z dokładnością chirurga, jego klatkę piersiową materiałem tak, by zakryć światło reaktora. Teraz pod kilkoma warstwami materiału nikt nie mógł dostrzec niebieskiego blasku. Tony podziękował jej ciepłym uśmiechem. Eir raz jeszcze mruknęła kilka niezrozumiałych słów pod nosem i czerwona koszula Tony'ego nagle miała rzemyki do wiązania przy kołnierzu. Swoimi delikatnymi dłońmi, zawiązała je tak, by ukryć ślady materiału. Jeszcze dłonią poprawiła mu włosy i wróciła do pozostałych sług.
Gdy już wszyscy byli gotowi, ruszyli w stronę największej sali w Asgardzkim pałacu. Do sali, w której miała się zaraz odbyć uczta na cześć księcia Lokiego.
A/N: I jak wrażenia?
U kogoś w opowiadaniu zauważyłam imię Eir i cholernie mi się spodobało.
W następnym Tony pozna Lokiego i zrobi wrażenie na kilku osobach.
Opinie będą mile widziane,
Intoxic
