A/N: Spięłam się w sobie, dzięki rozmowom z Dominiką i ignorując sen po niedospaniu po wczorajszej, dziewięciogodzinnej zmianie w pracy, dokończyłam ten rozdział.

Zapraszam na pierwsze momenty w komnacie Lokiego.

Bohaterowie należą do Marvel'a.

Miłego czytania.


- Nie jestem gejem i nie będę twoją dziwką!

Loki wpatrywał się w trójkę mężczyzn przed sobą, dwóch z nich odzianych było w złote, asgardzkie zbroje dla strażników. Trzeci miał na sobie czerwoną koszulę i skórzane czarne spodnie. Loki rozpoznał w nim sługę z uczty, tego, który rozlał wino na Lady Sif.

Spojrzał swoimi zielonymi oczyma na mężczyznę. Jego twarz była czerwona, kolorem niemal pasowała do jego koszuli. O ile Loki dobrze pamiętał, nie miał tak czerwonej twarzy, gdy widział go kilka godzin temu w sali tronowej.

- Słyszysz! Nie będę twoją dziwką! - sługa krzyknął.

Przez moment te słowa zdawały się być bezdźwięczne, jednak gdy trafiły one w końcu do Lokiego, aż cofnął się z wrażenia.

- Słucham?

- Nie będę twoją dziwką! Nie obchodzi mnie, jakie tu idiotyczne, średniowieczne zasady panują, ale nie będę twoją dziwką. Mógłbyś być samą królową Anglii, nie obchodzi mnie to. Nie będę przed tobą rozkładał nóg!

Loki wpatrywał się w niego zdziwionym wzrokiem, niemal tak samo zdziwionym jak, gdy usłyszał po raz pierwszy o swoim ożenku przed wieloma laty.

- Cóż to ma znaczyć? - zapytał, spoglądając chłodno na strażników.

- Mój książę - zaczął jeden z nich, ukłoniwszy się Lokiemu - Midgardczyk jest prezentem powitalnym od twojej matki, dla Ciebie. Ma być twoim osobistym sługą.

- Nie będę twoją dziwką! - Loki ponownie usłyszał głos sługi. Powoli zaczął go irytować, zwłaszcza, że co chwila powtarzał te same słowa, w ten sam denerwujący sposób, który przyprawiał Lokiego o ból głowy. - Możesz sobie tu być księciem czy kim tam, ale nie będę twoją dziw…

- Och, zamknij się! - Loki mruknął pod nosem szybkie, proste zaklęcie i po chwili radował się słodkim dźwiękiem ciszy, gdy odebrał głos słudze. - Słyszycie to? Wspaniały dźwięk. Cisza. - ponownie zwrócił się do strażników. - Żądam wyjaśnień. Co ten śmiertelnik robi w mojej komnacie i co moja matka ma z tym wspólnego?

- Drogi książę, królowa pomyślała, że teraz, gdy powróciłeś do pałacu, uraduje cię nowy sługa, osobisty sługa. - Drugi ze strażników wepchnął sługę do komnaty Lokiego tak, że padł na ziemię, wprost pod nogi czarnowłosego księcia. - Ma zostać z tobą, książę.

- Nie chcę go tutaj.

- Taki był rozkaz królowej.

- Chcę się widzieć z moją matką…

- Królowa udała się na nocny spoczynek, mój książę - odpowiedział jeden ze strażników, usuwając się w tył. Razem z drugim strażnikiem ukłonili się Lokiemu, zamykając drzwi od jego komnaty.

- Powiedzcie sługom matki, że chcę się z nią widzieć z samego rana!

- Dobrej nocy, książę. - Strażnicy zamknęli drzwi komnaty do końca i odeszli, zostawiając Lokiego i sługę z Midgardu samych. Loki oparł głowę o drzwi komnaty, wzdychając głośno. Dlaczego matka przysłała mu sługę mężczyznę? Czyżby to miałbyć jakiś żart?

Usłyszał jakieś głośne pomruki, dochodzące zza jego pleców. Obrócił głowę i wtedy zauważył coś brązowego kątem oka. I na brodę Odyna, dobrze, że Loki miał wyczulone zmysły, inaczej nie złapałby lecącej wprost na jego twarz jednej z jego ksiąg zaklęć. Przed nim stał sługa, krzycząc, znaczy, krzyczałby na niego, gdyby miał swój głos. Loki ostrożnie położył księgę, którą złapał w locie, na swoje łoże i posłał słudze mrożące krew w żyłach spojrzenie. Spodziewał się, że mężczyzna zacznie się go bać, w końcu Loki wielu przestraszył swoim spojrzeniem, jednak mężczyzna dalej stał, bezgłośnie krzyczał, a co więcej, posyłał Lokiemu równie sfrustrowane spojrzenie. Wskazywał na swoje gardło, wciąż bezgłośnie krzycząc. Gdy Loki obrócił się do niego plecami, nie chcąc już dłużej na niego patrzeć, po kilku sekundach usłyszał świst koło ucha. Tym razem nie zdążył złapać księgi i został boleśnie uderzony w głowę.

Loki warknął głośno, gdy księga opadła ciężko na ziemię. Jego zielone oczy zapłonęły gniewem i ruszył do ataku na sługę. W mgnieniu oka znalazł się przy nim i chwycił go mocno za gardło, unosząc ku górze tak, by patrzył mu prosto w oczy.

- Ty nędzna kreaturo! Mógłbym cię zabić bez mrugnięcia okiem! - Midgardzyk starał się wyswobodzić z uścisku Lokiego, ale bóg trzymał go zbyt mocno. Sługa zaczął się dusić, gdy czarnowłosy przycisnął jego krtań. - Kilka chwil i będziesz martwy, a ja będę nadal upajał się błogą ciszą.

W tym momencie Midgardczyk zrobił kolejny błąd. Z całej swojej siły - nie było jej zbyt wiele - kopnął Loki'ego tuż pod kolanem, przez co zielonooki puścił jego szyję i padł na ziemię, bardziej z zaskoczenia niż z bólu.

- Ty… - Mężczyzna pokazywał palcem jednej dłoni na swoje gardło, a w drugiej trzymał otwartą, starą księgę zaklęć. Okładkę książki trzymał pod pachą i naderwał stronę z zaklęciami. - Nie! Odłóż tę księgę, a przyrzekam, że nie skręcę ci karku odrazu.

Midgardczyk tylko prychnął, obrzucając Lokiego pewnym siebie spojrzeniem. Po raz kolejny tej nocy wskazał na swoje gardło.

- Jeśli przywrócę ci głos, odłożysz księgę na miejsce? - Mężczyzna pokiwał żywo głową. - Więc niech tak się stanie.

Loki uniósł dłoń w stronę gardła mężczyzny i szepnął pod nosem zaklęcie. Zielone iskry jego magii stworzyły spiralę wokół gardła Midgardczyka. Po chwili usłyszał jego irytujący, jak śpiew karłów, głos.

- Hej, możesz sobie być tu księciem, ale usunięcie mojego głosu było niefajne, koleś - rzucił mężczyzna, odkładając, właściwie opuszczając, księgę zaklęć na łoże Lokiego. - Ciekawe, jak ty byś się czuł, gdyby ktoś zrobił ci coś takiego, koleś. Mój głos jest zbyt wspaniały, by go wyciszać.

- Czy tobie się nie zamykają usta? - zapytał Loki, siadając na łożu. Delikatnie wziął księgę zaklęć w dłonie, badając, czy śmiertelnik nie uszkodził jej w jakikolwiek poważny sposób. Gdyby się tak stało, ściąłby mu głowę bez wahania. Czarnowłosy bóg uniósł księgę ku górze za pomocą swojej magii, by po chwili przetransportować ją na najwyższą półkę w swojej bibliotece. - Mam ochotę czymś ci je zatkać.

Brązowooki mężczyzna wzruszył w dziwny sposób brwiami w kierunku Lokiego.

- Perwersyjnie, ale nie skorzystam - oświadczył, rozglądając się po komnacie, nim ponownie spojrzał na zielonookiego boga. - Słuchaj, ja serio mówiłem, że nie będę twoją dziwką...czekaj wy to inaczej tu nazywacie…

- Wiem, co oznacza dziwka - wtrącił Loki. - Podróżowałem po wszystkich królestwach. Również odwiedziłem Midgard kilka razy. Doskonale wiem, co oznacza dziwka, Midgardczyku.

- Tony. - Loki spojrzał na niego zdziwiony. - Moje imię to Tony, nie Midgardczyk. Tony.

- Nie dbam o twoje imię, śmiertelniku. O poranku porozmawiam z matką o twym losie.

- Mam być podobno twoim osobistym sługą, ale jeśli to oznacza bycie twoją dziwką, to odpadam, koleś. - Śmiertelnik usiadł na łożu Lokiego, zakładając ręce na piersi. Oczy Lokiego zwęziły się w gniewie. Po raz kolejny naparł na mężczyznę, złapał go za gardło i uniósł ku górze, tylko po to, by po chwili rzucić go na podłogę. Brązowooki uderzył plecami o twardą podłogę. Gdy tylko podniósł się z ziemi, spojrzał morderczym wzrokiem na Lokiego. - Ty masz jakiś fetysz szyjny? - sapnął, gdy złapał oddech. - Kurwa, będę miał teraz siniaki.

Tony ponownie zaczął rozglądać się po komnacie Lokiego, podnosząc dłoń, by dotknąć kilku ksiąg i flakonów na stole stojącym, przed wielkim oknem, skierowanym na ogrody.

- Jeśli cenisz swe kończyny, śmiertelniku, nie dotykaj mych własności.

- Spoko, księżniczko. - Uśmiechnął się do niego szeroko. Jego twarz jakby rozjaśniała od tego uśmiechu. - Widzisz, możemy miło się do siebie odnosić. Ty nie usuwasz mi głosu, nie próbujesz mnie udusić…

- A ty wciąż nie przestajesz mówić. A twój głos przyprawia mnie o ból głowy.

- Mój głos jest wspaniały, tak samo jak ja - odparł Tony, wskazując na stojące przy stole krzesło. - Mogę usiąść? - Loki niechętnie potaknął. - Rany, takie trochę średniowiecze tu macie, co nie? Macie tu chociaż prąd?

- Asgard nie potrzebuje takich Midgardzkich wynalazków, mamy od tego magię. - Tony spojrzał na niego z niedowierzaniem. - Zaskoczony, śmiertelniku? W twoim królestwie nie ma magii, prawda?

- Na imię mi Tony. To nie takie trudne do zapamiętania, księżniczko.

- A ja nie jestem księżniczką, tylko księciem Asgardu i synem królowej. Mądrze dla ciebie będzie, jeśli to zapamiętasz. - Loki posłał mu szelmowski uśmieszek. - Twoje życie należy teraz do mnie i mogę je zakończyć według własnego uznania, Tony.

- Widzisz, było tak trudno, książę?

Przez moment zapanowała między nimi cisza, przerywana głośnym biciem serca Tony'ego. Loki przewrócił oczami, podnosząc się z łoża. Złapał za oba końce rzemyka przy kołnierzu swej tuniki i zaczął ją rozwiązywać. Następnie chwycił za jej koniec i jednym zwinnym ruchem ściągnął ją z siebie. Loki przeteleportował swoją tunikę do drugiej, mniejszej komnaty, w której znajdowały się jego odzienia. Czarnowłosy bóg odrzucił na bok szarą, zwierzęcą skórę - pamiątkę z wizyty na Alfheim, gdzie Loki zabił i oskórował największe zwierze, przypominające bjørna. Położył się wygodnie na łożu, nakrywając się niemal po sam nos, obracając się plecami do niechcianego gościa.

Już miał zamykać oczy, by zatopić się w śnie, gdy znów usłyszał ten irytujący głos.

- A ja gdzie mam spać?

- Możesz położyć się na podłodze, niedaleko mego łoża.

- Ty chyba sobie jaja ze mnie robisz - Tony odparł wzburzony. Loki słyszał jego kroki za plecami. W duchu Loki przeklinał wszystko za to, że został skazany na takiego irytującego sługę. Może to była ta druga część jego kary, którą ma odbyć? Może jego matka i Wszechojciec zdecydowali, że jeśli Loki wytrzyma towarzystwo śmiertelnika okaże się znów godzien tytułu księcia Asgardu? A może to był plan Odyna, by dowieść, że jednak Loki jest potworem, że nie jest godzien i zabije już pierwszej nocy swego sługę. Prawdę powiedziawszy, z każdym kolejnym słowem wychodzącym z ust Tony'ego, Loki miał ochotę mu obciąć język i w końcu zabić. - Nie jestem jakimś psem, by spać na podłodze.

Wzdychając ciężko, Loki odrzucił skórę i wstał z łóżka. Chwycił mocno Tony'ego za ramię, wpijając paznokcie w jego skórę i otworzył drzwi swej komnaty z impetem. Wypchnął Tony'ego za nie, zamykając mu je przed nosem. Midgardczyk zaczął walić w drzwi z taką siłą, jakby robił to Mjolnirem.

- Wróć do kwater służby! Rano porozmawiam z matką o twym losie, śmiertelniku.

- Tony! Na imię mi Tony! - odkrzyknął mężczyzna.

Nagle przestał pukać, a Lokiemu zdawało się, że słyszy powolne kroki, które się oddalały. Odetchnął z ulgą, opierając się o drzwi. W końcu mógł powrócić do snu i radować się dźwiękiem pięknej ciszy, nieprzerywanej przez irytującego Midgardczyka. A o jego losie, musi porozmawiać ze swoją matką, gdy tylko nastanie poranek.


A/N: I jak wrażenia?

W kolejnym: Loki rozmawia z matką o Tony'm i jego przyszłym losie.

Kolejny pojawi się prawdopodobnie w przyszłym tygodniu.

Dziękuję za wszelkie komentarze, polubienia, śledzenia.

Opinie będą mile widziane.

Intoxic